poniedziałek, 25 lutego 2013

[8/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

Słyszałem upuszczane kluczyki na ziemię. Nie musiałem na niego patrzeć, by widzieć kumulujące się w oczach łzy. Odepchnąłem od siebie Mizukiego.
- Co ty robisz, idioto? – warknąłem i zarejestrowałem tylko jego idiotyczny uśmieszek, bo już zrywałem się z kanapy, by biec za Tsurugim. Wypadłem z mieszkania i widziałem jego sylwetkę. Poziom adrenaliny w organizmie zwiększył się wprost proporcjonalnie z siłą moich mięśni. Biegłem za nim, gdy zobaczyłem, że wpada zapłakany w czyjeś ramiona. Po chwili zarejestrowałem, że był to Mao. Spojrzał na mnie znad ramienia Tsurugiego. W jego oczach widziałem chorą satysfakcję i wtedy się we mnie zagotowało. Podbiegłem bliżej. Zdyszany, rozłączyłem ich jednym ruchem ciągnąc Masao za ramię. Nawet się nie zorientowałem, kiedy moja pięść dotknęła jego twarzy. Przewrócił się, a ja mordowałem go wzrokiem. W jego oczach ujrzałem strach, który jeszcze bardziej mnie nakręcał.
 - Kao… - Tsurugi kierował się w naszą stronę.
 - Nie będziesz go krzywdził. Nie będziesz się bawił nim, ani jego uczuciami. Już nigdy więcej!
Masao wstał i nim się zorientował, znów mu przyłożyłem. Wtedy podbiegł do mnie Tsurugi.
 - Co ty robisz?! - mówił, odpychając mnie i pomagając wokaliście wstać. Uśmiechnąłem się smutno.
- Czyli to już koniec - pomyślałem. - Cóż…przykro mi, że tak to się skończyło - powiedziałem, odchodząc. Zarejestrowałem jeszcze, jak Tsurugi pomaga Masao wstać. Wróciłem do siebie, zamknąłem drzwi i uderzyłem w nie pięścią. Pozwoliłem mu odejść, ale przecież tego chciał. Położyłem się do łóżka. Chciałem jak najszybciej zasnąć. W przypływie skrajnej desperacji doszedłem do wniosku, że mogę nawet nigdy się nie budzić. Nie potrafiłem się nawet rozpłakać, a złość stopniowo zastępowana była przerażającą pustką. W mojej głowie krążyło wiele myśli, ale każda z nich zdawała się być emocjonalnie bezwartościowa. Nie spałem do rana. W mieszkaniu panowała cisza. Leniwie wstawało ironiczne słońce, a na zewnątrz słychać było pierwsze samochody, pospieszne kroki przechodniów i inne miejskie odgłosy. Przełknąłem ślinę. Jedynym, co było w stanie zapełnić moje serce stała się myśl, że może Tsurugi za chwilę pojawi się w progu mojego mieszkania, lecz napawała je tylko bólem, więc wolałem tego typu niedorzecznych przypuszczeń nawet nie dopuszczać do myśli. Zrobiły to same bez mojej zgody. Kłujący ból wyrzutów, kierowanych do samego siebie, Mao, Mizukiego i całego świata, a nawet do woli Tsurugiego. Mój żołądek był niemiłosiernie ściśnięty, przez co miałem wrażenie, że nawet po wypiciu porannej kawy, zostałaby ona w tempie natychmiastowym zwrócona. Czułem się obrzydzony samym sobą i wszystkimi wydarzeniami poprzedniego dnia. Potrzebowałem czasu. Najchętniej nie wpuszczałbym do mojego małego, jeszcze przesiąkniętego zapachem kochanka światka nikogo. Tkwiłbym tu przez kolejne dziesiątki lat i zdechł, jak zwierzę. Zawsze krytykowałem użalanie się nad sobą, lecz dopiero wtedy zrozumiałem jego faktyczną istotę, uświadomiłem sobie, że mimo braku sensu, po prostu przychodziło i nie dało się odgonić. Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Raz. Drugi. Trzeci. Spojrzałem na nie i usłyszałem szczęk klucza w zamku. Nie ruszałem się z miejsca, wpatrując tępo w drzwi, gdy otwierały się powoli, ukazując sylwetkę gościa.




C.D.N

sobota, 16 lutego 2013

[7/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

07.


- Kaoru…Mao…Kaoru…Mao… – słyszałem czyjś przytłumiony głos. Niewyraźne słowa dochodziły do mnie. Barwa zdecydowanie była znajoma. Tsurugi? Każde słowo zdawało się być wypowiedziane przez kogoś, kto znajdował się coraz bliżej i bliżej… Moje imię jako ostatnie zostało wyszeptane wprost do mojego ucha, gdy obudziłem się, otwierając szeroko oczy i biorąc głęboki haust powietrza do płuc. Ken siedział na brzegu łóżka, w dłoni miał telefon i coś na nim najwidoczniej pisał.
- Tsu?
Odwrócił się przodem do mnie i uśmiechnął dość nikle.
- Tak? – zapytał.
- I jak?
- Napisał – powiedział już ciszej, a jakikolwiek cień uśmiechu zniknął z jego twarzy. Odłożył telefon i przysunął się do mnie. – Nie wiem, co mam robić, Kaoru.
Najlepiej daj mi wrzucić go do studni za wszystkie wypłakane przez ciebie łzy z powodu jego iście dupnych zachcianek.

Westchnąłem, gryząc się w język, by nie wypowiedzieć żadnej ze zgryźliwych myśli.
- Co czujesz? – zapytałem za to bezpiecznie.
- Nie wiem – odparł cicho.
Wtedy poczułem, że nagle coś we mnie pękło.

- A czujesz coś do mnie? Po co ja w ogóle się na cokolwiek silę, skoro nigdy nie usłyszałem od ciebie, że chcesz ze mną być, tylko ciągle o Mao! Zasrany Masao niech się pieprzy z kim chce! Zdradził cię po raz kolejny, znowu chcesz mu zaufać?!
Spojrzał na mnie zaskoczony. Nie dziwię mu się, rzadko kiedy puszczają mi nerwy na tyle, bym mówił, co mi ślina na język przyniesie. Żeby przerwać krępującą ciszę, przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem. Na początku zdawał się być niepewny, lecz później się ośmielił.
Kochaliśmy się.
Zdyszany z uśmiechem na ustach, wsparty na moim torsie przeczesywał kosmyki włosów, należących do mnie.

- Wiesz Kaokao… - zaczął jakby od niechcenia, wciąż bawiąc się zniszczonym owłosieniem na mojej głowie.
- Słucham cię.
- Kocham cię – wyszeptał. – Tak naprawdę zakochałem się w tobie od naszego pierwszego spotkania, wiesz?
Zamurowało mnie.

- Mao…dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę kochałem ciebie. Dziękuję, że byłeś i jesteś przez cały ten czas.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, więc tylko przytuliłem go do siebie pewnie. W tamtej chwili czułem się, jak pan wszechświata. Uśmiech sam z siebie zagościł na mojej twarzy.
- Mamy dziś próbę – zaczął – więc powiem mu, jak to wygląda i wrócę do ciebie wieczorem, dobrze?
To wszystko było tak piękne, że aż wydawało mi się zupełnie nierealne, niczym sen.
- Dobrze – przytaknąłem. Pocałował mnie jeszcze przelotnie w usta i poszedł się szykować. Zrobił to dość sprawnie i wyszedł z domu. Chciałem go podwieźć, ale mówił, że sam chętnie się przejedzie.
Siedziałem więc sam w domu. Zdążyłem pójść po zakupy i wziąć się za sprzątanie, gdy otrzymałem wiadomość od Kyo:
Wciąż jestem kurwa w szpitalu, mówią, że mnie nie wypuszczą przynajmniej przez następne jebane dwa tygodnie.

Westchnąłem lekko podirytowany, ale po chwili w mojej głowie pojawiła się wizja kolejnych dwóch tygodni spędzonych z Tsurugim. Zapowiadało się naprawdę ciekawie. Tym bardziej, że z tego, co mówił za kilka dni mają tygodniowe wolne.
Roześmiałem się. Jeszcze rok temu w życiu coś takiego nie przyszłoby mi do głowy, że przerwa w pracy może być pozytywna, oczywiście poza ewentualnymi wakacjami czy wieczornym piwem, którego również dawno nie piłem. Zmieniłem się.

Zrobiłem sobie przerwę w sprzątaniu, żeby wypić kawę, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Zerknąwszy na zegarek, uznałem, że Ken musiał wcześniej skończyć próbę. Otworzyłem drzwi. Ku mojemu zdziwieniu wcale nie stał w nich Tsurugi.
Zmarszczyłem brwi. Czego chciał ode mnie Mizuki?
- Coś się stało? – zapytałem.

- Nie, chciałem tylko wejść i powiedzieć ci o czymś – mówił niby zwyczajnie, ale coś było zdecydowanie nie tak.
Mimo to, jak na gospodarza przystało wpuściłem go do środka i wskazałem drogę do salonu, w którym stała kanapa. Usadowił się na jednym jej końcu, a ja na drugim.
- Zatem o czym chciałeś mi powiedzieć?
- O czymś baardzo ważnym – uśmiechnął się do mnie po swojemu, przybliżył i położył dłoń na moim kolanie, którą próbowałem strącić i odsunąć się od niego, lecz on zbliżał się coraz bardziej, nachalniej, nieprzerwanie próbując umiejscowić rękę w tym samym miejscu. Nagle mnie pocałował, nawet nie zauważyłem, kiedy zdołał na tyle zmniejszyć dzielący nas dystans. Wtedy usłyszałem aż za dobrze znany sobie głos.
- Kao… - Tsurugi urwał w połowie słowa.

[6/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

06.


Wróciłem do swojego lokum. Siedziałem na kanapie przed włączonym telewizorem, którego nawet nie oglądałem, mordując wzrokiem leżący na stoliku naprzeciw mnie telefon. Czekałem na jakikolwiek sygnał. Właściwie dostałem ich już kilka w postaci wiadomości. Pierwsza była od jakiejś porno-wróżki, druga od Kyo, trzecia oferowała wygranie jakiejś bajońskiej ilości pieniędzy, a czwarta była jakąś cholerną pomyłką. Siedziałem jak zahipnotyzowany, nawet nie słysząc grającego w tle pudła. Czułem się potwornie źle. Właściwie nawet nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Nigdy nie przejmowałem się w takim stopniu nikim, nie odczuwałem takiego stresu. W końcu przypomniałem sobie o pierwszej i ostatniej słodyczy mojego życia – gitarze. Wstałem i poszedłem po nią, zacząłem brzdąkać coś przypadkowego. Nie lubiłem takiego niepraktycznego ćwiczenia - jak już grać, to coś konkretnego, ale tego dnia wybitnie nie miałem ochoty klepać starego repertuaru. Nawet się nie zorientowałem, kiedy przypadkowe brzdąkanie przeszło płynnie w pierwsze dźwięki do The Pledge w wersji unplugged. Uśmiechnąłem się pod nosem. Przymknąłem oczy, wsłuchując się w gitarę, lecz w pewnym momencie zaczął mi przeszkadzać krzykliwy prezenter w telewizji i piskliwy głos jakiejś gościnnie występującej Japonki. Wyłączyłem go i zacząłem znów grać. W głowie zaczęła pobrzmiewać dialogująca z moją druga gitara. Zacząłem się powoli rozluźniać. Jakby świat dookoła mimo mojego istnienia w nim, przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Wyjątkowe chwile, gdy gitara nie łączyła się z rutynową pracą i mobilizacją reszty. W końcu zawsze, gdy zacząłem grać, reszta zbierała się nawet, jeśli zdecydowanie nie mieli na to ochoty. Telefon zaczął wibrować. Przestałem grać i położyłem prawą dłoń na strunach, by przestały brzmieć. Spojrzałem na wyświetlacz i przyglądałem mu się jeszcze przez chwilę, po czym powoli wyciągnąłem do niego rękę i chwyciłem niespiesznie. Odblokowałem klawiaturę. Nowa wiadomość od Tsurugiego.


Cześć Kaokao, czekam na Ciebie pod wytwórnią :*

Kamień spadł mi z serca.

Odłożyłem gitarę na kanapę, wziąłem tylko kluczyki i telefon, zmieniłem obuwie, po czym wyszedłem. Niecałe pół godziny później parkowałem pod wytwórnią, z której wyszedł uśmiechnięty Tsurugi. Podchodził do mnie, gdy ujrzałem w drzwiach Mao, piorunującego mnie wściekłym spojrzeniem. Nie zwróciłem na niego większej uwagi, witając się z Ken’em. Pocałowałem go krótko na przywitanie, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Mówił przez całą drogę.
- No i wtedy Mizuki oblał Akiego wodą, a Aki kazał mu się wynosić…to tak śmiesznie brzmiało, bo powiedział to ze stoickim spokojem, jak zwykle – opowiadał radośnie, gestykulując. Nieważne, jak bardzo niepoważny by wtedy nie był, lubiłem go w takim stanie, wydawał się być naprawdę szczęśliwy. – Mizuki udał obrażone dziecko i poszedł – kontynuował. - Potem Mao chciał, żebyśmy też wyszli… - wytężyłem słuch.
- Tak? Po co?
- Pytał mnie, co z nami… - Tsurugi widocznie posmutniał.
Odchrząknąłem głośno.
- I co mu odpowiedziałeś?
- Ja… - jego głos się załamał - …nie chciałem, żeby odchodził…ale sam to zrobił… Zaczął opowiadać, że z Mizukim to był tylko jednorazowy wyskok, ale nie wiem, czy jestem w stanie mu wybaczyć.
Dojechaliśmy. Zatrzymałem samochód i spojrzałem na niego.
- Tsurugi… - spojrzałem na niego uważnie. Nie czułem łez, nawet nie chciało mi się płakać, tylko dziwne skręcanie w żołądku. Gdy ujrzałem, że się rozpłakał, cała moja pewność siebie i liderowa niezłomność gdzieś uleciały. Wyjąłem kluczyki, wysiadłem i otworzyłem drzwi od strony pasażera. Pochyliłem się nad nim, by wyciągnąć z samochodu. Przytuliłem go mocno. – Możesz u mnie zostać, jak tylko długo zechcesz.
- Ale…Kaoru…
- To żaden problem. Wejdźmy do środka.
Weszliśmy. Posadziłem go na krześle w kuchni i zacząłem robić kolację. Żaden z nas już nic nie mówił.
Postawiłem przed nim kanapki i herbatę. Spojrzał na mnie lekko podpuchniętymi od płaczu oczami i uśmiechnął się smutno. To zdecydowanie nie był ten sam figlarny wyraz twarzy, z którym podawał mi tego ranka śniadanie.
Wtedy doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie uda mi się sprecyzować naszych relacji, ale dopóki on przy mnie trwa, nie może być źle.
 Zjadł i wypił, po czym wziąłem go na ręce i zaniosłem do łóżka. Sam położyłem się obok, objąłem go ciasno i zasnęliśmy.

[5/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

05.


Zdębiałem. Przez chwilę siedziałem po prostu wpatrując się w wyświetlacz telefonu. Gdy się otrząsnąłem, zawładnęła mną złość.

Opcje > usuń wiadomość



Czy na pewno chcesz usunąć wiadomość od: Mao <3?
Tak

Nie wiedziałem, czy robię dobrze, ale nawet nie chciałem tego wiedzieć. Nie mogłem też dopuścić, by Tsurugi znów cierpiał. Z drugiej strony czułem, że właśnie wtedy zacząłem się sam wplątywać w coś ciężkiego. Zresztą wiedziałem o tym, gdy po raz pierwszy kochaliśmy się z Ken’em…i wtedy, gdy usunąłem pierwszego sms’a od Masao.
Odłożyłem jego telefon i przytuliłem ciało ukochanego mocniej do swojego. Pogłaskałem go po głowie.
- Tsuu…chodź, idziemy się położyć.
Wymamrotał coś, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Był uroczy. Zsunąłem go na miejsce obok, on się zwinął, by spać dalej. Wstałem, po czym wziąłem go na ręce i zaniosłem do sypialni. Wtedy dopiero zauważyłem, że schudł jeszcze bardziej. Martwiło mnie to. Położyłem ukochanego na łóżku, po czym sam ulokowałem się obok niego i przytuliłem go. Wymamrotał coś, układając się na moim torsie. Zasnął.
Ja w pierwszej chwili nie mogłem, bijąc się z myślami, ale po chwili doszedłem do wniosku, że to idiotyczne, po czym również pogrążyłem się w krainie Morfeusza.

Gdy się obudziłem, Tsurugi już nie spał. Spojrzałem na niego. Był widocznie zamyślony, a z jego oczu bił wyraźny smutek. Przez krótką chwilę poczułem się zupełnie bezradny. Westchnąłem cicho i przytuliłem go do siebie. Wyrwany z zamyślenia, zwrócił wzrok w moją stronę, a w jego oczach ujrzałem coś jakby przebłysk radości. Uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję, Kaoru.
- To nowe przywitanie? Jak ci się spało? – wolałem zmienić temat, bo znów poczułem kłujące wyrzuty sumienia. Wcale nie miał wyrzutów sumienia, a wręcz przeciwnie.
- Nie… Śnił mi się króliczek, wiesz? – uśmiechnął się.
Uniosłem brew.
- Króliczek?
- Tak. Próbował chwycić w zęby swój malutki ogon i kręcił się w kółko, aż upadł. – zaśmiał się.
- Lepiej wstańmy i zróbmy śniadanie, króliczku. – stwierdziłem, kręcąc głową z rozbawieniem – mimo że coś w środku mówiło, iż wcale nie powinno mi być do śmiechu.
Poszliśmy do kuchni. Tsurugi stwierdził, że sam zrobi śniadanie, więc tylko go obserwowałem. Gdy wypiął się, sięgając patelnię. Gdy całkiem przypadkowo ochlapał sobie koszulkę wodą, myjąc talerze. I Gdy zdecydowanie zbyt sugestywnie zerkał w moją stronę, mieszając coś na patelni. Już ani trochę nie przypominał strapionego porannymi smutkami Ken’a. Za to zdecydowanie przypominał Ken’a, który chciał za wszelką cenę wyprowadzić mnie z równowagi. Wierciłem się okropnie, powstrzymując, by nie wstać, wziąć go na ręce i zanieść do sypialni. Tupałem stopą z prędkością ósemek w tempie 180. W końcu Tsurugi odwrócił się w moją stronę z pogodnym pełnym niewinności uśmiechem na ustach oraz dwoma talerzami w rękach. Postawił je na stoliku w kuchni, przy którym siedziałem. Gdy spojrzałem na niego, roześmiał się.
- Kaokao – powiedział, a ja wstałem i przyciągnąłem go do namiętnego pocałunku.
W ten sposób zrobiłem coś, na co miałem ochotę, od kiedy robił śniadanie, w skutku czego śniadanie wystygło, a my wylądowaliśmy w sypialni.
Ubraliśmy się i bez słowa zjedliśmy zimne śniadanie, popijając pospiesznie gorącą kawą. Było późno.
- Kaoru…mamy dzisiaj próbę – odezwał się w końcu.
Po moim ciele przeszedł lodowaty dreszcz. Co, jeśli się dowie o sms’ie?
- Mógłbyś mnie podwieźć? – kontynuował.
- Oczywiście.
W ten sposób zebraliśmy się z mojego lokum w około dziesięć minut.
Gdy tylko wsiedliśmy do samochodu, atmosfera zaczęła gęstnieć, a cisza stawała się coraz bardziej krępująca. Czy on też to odczuwał? Milczałem, dopóki nie dowiozłem go pod sam budynek wytwórni. Zaparkowałem.
- Odprowadzisz mnie? – zapytał Tsurugi z lekkim uśmiechem na ustach. Skinąłem tylko głową ze stoickim spokojem, mimo że w środku czułem się, jakbym z powrotem miał szesnaście lat. Gdy doszliśmy pod drzwi, akurat niedaleko stali Mao z Miaukim i palili, rozmawiając o czymś. Ken zatrzymał się, spojrzał na mnie i pocałował krótko. Uśmiechnąłem się i patrzyłem, jak znika za drzwiami budynku wytwórni z gitarą na plecach. Stałem tam jeszcze chwilę zamyślony, z czego wyrwał mnie mijający moją postać Mao i patrzący na mnie ze ściągniętymi brwiami. Moja twarz przybrała wyrazu „lidera nie do złamania” i wokalista Sadie zniknął. Wracając wciąż miałem w głowie jedno pytanie – co dalej?

[4/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

4.


Następnego dnia zarówno Tsurugi, jak i ja, musieliśmy udać się na próby naszych zespołów. Nasza w gruncie rzeczy minęła tak, jak zawsze – trochę pajacowania Daisuke, zamknięty w swoim świecie Shinya, który co jakiś czas pytał mnie o ewentualne korekty, Toshiya, który znalazł uciechę w towarzyszeniu Die’owi i Kyo, który miał jeden ze swoich „cichych dni”. Przedłużyłem próbę tylko o pół godziny, zmęczony zachowaniem drugiego gitarzysty i basisty – zresztą z tego, co widziałem - podobnie, jak Shinya.
Po skończonej próbie z wyobrażeniem nadchodzącej nocy i - co za tym idzie - nastrojem zadowolonego samca, wspinałem się po schodach na swoje piętro. Nie miałem najmniejszej ochoty czekać na windę. Idąc długim korytarzem, już z daleka ujrzałem postać, skuloną przy drzwiach do mieszkania. Zmarszczyłem brwi, stając przed osobnikiem, który podniósł na mnie swoje zmęczone płaczem oczy. Podałem mu dłoń, a on po niedługiej chwili konsternacji, chwycił ją i wstał. Otworzyłem drzwi mieszkania, zdjąłem buty, po czym ruszyłem za nim do sypialni. Usiadł na łóżku, a ja stanąłem w progu i oparłem się o framugę. Spojrzał na mnie smutno, a gdy z jego oczu zaczęły się lać strumienie łez, podszedłem do niego pospiesznie, usiadłem obok i przytuliłem do siebie jego wątłe ciało.
- On mnie nie chce – mówił przez łzy. – Powiedział, że to była tylko zabawa. Jestem beznadziejny, prawda?
- Cśśś… – uspokajałem go, głaszcząc po plecach. – Nie jesteś.
Jego dalsze słowa za bardzo zmieszały się z płaczem, bym je zrozumiał.

Godzinę później siedziałem na kanapie, a on leżał z głową na moich udach. Głaskałem każdy kosmyk jego włosów, próbując uspokoić. Było tak czy siak lepiej. Spojrzał na mnie z dołu.
- Wiesz… w gruncie rzeczy… Jeśli jemu na mnie nie zależało, to mi na nim też! Nie będę się przecież przejmował kimś, kto mnie po prostu… - jego głos się załamał. - …nie…kocha…
Znów się rozpłakał, siadając na mnie i wtulając się mocno. Objąłem go. Wiedziałem, że to będzie ciężki czas, ale z drugiej strony…to była moja szansa.

Kolejne pół godziny później, siedział na mnie jeszcze z mokrymi od łez oczami, wciąż kurczowo przytulając się do mojego torsu.
- Kaoru-kun…? – zapytał cicho, wręcz nieśmiało.
- Tak?
- Właściwie…co nas łączy? Dlaczego mi pomagasz, skoro jestem dla ciebie tylko…pocieszycielem?
Tym pytaniem zupełnie zbił mnie z tropu.
- Wzajemność – skłamałem. – Ty mnie pocieszasz, więc ja ciebie też, Tsurugi-chan – odrzekłem z nutką rozbawienia w głosie. Poczułem, jak rozluźnia się w moich ramionach.


Nastał wieczór. Słońce zaszło już jakiś czas temu, więc w salonie panował przyjemny półmrok, rozproszony tylko ciepłym światłem lampki przy kanapie oraz migającymi kolorowymi obrazami, wydobywającymi się z telewizora. Siedziałem na kanapie, obejmując Tsurugiego, a on wtulał się we mnie. Zapach mężczyzny, ulokowanego w moich ramionach, drażnił delikatnie nozdrza i mamił zmysły w ten przyjemnie błogi sposób, którego nie dało się uraczyć w trakcie chaotycznego stosunku. Wtuliłem nos w jego włosy i zaciągnąłem się. Mógłbym to robić wiecznie. Nie jeść, nie pić, nie spać, nawet ten cholerny tlen bym oddał, byle mieć go już na zawsze. Choć teraz pojawiła się ku temu okazja. Przybliżyłem usta do jego ucha i chciałem coś do niego wyszeptać, ale nagle usłyszałem wibracje telefonu, leżącego na stoliku przy kanapie. Zerknąłem nieufnie na telefon Tsurugiego, po czym zarejestrowałem, że młodszy gitarzysta zasnął.

Wiadomość tekstowa od: Mao <3
Hej Kocie. Wybacz, popełniłem błąd. Okropny błąd…Właściwie dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo Cię kocham i potrzebuję…proszę, wróć do mnie…jeśli nie chcesz być już ze mną, nie widzę sensu, by żyć. Kocham Cię…zawsze kochałem…Bez Ciebie całe moje życie jest strasznie ciemne…

[3/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

3.


Kolejny dzień zapowiadał się cudownie - wstaliśmy, wykąpaliśmy się i poszliśmy zrobić sobie śniadanie. Wtedy myślałem, że tak mogłoby być już zawsze. Otworzył lodówkę, ale niestety świeciła ona pustkami. Niezrażony, przeszedł pod moją ręką, gdy opierałem się nią przodem do blatu. Będąc przede mną próbował sięgnąć jajka z górnej półki, ocierając się przy tym swoimi zgrabnymi pośladkami o mnie. Przeszedł mnie dreszcz. Obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się. Wspominałem już, jak wielbię jego uśmiech?
- Kaoru-kuun, pomożesz? - zerknął na jajka i znów na mnie.
Otworzyłem usta, by coś wydukać, ale nie byłem w stanie wydać z siebie ani jednego dźwięku, więc zamknąłem je. Sięgnąłem tylko pojemnik z jajkami i podałem mu, w zamian za co pocałował mnie przelotnie w nos, po czym przesunął się w bok. Wyjął patelnię z szafki obok kuchenki i sięgnął sól. Obserwując jego specyficzne ruchy, które miały w sobie trochę gracji, z każdą chwilą uświadamiałem sobie jak bardzo brakowało mi każdego szczegółu, naznaczającego właśnie jego obecność.
Podszedłem do niego od tyłu i przytuliłem go, całując w szyję. Oczywiście trochę mnie poniosło i zrobiłem to mocniej, niż zamierzałem, co poskutkowało tym, że Tsurugi wypuścił patelnię z ręki. Niefortunnie spadła ona akurat na moją stopę, ale tylko mocniej przycisnąłem go do siebie. Gitarzysta odwrócił się do mnie przodem. Był smutny. Objął moją szyję i przytulił się, a ja wtuliłem jego wątłe ciało w swoje. Pytania nie były potrzebne. Wiedziałem, co jest grane. Wiedziałem, co z nim. Za dobrze go znałem, by nie wiedzieć.
Momentami sam zastanawiałem się, dlaczego on kochał jego? Z jakiego powodu nie mógł obdarzyć tym uczuciem mnie? Mogłem dać mu wszystko, czego pragnął i potrzebował, ale…byłem tylko pocieszeniem. Tylko i aż. W sumie cieszyłem się, że chociaż to. Te upojne nocy, piękne poranki, wspólnie z nim spędzone i narastająca nadzieja, że może w końcu coś się zmieni, Tsurugi przejrzy na oczy. Mao go nie kochał. Widziałem to. Nie cierpiałem go, tak samo, jak i Mizukiego. Mao bawił się jego kosztem. Czy on w takim razie bawił się moim? Może on był tak samo nieszczęśliwie zakochany, jak ja? Mimo to, teoretycznie Mao i Tsurugi byli parą. Gitarzysta przyjeżdżał do mnie za każdym razem, gdy coś się między nimi działo. Zazwyczaj, gdy…
- Znalazłem… - powiedział cicho, chowając swoją twarz za gąszczem blond czupryny. - …znalazłem koszulkę Mizukiego…była przesączona zapachem Mao. – poczułem, jak drobne ciało w moich ramionach, zaczyna się trząść. – Potem jego spodnie…jakieś nieznane bokserki…Mao był nagi…po chwili Mizuki wyszedł spod prysznica…zaczął się śmiać… - mówił cicho, a ja przytulałem go do siebie coraz mocniej, aż w końcu zacząłem składać czułe pocałunki na jego czole. Doszedłem ustami do skroni. Potem policzka. I w końcu do ust. Zacząłem całować go namiętnie, jakby chcąc spić gorycz z jego ust. Odwzajemniał rozpaczliwie pocałunki. Miałem wrażenie, że próbował utopić w nich swój smutek. A może o nim zapomnieć?

Jego dłonie szybko zaczęły gładzić mój tors. Przyjemność pod wpływem jego dotyku, przeszywała cały mój organizm, wypełniając go unikatową endorfiną.

Niedługo później zniknęliśmy za drzwiami sypialni.



***

Uspokajaliśmy oddechy, gdy znad milczenia, wypełnionego tylko jękami, stęknięciami, wzdychaniami i dyszeniem, odezwał się Tsurugi:

- Kaoru-chan… - powiedział czule, choć w jego głosie dało się słyszeć smutek. – Dlaczego tyle dla mnie robisz? Te wszystkie chwile, które spędziliśmy razem…są dla ciebie tylko chwilami? Czy jesteś jedyną osobą, dla której naprawdę coś znaczę?

Zamilkłem. Nie odpowiedziałem.

- Kaoru…chan? – ponowił cicho. Przytulił się do mnie mocniej, a ja pogłaskałem go po plecach. Chciałem, by mógł być przy mnie już zawsze, ale nie mogłem powiedzieć mu, co naprawdę czułem. Nie mówiłem więc nic i pozwoliłem mu się rozpłakać i bić w mój tors pięścią, jedną dłonią głaszcząc jego włosy, a drugą trzymając go stabilnie częściowo na sobie. Uwielbiałem czuć to wątłe ciało tuż przy swoim. Uwielbiałem smak jego warg, nawet łzy miały w sobie coś cudownego tylko dzięki temu, że były jego.

Cierpiałem w ciszy, której nie zamierzałem zmieniać. Żyłem chwilami, właściwie to dla tych drobnych spotkań. Tsurugi, jakby nie spojrzeć, musiał coś do mnie czuć…chyba, że byłem tylko jego pocieszeniem. Nawet, jeśli miałem nim być, nie było to ważne, w końcu żyłem tymi chwilami.
Uspokajał się w moich ramionach. W końcu zasnął.

Parę godzin później, gdy Tsurugi spał jeszcze na moim torsie, przyszedł do niego sms. Wiedziony ciekawością zerknąłem na wyświetlacz jego telefonu.



Wiadomość tekstowa od: Mao <3
Sory, ciziu…fajnie było, igraszki i te sprawy, ale wszystko się kiedyś kończy. Ciao <3

Przeszył mnie lodowaty dreszcz. Miałem ochotę zerwać się, pójść do niego i mu wpier…niczyć. Potraktował go, jak jakąś cholerną sefu! (aut. sex-friend – zazwyczaj określano tak fanki, które umawiały się ze swoimi idolami na spotkania w wiadomych celach)
Spojrzałem na jego drobne ciało, pogrążoną w śnie twarz, lekko zmarszczone brwi. Westchnąłem. Wiedziałem, że otrzymanie teraz tej wiadomości byłoby dla niego zbyt bolesne.

Opcje > usuń wiadomość



Czy na pewno chcesz usunąć wiadomość od: Mao <3?
Tak

Z pełnym przekonaniem, że tak będzie lepiej, odłożyłem telefon z powrotem na jego miejsce obok łóżka i znów przyjrzałem się blondynowi, smacznie śpiącemu na moim torsie. Widok ten był wystarczająco rozczulający. Nawet nie wiedziałem, kiedy moja dłoń zaczęła gładzić jego włosy. Miał lekko rozchylone wargi i oddychał spokojnie przez sen.
Niedługo później moja „śpiąca królewna” przebudziła się i zerknęła na mnie zdziwiona.
- Miałem dziwny sen – powiedział, rozcierając oczy.
- Jaki? – mruknąłem, przyciągając go do siebie.
- Nie pamiętam – odrzekł cicho, po czym wyciągnął rękę po telefon. Błądził nią chwilę, by chwycić urządzenie i zajrzał na wyświetlacz. Słyszałem, jak wzdycha cicho, odkładając komórkę na jej miejsce i obrócił się na brzuch, kładąc na mnie.
- Kao-chaan… - uśmiechnął się do mnie, opierając brodę na dłoniach.
- Hmm? – mruknąłem.
Tsurugi uśmiechnął się szerzej.
- Mam do ciebie sprawę.
Spojrzałem na niego uważniej, również lekko się uśmiechając. Już wiedziałem, co ma na myśli, lecz mimo to zapytałem:
- Jaką?
Jego twarz nabrała trochę innego wyrazu. Wziął ręce spod brody i objął mnie nogami w biodrach, a ręce ułożył przy mojej głowie, głaszcząc po niej. Gdy jego twarz znalazła się tuż przy mojej, złączyłem nasze wargi. Rozpoczął się taniec języków, wywołujący niebezpiecznie otumaniający szum w głowie i nadprodukcję endorfiny.



Nie żałowałem usunięcia wiadomości Tsurugiego. Wiedziałem, że gdyby ją odebrał, rozkleiłby się. Oczywiście, kiedyś będzie musiał ją przeczytać, ale to dopiero kiedyś.

- Co ty na to, żebyśmy poszli pod prysznic? – wymruczałem wprost do jego ucha.
- Chętnie – blondyn uśmiechnął się i przewrócił ze mnie na plecy, usiadł i wstał, podając mi dłoń z uroczym uśmiechem na ustach. Uniosłem brew i wstałem o własnych siłach, chwyciłem go szybko obejmując w kolanach i na wysokości pleców oraz prowadząc do łazienki. Krzyknął i zaczął się śmiać, obejmując moją szyję. Moje nogi stawały się miękkie w kolanach, gdy przyssał swoje ciepłe wargi do mojej szyi. Na szczęście dochodziłem już do łazienki. Cudem otworzyłem drzwi i postawiłem go na płytkach akurat wtedy, gdy postanowił się odessać. Mój koi przyjrzał się z uśmiechem swojemu dziełu, a ja zobaczyłem w lustrze naprzeciwko pokaźnych rozmiarów malinkę.
- Oddam ci! – powiedziałem, zbliżając się do niego. Postąpił krok do tyłu w stronę prysznica, patrzył wprost w moje oczy, uśmiechając się zadziornie. Zerknął do tyłu, czy jest już dostatecznie blisko i wszedł do kabiny prysznicowej. Dołączyłem do niego, zamykając za sobą drzwi, po czym nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego, włączyłem natrysk. Spojrzałem na jego piękną, ozdobioną uśmiechem twarz. Było cudownie. Zdecydowanie nie żałowałem usunięcia tej wiadomości.

[2/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

2.
Przez chwilę wpatrywałem się w drzwi, oniemiały, by wstać, pozbierać rzeczy, wrzucić je do prania i podążyć do łazienki. Łóżko zostawiłem w „porannym nieładzie”, by móc jeszcze raz spojrzeć na miejsce, w którym spoczywała jego sylwetka.

Wszedłem pod prysznic i umyłem się, dokonując codziennego rytuału. Ubrałem bokserki i podszedłem do lodówki. Ujrzałem parę plasterków sera, szynki, jakiś ser topiony, ketchup, kiełbasę i ogórka, ale doszedłem do wniosku, że nawet nie czuję głodu, a wręcz przeciwnie, więc zamknąłem ją i poszedłem ubrać się do końca.
Zerknąłem na wyświetlacz telefonu.
Godzina: 10:52
Ilość nieodebranych połączeń: 14
Znowu?

- „Przecież próba miała być o…o cholera ósmej.”
Nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że powiedziałem Kyo, iż jak tym razem się spóźni, to mu nogi z du…nieważne. Chwyciłem telefon, pospiesznie spakowałem gitarę i wyszedłem z domu. Gdy zszedłem po schodach z dziewiątego piętra, przypomniałem sobie, że nie zamknąłem drzwi na klucz.
Gdy spojrzałem na zegarek w samochodzie, ukazała mi się godzina 11:28. Natomiast połączenia nieodebrane w jakiś magiczny sposób zwiększyły się do 32.

Gdy w końcu dotarłem na próbę, omal nie rozjeżdżając jakiegoś kota, musiałem zapalić. Paliłem. Pierwszy. Drugi. Trzeci. Myśl, błąkająca się po moim umyśle, że wypadałoby tam w końcu pójść. Czwarty i...okazało się, że opróżniłem z ostatków swoją jedyną paczkę. Ten moment los wybrał na przywoływanie w mojej głowie twarzy, której wcale nie miałem ochoty widzieć i głosu. Później tylko wspomnienia ostatniej nocy. W tamtej chwili drzwi się otworzyły, a z pomieszczenia wyszedł Kyo z fajką w ustach. Zmierzył mnie groźnym spojrzeniem i odpalił, trzymany w ustach zwitek tytoniu. Odwrócił wzrok i palił w ciszy. Był dziwny. Jak nie on.
Wszedłem do budynku, rzucając tylko:
- Za dwie minuty widzę cię w środku.
Prychnął.
- A lider-sama może się kurwa spóźniać?
Zatrzymałem się wpół kroku i odwróciłem w jego stronę.
- Kyo...
- Nie kurwa Kyo! Po chuja się z nim bzykałeś?! Wiedziałeś jak to się skończy!
Wciągnąłem powietrze z głośnym świstem. Nie wiedziałem, że rozniesie się tak szybko. Nawet nie odpowiedziałem,  po prostu wszedłem do sali prób. Shinya pogrążony był we własnym świecie, Die w widoku za oknem, a Toshiya spojrzał na mnie współczująco, gdy tylko wszedłem. Die odwrócił wzrok chwilę później, a zaraz po tym padło pytanie:
- Jesteśmy już wolni lider-sama?
Nie cierpiałem, gdy był taki. Wiedziałem, że wciąż miał do mnie żal.
- Nie. Mam nowe nuty, przegramy zaraz a vista.
Otworzyłem kieszeń w pokrowcu od gitary, ale okazało się, że jest pusta. Westchnąłem głośno.
- Gdzie te nuty? - zapytał Toshiya.
- Idźcie już.
Wtedy wszedł Kyo i zaczął zbierać swoje rzeczy, a Die podszedł do Shinyi, powiedział coś i po chwili wybuchnął śmiechem, widząc jego zdezorientowaną minę.

Do krainy fantazji przedostałem się dopiero po powrocie do domu, gdy w mojej dłoni pojawiło się płynne zbawienie o złotawym zabarwieniu w przezroczystym kuflu. Odetchnąłem głęboko i pociągnąłem pierwszy łyk, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Odłożyłem kufel na podłodze obok fotela i wstałem. Z gracją niedźwiedzia, wstającego po zimowym śnie, podszedłem do drzwi i szarpnąłem nimi.
- Czego? - warknąłem, gdy... Moim oczom ukazała się dobrze znana mi sylwetka, a osobnik rzucił się na moją szyję i przyssał do ust. Objąłem go ciasno w pasie i wciągnąłem do pomieszczenia. Do dziś nie wiem, jakim cudem doszliśmy do kanapy, po drodze przewracając tylko kufel z piwem. Dopiero, gdy byliśmy tuż przy niej, oderwaliśmy się od siebie. Zabrakło nam tchu, bo dyszeliśmy cicho, wciąż z ustami blisko drugich - w gotowości, by znów je złapać.
- To co wczoraj? - mruknąłem, a on tylko uśmiechnął się i popchnął mnie na kanapę, po czym zawisł nad moimi wargami. Objąłem go ciasno ramionami.

- Wypijesz coś?
- Chętnie, Kaoru-kun. - uśmiechnął się.
Nagi poszedłem do kuchni.
- Martini... Resztka sake... Piwo! - ucieszyłem się, idąc w stronę kanapy i przy okazji wdeptując w jakąś ciecz... Przekląłem pod nosem, zły kopiąc szklankę, która doleciała do najbliższej ściany i uderzyła w nią, zatrzymując się. Tsurugi uśmiechnął się do mnie, gdy wręczałem mu jedną z butelek, przy okazji kontemplując wzrokiem jego piękne, nagie ciało. Usiadłem obok, obejmując go jedną ręką.
- To faktycznie działa, Kaoru-kun... - posmutniał.
Objąłem go pewniej, a on wtulił się. Po chwili siedział na moich udach, wtulony w moje ciało. Milczeliśmy zgodnie, gdy on zaczął dłonią drażnić najwrażliwszą część mojego ciała.
- Zróbmy to jeszcze raz, Kaoru-kun - wyszeptał wprost do mojego ucha, a ja czułem jego gorący oddech, owiewający moją szyję. Kątem oka dojrzałem też niebezpieczny uśmieszek, czający się w kącikach jego ust, ale byłem już stracony. Moje dłonie same rozbierały go i błądziły po bladym ciele. Unikatowy zapach jego skóry doprowadzał moje zmysły do szaleństwa, a muskanie jej ustami – krew do wrzenia.