Od
autora: Witajcie moi drodzy. Jak wiadomo, dzisiaj urodziny obchodzi
Saga, z tej okazji postanowiłam przygotować zupełnie nieplanowany
bonus do opowiadania, które właśnie piszę czyli Give me a
sign. To luźna opowieść, można powiedzieć, że swego rodzaju
filler związany z Sagą - nie za długi, ale jest. Zapraszam~
*
Jedyny
dźwięk, który przebił się przez panującą w mieszkaniu
przytłaczającą pustkę było szczęknięcie zamka. Później
kroki, szelest ocierającego się materiału dżinsów, dźwięk
przesypujących się włosów pod wpływem gestu dłoni. Takashi
rozejrzał się po mieszkaniu. Było głucho. Tam panowało coś
więcej niż tylko nieznośna cisza. To było jak wrzask milczenia.
Sakamoto westchnął. Wiedział, że kiedyś do tego dojdzie. Nawet
uśmiechnął się kącikiem ust, a grymas uległ tylko poszerzeniu,
gdy zobaczył na blacie kartkę z nabazgranym napisem. Otworzył okno
i poklepał się po tylnej kieszeni spodni w poszukiwaniu papierosów,
ale mógł co najwyżej kontemplować krągłość swoich pośladków.
Westchnął rozdzierająco - a on rozdzierać potrafił, po czym po
prostu cofnął się i nie kryjąc niezadowolenia, wyszedł z
mieszkania po papierosy. Gdy wrócił, ujrzał otwarte na oścież
okno. Na blacie z kolei siedział ptak, wyglądający jak kruk albo
przerośnięta wrona. Spojrzał na Takashiego bystrymi oczami, które
przypominały dwie świecące kuleczki. W dziobie trzymał kartkę,
która jeszcze niedawno spoczywała spokojnie na blacie.
-
Nawet się nie waż - zagroził Sakamoto, postępując krok do
przodu. Ptak z kolei zatrzepotał parę razy skrzydłami, by zupełnie
ignorując Takashiego, po prostu wylecieć przez otwarte okno wraz z
kartką. Takashi westchnął podirytowany i zaczął nerwowo poruszać
stopą. Zagryzł wargę. Przeczesał włosy. Podszedł do okna, aby
drżącą dłonią umieścić papierosa między wargami i z
westchnieniem wciągnąć do płuc tytoń.
On
nawet nie wiedział, co na tej kartce było napisane. Jednak Shinji
nigdy nie zostawiał tego typu wiadomości. Na dole chodzili ludzie.
Było szaro i pochmurno. Nosili ze sobą parasole, na głowach mieli
kaptury albo przemoknięte strąki włosów. Takashi strząsał na
nich popiół. Był wściekły. Wiedział, że skoro Shinji zachował
się w ten sposób, to oznacza tylko, że poszedł po rozum do głowy.
Niby był zadowolony, bo wszystko teraz potoczy się zgodnie z
pożądanym scenariuszem, ale... Niechcący przygryzł papierosa i
gwałtownym ruchem wyjął z kieszeni telefon.
-
Sho? Przyjedź do mnie, czekam - odparł i rozłączył się,
wytykając głowę przez okno. Wszystko, tylko nie zapach ich
wspólnego szczęścia przechadzający się po pokojach mieszkania.
Miał
nadzieję, że splugawi je na tyle, aby zapomnieć. Nigdy wcześniej
nie uprawiał seksu na ich wspólnym łóżku z kimś innym. Nigdy
nie wpuszczał kochanka do środka, zawsze tylko go odwozili.
Wiedział, że Shinji słyszy szelest podjeżdżającego samochodu,
chlupot rozbryzgiwanej spod kół wody i cichutki pisk. Tak, jak on
teraz. Nie minęło wiele czasu, gdy usłyszał dzwonek. Raz, drugi,
trzeci. Jak napalony, to poczeka - pomyślał
Takashi, uśmiechając się do siebie, po czym ostatni raz odetchnął
rześkim powietrzem. Przed drzwiami stał męczyzna w krótkich
włosach o krzywozębnym uśmiechu dziecka. Sadze to nie
przeszkadzało, ponieważ partner miał w sobie coś czarującego.
Zarzucił mu ręce na szyję i zanim ten zdołał cokolwiek
powiedzieć, zamknął mu usta pocałunkiem. Shoya odsunął go od
siebie delikatnie.
-
Co się stało? - zapytał, marszcząc brwi.
-
Ten dupek mnie zostawił, to nic osobliwego, po prostu pieprz się ze
mną - powiedział Saga i znów przywarł do ust kochanka. Shoya,
czując na sobie napór rozpalonego ciała, nie oponował. Podążyli
do sypialni.
Saga
leżał na torsie swojego kochanka i wpatrywał się tępo w okno.
Shoya głaskał go po głowie. Ta cholerna pościel wciąż nim
pachniała. Takashi był pewny, że nawet łóżko, stelaż, podłoga
i ściany - że wszystko przesiąknęło pieprzonym zapachem
pieprzonego tygrysa. Był wściekły.
-
To koniec na dobre? - pozorną ciszę wypełnioną głośnymi myślami
Sagi zakłócił Shoya.
-
Nie - Saga podniósł się na rękach i spojrzał kochankowi w oczy
ze ściągniętymi brwiami. - No co ty.
-
Więc dlaczego tak się przejmujesz? - zapytał z wymalowanym na
twarzy niezrozumieniem.
-
Głupi jesteś, niczym się nie przejmuję - Takashi z powrotem opadł
na ciało kochanka i spojrzał tęsknie w okno.
-
Czuję, jak twoje serce wali na moim udzie i wiem, że to nie ja
jes...
-
Nic nie czujesz - przerwał Shoyi Saga. - Zamknij się już, jak
chcesz o tym gadać.
Sho
uśmiechnął się. Takashi naprawdę kochał swojego faceta. Czuł,
że niezależnie od tego, jak dobrze było mu w takim układzie z
Sagą, niedługo będzie zmuszony to zakończyć.
Tora
w jakiś nieznośny sposób był wszędzie. W kubku pozostawionym na
środku zlewu, w nieszczęśnie krzywo stojącym stole, w martwym
czarnym pudle. Shinji wpisał się w to miejsce, jakby cząstka jego
obecności została wyryta w każdym meblu, sprzęcie i ścianie. W
każdym jednym calu. Takashi trzymał Shoyę kurczowo przy sobie.
-
Tęsknisz za nim? - zapytał któregoś razu jasnowłosy kochanek.
-
Ja wiem, że on wróci, nie mam za czym tęsknić - odparł Saga
jakby mówił o porannej kanapce z serem, a nie o własnych
uczuciach. Jednak Shoya był dobrym obserwatorem. Widział, jak
częściej zaczesuje włosy, na jego twarzy rodzą się nietypowe
grymasy, a w oczach z każdym dniem coraz bardziej niknie blask. Sho
czuł się bardziej jak przyjaciel niż kochanek. Gdzieś w głębi
duszy winszował Takashiemu i Shinjiemu. Nawet któregoś razu
myślał, żeby do niego zadzwonić, gdy został sam na sam z
telefonem Takashiego, jednak ten niedługo pojawił się w progu i
syknął:
-
Nawet się nie waż.
Saga
tęsknił. To było oczywiste jak słońce o poranku i księżyc w
nocy. Cykl za cyklem, wyglądał coraz gorzej. Aż nadszedł ten
dzień...
-
Takashi - odezwał się Shoya.
-
Tak? - Saga odwrócił się i przeszył partnera chłodnym
spojrzeniem.
-
Muszę odejść - powiedział kochanek niepewnie.
-
Spadaj - odparł tylko Takashi i wytknął głowę z powrotem przez
okno. Zapalił Marlboro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz