niedziela, 21 czerwca 2015

[7/12] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Przedstawiam Wam kolejny rozdział, mam nadzieję, że czytając go będziecie mieli taką samą frajdę, jak ja podczas pisania. Zapraszam.

*
Toshiya wziął mnie na zakupy do centrum handlowego. Spomiędzy wieszaków wygrzebywał ubrania dziwne i dziwniejsze. Włóczyłem się za nim, a on tylko biegał od jednego sklepu do drugiego, każąc mi przymierzać coraz to nowe ubraniowe wariacje. Na wstępie odrzucałem wszelkie róże, żółcie i pastele.
Ostatecznie ubrał mnie w czarną prostą koszulę z czerwonymi akcentami, której rękawy zawinięte były do łokci i lekko zwężane ku dołowi dżinsy. Wyglądałem dobrze. Na końcu na mojej szyi powiesił srebrny łańcuszek z krzyżem. Czułem się naprawdę dziwnie, choć faktem było, że dawno nie patrzyłem w lustro równie przychylnie.
Później przyszedł czas na kolejny etap wielkiej przemiany.
- Kiedy widzisz człowieka, pierwszym, na co patrzysz jest jego twarz, więc najpierw zajmiemy się jej oprawą - powiedział basista i pociągnął mnie do fryzjera.
Moje włosy wołały o pomstę do nieba - były za długie i nijakie, dobrze o tym wiedziałem, jednak zupełnie nie miałem głowy, by się nimi zająć. Toshiya postanowił zrobić to za mnie. Włosy miałem przycięte i wystylizowane, na końcówkach zagościł blond. Dodatkowo barber pozbawił mnie rosnącego już zarostu. Nigdy nie wierzyłem w to, jak kobiety po takich maratonach i przemianach mogą czuć się lepiej, ale teraz... sam się przekonałem. Patrząc w lustro, widziałem przystojnego eleganckiego tygrysa. Poprawiłem kołnierz. Niestety nie zdołałem nacieszyć się sobą za bardzo, ponieważ Toshiya już pociągnął mnie do kolejnego miejsca. Okazała się nim klimatyczna gejowska kawiarnia, na której szyldzie spoczywała tęczowa flaga. Czułem się trochę zażenowany, siedząc w tego typu miejscu, jednak niczym nieskrępowany Toshimasa po zamówieniu nam napojów rozejrzał się ukradkiem, po czym zaczął po prostu nawijać.
- Shinji - zaczął - jeżeli mamy dążyć do tego, by Takashi szalał za tobą - tym razem wypowiedział jego imię z nadmierną starannością - to musisz dać mu ku temu powody.
- Ale jak? - stęknąłem, ze znużeniem opierając brodę na dłoni.
W jego wzroku widziałem, że traci cierpliwość. W sumie chciałem tego - pragnąłem, żeby na mnie nawrzeszczał i zostawił, abym mógł uwić sobie gniazdko pod własnym mieszkaniem i poczekać na powrót Takashiego. Potem nie wiem co by się stało, ale w najgorszym wypadku mogę rzucić się z okna.
- Może pokazując mu to, czego pragnie, jednak nie dając tego od razu? - spojrzał na mnie z uśmiechem. - Niech się trochę postara. Ty mu pokażesz, że masz coś do zaoferowania.
To wszystko już brzmiało abstrakcyjnie. Co ja miałem do zaoferowania Takashiemu?
- Zatem - kontynuował niczym niezrażony Toshimasa - najpierw musimy wiedzieć czego chce.
- Ja sam nie wiem, czego chcę - wyjęczałem niezadowolony.
Toshiya tylko otworzył swoją piękną buźkę i mówił dalej.
- Kobiety szukają w związkach zaradnego, zdecydowanego mężczyzny, który będzie oparciem, ake jednocześnie aktywnego, miłego, czarującego i wykazującego się kulturą osobistą. Mężczyzna natomiast jest prosty - spojrzał na mnie, szukając chyba oznaki zrozumienia. - ... jak erekcja - dokończył, a ja prawie zakrztusiłem się pitą właśnie kawą. 
- Ale po cholerę my gadamy o kobietach, skoro jestem gejem? - powiedziałem chyba trochę za głośno, bo jakiś mężczyzna nieopodal spojrzał na mnie z rubasznym uśmieszkiem. Przewróciłem oczami.
Toshiya ciągnął, jakby posiadał nerwy ze stali.
- A jak myślisz, czy mężczyźni oczekują tego samego?
Zamilkłem na chwilę. Widziałem, jak Toshiya miesza plastikowym patyczkiem w swojej kawie.
- Nie - odparłem.
- A czego ty oczekujesz?
Przez chwilę spoglądając na niego, poczułem się jak na terapii. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Chcę po prostu, żeby był.
Widziałem, jak mój rozmówca teatralnie uderza się ręką w czoło.
- Stereotypowy gej jest ciotą. Czy ty jesteś ciotą?
- No nie - zmarszczyłem brwi.
- No więc mów mi, czego od niego oczekujesz.
Zastanowiłem się chwilę.
- Potrzebuję spełnienia, ale to mi daje. Brakuje mi stałości, nie jestem kobietą, żeby potrzebować opiekuńczego ramienia do wypłakania się, ale chcę mieć pewność, że po męczącym dniu zastanę go w domu.
- Tygrysie - Toshiya wyciągnął kończynę przez stój i położył swoją dłoń na mojej, po czym spojrzał mi w oczy. - Musisz z nim poważnie porozmawiać.
- Ale on zmienił zamki! - wzburzyłem się. - To wygląda tak, jakby wcale nie chciał rozmawiać.
- Nie daj się wygryźć konkurencji - powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
- Ale co ja mam zrobić?
Wzrok mojego rozmówcy przeniósł się na leżący obok mojej dłoni telefon.
- Zadzwoń po niego i powiedz, że twój kochanek bardzo chciał go usłyszeć.
Zdębiałem. Przez ostatnie kilka dni powstrzymywałem się przed utrzymywaniem jakiegokolwiek kontaktu z Takashim, a on powiedział to bez żadnego zawahania.
- Nie możesz dawać po sobie poznać, że jesteś niepewny. Musisz być stanowczy i pewny siebie.
- To nigdy się nie udaje - westchnąłem z rezygnacją. - Nigdy nie jestem w stanie nad sobą zapanować, on pociąga mnie tak bardzo...
- Bingo! - krzyknął nagle, przyklepując moją dłoń i zabierając swoją rękę.
- Huh?
- Właśnie do tego musisz go doprowadzić. To on ma stracić kontrolę, to on musi pożądać ciebie. Masz go zwodzić, rozumiesz?
Zaczynałem czuć nadzieję. Moje oczy pewnie błyszczały niezdrowo, ale... kim ja się stałem? W końcu byłem tygrysem. Pokiwałem głową z przekonaniem.
- Można tu palić? - zapytałem.
Toshiya rozejrzał się.
- Tak - odparł po chwili.
Poklepałem się po kieszeniach, jednak nie znalazłem niczego z wyjątkiem tych pieprzonych Pianissimo.
Czego pragnie Takashi? - myślałem.
- Tak między nami - zaczął Toshiya - mam wrażenie, że ta zmiana zamków i to nagłe odsunięcie się od ciebie... - zrobił przerwę, by popić kawę. - Wydaje mi się, że tym, czego najbardziej pragnie Takashi jesteś ty, tygrysie. Czuje się pewnie, dopóki ma cię na wodzy. Teraz wie, że jesteś daleko, ale wciąż trzyma kontrolę. On wiedział, że wrócisz, skoro zmienił zamki. Wiedział, że jeśli to zrobi, ty zapragniesz go jeszcze bardziej.
Spomiędzy moich ust wydarł się kłąb dymu.
- Jeśli pokażesz mu, że nie jesteś jego własnością, wpadnie w furię i straci nad sobą panowanie.
- Nie - odparłem. - Będzie komplikował grę tak długo aż nie doprowadzi go do zwycięstwa.
Toshiya westchnął.
- Jesteście fatalni.
Telefon leżał obok. Nie patrzyłem na niego od poprzedniego dnia. Właściwie od czasu, gdy spiliśmy się z Toshiyą i trafiliśmy do sypialni. Może bałem się wyrzutów sumienia po zdradzie? Sięgnąłęm po niego. Nie można się bać, tygrysie - powiedziałem sobie w duchu i odblokowałem.
1 połączenie nieodebrane od: Takashi

Zdębiałem. Czułem, jak mrówki przechodzą po całym moim ciele. Krew zaczęła mi odpływać z twarzy, a żołądek wszczął bunt.
- Shinji? -  zapytał zatroskany Toshiya, najpewniej marszcząc brwi. Położył mi dłoń na przedramieniu. - Co jest?
- On dzwonił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz