wtorek, 9 czerwca 2015

[2/12] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Nowy rozdział na życzenie pewnego Tygrysa <3

- Jeden dzień - zawyrokował Kaoru.
- Mówiłeś, że zgadzasz się na tydzień! - wzburzył się Die, a Niikura tylko westchnął rozdzierająco. Cała ta scena wyglądała iście groteskowo. Od kiedy lider był taki miękki?
- Ewentualnie - podkreślił Kaoru przez zęby, patrząc na kochanka.
Naprawdę trudno było mi powstrzymać wybuch śmiechu. Na tyle, że zakrywałem usta dłonią i czułem gorąco napływające do twarzy.
- Z czego ty się śmiejesz? - zapytał rozeźlony Kaoru, przenosząc wzrok na mnie.
- Wyglądacie jak stare dobre małżeństwo - wreszcie to z siebie wydusiłem i zacząłem się śmiać. Na twarzy Die'a także pojawił się uśmiech, a i Kaoru zdawał się mniej ponury. Daisuke spojrzał na niego znacząco.
- Tydzień, ale nie więcej - oświadczył lider.
- Dziękuję - odparłem i odetchnąłem z ulgą. Dobrze wiedziałem, że pozostawiona na blacie kartka zamknęła na zawsze drzwi powrotne do domu. Nie przeszkadzało mi to jednak w ciągłym zerkaniu na telefon.
- Ale w zamian za to musisz zrobić kolację - powiedział Kaoru, a ja byłem świadom, że nie pozostało mi nic innego jak po prostu przystać na jego warunki.

Po posiłku Kaoru uciekł do sypialni, a Die stał przy mnie, kontrolując, bym dokładnie umył wszystkie naczynia. A właściwie po prostu wiedział, jak bardzo potrzebowałem rozmowy.
- Tu - wskazał talerz odłożony na suszarkę. - Zostawiłeś kropkę.
Pochyliłem się nad talerzem i zobaczyłem mikroskopijną plamkę. Przewróciłem oczami.
- Od kiedy jesteś takim perfekcjonistą? - zapytałem, biorąc do ręki talerz.
- Od czasu, gdy mieszkam z Kaoru - powiedział, a na jego twarzy błąkał się lekki uśmiech.
Zerknąłem na telefon leżący przy zlewie.
- Shinji - zaczął Daisuke. - Jesteś pewny, że to koniec?
Spojrzałem na niego trochę skołowany.
- Tak - odparłem, wracając z powrotem do naczyń.
- I co teraz? Będziesz do końca życia czekał na wiadomość od niego? - zapytał, wpatrując się we mnie uważnie.
- Nie wiem, Daisuke. Po prostu musiałem uciec, wyjść i go zostawić, bo inaczej gorycz pochłonęłaby mnie całego, Shinji by umarł. Doszło do jakiegoś pieprzonego apogeum - gwałtownym ruchem ręki wyłączyłem wodę i spojrzałem na niego. - Kocham go, nadal. Jak nikogo innego. Ale moje serce by pękło, gdybym po prostu nie wyszedł.
Die westchnął i wpatrywał się we mnie chwilę, by ostatecznie uśmiechnąć się przyjaźnie.
- Powodzenia - odparł, klepiąc mnie po ramieniu.
- Die! - rozległo się wołanie Kaoru z sypialni.
- Czego chcesz? - odparł Daisuke z udawaną urazą, a na jego twarzy błąkał się uśmiech. Było widać, że kochał Kaoru. Podczas przebywania w ich towarzystwie, bliskość pomiędzy nimi była nienachalna. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Może rozłożysz naszemu gościowi kanapę i przyjdziesz do łóżka? - zapytał a raczej rozkazał lider
Die przewrócił oczami.
- Nie wytrzymałby nocy beze mnie - stwierdził i puścił mi oczko. Uśmiechnąłem się, a z sypialny wydobył się kolejny krzyk:
- Wszystko słyszę!

Nigdy nie uważałem się za księżniczkę na ziarnku grochu, ale perspektywa tygodniowego spania na niewygodnej kanapie, której sprężyny objęły za swój życiowy cel wbijanie się w moje plecy, nie wyglądała zachęcająco. Żaden z gitarzystów Dir en grey'a nie pokusił się na zamontowanie w salonie zasłon, przez co wścibski księżyc wpadał przez okno i świecił wprost na moją twarz. Ja z kolei w swojej bezsenności za najciekawsze zajęcie uznawałem odblokowywanie telefonu i blokowanie go z powrotem. Jakby nagle miało to spowodować przyjście wiadomości od Takashiego. Liczyłem na to, że zadzwoni albo napisze. Choćby miał na mnie nawrzeszczeć albo powiedzieć To koniec i się rozłączyć. Ale telefon milczał, a ja nabierałem gorzkiego jak czekoladowy kolor jego oczu wrażenia, że jednak byłem dla niego nic nieznaczącym zbitkiem organów, który zawsze witał go nagrzanym miejscem w łóżku i poranną kawą. Zawsze czekał i wybaczał. Dość tego - stwierdziłem, odkładając telefon na ziemię i otaczając poduszkę ramionami. Kuriozalnie nie mogłem przestać myśleć o jego miękkich wargach, chłodnych, lekko stwardniałych opuszkach błądzących po rozgrzanym ciele i wyciągniętej szyi, która tylko błagała, by pozostawić na niej jakiś ślad.
Północ - wrzeszczał nocny ptak szybujący pomiędzy budynkami Tokyo.

W nocy obudził mnie odgłos pukania. Dosłownego pukania. Szczerze liczyłem na to, że sypialnia jest wygłuszona, jednak płonne były moje nadzieje. Jak bardzo by się nie starali, pojękiwania, odgłos ust odłączanych od skóry, szelest pościeli i sapanie pozostaną jeszcze długo w mojej pamięci.

Kiedy otworzyłem oczy, na głowie miałem poduszkę, a na niej z kolei spoczywała kołdra. Nie wiem, jakim cudem nie udusiłem się tej nocy. Ziewnąłem rozdzierająco i poczułem, jak ktoś dźga mnie w plecy. Kiedy się odwróciłem, nade mną stał Kaoru z niezapalonym papierosem w ustach. Wyjął go i odparł z krzywym uśmiechem. Wiedziałem, że nie będzie zadowolony z mojego towarzystwa. To był kolejny moment, kiedy zacząłem żałować prośby o nocleg... a właściwie szantażu.
- Jak ci się spało, tygrysku?
Już miałem zapytać, jakiej zabawki używali tej nocy, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język.
- Dobrze - odrzekłem. - A wam?
- Całkiem nieźle, ale musisz już wstać gosposiu. Dom sam się nie wysprząta - powiedział i zanim zdążyłem zaoponować, wyszedł na balkon.
Dlaczego niby miałbym im robić za pieprzoną sprzątaczkę? Usiadłem i przeczesałem dłonią włosy. Do salonu na szczęście wkroczył Die.
- Daisuke - zwróciłem się do niego. - Od kiedy przyjechałem do was jako sprzątaczka?
Die powstrzymał wybuch śmiechu, po czym odpowiedział:
- Wybacz, Amano. Taki był warunek Kaoru.
- I dlaczego ja dowiaduję się o tym dopiero teraz?! - oburzyłem się, wstając. Kołdra spłynęła na podłogę.
- Bo nigdy byś się nie zgodził - odrzekł jak gdyby nigdy nic uradowany Die.
- I jak, wyjaśnione? - zapytał lider, wchodząc do pomieszczenia i zamykając za sobą drzwi. - No to świetnie - mówił dalej, nawet nie czekając na moją odpowiedź. - W takim razie my spadamy do pracy, a ty się wszystkim zajmiesz. Chyba nie spodziewałeś się, że będziesz tu pomieszkiwał za piękne oczy, darmozjadzie - mówił, kierując się do wyjścia.
- Jesteś świetnym przyjacielem, Andou - powiedziałem przez zaciśnięte zęby, a oni po prostu wyszli. Daisuke pomachał mi na pożegnanie z uśmiechem. Chyba jednak szantaż nie był najlepszym pomysłem.
Po umyciu się i zjedzeniu śniadania, spędziłem kolejną godzinę na szukaniu środków czystości. Może lepszym pomysłem byłoby pojechanie do Shou albo Hiroto? Telefon leżał na blacie, wciąż tak samo milczący.

Gdy gitarzyści wrócili do mieszkania, było już czysto, a ja siedziałem z kubkiem herbaty na kanapie przed włączonym telewizorem i przełączałem kanały w poszukiwaniu choć chwili rozrywki. Programy z każdym wydawały mi się coraz głupsze. Im dalej tym gorzej - stwierdziłem załamany i zerknąłem na telefon, lecz on wciąż świecił pustkami.
Niewiele czasu minęło od zgrzytu klucza w zamku do momentu, gdy przede mną stali dwaj sztucznie uśmiechnięci gitarzyści, których miałem ochotę własnoręcznie udusić. Odwróciłem się z powrotem do telewizora. Na ekranie z kolei uśmiechały się dzieweczki z jakiegoś girlsband'u.
- Shinji - zaczął Die.
- Nie, nie zacznę pucować wam butów - powiedziałem, przewracając oczami. Z zacięciem przełączyłem kanał.

- Znaleźliśmy kogoś, kto cię przygarnie - dokończył, a ja odwróciłem się w ich stronę. Ich uśmiechy wyglądały groźnie nienaturalnie, więc zwątpiłem w potencjalnie dobry obrót wydarzeń. Przełknąłem nerwowo ślinę. Zacisnąłem w dłoni wciąż milczący telefon...

1 komentarz:

  1. Czemu myślę, że Tora trafi do Kyo? Zawsze jest robiony na złą osobę, więc to nie byłoby nawet takie dziwne. Tak ogólnie to lubię smutne historię ze szczęśliwym zakończeniem. Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń