3.
Kolejny dzień zapowiadał
się cudownie - wstaliśmy, wykąpaliśmy się i poszliśmy zrobić sobie śniadanie.
Wtedy myślałem, że tak mogłoby być już zawsze. Otworzył lodówkę, ale niestety
świeciła ona pustkami. Niezrażony, przeszedł pod moją ręką, gdy opierałem się
nią przodem do blatu. Będąc przede mną próbował sięgnąć jajka z górnej półki,
ocierając się przy tym swoimi zgrabnymi pośladkami o mnie. Przeszedł mnie
dreszcz. Obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się. Wspominałem już, jak
wielbię jego uśmiech?
- Kaoru-kuun, pomożesz? -
zerknął na jajka i znów na mnie.
Otworzyłem usta, by coś
wydukać, ale nie byłem w stanie wydać z siebie ani jednego dźwięku, więc
zamknąłem je. Sięgnąłem tylko pojemnik z jajkami i podałem mu, w zamian za co
pocałował mnie przelotnie w nos, po czym przesunął się w bok. Wyjął patelnię z
szafki obok kuchenki i sięgnął sól. Obserwując jego specyficzne ruchy, które
miały w sobie trochę gracji, z każdą chwilą uświadamiałem sobie jak bardzo
brakowało mi każdego szczegółu, naznaczającego właśnie jego obecność.
Podszedłem do niego od
tyłu i przytuliłem go, całując w szyję. Oczywiście trochę mnie poniosło i
zrobiłem to mocniej, niż zamierzałem, co poskutkowało tym, że Tsurugi wypuścił
patelnię z ręki. Niefortunnie spadła ona akurat na moją stopę, ale tylko
mocniej przycisnąłem go do siebie. Gitarzysta odwrócił się do mnie przodem. Był
smutny. Objął moją szyję i przytulił się, a ja wtuliłem jego wątłe ciało w
swoje. Pytania nie były potrzebne. Wiedziałem, co jest grane. Wiedziałem, co z
nim. Za dobrze go znałem, by nie wiedzieć.
Momentami sam
zastanawiałem się, dlaczego on kochał jego? Z jakiego powodu nie mógł obdarzyć
tym uczuciem mnie? Mogłem dać mu wszystko, czego pragnął i potrzebował,
ale…byłem tylko pocieszeniem. Tylko i aż. W sumie cieszyłem się, że chociaż to.
Te upojne nocy, piękne poranki, wspólnie z nim spędzone i narastająca nadzieja,
że może w końcu coś się zmieni, Tsurugi przejrzy na oczy. Mao go nie kochał.
Widziałem to. Nie cierpiałem go, tak samo, jak i Mizukiego. Mao bawił się jego
kosztem. Czy on w takim razie bawił się moim? Może on był tak samo
nieszczęśliwie zakochany, jak ja? Mimo to, teoretycznie Mao i Tsurugi byli
parą. Gitarzysta przyjeżdżał do mnie za każdym razem, gdy coś się między nimi
działo. Zazwyczaj, gdy…
- Znalazłem… - powiedział
cicho, chowając swoją twarz za gąszczem blond czupryny. - …znalazłem koszulkę
Mizukiego…była przesączona zapachem Mao. – poczułem, jak drobne ciało w moich
ramionach, zaczyna się trząść. – Potem jego spodnie…jakieś nieznane
bokserki…Mao był nagi…po chwili Mizuki wyszedł spod prysznica…zaczął się śmiać…
- mówił cicho, a ja przytulałem go do siebie coraz mocniej, aż w końcu zacząłem
składać czułe pocałunki na jego czole. Doszedłem ustami do skroni. Potem
policzka. I w końcu do ust. Zacząłem całować go namiętnie, jakby chcąc spić
gorycz z jego ust. Odwzajemniał rozpaczliwie pocałunki. Miałem wrażenie, że
próbował utopić w nich swój smutek. A może o nim zapomnieć?
Jego dłonie szybko
zaczęły gładzić mój tors. Przyjemność pod wpływem jego dotyku, przeszywała cały
mój organizm, wypełniając go unikatową endorfiną.
Niedługo później zniknęliśmy za drzwiami sypialni.
***
Uspokajaliśmy oddechy, gdy znad milczenia, wypełnionego tylko jękami,
stęknięciami, wzdychaniami i dyszeniem, odezwał się Tsurugi:
- Kaoru-chan… -
powiedział czule, choć w jego głosie dało się słyszeć smutek. – Dlaczego tyle
dla mnie robisz? Te wszystkie chwile, które spędziliśmy razem…są dla ciebie
tylko chwilami? Czy jesteś jedyną osobą, dla której naprawdę coś znaczę?
Zamilkłem. Nie odpowiedziałem.
- Kaoru…chan? – ponowił
cicho. Przytulił się do mnie mocniej, a ja pogłaskałem go po plecach. Chciałem,
by mógł być przy mnie już zawsze, ale nie mogłem powiedzieć mu, co naprawdę
czułem. Nie mówiłem więc nic i pozwoliłem mu się rozpłakać i bić w mój tors
pięścią, jedną dłonią głaszcząc jego włosy, a drugą trzymając go stabilnie
częściowo na sobie. Uwielbiałem czuć to wątłe ciało tuż przy swoim. Uwielbiałem
smak jego warg, nawet łzy miały w sobie coś cudownego tylko dzięki temu, że
były jego.
Cierpiałem w ciszy, której nie zamierzałem zmieniać. Żyłem chwilami, właściwie
to dla tych drobnych spotkań. Tsurugi, jakby nie spojrzeć, musiał coś do mnie
czuć…chyba, że byłem tylko jego pocieszeniem. Nawet, jeśli miałem nim być, nie
było to ważne, w końcu żyłem tymi chwilami.
Uspokajał się w moich ramionach. W końcu zasnął.
Parę godzin później, gdy Tsurugi spał jeszcze na moim torsie, przyszedł do
niego sms. Wiedziony ciekawością zerknąłem na wyświetlacz jego telefonu.
Wiadomość tekstowa od: Mao <3
Sory, ciziu…fajnie było, igraszki i te sprawy, ale wszystko się kiedyś kończy.
Ciao <3
Przeszył mnie lodowaty dreszcz. Miałem ochotę zerwać się, pójść do niego i mu
wpier…niczyć. Potraktował go, jak jakąś cholerną sefu! (aut. sex-friend – zazwyczaj określano tak fanki, które
umawiały się ze swoimi idolami na spotkania w wiadomych celach)
Spojrzałem na jego drobne ciało, pogrążoną w śnie twarz, lekko zmarszczone
brwi. Westchnąłem. Wiedziałem, że otrzymanie teraz tej wiadomości byłoby dla
niego zbyt bolesne.
Opcje > usuń wiadomość
Czy na pewno chcesz usunąć wiadomość od: Mao <3?
Tak
Z pełnym przekonaniem, że
tak będzie lepiej, odłożyłem telefon z powrotem na jego miejsce obok łóżka i
znów przyjrzałem się blondynowi, smacznie śpiącemu na moim torsie. Widok ten
był wystarczająco rozczulający. Nawet nie wiedziałem, kiedy moja dłoń zaczęła
gładzić jego włosy. Miał lekko rozchylone wargi i oddychał spokojnie przez sen.
Niedługo później moja
„śpiąca królewna” przebudziła się i zerknęła na mnie zdziwiona.
- Miałem dziwny sen –
powiedział, rozcierając oczy.
- Jaki? – mruknąłem,
przyciągając go do siebie.
- Nie pamiętam – odrzekł
cicho, po czym wyciągnął rękę po telefon. Błądził nią chwilę, by chwycić
urządzenie i zajrzał na wyświetlacz. Słyszałem, jak wzdycha cicho, odkładając
komórkę na jej miejsce i obrócił się na brzuch, kładąc na mnie.
- Kao-chaan… - uśmiechnął
się do mnie, opierając brodę na dłoniach.
- Hmm? – mruknąłem.
Tsurugi uśmiechnął się
szerzej.
- Mam do ciebie sprawę.
Spojrzałem na niego
uważniej, również lekko się uśmiechając. Już wiedziałem, co ma na myśli, lecz
mimo to zapytałem:
- Jaką?
Jego twarz nabrała trochę
innego wyrazu. Wziął ręce spod brody i objął mnie nogami w biodrach, a ręce
ułożył przy mojej głowie, głaszcząc po niej. Gdy jego twarz znalazła się tuż
przy mojej, złączyłem nasze wargi. Rozpoczął się taniec języków, wywołujący
niebezpiecznie otumaniający szum w głowie i nadprodukcję endorfiny.
Nie żałowałem usunięcia wiadomości Tsurugiego. Wiedziałem, że gdyby ją odebrał,
rozkleiłby się. Oczywiście, kiedyś będzie musiał ją przeczytać, ale to dopiero
kiedyś.
- Co ty na to, żebyśmy
poszli pod prysznic? – wymruczałem wprost do jego ucha.
- Chętnie – blondyn
uśmiechnął się i przewrócił ze mnie na plecy, usiadł i wstał, podając mi dłoń z
uroczym uśmiechem na ustach. Uniosłem brew i wstałem o własnych siłach,
chwyciłem go szybko obejmując w kolanach i na wysokości pleców oraz prowadząc
do łazienki. Krzyknął i zaczął się śmiać, obejmując moją szyję. Moje nogi
stawały się miękkie w kolanach, gdy przyssał swoje ciepłe wargi do mojej szyi.
Na szczęście dochodziłem już do łazienki. Cudem otworzyłem drzwi i postawiłem
go na płytkach akurat wtedy, gdy postanowił się odessać. Mój koi przyjrzał się
z uśmiechem swojemu dziełu, a ja zobaczyłem w lustrze naprzeciwko pokaźnych
rozmiarów malinkę.
- Oddam ci! –
powiedziałem, zbliżając się do niego. Postąpił krok do tyłu w stronę prysznica,
patrzył wprost w moje oczy, uśmiechając się zadziornie. Zerknął do tyłu, czy
jest już dostatecznie blisko i wszedł do kabiny prysznicowej. Dołączyłem do
niego, zamykając za sobą drzwi, po czym nie przerywając z nim kontaktu
wzrokowego, włączyłem natrysk. Spojrzałem na jego piękną, ozdobioną uśmiechem
twarz. Było cudownie. Zdecydowanie nie żałowałem usunięcia tej wiadomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz