Od
autora: Przedstawiam Wam kolejny rozdział, mam nadzieję, że
czytając go będziecie mieli taką samą frajdę, jak ja podczas
pisania. Zapraszam.
*
Toshiya
wziął mnie na zakupy do centrum handlowego. Spomiędzy wieszaków
wygrzebywał ubrania dziwne i dziwniejsze. Włóczyłem się za nim,
a on tylko biegał od jednego sklepu do drugiego, każąc mi
przymierzać coraz to nowe ubraniowe wariacje. Na wstępie odrzucałem
wszelkie róże, żółcie i pastele.
Ostatecznie
ubrał mnie w czarną prostą koszulę z czerwonymi akcentami, której
rękawy zawinięte były do łokci i lekko zwężane ku dołowi
dżinsy. Wyglądałem dobrze. Na końcu na mojej szyi powiesił
srebrny łańcuszek z krzyżem. Czułem się naprawdę dziwnie, choć
faktem było, że dawno nie patrzyłem w lustro równie przychylnie.
Później
przyszedł czas na kolejny etap wielkiej przemiany.
-
Kiedy widzisz człowieka, pierwszym, na co patrzysz jest jego twarz,
więc najpierw zajmiemy się jej oprawą - powiedział basista i
pociągnął mnie do fryzjera.
Moje
włosy wołały o pomstę do nieba - były za długie i nijakie,
dobrze o tym wiedziałem, jednak zupełnie nie miałem głowy, by się
nimi zająć. Toshiya postanowił zrobić to za mnie. Włosy miałem
przycięte i wystylizowane, na końcówkach zagościł blond.
Dodatkowo barber pozbawił mnie rosnącego już zarostu. Nigdy nie
wierzyłem w to, jak kobiety po takich maratonach i przemianach mogą
czuć się lepiej, ale teraz... sam się przekonałem. Patrząc w
lustro, widziałem przystojnego eleganckiego tygrysa. Poprawiłem
kołnierz. Niestety nie zdołałem nacieszyć się sobą za bardzo,
ponieważ Toshiya już pociągnął mnie do kolejnego miejsca.
Okazała się nim klimatyczna gejowska kawiarnia, na której szyldzie
spoczywała tęczowa flaga. Czułem się trochę zażenowany, siedząc
w tego typu miejscu, jednak niczym nieskrępowany Toshimasa po
zamówieniu nam napojów rozejrzał się ukradkiem, po czym zaczął
po prostu nawijać.
-
Shinji - zaczął - jeżeli mamy dążyć do tego, by Takashi szalał
za tobą - tym razem wypowiedział jego imię z nadmierną
starannością - to musisz dać mu ku temu powody.
-
Ale jak? - stęknąłem, ze znużeniem opierając brodę na dłoni.
W
jego wzroku widziałem, że traci cierpliwość. W sumie chciałem
tego - pragnąłem, żeby na mnie nawrzeszczał i zostawił, abym
mógł uwić sobie gniazdko pod własnym mieszkaniem i poczekać na
powrót Takashiego. Potem nie wiem co by się stało, ale w
najgorszym wypadku mogę rzucić się z okna.
-
Może pokazując mu to, czego pragnie, jednak nie dając tego od
razu? - spojrzał na mnie z uśmiechem. - Niech się trochę postara.
Ty mu pokażesz, że masz coś do zaoferowania.
To
wszystko już brzmiało abstrakcyjnie. Co ja miałem do zaoferowania
Takashiemu?
-
Zatem - kontynuował niczym niezrażony Toshimasa - najpierw musimy
wiedzieć czego chce.
-
Ja sam nie wiem, czego chcę - wyjęczałem niezadowolony.
Toshiya
tylko otworzył swoją piękną buźkę i mówił dalej.
-
Kobiety szukają w związkach zaradnego, zdecydowanego
mężczyzny, który będzie oparciem, ake jednocześnie aktywnego,
miłego, czarującego i wykazującego się kulturą
osobistą. Mężczyzna natomiast jest prosty - spojrzał na
mnie, szukając chyba oznaki zrozumienia. - ... jak erekcja -
dokończył, a ja prawie zakrztusiłem się pitą właśnie kawą.
-
Ale po cholerę my gadamy o kobietach, skoro jestem gejem? -
powiedziałem chyba trochę za głośno, bo jakiś mężczyzna
nieopodal spojrzał na mnie z rubasznym uśmieszkiem. Przewróciłem
oczami.
Toshiya
ciągnął, jakby posiadał nerwy ze stali.
-
A jak myślisz, czy mężczyźni oczekują tego samego?
Zamilkłem
na chwilę. Widziałem, jak Toshiya miesza plastikowym patyczkiem w
swojej kawie.
-
Nie - odparłem.
-
A czego ty oczekujesz?
Przez
chwilę spoglądając na niego, poczułem się jak na terapii.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-
Chcę po prostu, żeby był.
Widziałem,
jak mój rozmówca teatralnie uderza się ręką w czoło.
-
Stereotypowy gej jest ciotą. Czy ty jesteś ciotą?
-
No nie - zmarszczyłem brwi.
-
No więc mów mi, czego od niego oczekujesz.
Zastanowiłem
się chwilę.
-
Potrzebuję spełnienia, ale to mi daje. Brakuje mi stałości, nie
jestem kobietą, żeby potrzebować opiekuńczego ramienia do
wypłakania się, ale chcę mieć pewność, że po męczącym dniu
zastanę go w domu.
-
Tygrysie - Toshiya wyciągnął kończynę przez stój i położył
swoją dłoń na mojej, po czym spojrzał mi w oczy. - Musisz z nim
poważnie porozmawiać.
-
Ale on zmienił zamki! - wzburzyłem się. - To wygląda tak, jakby
wcale nie chciał rozmawiać.
-
Nie daj się wygryźć konkurencji - powiedział, patrząc mi głęboko
w oczy.
-
Ale co ja mam zrobić?
Wzrok
mojego rozmówcy przeniósł się na leżący obok mojej dłoni
telefon.
-
Zadzwoń po niego i powiedz, że twój kochanek bardzo chciał go
usłyszeć.
Zdębiałem.
Przez ostatnie kilka dni powstrzymywałem się przed utrzymywaniem
jakiegokolwiek kontaktu z Takashim, a on powiedział to bez żadnego
zawahania.
-
Nie możesz dawać po sobie poznać, że jesteś niepewny. Musisz być
stanowczy i pewny siebie.
-
To nigdy się nie udaje - westchnąłem z rezygnacją. - Nigdy nie
jestem w stanie nad sobą zapanować, on pociąga mnie tak bardzo...
-
Bingo! - krzyknął nagle, przyklepując moją dłoń i zabierając
swoją rękę.
-
Huh?
-
Właśnie do tego musisz go doprowadzić. To on ma stracić kontrolę,
to on musi pożądać ciebie. Masz go zwodzić, rozumiesz?
Zaczynałem
czuć nadzieję. Moje oczy pewnie błyszczały niezdrowo, ale... kim
ja się stałem? W końcu byłem tygrysem. Pokiwałem głową z
przekonaniem.
-
Można tu palić? - zapytałem.
Toshiya
rozejrzał się.
-
Tak - odparł po chwili.
Poklepałem
się po kieszeniach, jednak nie znalazłem niczego z wyjątkiem tych
pieprzonych Pianissimo.
Czego
pragnie Takashi? - myślałem.
-
Tak między nami - zaczął Toshiya - mam wrażenie, że ta zmiana
zamków i to nagłe odsunięcie się od ciebie... - zrobił przerwę,
by popić kawę. - Wydaje mi się, że tym, czego najbardziej pragnie
Takashi jesteś ty, tygrysie. Czuje się pewnie, dopóki ma cię na
wodzy. Teraz wie, że jesteś daleko, ale wciąż trzyma kontrolę.
On wiedział, że wrócisz, skoro zmienił zamki. Wiedział, że
jeśli to zrobi, ty zapragniesz go jeszcze bardziej.
Spomiędzy
moich ust wydarł się kłąb dymu.
-
Jeśli pokażesz mu, że nie jesteś jego własnością, wpadnie w
furię i straci nad sobą panowanie.
-
Nie - odparłem. - Będzie komplikował grę tak długo aż nie
doprowadzi go do zwycięstwa.
Toshiya
westchnął.
-
Jesteście fatalni.
Telefon
leżał obok. Nie patrzyłem na niego od poprzedniego dnia. Właściwie
od czasu, gdy spiliśmy się z Toshiyą i trafiliśmy do sypialni.
Może bałem się wyrzutów sumienia po zdradzie? Sięgnąłęm po
niego. Nie można się bać, tygrysie - powiedziałem
sobie w duchu i odblokowałem.
1 połączenie nieodebrane od: Takashi
Zdębiałem.
Czułem, jak mrówki przechodzą po całym moim ciele. Krew zaczęła
mi odpływać z twarzy, a żołądek wszczął bunt.
- Shinji? - zapytał zatroskany Toshiya, najpewniej marszcząc brwi. Położył mi dłoń na przedramieniu. - Co jest?
- On dzwonił.
- Shinji? - zapytał zatroskany Toshiya, najpewniej marszcząc brwi. Położył mi dłoń na przedramieniu. - Co jest?
- On dzwonił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz