wtorek, 27 listopada 2012

[1/x] Illusion [Hazuki/Aki] (lynch./Sadie)

Tytuł: Illusion
Paring: Hazuki(lynch.)/Aki(Sadie)
Rating: ?
Gatunek: ?
Ostrzeżenia: ?
Od autora: To miało nie ujrzeć światła dziennego...
Dziwne,niezrozumiałe,"moje"...ponoć ciekawe. Obecność następnego rozdziału zależy od komentarzy.
Krótko...
***

Słaniając się na nogach, szedłem lasem. Obraz rozmazywał mi się przed oczami, by po chwili znów nabrać ostrości. Kolory stały się wręcz jaskrawe. Słyszałem szum liści, jakby ktoś kruszył je w moih uszach...nieprzyjemny, za głośny. Ściółka pod moimi stopami zostawała rozkopywana na boki...albo sama się przesuwała. Stanąłem. Mój oddech był przyspieszony , a serce dudniło w klatce piersiowej. Jego huki słyszałem nawet w głowie. Odetchnąłem. Ciężkie nogi i nieprzyjemne zmęczenie zostały zastąpione nagłym przypływem sił. Myśl "mogę wszystko" przyszła wraz z tym impulsem. Wtedy ktoś na mnie wpadł, a ja przewróciłem się na miękką ściółkę. Usiadł na mnie.


- Widzisz to?! Niesamowite! Prawdziwe enty!! - krzyczał.


- Zejdź ze mnie, to zobaczę. - mruknąłem pod nosem. I wtedy ku memu zdziwieniu on zamiast wstać grzecznie, położył się na mnie i wrzasnął wprost do mojego ucha:


- Nie!


Skrzywiłem się.


- Nie tak głośno...


- Okej!


Znów westchnąłem i odwróciłem się na plecy, wciąż leżąc pod nim. Śmiał się. Otworzyłem szerzej oczy, widząc, jak korony drzew kłaniają się w moją stronę. Chmura na niebieskim drzewie była tak blisko...tak blisko! Wysunąłem nieśmiało dłoń w jej stronę, zbliżałem się,a im bliżej była, tym bardziej drzewa się prostowały. Nie czułem ciężaru drugiego ciała na sobie, ale wiedziałem, że wpatruje się we mnie z ciekawością. Chaps! Moja ręka przeniknęła przez chmurę i rozproszyła ją.


- Nie złapiesz, Kocie... - powiedział już ciszej. Spojrzałem na niego, powoli opuszczając rękę w dół, w bok. Spojrzał na nią i szybko złączył nasze dłonie. Uśmiechnął się wbijając brodę w mój mostek. Drugą gładził mój policzek z takim ładnym uśmiechem na ustach. - Dlaczego... - zaczął. Wyraz jego twarzy stopniowo się zmienił. Posmutniał. Miałem ochotę go przytulić, albo zrobić coś, cokolwiek, żeby tylko przywrócić ten uśmiech. - ...dlaczego potrzebowałeś aż tyle, bym mógł się do ciebie zbliżyć?


Milczałem. Enty i niebo o jaskrawoniebieskim kolorze nagle stały się straszne. Błękit raził, a drzewa - zdawało się, jakby miały mnie przygnieść. Bałem się. Zacisnąłem oczy.


- Kocie...nie chciałem. - Zszedł ze mnie, usiadł obok. Wziął moją dłoń i pocałował ją, po czym przycisnął do swojego serca. - Czujesz? Moje serce wali jak oszalałe - zrobił krótką przerwę. - Ja też się boję - powiedział cicho, a jego głos zmieszał się z dźwiękami wiatru. Zniknął wraz z ciepłem na mojej dłoni. Westchnąłem, kładąc głowę na ziemi i zamykając oczy. Znowu zniknął. Zjazd.
Obudziłem się cały zlany potem. Byłem zmęczony, chciałem spać, ale ból w głowie łupał tak, że nie mogłem nawet na chwilę zamknąć oczu. Ledwo wstałem i słaniając się na nogach ruszyłem przed siebie, co chwilę obijając się o drzewa. Obraz zmniejszał się i zwiększał, a ja czułem, jakbym miał nogi miękkie w kolanach, a mimo to musiałem uciekać przed goniącymi mnie roślinami. Doszedłem do jakiejś brązowej ściany, chyba drewnianej i najpierw wbiłem się w nią, a potem osunąłem na ziemię. Drzewa, krzewy i ściółka leśna były już na swoim miejscu. Powoli mijało, ale gorączka nie ustępowała, a wręcz narastała. Dyszałem szybko i nerwowo. Zamknąłem oczy. Nawet nie wiedziałem kiedy straciłem kontakt z rzeczywistością.


Sen. Wreszcie upragniony sen. 


Rozbudził mnie dźwięk palącego się drewna w kominku i naczynia, stawianego na miejscu obok mnie.


- Dlaczego to robisz? - powiedział spokojny głos. Otworzyłem oczy. Byłem we wnętrzu chatki. Przede mną, na stoliku nocnym stał kubek z parującą cieczą, a kawałek dalej w kącie pokoju naprzeciw stolika z dwoma krzesłami, stał kominek, będący jedynym źródłem światła. Przed łóżkiem, na którym leżałem stała postać. W panującym półmroku przez chwilę zaparło mi dech w piersiach, a gdy kobieta chwyciła kubek i pochyliła się nade mną, wypuściłem powietrze. Spojrzała na mnie dziwnie. - Hmm? - domagała się odpowiedzi.


- To jedyny sposób...


- Na co? Usiądź.


Usiadłem, a ona wcisnęła mi do rąk kubek, wypełniony niemal po brzegi gorącą herbatą z cytryną. Prawie ją na mnie wylała.


- Na spotkanie...


- Idiota - westchnęła z rezygnacją, lecz bez złości.


Upiłem łyk herbaty, wciąż milcząc. Nagle zaczął mnie boleć brzuch. Odstawiłem szybko kubek, lecz trochę wylałem na podłogę obok półki. Po chwili wstrząsnął mną dreszcz i spazm, a w ustach pojawiła się kwaśno-gorzka ciecz z elementami stałymi. Mój organizm sam zmusił mnie, bym natychmiast ją wypluł...niestety na siebie i do niedawna pachnącą pościel. Zerwała się i po chwili podtykała mi pod nos miskę.


- Za taką cenę? - zapytała.


- Każdą... - powiedziałem cicho, gdy brała kołdrę, którą byłem okryty.


- Idiota... - powtórzyła. - Zakochany idiota.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz