Od
autora: Po pierwsze pragnę podziękować Tygrysowi za motywację i
Reili Suzu za komentarze <3 To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Po
drugie: wow, blog ma już ponad 10 000 wyświetleń! Jestem bardzo
zaskoczona i cieszę się, że moje wypociny są zauważane. Każdy
jeden komentarz i każda opinia jest dla mnie ważna, więc dziękuję.
Chcę
Wam oświadczyć, iż pisanie "Give me a sign" idzie mi z
niewyobrażalną łatwością i przynosi sporo radości. Aktualnie
jestem w stanie pracy nad siódmym rozdziałem, więc idę jak burza,
biorąc pod uwagę, że pierwszy rozdział ukazał się troszkę
ponad tydzień temu.
Jeśli
macie jakieś prośby, pomysły albo sugestie, jestem na nie otwarta.
Nie
przedłużając już, zapraszam.
*
Kolejnego
poranka telefon wciąż uparcie milczał, ale za to otrzymałem
radosną wiadomość, że Kaoru i Die mają wolne, w związku z czym
zostaną ze mną w mieszkaniu przez cały dzień. Wyszedłem rano
zapalić. Towarzyszył mi Die. Z satysfakcją zarejestrował cienki
rulonik Pianissimo pomiędzy moimi wargami. To było
ostatnim co zarejestrowałem przed utkwieniem w świecie wspomnien
utkanym z czułych słów Takashiego i oplatających mnie szczupłych
ramion. Sentymentalne czułości - pomyślałem,
wgniatając ze złością papierosa w barierkę. Wziąłem do ust
kolejnego. W czasie podpalania go, czułem na sobie spojrzenie
Daisuke i jego wstrętny uśmiech, za którym skrywał obrzydliwe
zrozumienie. Na szczęście przestało się ono tak drastycznie
odznaczać w mojej świadomości, gdy tytoniowy dym doleciał do
płuc. Wydmuchując go, widziałem usta Takashiego. Miękkie wargi,
których gorąco i fakturę czułem na rozgrzanym podnieceniem
brzuchem. Widziałem dłoń przysuwającą papierosa do tych ust. Ta
dłoń, znajdująca na oślep moją sylwetkę za jego plecami, gdy
palił na balkonie. Te poranne papierosy były jak mały rytuał.
Zawsze i zawsze. Cała reszta świata leżała pogrzebana gdzieś w
niepamięci, a tam byliśmy tylko my. Do czasu aż wychodził.
Ostatnie zaciągnięcie się i ostatni podmuch tytoniu w przestrzeń.
Kiedy zerknąłem do paczki Pianissimo, okazała się ona pusta.
Mentole porzuciłem gdzieś w pokoju wśród sterty reszty
zapomnianych rzeczy. Gdy wróciłem do pokoju, na blacie stały trzy
talerze ze śniadaniem, a Kaoru mył ręce w kuchennym zlewie.
Uśmiechnąłem się. Za mną wszedł Die.
Po
śniadaniu poszedłem do sklepu. Gitarzyści skwitowali to
uśmiechami, wręczając mi dodatkową listę zakupów.
W
pobliskim sklepie Pianissimo nie było, więc
poszedłem kawałek dalej i dalej. Ostatecznie nie miałem pojęcia,
gdzie jestem, ale dopiąłem swego - wracałem z rulonikiem, który
stał się, zaraz po zerkaniu na telefon, najsłodszym nałogiem
tamtych dni.
Spojrzałem
na listę, którą wręczył mi Die, mówiąc przy tym "tylko
niczego nie pomiń". Na kartce widniało:
- jajka
- udon
- majonez
- sos sojowy
- Durex żel o smaku truskawkowym
Właśnie
wtedy pomyślałem, że oni chyba są nie z pełna rozumu, jeśli
myślą, że będę im kupował lubrykant. Wszedłem do większego
sklepu spożywczego i brałem po kolei każdy produkt widniejący na
liście. Już miałem iść zapłacić, gdy przed sobą ujrzałem
półkę, na której stał ostatni produkt z listy. Westchnąłem,
rumieniąc się. Die będzie musiał mi za to zapłacić - z taką
myślą, dorzuciłem opakowanie do reszty zakupów.
Idąc
już z powrotem, ukryłem je zgrabnie pomiędzy jajkami a opakowaniem
z udonem. Później zapaliłem. Coraz bardziej lubiłem to swoje
nałogowe wracanie do przeszłości.
Gdy
wróciłem, z sypialni dobiegały odgłosy świadczące o
rozgrywającej się walki o dominację, którą z całą pewnością
przegrał Die. Nie przejąłem się nimi za bardzo, po prostu
zostawiłem zakupy i poszedłem na balkon. Z kieszeni wyjąłem
słuchawki, by podłączyć je do telefonu. Z głuchej ciszy wydobyły
się pierwsze dźwięki The beautiful name¹. Papieros.
Oparłem się o stojącą za mną ścianę.
What I've been searching for at the end of the world... was you.
Spojrzałem
na ekran telefonu. Nie odezwał się od paru dni. Na pewno widział
kartkę i się nie odezwał. Czy to oznacza koniec?
Mirror
ball² wersja z Vandalize. Pierwsze dźwięki
fortepianu przywiodły na myśl jego palce sunące po klawiaturze,
uśmiech, profil, sylwetkę i gesty. To wszystko, do czego byłem
przyzwyczajony i z czego wcale nie chciałem rezygnować. Choćbym
miał zaciągnąć go na terapię małżeńską. Uśmiechnąłem się
do własnych myśli i właśnie wtedy poczułem spoczywającą na
ramieniu dłoń Daisuke. Wyjąłem z uszu słuchawki. Wokół naszych
sylwetek zatańczył podmuch chłodnego wiatru.
-
Już wiesz? - zapytał Die.
Pokiwałem
głową.
-
Chcę wrócić - odrzekłem.
-
Rozumiem - powiedział z westchnieniem. - Jakby co, nasze drzwi stoją
otworem. Chcesz jechać jeszcze dziś?
-
Tak - moje słowa popłynęły w jakąś nieznaną przestrzeń. Nie
potrzeba było ich więcej.
Ze
słuchawek rozległ się wstęp do RAINBOWS³. Z
uśmiechem odłączyłem je od telefonu i wrzuciłem do kieszeni.
Spakowałem się z uśmiechem na ustach i Takashim w głowie.
Odtwarzałem jego zapach, głos i uczucie, które towarzyszyło
obecności mojej małej perfekcji.
Wracałem
wciąż z tym samym uśmiechem oglądając kraobraz za oknami. Myśl,
że teraz będzie tylko lepiej mimowolnie zamieszkała w mojej
głowie. Samochód prowadził Kaoru. On także wydawał się trochę
bardziej rozpromieniony niż ostatnim razem.
-
Decyzja zapadła? - zapytał w końcu.
-
Tak - odparłem. - Wracam.
Zdawał
się być zaskoczony.
-
Wracasz?
-
Tak. Nie potrafię zwyciężyć tego, co mam w sobie. Czeka nas
poważna rozmowa - wypowiadając te słowa jeszcze nie zdawałem
sobie sprawy z ich wagi. W końcu poważna rozmowa w przypadku
Takashiego nigdy nie mogła skutkować szkodą dla niego.
Kiedy
dojechaliśmy na miejsce, Kaoru uśmiechnął się do mnie, życzył
powodzenia i pożegnał się, a ja z torbą podróżną na ramieniu,
stanąłem przed budynkiem, w którym mieszkaliśmy razem z Takashim.
Nie spiesząc się za bardzo, choć też bez zbędnego ociągania
się, podążyłem do drzwi wejściowych. Kiedy stanąłem przed
nimi, wygrzebałem z dna torby klucze, wsadziłem je do zamka i
przekręciłem, jednak... nie dało się. Zmarszczyłem brwi i
spróbowałem jeszcze raz, jednak próba znów zakończyła się
niepowodzeniem. Zapukałem.
-
Takashi? - skierowałem się z pytaniem do drzwi. Zacząłem w nie
uderzać pięścią - Takashi, otwórz!
Z
westchnieniem oparłem się o ścianę obok. Zmiana zamków wydawała
się być wystarczająco dobitną odpowiedzią. Próbując ochłonąć,
drżącą dłonią włożyłem do ust papierosa i podążyłem do
wyjścia. Wezwałem taksówkę, po czym wróciłem do Die'a. Nawet
sobie nie wyobrażacie zaskoczenia wymalowanego na jego twarzy, gdy
ujrzał mnie w drzwiach. Po wstąpieniu w głąb mieszkania, ujrzałem
także szczupłą sylwetkę Toshiyi, którego nie miałem okazji
poznać osobiście aż do tamtego dnia.
-
O wilku mowa - odparł i uśmiechnął się do mnie.
________
¹
- klik
³
- klik
Trochę mnie zaskoczyło jak chciał od tak jechać do mieszania. Ale jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że Takashi zmienił zamki. Myślałam raczej, że Tora zastanie go z innym mężczyzną albo właśnie nowy kochanek Takashiego mu otworzy.
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy z komentarzami :) Lubię czytać Twoje rozdziały i shoty, zwłaszcza, że piszesz o moim ukochanym paringu :)
Nawet sobie nie wyobrażasz, jak mi miło. ^^
Usuń