poniedziałek, 31 marca 2014

[One Shot] "Wyjątkowa odmiana cyjanku potasu" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Tytuł: Wyjątkowa odmiana cyjanku potasu
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: ?
Rating: ?
Ostrzeżenia: przekleństwa
Od autora: brak

*
- Jesteś takim cholernym... - mówił Saga, zaciskając mój nadgarstek, tuż przy moim policzku. Jego twarz tuż przy mojej... Dawno nie byłem tak szczęśliwy. Mimo wściekłości na jego twarzy, uśmiechałem się jak idiota.
- ... idiotą? - zapytałem.
- Zamknij się - powiedział, puszczając brutalnie mój nadgarstek i odsuwając się. Odszedł na parę kroków ode mnie i zapalił.
- Jak ty to sobie teraz wyobrażasz? - zapytał.
- Nie wyobrażam.
- Czy ty wiesz w ogóle, co zrobiłeś? - ciągnął dalej, jakby ignorując moją odpowiedź.
- Tak, wiem.
- Wiesz, że mogłem cię znienawidzić? - mówiąc to, odwrócił się przodem do mnie i spojrzał głęboko w moje oczy. Między jego palcami znajdował się papieros. Jego brwi wciąż były ściągnięte, choć już nieznacznie mniej. A mimo to jego słowa wywołały we mnie okropny niepokój, przez który mój żołądek zaczął się niebezpiecznie zaciskać. Przełknąłem nerwowo ślinę, czując, że na mojej twarzy już wcale nie widnieje uśmiech. - Wciąż mogę to zrobić. Dokładnie tak, Torashi, nienawidzę cię - powiedział. Był naprawdę wściekły, a mimo to... przemawiał przeze mnie jakiś dziwaczny rodzaj samozadowolenia. Dobrze wiedziałem, że czułem się jak dzieciak, który podpieprzył koledze łopatkę i zniszczył zamek z piasku, "bo był ładniejszy". To była radość rodem z piaskownicy na placu zabaw.
- Wiem - powiedziałem z wymuszoną przez niego, a mimo to zadziwiająco naturalną na swój sposób skruchą. Czy czułem wyrzuty sumienia? Oczywiście. W banalny wręcz sposób zniszczyłem misternie zbudowane szczęście mojej największej miłości. Wystarczył jeden gest, jedno zbliżenie... Shou wszystko widział. To było wystarczające, by po prostu wyrzucił Takashiego na bruk. Wtedy poszedł do jedynego miejsca, które mu zostało po wyrzuceniu przez rodziców - do mnie. Uśmiechnąłem się.
- Jesteś obrzydliwy, Amano - powiedział mi prosto w twarz, a ja niczym ostatni idiota zagapiłem się na jego usta, które jeszcze kilka godzin temu smakowały jak najsłodsza trucizna świata. Taka wyjątkowa odmiana cyjanku potasu.
- A ty wyjątkową odmianą cyjanku potasu - powiedziałem niczym niezrażony. W końcu przemogłem się i zrobiłem to, czego od tak dawna pragnąłem.
- Co? - zmarszczył mocniej brwi, ale bardziej w geście niezrozumienia niż złości.
- Skoro nie masz gdzie...
- Chyba ty nie masz gdzie. Od dziś jesteś u mnie, czyli tu, jedynie gościem - powiedział, wchodząc do (dotychczas) mojego mieszkania i idąc do mojej jego (naszej?) sypialni. Podążyłem oczywiście za nim, wiedziony kuszącym kołysaniem bioder i zrobiłem to, czego on chciał od naprawdę dawna.
Złożyłem na jego wargach kolejny czuły pocałunek.
- Ja ciebie też, Sagashi.

sobota, 29 marca 2014

[One Shot] "A pociąg pędzi, pędzi, pędzi..." [OMC/OMC]

Tytuł: A pociąg pędzi, pędzi, pędzi...
Paring: OMC/OMC (nieokreślony)
Gatunek: ?
Raiting: G
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Początkowa koncepcja była zupełnie inna, wyszła bardzo miniaturowa miniaturka, z gatunku tych "pod wpływem chwili". Innymi słowy: to, co zwykle.
Jeśli macie jakieś interpretacje tego tekstu, piszcie je śmiało w komentarzach, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.

*
A pociąg pędzi, pędzi, pędzi... On własne tory ma. Choć każdy z pasażerów raz wychodzi, raz wchodzi i własną drogą gna.

To nie było tak, że lubił pociągi czy darzył szczególnym zainteresowaniem dworce kolejowe. Właściwie nigdy szczególnie go nie obchodził sposób łączenia wagonów, zespoły trakcyjne, wagony silnikowe ani lokomotywa, nawet nazwy pociągów, maksymalna osiągana przez nie prędkość, drużyny trakcyjne i konduktorskie, rodzaje pociągów czy ich historia. Wręcz przeciwnie - pociągi ze strony czysto technicznej wydawały mu się niewiarygodnie nudne. Nie widział też żadnego uroku w szarej pociągowej rzeczywistości - cuchnących toaletach, niedziałających głośnikach, niemożliwym do włączenia lub wyłączenia ogrzewaniu bądź klimatyzacji, dyskomforcie w postaci trzęsień, niewygodnych siedzeń i wielu innych (nie)dogodności, jakie oferowała krajowa kolej. Mimo tych wszystkich czynników, on naprawdę lubił podróżować pociągami. Właściwie... w tym wszystkim pociągała go cała droga. Droga do celu - była jak życie, można było ją porównać do każdego dzieła, nawet takiego spod ręki najznamienitszego artysty. Podróż wiązała się z milionem myśli, wyobrażeń, obrazów i dźwięków, choć je rejestrował rzadziej z powodu niemal zawsze obecnych w jego uszach malutkich głośniczków, którymi wlewała się do uszu nastrojowa muzyka. Czasem w pociągach czytał, ale w podróży najbardziej lubił ciągnące się niczym niekończąca droga myśli. Zawsze ich start był płynny, jednostajny, spokojny... później stawały się coraz bardziej zawiłe. Plątały się, błądziły, szeleściły, chrzęściły, jęczały, wiły się w ekstazie bądź bólu, a czasem w jednym i drugim... W końcu zrezygnowane opadały ze zmęczenia i zamieniały się w pusty szum. W tle pobrzmiewała ukochana muzyka. Ekspresja musiała ulec rozładowaniu. Wtedy zazwyczaj wychodził na korytarz, spoglądał na kogoś, kto aktualnie stał gdzieś w pobliżu i wpatrywał w kojący krajobraz za brudnym oknem.

Któregoś razu wyszedł. Po prostu wyszedł na korytarz, żeby przyjrzeć się granatowemu niebu za szarym od zaschniętego błota oknem. Wtedy po prostu spojrzał na człowieka, który stał obok i równie po prostu zaczął przyglądać się śladom na oknie. Były niczym abstrakcja - nagle widział w nich przeszłość, przyszłość i teraźniejszość zarazem. W trakcie tej swojej fascynującej kontemplacji, poczuł, jak jego ramiona owiewa chłód nocy. Jego ciało przeszył dreszcz i spojrzał w kierunku cienia, stojącego obok. Cień okazał się chłopakiem, nie za młodym, nie za starym. Takim w jego wieku. Cień palił. Jego łokcie wsparte były na otwartym na oścież oknie. Karmiący się tytoniową trucizną odwzajemnił spojrzenie. Patrzyli na siebie. Tak po prostu.

Kiedy wysiadał, szukał wzrokiem tytoniowego chłopaka, ale mimo że wysiadł jako jeden z nielicznych, nie zobaczył go. Zupełnie, jakby tamten rozpłynął się w powietrzu niczym tytoniowy dym.

wtorek, 11 marca 2014

[One Shot] "Koniec czy początek" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Tytuł: Koniec czy początek
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: ?
Rating: ?
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Dla odmiany pisane z punktu widzenia Sagi.

- Ostatecznie udało się to innym istotom - ludziom. - mówiła dobrze mi znana kobieta o monotonnym głosie, który dobiegał z ustawionego przede mną pudła. Wydobywały się z niego kolorowe obrazki równie kolorowych ludzi.
Co niby udało się ludziom? Dlaczego cokolwiek miałoby się im udać? To takie idiotyczne... W rzeczywistości to my poprzez nasz stopień pseudo-rozwoju jesteśmy najbardziej ograniczeni. Ograniczeni samymi sobą.
Trochę otępiały przełączam kanał na kolejny, w którym widać bzykające się lwy, w następnym jakaś gruba kobieta coś mówi, a pod nią widnieje szeroki napis "Pierwsze zauroczenia naszych pociech." Wzdycham z irytacją i wyłączam kolorowe pudło pilotem. W pokoju zapada ciemność, a cisza zagłuszana jest tylko nieregularnymi szumami pracującej lodówki oraz miarowym tykaniem zegara.
W mojej głowie rodzi się melodia. W tempie... około osiemdziesiąt - tak przynajmniej podpowiada mi wybijający sekundy zegar.
Nie mam zamiaru płakać. Koniec nie jest powodem do płaczu. Koniec jest początkiem, szansą na lepszy start, lepsze życie, lepszego mnie...
Stwierdzam gorzko, że ja już wcale nie będę lepszy, przechylam się, odrywając plecy od oparcia fotela i sięgam puszkę z piwem ze stolika naprzeciw. Wszystko robię prawie na oślep, widząc tylko kontury przedmiotów.
Nie będę płakał. To takie idiotyczne, takie dramatyczne...
Nie będę zaczynał życia od nowa ani siebie od nowa... nie potrzebuję reform. Reformy są potrzebne w chwilach kryzysu, a ja go nie przechodzę. To tylko chwilowe załamanie godne porzuconej nastolatki.
Wychylam całą zawartość puszki i krzywię się. Piwo jeszcze nigdy nie było takie gorzkie. I nigdy nie lubiłem pić go w ten sposób.
Nie ma sensu liczyć na magiczne powroty. Ani zespołu, ani jego. muszę wziąć to, co do mnie należy.
Poczuwszy intensywny głód nikotynowy, odstawiłem pustą puszkę i miękko skierowałem się do drzwi wyjściowych. Schodziłem ze schodów bez większego pośpiechu, ale wyjmując paczkę z papierosami i wsadzając jednego do ust.
Wyszedłem przez całkowicie przeszklone drzwi. Na zewnątrz padał rzęsisty deszcz, więc skryłem się pod dachem. Wyrzuciłem puste opakowanie po pianissimo peche do kosza na śmieci i wyjąłem z kieszeni zapalniczkę. Przyłożyłem ją do końca rulonika trzymanego w ustach i odpaliłem, ale przy wylocie nie pojawiła się nawet iskierka. Spróbowałem jeszcze raz... i kolejny...
W końcu przekląłem pod nosem, wyrzucając do śmieci papierosa i pustą zapalniczkę, po czym wyszedłem prosto na deszcz. Nie minęło wiele czasu, bym był przemoczony do suchej nitki. Całe szczęście, że telefon zostawiłem w domu, a portfel, który miałem w zwyczaju nosić - skórzany, choć i tak nie posiadałem gotówki. Za wszystko i tak płaciłem kartą.
Gdy wszedłem do sklepu spożywczego, moje włosy posklejane były w mokre strąki, z których strużkami ściekała woda. Zresztą tak samo, jak z całego mojego odzienia.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
Już przestajesz dbać o wizerunek? Staczasz się szybciej niż Cobain.
Podszedłem do kasy, zza której zerkała na mnie skonsternowana stosunkowo młoda dziewczyna. Nie była brzydka.
- Witam panienkę, podaj mi pianissimo peche i zapalniczkę - powiedziałem niczym wyjęty prosto z niskobudżetowej dramy.
Jednak są rzeczy, które już chyba nigdy się nie zmienią...
Dziewczyna trochę nerwowo odwróciła się w kierunku półki z papierosami i zaczęła je oglądać. W końcu przyszła do niej jakaś starsza koleżanka i zapytawszy cicho czego szuka, chwyciła dobrze mi znane różowe opakowanie.
- Bardzo pana przepraszam za zwłokę - powiedziała, zerkając na mnie ukradkiem kłaniając się. Młodsza kasowała mój zakup, a ja wyciągnąłem kartę. Z rozbawieniem uświadomiłem sobie, że w tym czasie moje dłonie zdążyły już wyschnąć.
- Zbliżeniowa? - zapytała, spoglądając na mnie nieśmiało.
- Tak - odparłem.
Podała mi czytnik, więc przysunąłem do niego kartę.
- Transakcja zakończona powodzeniem, dziękujemy za zakup i zapraszamy ponownie - wypowiedziała oklepaną formułkę i przesunęła w moją stronę papierosy, zapalniczkę oraz paragon.
Wyszedłem ze sklepu i poszedłem do mieszkania. Jakoś nie lubiłem palić przy sklepie, a deszcz wciąż dawał o sobie znać. Schowałem swój dobytek tak, by za bardzo nie zmókł i ruszyłem przed siebie. Niedługo później stanąłem przy śmietniku obok swojego domu. Wydobyłem z kieszeni paczkę pianissimo, zapalniczkę i o dziwo suchy paragon. Już miałem go wyrzucać, gdy zorientowałem się, że jest za nim jeszcze jedna karteczka. Wyjąłem ją i ujrzałem numer. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Koniec czy początek?
Schowałem papierek do kieszeni, paragon wyrzuciłem i z odpowiednim namaszczeniem, choć już kierowany dość silną potrzebą tytoniowego doładowania organizmu, rozpakowałem paczkę papierosów z folii. Następnie wyjąłem jednego, wsadziłem do ust i wreszcie zapaliłem. Pierwsze uzupełnienie płuc tytoniem i wydmuchanie z ust białej pary przyniosło jako taką ulgę. Każde kolejne było już tylko rutynowe.
A gdyby to spisać? - pomyślałem i próbowałem odtworzyć w pamięci melodię na osiemdziesiąt, jednak nie mogłem jej sobie przypomnieć.
Zgasiłem i wyrzuciłem peta do kosza. Pozwoliłem sobie na krótkie, niekontrolowane westchnienie.
Czy jeśli zrezygnuję ze swojej pozy przez koniec kariery... co wtedy stanie się ze mną?
Na moje wszystkie egzystencjalne pytania postanowił odpowiedzieć los o czarnych włosach i już odrobinę przeżartym papierosami głosie. Miał na imię Shinji, pojawił się za moimi plecami zupełnie nagle i zasłonił mi oczy, kiedy skierowałem się do przeszklonych drzwi. Pochylił się nad moim uchem i zaczął mówić:
- Prze...
- Przestań pieprzyć, idziemy do góry.
- Jeszcze trzeba przynieść dwuosobową kanapę ze śmietnika, a wywalić ten okropny fotel niczym po twojej babci - stwierdził, chwytając mnie za rękę i prowadząc do góry z uśmiechem sześciolatka, który dostał wymarzoną zabawkę.
- Albo lepiej zatroszczyć się o twoje zdesperowane ego - rzuciłem, uśmiechając się. Nawet nie zamykaliśmy drzwi na klucz, po prostu przyparł mnie do ściany i zaczął całować bez opamiętania.
Przed wejściem do budynku deszcz rzęsistymi kroplami pochłonął zapomnianą karteczkę z numerem.

sobota, 8 marca 2014

[One Shot] "Istota miłości nocą" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Tytuł: Istota miłości nocą
Paring: (mój ulubiony) Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: Fluff
Rating: G
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Pisane w nocy, dzieje się w nocy... Bardzo miniaturowa miniaturka :3 Mogą się znajdować jakieś błędy lub dziwne zdania i nie krępujcie się z wytknięciem tego, co Wam nie przypadnie do gustu~
Zapraszam:

Obudziłem się, czując brak. Był to brak jakiejś oczywistości, przez chwilę ogarnął mnie smutek, a nawet panika, jakby zabrakło mi tlenu, dzięki któremu mój organizm funkcjonowałby prawidłowo. Krew wtłaczana jest do tętnic, by następnie drobnymi żyłkami rozprowadzać po organizmie niezbędną do życia truciznę. Właśnie ten swoisty niepokój powoli przeradzał się w uczucie chłodu w niektórych partiach ciała oraz wyczucie jakiejś dziwnej pustki w miejscu wgniecenia w pościeli tuż obok, w którym jeszcze chwilę temu znajdowało się wtulone we mnie ufnie ciało. Zmarszczyłem brwi. To był bardzo poważny brak. Otworzyłem zaspane oczy, a z moich ust wyrwało się niekontrolowane ziewnięcie, które z całą pewnością zabrzmiało niczym okrzyki godowe małpy. Właśnie w tejże okropnie pozbawionej wszelkiego romantyzmu chwili, spojrzałem na Takashiego, którego sylwetka lekko tylko osnuta niebieskawo-białym konturem światła księżyca, właśnie wydychała w przestrzeń strużkę białego dymu. Miał w sobie wtedy coś tak wspaniale ujmującego, że aż westchnąłem, przyglądając mu się z lekko rozdziawionymi ustami. Wtedy zdałem sobie sprawę z ulotności tych wszystkich cudownych chwil. Tak po prostu.
- Takashi... - zagaiłem, gdy wracał do łóżka, zamknąwszy za sobą balkon. Biła od niego wyraźna woń tytoniu, ale nie przeszkadzało mi to.
- Hm? - zapytał, przykrywając się kołdrą.
- Kiedyś się zestarzejesz. Na twojej twarzy pojawi się mnóstwo zmarszczek - mówiłem, dotykając jego policzka - skóra zwiotczeje, a...
- A ty wciąż będziesz kochał mnie w tak samo idiotyczny sposób - przerwał mi, mówiąc ostro i przytulił się do mojego boku.
- Idiotyczny? - zapytałem zdziwiony.
- Tak, Shinji - kontynuował. - To naprawdę idiotyczne, żeby kochać sposób, w jaki ktoś pali.
- Ale na tym polega miłość - powiedziałem, obejmując go czule w boku.
- Na cieszeniu się tymi prozaicznymi chwilami? - zapytał bez złości, ale też nie wykazywał szczególnego entuzjazmu. Odpowiedziałem od razu:
- Ta...
- Nie - znów mi przerwał. - Nie na tym, Shinji. Miłość jest tylko interesownym pragnieniem przyćmienia swojej samotności drugą osobą. Zamyka się na sferze eros. Ludzie nie potrafią odczuwać jej bezinteresownie, więc ideał nie istnieje - mówił poważnie, wciąż obejmując mnie zbyt kurczowo na jak na człowieka, który nie wierzy w miłość.

niedziela, 2 marca 2014

Liebster Award


Liebster Award

Otrzymałam nominację od ☆ćmok☆ z bloga SuicideParty oraz od Yume z bloga Brygada RR.


"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Czuję się zaszczycona, nie spodziewałam się ^^
Nie przedłużając, czas na pytania od ćmoka:
  1.  Skąd pomysł na Twój nick/pseudonim? Co oznacza?
    Ze śmiesznej sytuacji. W sumie to spełnienie czyjegoś snu. Nie ma swojego znaczenia, jest wymyślony. "Akai" to oczywiście czerwień.
  2. Do jakich fandomów należysz, jakim sposobem się do nich dostałaś/dostałeś oraz od jak dawna?
    Pod względem zainteresowań można mnie zaszufladkować do fandomu mangowego, do którego dostałam się przez brata oraz kuzyna - dzięki nim w miarę świadomie oglądałam anime od najmłodszych lat.
    Także do fandomu j-rockowego, do którego dostałam się "sama z siebie". Znalazłam j-rock w poszukiwaniu siebie i swoich zainteresowań.
  3. Co Cię zainspirowało do utworzenia bloga i co daje Ci motywację do dalszego prowadzenia go? Skąd pomysł na tytuł, tematykę, treści itd.
    Hmm... nie pamiętam dokładnie tego dnia, acz nie jest to mój pierwszy blog z opowiadaniami. Chciałam po prostu gdzieś wrzucić swoje wypociny. Co mi daje motywację? Nie mam szczególnej motywacji (co widać chociażby po ilości komentarzy xD), po prostu piszę, bo lubię ^^
    Tytuł to cytat z piosenki "Omocha no miisha" zespołu Noir Fleurir (chętnych zapraszam tu do posłuchania). Można to interpretować różnie, ale w sumie każdy z bohaterów jest takim moim "misiem".
    Treści... w "homo-opowiadania" wpadłam, kiedy zaczęłam się interesować j-rockiem, nie zaprzeczam, ale nie uważam tego bynajmniej za negatywne - poszerzyłam swoje horyzonty. Na razie tego się trzymam, bo tak mi po prostu wygodnie. Lubię to pisać i tyle.
  4. (podpierdzielę sens pytania) Jaki gatunek muzyki lubisz słuchać najczęściej oraz jaki jest Twój ulubiony zespół bądź wykonawca?
    Zdecydowanie j-rock.
    A wykonawców mogłabym wymieniać naprawdę wielu, ale głównie Alice Nine, Moran, Dir en grey...
  5. Zbierasz gadżety, płyty czy magazyny z Twoimi ulubionymi wykonawcami (muzyk, aktor, whatever~)? Jak duża jest Twoja kolekcja?
    Zbieram j-rockowe płyty. Mam ich paręnaście ^^
  6. (odnośnie 5.) Wyobraź sobie, że nienawidziłaś/znienawidziłeś dotychczas lubianego wykonawcę - co zrobisz z uzbieranymi fantami?
    Sprzedałabym je.
  7. Interesujesz się polityką i tym, co aktualnie dzieje się w kraju i na świecie? Jeśli tak, wybierz sobie jakiś "gorący temat" i wypowiedz się co myślisz.
    Interesuje mnie to tak, jak Torę rozmnażanie się chełbi modrej~
  8. Jakie są Twoje hobby? Jeśli są nietypowe, opowiedz mi o nich.
    Głównie j-rock. Poza tym gra na instrumencie.
  9. Podróżujesz? Jakie miejsca udało Ci się już odwiedzić? Do których chcesz pojechać raz jeszcze lub/i jakie nowe pragniesz zwiedzić?
    Nie mam niestety czasu na podróże. Jak dotychczas poza granicami Polski byłam jedynie w Niemczech. Pojadę tam jeszcze raz siłą rzeczy ze względu na sprawy prywatne.
    Pragnę zwiedzić Irlandię, dotrzeć do rozległych pól i ujrzeć zieloność tamtejszych traw, a także chciałabym pojechać do Japonii, zwiedzić Kyoto, Tokio, zobaczyć, jaka rzeczywiście jest pogoda latem na Hokkaido...
  10. Uczysz się jeszcze? Na jakim kierunku/profilu? Po szkole zamierzasz pogłębiać wiedzę dalej czy wolisz zacząć zarabiać, czyli pójść do pracy? A może masz jeszcze inne plany?
    Uczę się, jestem początkującym muzykiem.
    Swoich planów nie chcę ujawniać~
  11. Z ostatniej chwili! Co teraz jesz? Co pijesz? Czego słuchasz? Bardziej prywatnie - co robisz? ;>
    Siedzę i się grzeję, popijając czerwoną herbatę i rozmawiając z ćmokiem~
... i na pytania od Yume:
  1. Bardziej motywują cię pochwały czy krytyka?
    To chyba zależy od natury tej opinii. Oczywiście pochwały zawszę są miłe i w jakiś sposób udowadniają, że jednak coś, co wykonujemy posiada swoich odbiorców, acz myślę, że wolę uzasadnioną konstruktywną krytykę od beznamiętnych pochwał.
  2. Kuchnia jakiego kraju bądź regionu smakuje ci najbardziej?
    Lubię mieszać smaki i potrawy, niekoniecznie opierając się na sprawdzonych regionalnych przepisach.
    Poza tym, nie próbowałam potraw w krajach, z których pochodzą, więc myślę, że nie mam rzeczywistego porównania, a za tradycyjną kuchnią polską nie przepadam.
  3. Nicość kojarzy ci się bardziej z białą pustką czy czarną otchłanią?
    Biała pustka bardziej mi pasuje do słowa "nicość", choć gdy o nim myślę, widzę ciepłą czerń.
  4. Chciałabyś mieć poduszkę, która zapisuje sny, które w dowolnym momencie będziesz mogła odtworzyć?
    Tak, chciałabym, acz nie wszystkie, bo niektóre śnią się tylko po to, żeby jak najszybciej o nich zapomnieć.
  5. Wyobraź sobie swojego ulubionego muzyka jako nauczyciela. Jakiego przedmiotu by uczył?
    Hmmm... Chyba biologii.
  6. Masz jakieś nietypowe fobie?
    Myślę, że nie.
  7. Potrafisz jeść pałeczkami?
    Tak.
  8. Jak nazwałabyś naszą epokę?
    Epoką kiczu i poszukiwań.
  9. Jesteś ciekawa jak będzie wyglądał świat za 20-30 lat?
    Nie, przeraża mnie to.
  10. Gdybyś mogła przenieść się na jeden dzień do świata jakiejś mangi, książki, serialu itp. - gdzie byś się przeniosła?
    Nie wiem. Chyba nie chciałabym się przenosić do żadnego z nich.
  11. Słyszysz słowo ,,piękno'' - co widzisz? Możesz dodać zdjęcie. (─‿─)
    Motyla.

Nominowani:
1. Yoshi
4. ćmok (naginamy zasady ^^)

Pytania:

  1. Co sądzisz o girs love, yuri lub po prostu miłości lesbijskiej w dziełach kultury?
  2. Co inspiruje Cię do pisania?
  3. Jaki jest Twój ulubiony napój?
  4. Miałaś w swoim życiu jakieś wydarzenie, którego nigdy nie zapomnisz? Jeśli chcesz, opowiedz o nim.
  5. Słuchasz muzyki klasycznej? Jeśli tak - czego najchętniej?
  6. Masz swoje ulubione kaomoji?
  7. Który z rodzajów sztuki przemawia do Ciebie najbardziej? Dlaczego?
  8. Masz jakieś słowo, którego wybitnie nie lubisz? Jakie?
  9. Używasz emotikon?
  10. Na koniec trzy niestandardowe fakty o Tobie.
To na tyle. Wybaczcie tak małą ilość nominowanych.

sobota, 1 marca 2014

[15/15] "...and the worst thing is that I love you" (Alice Nine)

Od autora: Tą częścią żegnamy się z "...and the worst thing is that I love you"  czyli torowymi wypocinami. Oficjalnie nie wiem, co zrobić ze swoimi pisarskimi zapędami, więc nie mam pojęcia, kiedy ukaże się kolejna notka~ Zapraszam do lektury.

15.

Niedziela należała do jednego z tych beznadziejnych dni, które po prostu mijają na błogiej bezczynności... świat się kręcił, krew w moich żyłach płynęła, za to serce pędziło. Zbliżał się termin projektu, choć wcale nie to powodowało moje nerwy. Przyczyną był Takashi, który w ciągu tygodnia sprawił, że w mojej głowie powstał istny mętlik. Uczucia przepychały się między sobą i jedno próbowało wejść przed drugie. Każde chciało być tym jedynym najważniejszym, ale tylko jedno mogło wygrać.

W końcu nastał dzień przedstawiania projektu. Obudziłem się wyjątkowo wcześnie, całe piętnaście minut przed budzikiem i poczułem nieznośny ścisk ekscytacji w brzuchu. Właściwie czym ja się tak przejmowałem? Przecież nie było w tym zupełnie nic podniecającego.
Gdy już z wielkim trudem dotarłem do szkoły, czekała mnie niemiła niespodzianka - Takashiego jeszcze nie było. Co gorsza, Yuu też nie stawił się na czas w szkolnym gmachu. Sakamoto mieszkał tymczasowo bliżej, więc zdecydowałem się wybrać do niego. W hotelu zapytałem o jego nazwisko, podałem swoją godność oraz cel przybycia. Kobieta w recepcji (całkiem ładna swoją drogą - zgrabna, w oficjalnym uniformie i z bardzo ładnymi, dużymi jak na Japonkę oczami) po okazaniu dokumentów bez problemu przekazała mi numer pokoju oraz piętro, wskazując drogę do wind. Podziękowałem grzecznie, (nie) powstrzymując się przed krótką kontemplacją jej wdzięków podczas ukłonu. Może jednak Takashi był chwilowym wybrykiem, jakimś impulsem... nie bez ulgi stwierdziłem, że kobiety nadal mnie pociągają. Po drodze do windy znów dopadł mnie ten nieznośny ścisk. Może to był skurcz? Byłem w stanie iść dalej, tylko wciągnąłem brzuch, próbując to jakoś zatrzymać albo raczej stworzyć dać sobie poczucie iluzorycznej kontroli nad swoim organizmem. Jazda na trzecie piętro wydawała się trwać pół godziny i przez cały czas miałem wrażenie, że zaraz się zatrzyma. Przez głowę przeszła mi też myśl, że może się miniemy z Takashim? I gdzie właściwie był Yuu? Niepodobnym było do niego pić tyle, żeby rano nie stawiać się w szkole. Jednak... Haruki mogła mu zawrócić w głowie.
Winda zatrzymała się, kiedy za czystą szybką pojawiła się cyfra 3. Wyszedłem. Podłogę wyściełał miękki bordowy dywan. Ściany były białe, a korytarz oświetlony ozdobnymi lampami, dającymi żółte światło. Poszedłem dalej, klucząc pośród brązowych drzwi i szukając tych jedynych - tak samo sosnowych, jak wszystkie inne, jednak wyróżniające się numerkiem 66. Stanąłem przed nimi. Skurcz w brzuchu stawał się coraz bardziej nieznośny, a nogi powoli miękły. To pewnie z niejasnej ekscytacji - miałem dziwne poczucie, że coś jest nie tak, ale to z całą pewnością był tylko mój domysł.
Zapukałem.
Odpowiedziało mi milczenie. Może go nie było? Albo po prostu nie słyszał...
Zapukałem po raz drugi.
Nikt nie odpowiedział. Chyba rzeczywiście się minęliśmy...
Za trzecim razem zapukałem i powiedziałem "wchodzę!", naciskając na klamkę, która o dziwo ustąpiła. Bardzo szybko pożałowałem otworzenia tych drzwi, wejścia do hotelu, a nawet samego poznania Takashiego. W jednej chwili krew odpłynęła mi do mózgu, gdy zobaczyłem, wychodzącego z łazienki Aoiego z samym ręcznikiem na biodrach i golusieńkiego, jak go matka natura stworzyła Takashiego, mijającego się z nim w drzwiach. Zerknął w moją stronę zupełnie jakby mówił "spóźniłeś się". Cała ta sytuacja była zbyt patetyczna. Stałem przez chwilę jak wryty, Yuu pobladł, a wyraz twarzy Takashiego zmienił się, jakby chciał mi oznajmić "Teraz możesz już stąd wyjść". Wyszedłem, a właściwie wypadłem, z impetem trzaskając drzwiami, których zawiasy aż zagruchotały. Nie kłopotałem się wsiadaniem do windy, tylko zbiegłem po schodach i mijając zdziwioną recepcjonistkę, wyleciałem z hotelu. Puściłem się przed siebie. Nawet nie wiedziałem gdzie, czułem tylko, że moknę, ale nie przejmowałem się tym. Zatrzymałem się w jakimś nieokreślonym miejscu. Nie znałem go. Widziałem kilka drzew, jakieś budynki... wszystko jak przez mgłę. Drżącą dłonią wsadziłem do ust papierosa i zapaliłem. Właściwie cały drżałem. Myśli plątały się niczym kosmyki spalonych włosów. No tak, przecież nigdy nie powiedział, że mnie kocha. Z drugiej strony, ja również nie chciałem mówić o tym, jak o miłości. Przecież to normalne. To, że czuł potrzebę bliskości... dlaczego ja się tak okropnie łudziłem?
I przede wszystkim: dokąd teraz?
Nie mogłem wrócić w tym stanie do domu, nie mogłem pójść do Yuu ani do Takashiego. Tym bardziej nie uśmiechało mi się tet-a-tet w szkolnej łazience z Ruką. Więc... co teraz? Deszcz strugami spływał po moim ciele. Byłem przemoczony. Wtedy poczułem wibrujący w kieszeni telefon. O dziwo był suchy. Przez chwilę w mojej głowie pojawiła się myśl "Tak, to na pewno on. Przeprosi mnie, będzie błagał o wybaczenie, powie że to był błąd albo jakieś nieporozumienie. Tak powie, a później przyjdzie tu i znów mnie pocałuje."
 Wyczerpano limit czasowy na wykorzystanie środków na koncie. Połączenia wychodzące są zablokowane. Prosimy doładować konto.
 Rzeczywistość jak zawsze postanowiła sprowadzić mnie na ziemię. Nawet nie zauważyłem, kiedy deszcz zgasił mojego papierosa, a ja trzymałem tylko w ustach gorzki filtr.
- Nie lubię pożegnań... tygrysie... - powtórzyłem cicho pod nosem zachrypniętym głosem, patrząc gdzieś przed siebie. Zostałem zupełnie sam.

Nie przyszedłem na przedstawianie własnego projektu. Yuu próbował się do mnie dobijać, ale po kilku jego telefonach, wyłączyłem komórkę. Przypadkowo dowiedziałem się, że Sakamoto sam przedstawił nasz projekt, mówiąc o ogromnym wkładzie pracy, jaki włożyłem w jego przygotowanie, a nauczyciele mu uwierzyli, co nie było dla mnie zaskoczeniem.
Takashi wyjechał. Wyjechał, przewróciwszy mój świat do góry nogami. Tak po prostu.

Od tamtej pory go nie widziałem. Westchnąłem cicho, zamykając zeszyt. Moje serce zaczęło mocniej bić. Myślałem, że udało mi się o nim zapomnieć. Uśmiechnąłem się pod nosem. Oczywiście pogodziłem się z Yuu, właściwie jest moim przyjacielem do dziś. Spakowałem zeszyt do kartonowego pudła. Chyba powinienem go wyrzucić. Może wtedy byłbym w stanie o nim zapomnieć?
Wtedy usłyszałem kroki w stronę mojego pokoju.
- Shinji, co się tak grzebiesz? - odparł oparty o framugę Aoi. Gdy się odwróciłem, ujrzałem go w wejściu do mojego pokoju z uśmiechem na ustach.
- Zebrało mi się na wspominki - odparłem.
- Huuh? O kim? - podszedł bliżej, jakby chciał znaleźć odpowiedź gdzieś w czeluściach kartonu.
- O Takashim - powiedziałem, pakując resztę zeszytów i książek z szuflady.
Yuu zachłysnął się powietrzem na chwilę. Wiedział, że to był drażliwy temat i żaden z nas nie poruszał go już od ponad roku.
- Nie mam do ciebie żalu, nie martw się - odparłem. - To stara sprawa i...
- Wrócił.
Wypuściłem z rąk aktualnie trzymany zeszyt.
- Takashi wrócił - powiedział Yuu.