sobota, 16 lutego 2013

[5/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

05.


Zdębiałem. Przez chwilę siedziałem po prostu wpatrując się w wyświetlacz telefonu. Gdy się otrząsnąłem, zawładnęła mną złość.

Opcje > usuń wiadomość



Czy na pewno chcesz usunąć wiadomość od: Mao <3?
Tak

Nie wiedziałem, czy robię dobrze, ale nawet nie chciałem tego wiedzieć. Nie mogłem też dopuścić, by Tsurugi znów cierpiał. Z drugiej strony czułem, że właśnie wtedy zacząłem się sam wplątywać w coś ciężkiego. Zresztą wiedziałem o tym, gdy po raz pierwszy kochaliśmy się z Ken’em…i wtedy, gdy usunąłem pierwszego sms’a od Masao.
Odłożyłem jego telefon i przytuliłem ciało ukochanego mocniej do swojego. Pogłaskałem go po głowie.
- Tsuu…chodź, idziemy się położyć.
Wymamrotał coś, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Był uroczy. Zsunąłem go na miejsce obok, on się zwinął, by spać dalej. Wstałem, po czym wziąłem go na ręce i zaniosłem do sypialni. Wtedy dopiero zauważyłem, że schudł jeszcze bardziej. Martwiło mnie to. Położyłem ukochanego na łóżku, po czym sam ulokowałem się obok niego i przytuliłem go. Wymamrotał coś, układając się na moim torsie. Zasnął.
Ja w pierwszej chwili nie mogłem, bijąc się z myślami, ale po chwili doszedłem do wniosku, że to idiotyczne, po czym również pogrążyłem się w krainie Morfeusza.

Gdy się obudziłem, Tsurugi już nie spał. Spojrzałem na niego. Był widocznie zamyślony, a z jego oczu bił wyraźny smutek. Przez krótką chwilę poczułem się zupełnie bezradny. Westchnąłem cicho i przytuliłem go do siebie. Wyrwany z zamyślenia, zwrócił wzrok w moją stronę, a w jego oczach ujrzałem coś jakby przebłysk radości. Uśmiechnął się lekko.
- Dziękuję, Kaoru.
- To nowe przywitanie? Jak ci się spało? – wolałem zmienić temat, bo znów poczułem kłujące wyrzuty sumienia. Wcale nie miał wyrzutów sumienia, a wręcz przeciwnie.
- Nie… Śnił mi się króliczek, wiesz? – uśmiechnął się.
Uniosłem brew.
- Króliczek?
- Tak. Próbował chwycić w zęby swój malutki ogon i kręcił się w kółko, aż upadł. – zaśmiał się.
- Lepiej wstańmy i zróbmy śniadanie, króliczku. – stwierdziłem, kręcąc głową z rozbawieniem – mimo że coś w środku mówiło, iż wcale nie powinno mi być do śmiechu.
Poszliśmy do kuchni. Tsurugi stwierdził, że sam zrobi śniadanie, więc tylko go obserwowałem. Gdy wypiął się, sięgając patelnię. Gdy całkiem przypadkowo ochlapał sobie koszulkę wodą, myjąc talerze. I Gdy zdecydowanie zbyt sugestywnie zerkał w moją stronę, mieszając coś na patelni. Już ani trochę nie przypominał strapionego porannymi smutkami Ken’a. Za to zdecydowanie przypominał Ken’a, który chciał za wszelką cenę wyprowadzić mnie z równowagi. Wierciłem się okropnie, powstrzymując, by nie wstać, wziąć go na ręce i zanieść do sypialni. Tupałem stopą z prędkością ósemek w tempie 180. W końcu Tsurugi odwrócił się w moją stronę z pogodnym pełnym niewinności uśmiechem na ustach oraz dwoma talerzami w rękach. Postawił je na stoliku w kuchni, przy którym siedziałem. Gdy spojrzałem na niego, roześmiał się.
- Kaokao – powiedział, a ja wstałem i przyciągnąłem go do namiętnego pocałunku.
W ten sposób zrobiłem coś, na co miałem ochotę, od kiedy robił śniadanie, w skutku czego śniadanie wystygło, a my wylądowaliśmy w sypialni.
Ubraliśmy się i bez słowa zjedliśmy zimne śniadanie, popijając pospiesznie gorącą kawą. Było późno.
- Kaoru…mamy dzisiaj próbę – odezwał się w końcu.
Po moim ciele przeszedł lodowaty dreszcz. Co, jeśli się dowie o sms’ie?
- Mógłbyś mnie podwieźć? – kontynuował.
- Oczywiście.
W ten sposób zebraliśmy się z mojego lokum w około dziesięć minut.
Gdy tylko wsiedliśmy do samochodu, atmosfera zaczęła gęstnieć, a cisza stawała się coraz bardziej krępująca. Czy on też to odczuwał? Milczałem, dopóki nie dowiozłem go pod sam budynek wytwórni. Zaparkowałem.
- Odprowadzisz mnie? – zapytał Tsurugi z lekkim uśmiechem na ustach. Skinąłem tylko głową ze stoickim spokojem, mimo że w środku czułem się, jakbym z powrotem miał szesnaście lat. Gdy doszliśmy pod drzwi, akurat niedaleko stali Mao z Miaukim i palili, rozmawiając o czymś. Ken zatrzymał się, spojrzał na mnie i pocałował krótko. Uśmiechnąłem się i patrzyłem, jak znika za drzwiami budynku wytwórni z gitarą na plecach. Stałem tam jeszcze chwilę zamyślony, z czego wyrwał mnie mijający moją postać Mao i patrzący na mnie ze ściągniętymi brwiami. Moja twarz przybrała wyrazu „lidera nie do złamania” i wokalista Sadie zniknął. Wracając wciąż miałem w głowie jedno pytanie – co dalej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz