Fick powstał już w jakiejś części...jest mocno "mój"...na razie rozdział pierwszy:
Chodził po mieszkaniu,
kręcąc tym swoim zgrabnym…miejscem, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę, a
mnie przez to niemiłosiernie świerzbiły
dłonie. Siedziałem na krześle obrotowym, przyglądając się jego niecierpliwym
ruchom, a moje ręce grzecznie spoczywały na plastikowych poręczach. Widziałem,
jak nerwowo przygryzał dolną wargę, przykładając do niej kciuk. Tam i z
powrotem, tam i z powrotem. W końcu zwolnił krok, aż w końcu stanął tuż przede
mną. W luźnej koszulce oraz krótkich spodenkach, z roztrzepanymi włosami i bez
makijażu wyglądał tak niewinnie, że miałem ochotę się na niego rzucić.
- No…no i co ja mam
zrobić, Kaoru-kun?
- „Pójść ze mną do łóżka!
O tam, tuż za tobą jest takie miękkie…na pewno nie będziesz żałował!” – moje
myśli przerażały mnie samego.
Miałem ochotę sam
przygryźć wargę i zrobić niewinną minkę.
- Nie wiem… -
westchnąłem. Naprawdę chciałem mu pomóc…najlepiej fizycznie!
Znów przygryzł wargę,
lekko marszcząc swoje seksownie cienkie brwi.
- No bo… - zbliżył się do
mnie i usiadł mi na kolanie, przytulając się, a ja go przygarnąłem - …jak on
mógł? – wyszeptał, kryjąc twarz w zagłębieniu mojej szyi. Pogładziłem go jedną
dłonią po plecach, drugą odgarnąłem włosy za ucho.
- „Dokładnie tak - jak
mógł odrzucić kogoś…takiego.”
- Nie wiem…też mu się
dziwię, Tsurugi-kun.
- Kaoru-kun? –
powiedział. Poczułem jego oddech na swoim torsie. Zrobiło mi się potwornie
gorąco.
- Tak? – wymamrotałem,
starając się stłumić wschodzący…bardzo kłopotliwy do opanowania problem.
- Czy kiedy dowiedziałeś
się, że Kisaki był z tobą tylko dla zabawy, też czułeś się tak okropnie?
Czułem, jak robiłem się
czerwony na twarzy. Naprawdę nie wiedziałem, że to aż tak się
rozniosło…cholerny Totchi.
Chwilę zajmowało mi uspokojenie się i ułożenie w głowie racjonalnej odpowiedzi.
- Tak…Czułem się
paskudnie.
- I co wtedy zrobiłeś?
Czułem na sobie jego
wzrok i gorąco, wpływające na moje policzki.
- „Jak mu powiedzieć, że
zostałem „pocieszony”…? O! Dobre słowo!”
- Ktoś pomógł mi się
pozbierać…
- Kto? – spojrzałem na
niego. Jego wzrok, pełen rozpaczy i ten głos…coraz bardziej wyprowadzał mnie z
równowagi.
- T-Toshiya…
- Ale jak?
Objąłem go mocniej i
westchnąłem głęboko.
- „Ciebie mogę pocieszyć
tak samo, jeśli tylko chcesz.”
Zerknąłem na niego. Wiedziałem, że muszę się opanować, ale…
Wpatrywał się w moje usta, a jedna jego dłoń nawet nie wiedziałem kiedy,
spoczęła na moim torsie.
- Kaoru-kun…? – spojrzał
mi w oczy. – Pociesz mnie w ten sam sposób…
Czułem, jak coś próbuje
się ze mnie wydostać. Jakiś potwór wywracał wszystko w moim podbrzuszu.
- „Jak ja mam tu niby trzeźwo myśleć?!”
Zsunąłem dłoń niżej, by podwinąć nią lekko koszulkę gitarzysty.
- Na pewno tego chcesz? –
zapytałem, wciąż patrząc mu w oczy (wcale nie zerkałem na jego dekolt!).
- Tak – wyszeptał już
zupełnie innym tonem głosu, wplatając swoje palce między kosmyki moich włosów i
odchylając moją głowę do tyłu. Wcałował się w moje usta z taką namiętnością,
jakiej jeszcze nie było dane mi poczuć. Mimowolnie mruknąłem leniwie w jego
usta i objąłem go mocniej w pasie. Obrócił się tak, by być naprzeciw mnie. Nim
się spostrzegłem moje obydwie dłonie znajdowały się pod jego koszulką, a
niedługo później wspomniana koszulka przestała być użyteczna i wylądowała na
podłodze.
***
Obudził mnie dzwonek
telefonu.
„Koe” – jak ja nie cierpię tej piosenki.
Mruknął coś, wtulony we
mnie, by sięgnąć na oślep po telefon.
- Halo?
Spojrzałem na niego. Początkowo zaspany wyraz, stawał się coraz bardziej
zaskoczony, a po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- N-naprawdę, Mao-chan?!
Och! Ja ciebie też!
Wyskoczył z łóżka i zaczął pospiesznie zbierać swoje rzeczy z podłogi,
ubierać się. Nawet na mnie nie spojrzał i wyszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz