środa, 10 czerwca 2015

[3/12] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Wena nie opuszcza, a tygrysia ciekawość okazuje się być całkiem motywująca. Zapraszam~

Tym razem obiad miał zrobić Die, a ponieważ w ich domu magicznie zabrakło środków czystości i paru innych niebywale ważnych przyrządów, ja w roli tragarza wybrałem się z Kaoru do sklepu.
- Dlaczego nie kazaliście mi gotować obiadu? - zapytałem, by tylko zagłuszyć niekomfortową ciszę.
- Żebyś nas zatruł za powierzenie ci dzisiejszych porządków? Podziękuję - odparł z uśmiechem. W jego oku pojawił się jakiś błysk sympatii. Chyba wcale nie o mnie chodziło. - Poza tym lubię kuchnię Die'a - dokończył. Wyszło szydło z worka.
Na mojej twarzy także zagościł uśmiech. Spojrzałem na trzymany w dłoniach telefon i odblokowałem go.
- Do łazienki też z nim chodzisz? - zapytał zgryźliwie lider.
- Tak - odparłem, spoglądając w okno. - Chyba tak.
- Jeśli do dziś nie napisał, to chyba nie jest tego wart - powiedział, rozglądając się przed skręceniem na parking sklepu.
- On nie, ale jego dłonie tak - odparłem.
Uśmiechnął się.
- Więc walcz, tygrysie - odrzekł, po czym zaciągnął ręczny i spojrzał wprost na mnie.
Oczywiście to mi przydzielony został obowiązek noszenia koszyka z zakupami i chodzenia za liderem. On jedynie wrzucał produkty do koszyka i prowadził mnie w coraz głębsze odmęty sklepu.

- Ja... - zacząłem, kiedy znów siedzieliśmy w samochodzie. - Odszedłem od niego. To miał być koniec. Walka nie ma sensu, gdy walczę tylko ja.
Kaoru westchnął i wydał z siebie tylko krótki pomruk:
- Hm...
Nastała jedna z tych niezręcznych chwil milczenia, w trakcie których nikt nie wie co powiedzieć, a atmosfera gęstnieje do stopnia groźnego dla życia. Słowa muszą zostać wypowiedziane, jakiekolwiek by one nie były.
- Zdradzał mnie - wykrztusiłem z siebie. - Wracał cuchnący kimś obcym, z cudzym włosami na koszulce i spermą na udach.
Słyszałem, jak Kaoru z cichym świstem wciąga powietrze głęboko do płuc.
- A ja dawałem mu wracać...
- I na tym polega twój problem - wtrącił się Niikura. - To twoja wina.
Spojrzałem na niego z niezrozumieniem. Naprawdę zamierzał zwalać to na mnie?
- Hę? - zapytałem tylko, przybierając minę, która zapewne swoją śmiesznością przypominała wyraz twarzy, jakiego nie powstydziłby się leniwiec.
- Pozwoliłeś mu wracać. Trzeba było go odrazu ukrócić.
Zamrugałem raz, drugi. Nie dowierzałem, że powiedział mi coś takiego, jednak ostatecznie uśmiechnąłem się pod nosem. No tak, w końcu właśnie w ten sposób postąpiłby lider. Gdybym tamtej nocy przespał się z Daisuke, on z całą pewnością wyznaczyłby kochankowi godzinę policyjną. Parsknąłem. Naprawdę wyobraziłem sobie Kaoru w policyjnej czapce i z czarną pałką w ręce czekającego przed drzwiami.
- Całe pięć minut spóźnienia, dzisiaj będzie dildo - mówił Kaoru w mojej głowie. To było dla mnie stanowczo za wiele. Moja twarz stała się czerwona jak burak, a w oczach zbierały się łzy od powstrzymywanego śmiechu. Sam nie wiedziałem, czy śmieszniejsza była wizja Kaoru-policjanta czy może skruszonego Daisuke. Czy naprawdę tak zachowuje się ktoś, kto dopiero odszedł od miłości swojego życia? Od Sagi - czystej perfekcji?
- Chcę się dzisiaj napić - stwierdziłem zanim Kaoru zdążył zapytać o mój gwałtownie pogarszający się stan. - Może małe przyjęcie z okazji przybycia nowego współlokatora?

Kaoru się zgodził. Nie wiem, jakie nieistniejące siły perswazji zadziałały, ale może po prostu podkusiła go wizja rozluźnienia się i nieprzejmowania piątym kołem u wozu? Die także wyjątkowo dobrze przyjął ten pomysł.
Właśnie wtedy, gdy siedzieliśmy przy stole i piliśmy zwykłe piwo sprzedawane w puszkach. Przede mną siedział Die, Kaoru zniknął w łazience. Andou otwierał kolejną puszkę. W momencie, kiedy spragniony zapomnienia chciałem pociągnąć kolejny łyk, nastąpił nagły zwrot akcji, a przynajmniej tak mi się wydawało. Mój wzrok spoczął na leżącym tuż obok telefonie. Zawibrował, informując o przybyciu nowej wiadomości. Wtedy rozległo się też ciche syknięcie piwa otwieranego przez Die'a i szmer otwieranych przez Kaoru drzwi. Poczułem się sparaliżowany. Takashi nie dawał o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Drżącymi dłońmi wziąłem telefon i odblokowałem go.
Tylko do końca tygodnia rabat -50% na wszystkie produkty marki Nike w sieci sklepów...
To był jeden z tych momentów, kiedy jedynym słusznym działaniem okazywało się opróżnienie zawartości stojącej nieopodal puszki. A później kolejnej i kolejnej. Die spojrzał znacząco na Kaoru.
- Co napisał? - zapytał Die, zwracając się do mnie.
- Jest obiżka na najka w tym sklepie - zacząłem pijacko zawodzić.
- Co on napisał? - dopytywał.
- Takashi nic, to reklama - powiedziałem i zacząłem chichotać jak ropucha. Pijana ropucha.
Daisuke tylko westchnął zrezygnowany i oparł się o Kaoru. Lider zaś mruknął pod nosem i po chwili namysłu powiedział:
- Młody, chcesz go odzyskać?
- Co, najka? Ale ja już mam najki - mówiłem, kołysząc się. Może nie byłem aż tak nawalony, ale nie chciałem myśleć o Takashim. A na pewno nie miałem nastroju na poważne rozmowy.
- Weź go na dwór, zrobię kawę i wezmę tabsy, zaraz go ogarniemy - odrzekł Kaoru do Die'a. Andou tylko skinął głową i zaczął mnie zbierać z podłogi. Zaprowadził mnie na balkon, gdzie uwiesilem się na balustradzie. Die zapalił.
- Nie udawaj już - powiedział, wydmuchując spomiędzy warg kłąb dymu. Westchnąłem, wyciągając w jego kierunku dłoń. Położył na niej paczkę papierosów. Pianissimo Peche.
- Od kiedy ty, do cholery, palisz Pianissimo Peche?! - obruszyłem się, a serce zaczęło mi walić jak oszalałe
- Nie palę, ale ty musisz się z niego wyleczyć.
Obok papierosów położył zapalniczkę.
- Chyba jednak wolę się stąd rzucić...
- To się rzucaj, ale najpierw zapal jednego, dobrze ci zrobi - powiedział, paląc swój nikotynowy rulonik.
Otworzyłem je, a pod moim nosem uniósł się kłębuszek niewidzialnego dymu, który roztaczał wspomnienia wspólnych poranków, gdy zapach tytoniu wybudzał mnie ze snu i nagimi stopami kroczyłem po chłodnej podłodze w stronę kameralnego balkonu. Wyciągnąłem jednego z papierosów i wsadziłem go do ust. Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, Die sam zręcznie mi go zapalił. Zaciągnąłem się. Tak samo, jak wtedy, gdy podsuwał mi go Takashi. Ze swoich ust do moich. I zaciągałem się nim tak głęboko, jakbym wzdychał z tęsknoty za jego ciałem ostatniej nocy. Poranne słońce paliło moją twarz, a chłód poranka szczypał  ramiona. On wydawał się nieczuły na te pogodowe niuanse, ale ja po prostu obejmowałem go w pasie, przytulając się do jego pleców. Paliliśmy razem. Raz on raz ja. Żaden papieros nigdy nie był tak smaczny, jak ten wyjęty spomiędzy jego miękkich warg. Odsunąłem papierosa i otworzyłem oczy. Było kompletnie ciemno, na niebie skrzyły tylko pojedyncze gwiazdy. Księżyc skrył się gdzieś za chmurami, a ja zostałem sam. Papieros w mojej dłoni spalił się do połowy. Wstrząsnął mną chłód nocy i wróciłem do salonu.
- Namyśliłeś się? - zapytał Kaoru.
- Nie wiem, Niikura, ale chyba powinienem iść już spać - odpowiedziałem.

Lider zdziwił się, ale skinął jedynie głową, posprzątał szybko niepotrzebne puszki i uciekli z Die'm do siebie. Zostałem sam. Ze swoimi myślami, pustym telefonem, paczką Pianissimo Peche i zakrytym chmurami księżycem. Bez Takashiego i spojrzenia jego czekoladowych oczu, utkwionego tylko we mnie. Bez jego dłoni błądzących ślepo pod moją koszulką, prowokując ciało do niekontrolowanych drżeń. Gdzie się podziały nasze szczęśliwe dni, Takashi?

1 komentarz:

  1. Myślałam, że reszta to one shoty. A to miłe zaskoczenie. Cóż, ten rozdział jest smutny, że prawie mi się zachciało płakać. Ale w sumie jestem tak rozstrojona, że mogę się rozpłakać w każdej chwili XD. Muszę przeczytać kolejny rozdział już jestem ciekawa co w nim jest.

    OdpowiedzUsuń