sobota, 16 lutego 2013

[3/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

3.


Kolejny dzień zapowiadał się cudownie - wstaliśmy, wykąpaliśmy się i poszliśmy zrobić sobie śniadanie. Wtedy myślałem, że tak mogłoby być już zawsze. Otworzył lodówkę, ale niestety świeciła ona pustkami. Niezrażony, przeszedł pod moją ręką, gdy opierałem się nią przodem do blatu. Będąc przede mną próbował sięgnąć jajka z górnej półki, ocierając się przy tym swoimi zgrabnymi pośladkami o mnie. Przeszedł mnie dreszcz. Obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się. Wspominałem już, jak wielbię jego uśmiech?
- Kaoru-kuun, pomożesz? - zerknął na jajka i znów na mnie.
Otworzyłem usta, by coś wydukać, ale nie byłem w stanie wydać z siebie ani jednego dźwięku, więc zamknąłem je. Sięgnąłem tylko pojemnik z jajkami i podałem mu, w zamian za co pocałował mnie przelotnie w nos, po czym przesunął się w bok. Wyjął patelnię z szafki obok kuchenki i sięgnął sól. Obserwując jego specyficzne ruchy, które miały w sobie trochę gracji, z każdą chwilą uświadamiałem sobie jak bardzo brakowało mi każdego szczegółu, naznaczającego właśnie jego obecność.
Podszedłem do niego od tyłu i przytuliłem go, całując w szyję. Oczywiście trochę mnie poniosło i zrobiłem to mocniej, niż zamierzałem, co poskutkowało tym, że Tsurugi wypuścił patelnię z ręki. Niefortunnie spadła ona akurat na moją stopę, ale tylko mocniej przycisnąłem go do siebie. Gitarzysta odwrócił się do mnie przodem. Był smutny. Objął moją szyję i przytulił się, a ja wtuliłem jego wątłe ciało w swoje. Pytania nie były potrzebne. Wiedziałem, co jest grane. Wiedziałem, co z nim. Za dobrze go znałem, by nie wiedzieć.
Momentami sam zastanawiałem się, dlaczego on kochał jego? Z jakiego powodu nie mógł obdarzyć tym uczuciem mnie? Mogłem dać mu wszystko, czego pragnął i potrzebował, ale…byłem tylko pocieszeniem. Tylko i aż. W sumie cieszyłem się, że chociaż to. Te upojne nocy, piękne poranki, wspólnie z nim spędzone i narastająca nadzieja, że może w końcu coś się zmieni, Tsurugi przejrzy na oczy. Mao go nie kochał. Widziałem to. Nie cierpiałem go, tak samo, jak i Mizukiego. Mao bawił się jego kosztem. Czy on w takim razie bawił się moim? Może on był tak samo nieszczęśliwie zakochany, jak ja? Mimo to, teoretycznie Mao i Tsurugi byli parą. Gitarzysta przyjeżdżał do mnie za każdym razem, gdy coś się między nimi działo. Zazwyczaj, gdy…
- Znalazłem… - powiedział cicho, chowając swoją twarz za gąszczem blond czupryny. - …znalazłem koszulkę Mizukiego…była przesączona zapachem Mao. – poczułem, jak drobne ciało w moich ramionach, zaczyna się trząść. – Potem jego spodnie…jakieś nieznane bokserki…Mao był nagi…po chwili Mizuki wyszedł spod prysznica…zaczął się śmiać… - mówił cicho, a ja przytulałem go do siebie coraz mocniej, aż w końcu zacząłem składać czułe pocałunki na jego czole. Doszedłem ustami do skroni. Potem policzka. I w końcu do ust. Zacząłem całować go namiętnie, jakby chcąc spić gorycz z jego ust. Odwzajemniał rozpaczliwie pocałunki. Miałem wrażenie, że próbował utopić w nich swój smutek. A może o nim zapomnieć?

Jego dłonie szybko zaczęły gładzić mój tors. Przyjemność pod wpływem jego dotyku, przeszywała cały mój organizm, wypełniając go unikatową endorfiną.

Niedługo później zniknęliśmy za drzwiami sypialni.



***

Uspokajaliśmy oddechy, gdy znad milczenia, wypełnionego tylko jękami, stęknięciami, wzdychaniami i dyszeniem, odezwał się Tsurugi:

- Kaoru-chan… - powiedział czule, choć w jego głosie dało się słyszeć smutek. – Dlaczego tyle dla mnie robisz? Te wszystkie chwile, które spędziliśmy razem…są dla ciebie tylko chwilami? Czy jesteś jedyną osobą, dla której naprawdę coś znaczę?

Zamilkłem. Nie odpowiedziałem.

- Kaoru…chan? – ponowił cicho. Przytulił się do mnie mocniej, a ja pogłaskałem go po plecach. Chciałem, by mógł być przy mnie już zawsze, ale nie mogłem powiedzieć mu, co naprawdę czułem. Nie mówiłem więc nic i pozwoliłem mu się rozpłakać i bić w mój tors pięścią, jedną dłonią głaszcząc jego włosy, a drugą trzymając go stabilnie częściowo na sobie. Uwielbiałem czuć to wątłe ciało tuż przy swoim. Uwielbiałem smak jego warg, nawet łzy miały w sobie coś cudownego tylko dzięki temu, że były jego.

Cierpiałem w ciszy, której nie zamierzałem zmieniać. Żyłem chwilami, właściwie to dla tych drobnych spotkań. Tsurugi, jakby nie spojrzeć, musiał coś do mnie czuć…chyba, że byłem tylko jego pocieszeniem. Nawet, jeśli miałem nim być, nie było to ważne, w końcu żyłem tymi chwilami.
Uspokajał się w moich ramionach. W końcu zasnął.

Parę godzin później, gdy Tsurugi spał jeszcze na moim torsie, przyszedł do niego sms. Wiedziony ciekawością zerknąłem na wyświetlacz jego telefonu.



Wiadomość tekstowa od: Mao <3
Sory, ciziu…fajnie było, igraszki i te sprawy, ale wszystko się kiedyś kończy. Ciao <3

Przeszył mnie lodowaty dreszcz. Miałem ochotę zerwać się, pójść do niego i mu wpier…niczyć. Potraktował go, jak jakąś cholerną sefu! (aut. sex-friend – zazwyczaj określano tak fanki, które umawiały się ze swoimi idolami na spotkania w wiadomych celach)
Spojrzałem na jego drobne ciało, pogrążoną w śnie twarz, lekko zmarszczone brwi. Westchnąłem. Wiedziałem, że otrzymanie teraz tej wiadomości byłoby dla niego zbyt bolesne.

Opcje > usuń wiadomość



Czy na pewno chcesz usunąć wiadomość od: Mao <3?
Tak

Z pełnym przekonaniem, że tak będzie lepiej, odłożyłem telefon z powrotem na jego miejsce obok łóżka i znów przyjrzałem się blondynowi, smacznie śpiącemu na moim torsie. Widok ten był wystarczająco rozczulający. Nawet nie wiedziałem, kiedy moja dłoń zaczęła gładzić jego włosy. Miał lekko rozchylone wargi i oddychał spokojnie przez sen.
Niedługo później moja „śpiąca królewna” przebudziła się i zerknęła na mnie zdziwiona.
- Miałem dziwny sen – powiedział, rozcierając oczy.
- Jaki? – mruknąłem, przyciągając go do siebie.
- Nie pamiętam – odrzekł cicho, po czym wyciągnął rękę po telefon. Błądził nią chwilę, by chwycić urządzenie i zajrzał na wyświetlacz. Słyszałem, jak wzdycha cicho, odkładając komórkę na jej miejsce i obrócił się na brzuch, kładąc na mnie.
- Kao-chaan… - uśmiechnął się do mnie, opierając brodę na dłoniach.
- Hmm? – mruknąłem.
Tsurugi uśmiechnął się szerzej.
- Mam do ciebie sprawę.
Spojrzałem na niego uważniej, również lekko się uśmiechając. Już wiedziałem, co ma na myśli, lecz mimo to zapytałem:
- Jaką?
Jego twarz nabrała trochę innego wyrazu. Wziął ręce spod brody i objął mnie nogami w biodrach, a ręce ułożył przy mojej głowie, głaszcząc po niej. Gdy jego twarz znalazła się tuż przy mojej, złączyłem nasze wargi. Rozpoczął się taniec języków, wywołujący niebezpiecznie otumaniający szum w głowie i nadprodukcję endorfiny.



Nie żałowałem usunięcia wiadomości Tsurugiego. Wiedziałem, że gdyby ją odebrał, rozkleiłby się. Oczywiście, kiedyś będzie musiał ją przeczytać, ale to dopiero kiedyś.

- Co ty na to, żebyśmy poszli pod prysznic? – wymruczałem wprost do jego ucha.
- Chętnie – blondyn uśmiechnął się i przewrócił ze mnie na plecy, usiadł i wstał, podając mi dłoń z uroczym uśmiechem na ustach. Uniosłem brew i wstałem o własnych siłach, chwyciłem go szybko obejmując w kolanach i na wysokości pleców oraz prowadząc do łazienki. Krzyknął i zaczął się śmiać, obejmując moją szyję. Moje nogi stawały się miękkie w kolanach, gdy przyssał swoje ciepłe wargi do mojej szyi. Na szczęście dochodziłem już do łazienki. Cudem otworzyłem drzwi i postawiłem go na płytkach akurat wtedy, gdy postanowił się odessać. Mój koi przyjrzał się z uśmiechem swojemu dziełu, a ja zobaczyłem w lustrze naprzeciwko pokaźnych rozmiarów malinkę.
- Oddam ci! – powiedziałem, zbliżając się do niego. Postąpił krok do tyłu w stronę prysznica, patrzył wprost w moje oczy, uśmiechając się zadziornie. Zerknął do tyłu, czy jest już dostatecznie blisko i wszedł do kabiny prysznicowej. Dołączyłem do niego, zamykając za sobą drzwi, po czym nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego, włączyłem natrysk. Spojrzałem na jego piękną, ozdobioną uśmiechem twarz. Było cudownie. Zdecydowanie nie żałowałem usunięcia tej wiadomości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz