poniedziałek, 25 lutego 2013

[8/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

Słyszałem upuszczane kluczyki na ziemię. Nie musiałem na niego patrzeć, by widzieć kumulujące się w oczach łzy. Odepchnąłem od siebie Mizukiego.
- Co ty robisz, idioto? – warknąłem i zarejestrowałem tylko jego idiotyczny uśmieszek, bo już zrywałem się z kanapy, by biec za Tsurugim. Wypadłem z mieszkania i widziałem jego sylwetkę. Poziom adrenaliny w organizmie zwiększył się wprost proporcjonalnie z siłą moich mięśni. Biegłem za nim, gdy zobaczyłem, że wpada zapłakany w czyjeś ramiona. Po chwili zarejestrowałem, że był to Mao. Spojrzał na mnie znad ramienia Tsurugiego. W jego oczach widziałem chorą satysfakcję i wtedy się we mnie zagotowało. Podbiegłem bliżej. Zdyszany, rozłączyłem ich jednym ruchem ciągnąc Masao za ramię. Nawet się nie zorientowałem, kiedy moja pięść dotknęła jego twarzy. Przewrócił się, a ja mordowałem go wzrokiem. W jego oczach ujrzałem strach, który jeszcze bardziej mnie nakręcał.
 - Kao… - Tsurugi kierował się w naszą stronę.
 - Nie będziesz go krzywdził. Nie będziesz się bawił nim, ani jego uczuciami. Już nigdy więcej!
Masao wstał i nim się zorientował, znów mu przyłożyłem. Wtedy podbiegł do mnie Tsurugi.
 - Co ty robisz?! - mówił, odpychając mnie i pomagając wokaliście wstać. Uśmiechnąłem się smutno.
- Czyli to już koniec - pomyślałem. - Cóż…przykro mi, że tak to się skończyło - powiedziałem, odchodząc. Zarejestrowałem jeszcze, jak Tsurugi pomaga Masao wstać. Wróciłem do siebie, zamknąłem drzwi i uderzyłem w nie pięścią. Pozwoliłem mu odejść, ale przecież tego chciał. Położyłem się do łóżka. Chciałem jak najszybciej zasnąć. W przypływie skrajnej desperacji doszedłem do wniosku, że mogę nawet nigdy się nie budzić. Nie potrafiłem się nawet rozpłakać, a złość stopniowo zastępowana była przerażającą pustką. W mojej głowie krążyło wiele myśli, ale każda z nich zdawała się być emocjonalnie bezwartościowa. Nie spałem do rana. W mieszkaniu panowała cisza. Leniwie wstawało ironiczne słońce, a na zewnątrz słychać było pierwsze samochody, pospieszne kroki przechodniów i inne miejskie odgłosy. Przełknąłem ślinę. Jedynym, co było w stanie zapełnić moje serce stała się myśl, że może Tsurugi za chwilę pojawi się w progu mojego mieszkania, lecz napawała je tylko bólem, więc wolałem tego typu niedorzecznych przypuszczeń nawet nie dopuszczać do myśli. Zrobiły to same bez mojej zgody. Kłujący ból wyrzutów, kierowanych do samego siebie, Mao, Mizukiego i całego świata, a nawet do woli Tsurugiego. Mój żołądek był niemiłosiernie ściśnięty, przez co miałem wrażenie, że nawet po wypiciu porannej kawy, zostałaby ona w tempie natychmiastowym zwrócona. Czułem się obrzydzony samym sobą i wszystkimi wydarzeniami poprzedniego dnia. Potrzebowałem czasu. Najchętniej nie wpuszczałbym do mojego małego, jeszcze przesiąkniętego zapachem kochanka światka nikogo. Tkwiłbym tu przez kolejne dziesiątki lat i zdechł, jak zwierzę. Zawsze krytykowałem użalanie się nad sobą, lecz dopiero wtedy zrozumiałem jego faktyczną istotę, uświadomiłem sobie, że mimo braku sensu, po prostu przychodziło i nie dało się odgonić. Wtedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Raz. Drugi. Trzeci. Spojrzałem na nie i usłyszałem szczęk klucza w zamku. Nie ruszałem się z miejsca, wpatrując tępo w drzwi, gdy otwierały się powoli, ukazując sylwetkę gościa.




C.D.N

1 komentarz:

  1. Hajimemashite!
    Na twojego bloga trafiłam dopiero wczoraj, a że szukałam opowiadań z Direm, dobrych opowiadań z Direm, bo tak ich mało, to od razu zabrałam się za to, i nie żałuję. Szczerze powiedziawszy, pairing Kaoru x Tsurugi jeszcze bardziej mnie przyciągnął. W ogóle DeG x Sadie wydaje mi się bardzo oryginalnym pomysłem (ach, ta skromność), dlatego sama wcześniej napisałam shota o Kyo i Mao. Nie myślałam, że ktoś jeszcze pisałby ficki z Direm i Sadie w jednym opowiadaniu, tak więc możesz sobie wyobrazić mój entuzjazm, jak to zobaczyłam ;]
    Lubię, gdy rozdziały są krótkie, łatwiej i przyjemniej się czyta. A że nie musiałam czekać na kolejne, to po prostu sobie przechodziłam do następnych i jakoś tak szybko zleciało, że czuję niedosyt. Napisałaś, że to 8 część na 9... a że jest z lutego, to się zastanawiam, czy mogłabym liczyć na kontynuację. Bo bardzo bym chciała przeczytać tę ostatnią część. Skończyłaś w takim momencie, że absolutnie jestem ciekawa, jak się dalej potoczą losy bohaterów.
    Fick jest taki lekki, przyjemny, i muszę przyznać, że dobrze napisany. Tylko na jedno chciałam ci zwrócić uwagę, bowiem jak robisz wielokropek, to po nim rób spację. Tak samo w tytule bloga powinna być spacja po przecinku, ale to taka tam drobna uwaga z dziedziny estetyki ^^
    W ogóle, sama uważam, że Mao i Tsurugi bardzo do siebie pasują, chciałam nawet pisać o nich shota, ale od dłuższego czasu nie mogę się za to zabrać. Ale obiecałam sobie, że kiedyś napiszę. Także to, kogo wybierze Tsurugi... chociaż do Kaoru również pasuje! A Mao w tym opowiadaniu wydaje mi się być wyjątkowo fałszywą i nieuczciwą osobą.
    Ej, ja naprawdę chciałabym kontynuację :3

    Dobra, nie wiem, czy po tak długim czasie jeszcze zobaczysz mój komentarz, ale być może będziesz przeglądać bloggera, to się na niego natkniesz, więc go tutaj zostawiam, bo uważam, że to opowiadanie zasługuje na pochwałę. Szkoda, że nikt wcześniej go nie skomentował. Naprawdę mi się podobało.
    Pozdrawiam,
    Amidamaru vel Eiji
    ;*

    OdpowiedzUsuń