niedziela, 30 grudnia 2012

[1/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

Fick powstał już w jakiejś części...jest mocno "mój"...na razie rozdział pierwszy:



Chodził po mieszkaniu, kręcąc tym swoim zgrabnym…miejscem, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę, a mnie  przez to niemiłosiernie świerzbiły dłonie. Siedziałem na krześle obrotowym, przyglądając się jego niecierpliwym ruchom, a moje ręce grzecznie spoczywały na plastikowych poręczach. Widziałem, jak nerwowo przygryzał dolną wargę, przykładając do niej kciuk. Tam i z powrotem, tam i z powrotem. W końcu zwolnił krok, aż w końcu stanął tuż przede mną. W luźnej koszulce oraz krótkich spodenkach, z roztrzepanymi włosami i bez makijażu wyglądał tak niewinnie, że miałem ochotę się na niego rzucić.
- No…no i co ja mam zrobić, Kaoru-kun?
- „Pójść ze mną do łóżka! O tam, tuż za tobą jest takie miękkie…na pewno nie będziesz żałował!” – moje myśli przerażały mnie samego.
Miałem ochotę sam przygryźć wargę i zrobić niewinną minkę.
- Nie wiem… - westchnąłem. Naprawdę chciałem mu pomóc…najlepiej fizycznie!
Znów przygryzł wargę, lekko marszcząc swoje seksownie cienkie brwi.
- No bo… - zbliżył się do mnie i usiadł mi na kolanie, przytulając się, a ja go przygarnąłem - …jak on mógł? – wyszeptał, kryjąc twarz w zagłębieniu mojej szyi. Pogładziłem go jedną dłonią po plecach, drugą odgarnąłem włosy za ucho.
- „Dokładnie tak - jak mógł odrzucić kogoś…takiego.”
- Nie wiem…też mu się dziwię, Tsurugi-kun.
- Kaoru-kun? – powiedział. Poczułem jego oddech na swoim torsie. Zrobiło mi się potwornie gorąco.
- Tak? – wymamrotałem, starając się stłumić wschodzący…bardzo kłopotliwy do opanowania problem.
- Czy kiedy dowiedziałeś się, że Kisaki był z tobą tylko dla zabawy, też czułeś się tak okropnie?

Czułem, jak robiłem się czerwony na twarzy. Naprawdę nie wiedziałem, że to aż tak się rozniosło…cholerny Totchi.
Chwilę zajmowało mi uspokojenie się i ułożenie w głowie racjonalnej odpowiedzi.
- Tak…Czułem się paskudnie.
- I co wtedy zrobiłeś?
Czułem na sobie jego wzrok i gorąco, wpływające na moje policzki.
- „Jak mu powiedzieć, że zostałem „pocieszony”…? O! Dobre słowo!”
- Ktoś pomógł mi się pozbierać…
- Kto? – spojrzałem na niego. Jego wzrok, pełen rozpaczy i ten głos…coraz bardziej wyprowadzał mnie z równowagi.
- T-Toshiya…
- Ale jak?
Objąłem go mocniej i westchnąłem głęboko.

- „Ciebie mogę pocieszyć tak samo, jeśli tylko chcesz.”
Zerknąłem na niego. Wiedziałem, że muszę się opanować, ale…
Wpatrywał się w moje usta, a jedna jego dłoń nawet nie wiedziałem kiedy, spoczęła na moim torsie.
- Kaoru-kun…? – spojrzał mi w oczy. – Pociesz mnie w ten sam sposób…

Czułem, jak coś próbuje się ze mnie wydostać. Jakiś potwór wywracał wszystko w moim podbrzuszu. 
- „Jak ja mam tu niby trzeźwo myśleć?!”
Zsunąłem dłoń niżej, by podwinąć nią lekko koszulkę gitarzysty.
- Na pewno tego chcesz? – zapytałem, wciąż patrząc mu w oczy (wcale nie zerkałem na jego dekolt!).
- Tak – wyszeptał już zupełnie innym tonem głosu, wplatając swoje palce między kosmyki moich włosów i odchylając moją głowę do tyłu. Wcałował się w moje usta z taką namiętnością, jakiej jeszcze nie było dane mi poczuć. Mimowolnie mruknąłem leniwie w jego usta i objąłem go mocniej w pasie. Obrócił się tak, by być naprzeciw mnie. Nim się spostrzegłem moje obydwie dłonie znajdowały się pod jego koszulką, a niedługo później wspomniana koszulka przestała być użyteczna i wylądowała na podłodze.



***


Obudził mnie dzwonek telefonu.
„Koe” – jak ja nie cierpię tej piosenki.
Mruknął coś, wtulony we mnie, by sięgnąć na oślep po telefon.

- Halo?
Spojrzałem na niego. Początkowo zaspany wyraz, stawał się coraz bardziej zaskoczony, a po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- N-naprawdę, Mao-chan?! Och! Ja ciebie też!
Wyskoczył z łóżka i zaczął pospiesznie zbierać swoje rzeczy z podłogi, ubierać się. Nawet na mnie nie spojrzał i wyszedł.

czwartek, 27 grudnia 2012

[One Shot] Święta [OMC/OMC]

Tytuł: Święta
Paring: OMC/OMC (nieokreślony)
Gatunek: ?
Rating: ?
Ostrzeżenia: ?
Od autora: Paring w sumie w domyśle...ciekawe,czy ktoś skojarzy.



A gdyby tak…

Spoglądam na niego i uśmiecham się pod nosem.
Niezdara. Nie może nawet założyć lampek choinkowych, jak co roku.
Stoi przed choinką, zaplątany w nie.
- Pomóż! – jęczy.

Ale właśnie taki jest najbardziej uroczy. Tak, nie zwykłem używać tego słowa, ale teraz idealnie pasuje.
Wstaję i podchodzę do niego. Odszukuję końcówki kabla z lampkami i zaczynam powoli go odplątywać. Zajmuje mi to tylko chwilę, bo już jest wolny. W powietrzu roznosi się przyjemny zapach jodły, który czuję dopiero teraz, gdy stoję przed nim, patrząc prosto w te cudowne oczy. Na mojej twarzy samoistnie pojawia się uśmiech. On go odwzajemnia. Przybliża się do mnie i swoimi wargami delikatnie muska moje. Odwzajemniam pocałunek, lecz mocniej, namiętniej i bardziej władczo. On się nie poddaje. Zaczyna się walka o dominację, w której jak zwykle w końcu się poddaje. Zna mnie i to chyba lepiej ode mnie samego. A ja po raz kolejny odkrywam jego ciało na nowo, odznaczając szczególnie niektóre miejsca na gładkiej skórze, a ślady traktując z wyjątkową czułością. Po wszystkim ląduję z twarzą w jego włosach, przyspieszonym oddechem i szeptem. Nie jest on taki, jak zwykle. Zamiast zwyczajowego „kocham cię”, zmuszony zostałem do wypowiedzenia innych słów. Nie muszę patrzeć na jego twarz, by wiedzieć, że wymalowana jest na niej skrajna obojętność. Wszystko kryje się w gęstniejącym coraz bardziej powietrzu. Zapach jodły jest mętny i duszący. Nie potrzebujemy więcej słów. Obejmuje mnie szczupłymi ramionami, przyciągając do siebie, a ja kładę rękę na jego biodrze. Zasypiam, czując jego łzy na swojej skórze, by już nigdy się nie obudzić.



ŻEGNAJ.

wtorek, 27 listopada 2012

[1/x] Illusion [Hazuki/Aki] (lynch./Sadie)

Tytuł: Illusion
Paring: Hazuki(lynch.)/Aki(Sadie)
Rating: ?
Gatunek: ?
Ostrzeżenia: ?
Od autora: To miało nie ujrzeć światła dziennego...
Dziwne,niezrozumiałe,"moje"...ponoć ciekawe. Obecność następnego rozdziału zależy od komentarzy.
Krótko...
***

Słaniając się na nogach, szedłem lasem. Obraz rozmazywał mi się przed oczami, by po chwili znów nabrać ostrości. Kolory stały się wręcz jaskrawe. Słyszałem szum liści, jakby ktoś kruszył je w moih uszach...nieprzyjemny, za głośny. Ściółka pod moimi stopami zostawała rozkopywana na boki...albo sama się przesuwała. Stanąłem. Mój oddech był przyspieszony , a serce dudniło w klatce piersiowej. Jego huki słyszałem nawet w głowie. Odetchnąłem. Ciężkie nogi i nieprzyjemne zmęczenie zostały zastąpione nagłym przypływem sił. Myśl "mogę wszystko" przyszła wraz z tym impulsem. Wtedy ktoś na mnie wpadł, a ja przewróciłem się na miękką ściółkę. Usiadł na mnie.


- Widzisz to?! Niesamowite! Prawdziwe enty!! - krzyczał.


- Zejdź ze mnie, to zobaczę. - mruknąłem pod nosem. I wtedy ku memu zdziwieniu on zamiast wstać grzecznie, położył się na mnie i wrzasnął wprost do mojego ucha:


- Nie!


Skrzywiłem się.


- Nie tak głośno...


- Okej!


Znów westchnąłem i odwróciłem się na plecy, wciąż leżąc pod nim. Śmiał się. Otworzyłem szerzej oczy, widząc, jak korony drzew kłaniają się w moją stronę. Chmura na niebieskim drzewie była tak blisko...tak blisko! Wysunąłem nieśmiało dłoń w jej stronę, zbliżałem się,a im bliżej była, tym bardziej drzewa się prostowały. Nie czułem ciężaru drugiego ciała na sobie, ale wiedziałem, że wpatruje się we mnie z ciekawością. Chaps! Moja ręka przeniknęła przez chmurę i rozproszyła ją.


- Nie złapiesz, Kocie... - powiedział już ciszej. Spojrzałem na niego, powoli opuszczając rękę w dół, w bok. Spojrzał na nią i szybko złączył nasze dłonie. Uśmiechnął się wbijając brodę w mój mostek. Drugą gładził mój policzek z takim ładnym uśmiechem na ustach. - Dlaczego... - zaczął. Wyraz jego twarzy stopniowo się zmienił. Posmutniał. Miałem ochotę go przytulić, albo zrobić coś, cokolwiek, żeby tylko przywrócić ten uśmiech. - ...dlaczego potrzebowałeś aż tyle, bym mógł się do ciebie zbliżyć?


Milczałem. Enty i niebo o jaskrawoniebieskim kolorze nagle stały się straszne. Błękit raził, a drzewa - zdawało się, jakby miały mnie przygnieść. Bałem się. Zacisnąłem oczy.


- Kocie...nie chciałem. - Zszedł ze mnie, usiadł obok. Wziął moją dłoń i pocałował ją, po czym przycisnął do swojego serca. - Czujesz? Moje serce wali jak oszalałe - zrobił krótką przerwę. - Ja też się boję - powiedział cicho, a jego głos zmieszał się z dźwiękami wiatru. Zniknął wraz z ciepłem na mojej dłoni. Westchnąłem, kładąc głowę na ziemi i zamykając oczy. Znowu zniknął. Zjazd.
Obudziłem się cały zlany potem. Byłem zmęczony, chciałem spać, ale ból w głowie łupał tak, że nie mogłem nawet na chwilę zamknąć oczu. Ledwo wstałem i słaniając się na nogach ruszyłem przed siebie, co chwilę obijając się o drzewa. Obraz zmniejszał się i zwiększał, a ja czułem, jakbym miał nogi miękkie w kolanach, a mimo to musiałem uciekać przed goniącymi mnie roślinami. Doszedłem do jakiejś brązowej ściany, chyba drewnianej i najpierw wbiłem się w nią, a potem osunąłem na ziemię. Drzewa, krzewy i ściółka leśna były już na swoim miejscu. Powoli mijało, ale gorączka nie ustępowała, a wręcz narastała. Dyszałem szybko i nerwowo. Zamknąłem oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy straciłem kontakt z rzeczywistością.


Sen. Wreszcie upragniony sen. 


Rozbudził mnie dźwięk palącego się drewna w kominku i naczynia, stawianego na miejscu obok mnie.


- Dlaczego to robisz? - powiedział spokojny głos. Otworzyłem oczy. Byłem we wnętrzu chatki. Przede mną, na stoliku nocnym stał kubek z parującą cieczą, a kawałek dalej w kącie pokoju naprzeciw stolika z dwoma krzesłami, stał kominek, będący jedynym źródłem światła. Przed łóżkiem, na którym leżałem stała postać. W panującym półmroku przez chwilę zaparło mi dech w piersiach, a gdy kobieta chwyciła kubek i pochyliła się nade mną, wypuściłem powietrze. Spojrzała na mnie dziwnie. - Hmm? - domagała się odpowiedzi.


- To jedyny sposób...


- Na co? Usiądź.


Usiadłem, a ona wcisnęła mi do rąk kubek, wypełniony niemal po brzegi gorącą herbatą z cytryną. Prawie ją na mnie wylała.


- Na spotkanie...


- Idiota - westchnęła z rezygnacją, lecz bez złości.


Upiłem łyk herbaty, wciąż milcząc. Nagle zaczął mnie boleć brzuch. Odstawiłem szybko kubek, lecz trochę wylałem na podłogę obok półki. Po chwili wstrząsnął mną dreszcz i spazm, a w ustach pojawiła się kwaśno-gorzka ciecz z elementami stałymi. Mój organizm sam zmusił mnie, bym natychmiast ją wypluł...niestety na siebie i do niedawna pachnącą pościel. Zerwała się i po chwili podtykała mi pod nos miskę.


- Za taką cenę? - zapytała.


- Każdą... - powiedziałem cicho, gdy brała kołdrę, którą byłem okryty.


- Idiota... - powtórzyła. - Zakochany idiota.

C.D.N

sobota, 17 listopada 2012

[one shot] A gdybym... [Reita/Ruki] (the GazettE)

Tytuł: A gdybym...
Paring: Reita/Ruki (the GazettE)
Rating: G
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Postanowiłam jednak wrzucić coś nowszego.
Bardzo miniaturowa miniaturka :3
Pisane z punktu widzenia Rukiego.


- A gdybym tak... - zacząłem,nie odrywając wzroku od fascynującego widoku za samochodowym oknem. - ...po prostu zniknął?
- Zniknął? - odpowiedź rozbrzmiała wśród ryku silnika niemal natychmiast.
- Tak, gdybym umarł.
Twoje zaskoczenie wyczułem wręcz w powietrzu. Nastąpiła aria ryczącego samochodu, po czym położyłeś dłoń na moim ramieniu, by zmusić do podarowania ci jednego z moich cennych spojrzeń. Wyraźnie zniesmaczony takowym sposobem perswadowania, oderwałem wzrok od fascynującego widoku przemijających budynków, by spojrzeć prosto w twoje czekoladowe oczy. Nawet nie zauważyłem, kiedy stanąłeś.
- Gdybyś zniknął, wtedy ja też bym... się ulotnił - zrobiłeś krótką pauzę w swej wypowiedzi. - Zrozum,że teraz już się ode mnie nie uwolnisz - uśmiechnąłeś się pewnie, a moja twarz przybrała zdziwionego wyrazu. Uniosłem jedną brew. - Staliśmy się czymś w stylu jedności i teraz już żadne z nas nie będzie mogło żyć oddzielnie, zatem gdybyś umarł, ja umarłbym z tobą czyli wychodzi na to, że zawsze będziemy razem - tym razem twój uśmiech ze zwykłego pewnego uśmiechu, stał się tym tryumfalnym wyrazem zadowolenia. Parsknąłem.
- Ale ja żartowałem - odparłem, obserwując kątem oka twoją minę, która nagle diametralnie się zmieniła.

środa, 26 września 2012

Przywitanie

Witam wszystkich.
Na blogu będą się znajdowały fan ficki j-rockowych zespołów mojego autorstwa i...to tak słowem wstępu. Przed każdym postaram się umieścić rubryczkę z ostrzeżeniami,paringiem itd.
Zacznę zapewne od starszych tworów - niektóre z nich można było już gdzieś wyłapać ^^
Zapraszam do czytania i gorąco zachęcam do komentowania,gdyż jest to bardzo motywujące - liczę się także z obiektywną krytyką,która będzie mile widziana.