środa, 24 czerwca 2015

[bonus] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Witajcie moi drodzy. Jak wiadomo, dzisiaj urodziny obchodzi Saga, z tej okazji postanowiłam przygotować zupełnie nieplanowany bonus do opowiadania, które właśnie piszę czyli Give me a sign. To luźna opowieść, można powiedzieć, że swego rodzaju filler związany z Sagą - nie za długi, ale jest. Zapraszam~

*
Jedyny dźwięk, który przebił się przez panującą w mieszkaniu przytłaczającą pustkę było szczęknięcie zamka. Później kroki, szelest ocierającego się materiału dżinsów, dźwięk przesypujących się włosów pod wpływem gestu dłoni. Takashi rozejrzał się po mieszkaniu. Było głucho. Tam panowało coś więcej niż tylko nieznośna cisza. To było jak wrzask milczenia. Sakamoto westchnął. Wiedział, że kiedyś do tego dojdzie. Nawet uśmiechnął się kącikiem ust, a grymas uległ tylko poszerzeniu, gdy zobaczył na blacie kartkę z nabazgranym napisem. Otworzył okno i poklepał się po tylnej kieszeni spodni w poszukiwaniu papierosów, ale mógł co najwyżej kontemplować krągłość swoich pośladków. Westchnął rozdzierająco - a on rozdzierać potrafił, po czym po prostu cofnął się i nie kryjąc niezadowolenia, wyszedł z mieszkania po papierosy. Gdy wrócił, ujrzał otwarte na oścież okno. Na blacie z kolei siedział ptak, wyglądający jak kruk albo przerośnięta wrona. Spojrzał na Takashiego bystrymi oczami, które przypominały dwie świecące kuleczki. W dziobie trzymał kartkę, która jeszcze niedawno spoczywała spokojnie na blacie.
- Nawet się nie waż - zagroził Sakamoto, postępując krok do przodu. Ptak z kolei zatrzepotał parę razy skrzydłami, by zupełnie ignorując Takashiego, po prostu wylecieć przez otwarte okno wraz z kartką. Takashi westchnął podirytowany i zaczął nerwowo poruszać stopą. Zagryzł wargę. Przeczesał włosy. Podszedł do okna, aby drżącą dłonią umieścić papierosa między wargami i z westchnieniem wciągnąć do płuc tytoń. 
On nawet nie wiedział, co na tej kartce było napisane. Jednak Shinji nigdy nie zostawiał tego typu wiadomości. Na dole chodzili ludzie. Było szaro i pochmurno. Nosili ze sobą parasole, na głowach mieli kaptury albo przemoknięte strąki włosów. Takashi strząsał na nich popiół. Był wściekły. Wiedział, że skoro Shinji zachował się w ten sposób, to oznacza tylko, że poszedł po rozum do głowy. Niby był zadowolony, bo wszystko teraz potoczy się zgodnie z pożądanym scenariuszem, ale... Niechcący przygryzł papierosa i gwałtownym ruchem wyjął z kieszeni telefon.
- Sho? Przyjedź do mnie, czekam - odparł i rozłączył się, wytykając głowę przez okno. Wszystko, tylko nie zapach ich wspólnego szczęścia przechadzający się po pokojach mieszkania.
Miał nadzieję, że splugawi je na tyle, aby zapomnieć. Nigdy wcześniej nie uprawiał seksu na ich wspólnym łóżku z kimś innym. Nigdy nie wpuszczał kochanka do środka, zawsze tylko go odwozili. Wiedział, że Shinji słyszy szelest podjeżdżającego samochodu, chlupot rozbryzgiwanej spod kół wody i cichutki pisk. Tak, jak on teraz. Nie minęło wiele czasu, gdy usłyszał dzwonek. Raz, drugi, trzeci. Jak napalony, to poczeka - pomyślał Takashi, uśmiechając się do siebie, po czym ostatni raz odetchnął rześkim powietrzem. Przed drzwiami stał męczyzna w krótkich włosach o krzywozębnym uśmiechu dziecka. Sadze to nie przeszkadzało, ponieważ partner miał w sobie coś czarującego. Zarzucił mu ręce na szyję i zanim ten zdołał cokolwiek powiedzieć, zamknął mu usta pocałunkiem. Shoya odsunął go od siebie delikatnie.
- Co się stało? - zapytał, marszcząc brwi.
- Ten dupek mnie zostawił, to nic osobliwego, po prostu pieprz się ze mną - powiedział Saga i znów przywarł do ust kochanka. Shoya, czując na sobie napór rozpalonego ciała, nie oponował. Podążyli do sypialni.

Saga leżał na torsie swojego kochanka i wpatrywał się tępo w okno. Shoya głaskał go po głowie. Ta cholerna pościel wciąż nim pachniała. Takashi był pewny, że nawet łóżko, stelaż, podłoga i ściany - że wszystko przesiąknęło pieprzonym zapachem pieprzonego tygrysa. Był wściekły.
- To koniec na dobre? - pozorną ciszę wypełnioną głośnymi myślami Sagi zakłócił Shoya.
- Nie - Saga podniósł się na rękach i spojrzał kochankowi w oczy ze ściągniętymi brwiami. - No co ty.
- Więc dlaczego tak się przejmujesz? - zapytał z wymalowanym na twarzy niezrozumieniem.
- Głupi jesteś, niczym się nie przejmuję - Takashi z powrotem opadł na ciało kochanka i spojrzał tęsknie w okno.
- Czuję, jak twoje serce wali na moim udzie i wiem, że to nie ja jes...
- Nic nie czujesz - przerwał Shoyi Saga. - Zamknij się już, jak chcesz o tym gadać.
Sho uśmiechnął się. Takashi naprawdę kochał swojego faceta. Czuł, że niezależnie od tego, jak dobrze było mu w takim układzie z Sagą, niedługo będzie zmuszony to zakończyć.

Tora w jakiś nieznośny sposób był wszędzie. W kubku pozostawionym na środku zlewu, w nieszczęśnie krzywo stojącym stole, w martwym czarnym pudle. Shinji wpisał się w to miejsce, jakby cząstka jego obecności została wyryta w każdym meblu, sprzęcie i ścianie. W każdym jednym calu. Takashi trzymał Shoyę kurczowo przy sobie.
- Tęsknisz za nim? - zapytał któregoś razu jasnowłosy kochanek.
- Ja wiem, że on wróci, nie mam za czym tęsknić - odparł Saga jakby mówił o porannej kanapce z serem, a nie o własnych uczuciach. Jednak Shoya był dobrym obserwatorem. Widział, jak częściej zaczesuje włosy, na jego twarzy rodzą się nietypowe grymasy, a w oczach z każdym dniem coraz bardziej niknie blask. Sho czuł się bardziej jak przyjaciel niż kochanek. Gdzieś w głębi duszy winszował Takashiemu i Shinjiemu. Nawet któregoś razu myślał, żeby do niego zadzwonić, gdy został sam na sam z telefonem Takashiego, jednak ten niedługo pojawił się w progu i syknął:
- Nawet się nie waż.
Saga tęsknił. To było oczywiste jak słońce o poranku i księżyc w nocy. Cykl za cyklem, wyglądał coraz gorzej. Aż nadszedł ten dzień...
- Takashi - odezwał się Shoya.
- Tak? - Saga odwrócił się i przeszył partnera chłodnym spojrzeniem.
- Muszę odejść - powiedział kochanek niepewnie.
- Spadaj - odparł tylko Takashi i wytknął głowę z powrotem przez okno. Zapalił Marlboro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz