poniedziałek, 15 czerwca 2015

[5/12] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Po pierwsze pragnę podziękować Tygrysowi za motywację i Reili Suzu za komentarze <3 To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Po drugie: wow, blog ma już ponad 10 000 wyświetleń! Jestem bardzo zaskoczona i cieszę się, że moje wypociny są zauważane. Każdy jeden komentarz i każda opinia jest dla mnie ważna, więc dziękuję.
Chcę Wam oświadczyć, iż pisanie "Give me a sign" idzie mi z niewyobrażalną łatwością i przynosi sporo radości. Aktualnie jestem w stanie pracy nad siódmym rozdziałem, więc idę jak burza, biorąc pod uwagę, że pierwszy rozdział ukazał się troszkę ponad tydzień temu.
Jeśli macie jakieś prośby, pomysły albo sugestie, jestem na nie otwarta.
Nie przedłużając już, zapraszam.

*
Kolejnego poranka telefon wciąż uparcie milczał, ale za to otrzymałem radosną wiadomość, że Kaoru i Die mają wolne, w związku z czym zostaną ze mną w mieszkaniu przez cały dzień. Wyszedłem rano zapalić. Towarzyszył mi Die. Z satysfakcją zarejestrował cienki rulonik Pianissimo pomiędzy moimi wargami. To było ostatnim co zarejestrowałem przed utkwieniem w świecie wspomnien utkanym z czułych słów Takashiego i oplatających mnie szczupłych ramion. Sentymentalne czułości - pomyślałem, wgniatając ze złością papierosa w barierkę. Wziąłem do ust kolejnego. W czasie podpalania go, czułem na sobie spojrzenie Daisuke i jego wstrętny uśmiech, za którym skrywał obrzydliwe zrozumienie. Na szczęście przestało się ono tak drastycznie odznaczać w mojej świadomości, gdy tytoniowy dym doleciał do płuc. Wydmuchując go, widziałem usta Takashiego. Miękkie wargi, których gorąco i fakturę czułem na rozgrzanym podnieceniem brzuchem. Widziałem dłoń przysuwającą papierosa do tych ust. Ta dłoń, znajdująca na oślep moją sylwetkę za jego plecami, gdy palił na balkonie. Te poranne papierosy były jak mały rytuał. Zawsze i zawsze. Cała reszta świata leżała pogrzebana gdzieś w niepamięci, a tam byliśmy tylko my. Do czasu aż wychodził. Ostatnie zaciągnięcie się i ostatni podmuch tytoniu w przestrzeń. Kiedy zerknąłem do paczki Pianissimo, okazała się ona pusta. Mentole porzuciłem gdzieś w pokoju wśród sterty reszty zapomnianych rzeczy. Gdy wróciłem do pokoju, na blacie stały trzy talerze ze śniadaniem, a Kaoru mył ręce w kuchennym zlewie. Uśmiechnąłem się. Za mną wszedł Die.
Po śniadaniu poszedłem do sklepu. Gitarzyści skwitowali to uśmiechami, wręczając mi dodatkową listę zakupów.
W pobliskim sklepie Pianissimo nie było, więc poszedłem kawałek dalej i dalej. Ostatecznie nie miałem pojęcia, gdzie jestem, ale dopiąłem swego - wracałem z rulonikiem, który stał się, zaraz po zerkaniu na telefon, najsłodszym nałogiem tamtych dni. 
Spojrzałem na listę, którą wręczył mi Die, mówiąc przy tym "tylko niczego nie pomiń". Na kartce widniało:
  • jajka
  • udon
  • majonez
  • sos sojowy
  • Durex żel o smaku truskawkowym
Właśnie wtedy pomyślałem, że oni chyba są nie z pełna rozumu, jeśli myślą, że będę im kupował lubrykant. Wszedłem do większego sklepu spożywczego i brałem po kolei każdy produkt widniejący na liście. Już miałem iść zapłacić, gdy przed sobą ujrzałem półkę, na której stał ostatni produkt z listy. Westchnąłem, rumieniąc się. Die będzie musiał mi za to zapłacić - z taką myślą, dorzuciłem opakowanie do reszty zakupów.
Idąc już z powrotem, ukryłem je zgrabnie pomiędzy jajkami a opakowaniem z udonem. Później zapaliłem. Coraz bardziej lubiłem to swoje nałogowe wracanie do przeszłości.
Gdy wróciłem, z sypialni dobiegały odgłosy świadczące o rozgrywającej się walki o dominację, którą z całą pewnością przegrał Die. Nie przejąłem się nimi za bardzo, po prostu zostawiłem zakupy i poszedłem na balkon. Z kieszeni wyjąłem słuchawki, by podłączyć je do telefonu. Z głuchej ciszy wydobyły się pierwsze dźwięki The beautiful name¹. Papieros. Oparłem się o stojącą za mną ścianę. 
What I've been searching for at the end of the world... was you.
Spojrzałem na ekran telefonu. Nie odezwał się od paru dni. Na pewno widział kartkę i się nie odezwał. Czy to oznacza koniec? 
Mirror ball² wersja z Vandalize. Pierwsze dźwięki fortepianu przywiodły na myśl jego palce sunące po klawiaturze, uśmiech, profil, sylwetkę i gesty. To wszystko, do czego byłem przyzwyczajony i z czego wcale nie chciałem rezygnować. Choćbym miał zaciągnąć go na terapię małżeńską. Uśmiechnąłem się do własnych myśli i właśnie wtedy poczułem spoczywającą na ramieniu dłoń Daisuke. Wyjąłem z uszu słuchawki. Wokół naszych sylwetek zatańczył podmuch chłodnego wiatru.
- Już wiesz? - zapytał Die.
Pokiwałem głową.
- Chcę wrócić - odrzekłem.
- Rozumiem - powiedział z westchnieniem. - Jakby co, nasze drzwi stoją otworem. Chcesz jechać jeszcze dziś?
- Tak - moje słowa popłynęły w jakąś nieznaną przestrzeń. Nie potrzeba było ich więcej.
Ze słuchawek rozległ się wstęp do RAINBOWS³. Z uśmiechem odłączyłem je od telefonu i wrzuciłem do kieszeni. Spakowałem się z uśmiechem na ustach i Takashim w głowie. Odtwarzałem jego zapach, głos i uczucie, które towarzyszyło obecności mojej małej perfekcji.

Wracałem wciąż z tym samym uśmiechem oglądając kraobraz za oknami. Myśl, że teraz będzie tylko lepiej mimowolnie zamieszkała w mojej głowie. Samochód prowadził Kaoru. On także wydawał się trochę bardziej rozpromieniony niż ostatnim razem.
- Decyzja zapadła? - zapytał w końcu.
- Tak - odparłem. - Wracam.
Zdawał się być zaskoczony.
- Wracasz?
- Tak. Nie potrafię zwyciężyć tego, co mam w sobie. Czeka nas poważna rozmowa - wypowiadając te słowa jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z ich wagi. W końcu poważna rozmowa w przypadku Takashiego nigdy nie mogła skutkować szkodą dla niego.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Kaoru uśmiechnął się do mnie, życzył powodzenia i pożegnał się, a ja z torbą podróżną na ramieniu, stanąłem przed budynkiem, w którym mieszkaliśmy razem z Takashim. Nie spiesząc się za bardzo, choć też bez zbędnego ociągania się, podążyłem do drzwi wejściowych. Kiedy stanąłem przed nimi, wygrzebałem z dna torby klucze, wsadziłem je do zamka i przekręciłem, jednak... nie dało się. Zmarszczyłem brwi i spróbowałem jeszcze raz, jednak próba znów zakończyła się niepowodzeniem. Zapukałem.
- Takashi? - skierowałem się z pytaniem do drzwi. Zacząłem w nie uderzać pięścią - Takashi, otwórz!
Z westchnieniem oparłem się o ścianę obok. Zmiana zamków wydawała się być wystarczająco dobitną odpowiedzią. Próbując ochłonąć, drżącą dłonią włożyłem do ust papierosa i podążyłem do wyjścia. Wezwałem taksówkę, po czym wróciłem do Die'a. Nawet sobie nie wyobrażacie zaskoczenia wymalowanego na jego twarzy, gdy ujrzał mnie w drzwiach. Po wstąpieniu w głąb mieszkania, ujrzałem także szczupłą sylwetkę Toshiyi, którego nie miałem okazji poznać osobiście aż do tamtego dnia.
- O wilku mowa - odparł i uśmiechnął się do mnie.
________
¹ - klik
² - klik

³ - klik

2 komentarze:

  1. Trochę mnie zaskoczyło jak chciał od tak jechać do mieszania. Ale jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że Takashi zmienił zamki. Myślałam raczej, że Tora zastanie go z innym mężczyzną albo właśnie nowy kochanek Takashiego mu otworzy.
    Nie ma sprawy z komentarzami :) Lubię czytać Twoje rozdziały i shoty, zwłaszcza, że piszesz o moim ukochanym paringu :)

    OdpowiedzUsuń