Od
autora: Nowy rozdział na życzenie pewnego Tygrysa <3
-
Jeden dzień - zawyrokował Kaoru.
-
Mówiłeś, że zgadzasz się na tydzień! - wzburzył się Die, a
Niikura tylko westchnął rozdzierająco. Cała ta scena wyglądała
iście groteskowo. Od kiedy lider był taki miękki?
-
Ewentualnie - podkreślił Kaoru przez zęby, patrząc na kochanka.
Naprawdę
trudno było mi powstrzymać wybuch śmiechu. Na tyle, że zakrywałem
usta dłonią i czułem gorąco napływające do twarzy.
-
Z czego ty się śmiejesz? - zapytał rozeźlony Kaoru, przenosząc
wzrok na mnie.
-
Wyglądacie jak stare dobre małżeństwo - wreszcie to z siebie
wydusiłem i zacząłem się śmiać. Na twarzy Die'a także pojawił
się uśmiech, a i Kaoru zdawał się mniej ponury. Daisuke spojrzał
na niego znacząco.
-
Tydzień, ale nie więcej - oświadczył lider.
-
Dziękuję - odparłem i odetchnąłem z ulgą. Dobrze wiedziałem,
że pozostawiona na blacie kartka zamknęła na zawsze drzwi powrotne
do domu. Nie przeszkadzało mi to jednak w ciągłym zerkaniu na
telefon.
-
Ale w zamian za to musisz zrobić kolację - powiedział Kaoru, a ja
byłem świadom, że nie pozostało mi nic innego jak po prostu
przystać na jego warunki.
Po
posiłku Kaoru uciekł do sypialni, a Die stał przy mnie,
kontrolując, bym dokładnie umył wszystkie naczynia. A właściwie
po prostu wiedział, jak bardzo potrzebowałem rozmowy.
-
Tu - wskazał talerz odłożony na suszarkę. - Zostawiłeś kropkę.
Pochyliłem
się nad talerzem i zobaczyłem mikroskopijną plamkę. Przewróciłem
oczami.
-
Od kiedy jesteś takim perfekcjonistą? - zapytałem, biorąc do ręki
talerz.
-
Od czasu, gdy mieszkam z Kaoru - powiedział, a na jego twarzy błąkał
się lekki uśmiech.
Zerknąłem
na telefon leżący przy zlewie.
-
Shinji - zaczął Daisuke. - Jesteś pewny, że to koniec?
Spojrzałem
na niego trochę skołowany.
-
Tak - odparłem, wracając z powrotem do naczyń.
-
I co teraz? Będziesz do końca życia czekał na wiadomość od
niego? - zapytał, wpatrując się we mnie uważnie.
-
Nie wiem, Daisuke. Po prostu musiałem uciec, wyjść i go zostawić,
bo inaczej gorycz pochłonęłaby mnie całego, Shinji by umarł.
Doszło do jakiegoś pieprzonego apogeum - gwałtownym ruchem ręki
wyłączyłem wodę i spojrzałem na niego. - Kocham go, nadal. Jak
nikogo innego. Ale moje serce by pękło, gdybym po prostu nie
wyszedł.
Die
westchnął i wpatrywał się we mnie chwilę, by ostatecznie
uśmiechnąć się przyjaźnie.
-
Powodzenia - odparł, klepiąc mnie po ramieniu.
-
Die! - rozległo się wołanie Kaoru z sypialni.
-
Czego chcesz? - odparł Daisuke z udawaną urazą, a na jego twarzy
błąkał się uśmiech. Było widać, że kochał Kaoru. Podczas
przebywania w ich towarzystwie, bliskość pomiędzy nimi była
nienachalna. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-
Może rozłożysz naszemu gościowi kanapę i
przyjdziesz do łóżka? - zapytał a raczej rozkazał lider
Die
przewrócił oczami.
-
Nie wytrzymałby nocy beze mnie - stwierdził i puścił mi oczko.
Uśmiechnąłem się, a z sypialny wydobył się kolejny krzyk:
-
Wszystko słyszę!
Nigdy
nie uważałem się za księżniczkę na ziarnku grochu, ale
perspektywa tygodniowego spania na niewygodnej kanapie, której
sprężyny objęły za swój życiowy cel wbijanie się w moje plecy,
nie wyglądała zachęcająco. Żaden z gitarzystów Dir en grey'a
nie pokusił się na zamontowanie w salonie zasłon, przez co
wścibski księżyc wpadał przez okno i świecił wprost na moją
twarz. Ja z kolei w swojej bezsenności za najciekawsze zajęcie
uznawałem odblokowywanie telefonu i blokowanie go z powrotem. Jakby
nagle miało to spowodować przyjście wiadomości od Takashiego.
Liczyłem na to, że zadzwoni albo napisze. Choćby miał na mnie
nawrzeszczeć albo powiedzieć To koniec i się
rozłączyć. Ale telefon milczał, a ja nabierałem gorzkiego jak
czekoladowy kolor jego oczu wrażenia, że jednak byłem dla niego
nic nieznaczącym zbitkiem organów, który zawsze witał go
nagrzanym miejscem w łóżku i poranną kawą. Zawsze czekał i
wybaczał. Dość tego - stwierdziłem, odkładając
telefon na ziemię i otaczając poduszkę ramionami. Kuriozalnie nie
mogłem przestać myśleć o jego miękkich wargach, chłodnych,
lekko stwardniałych opuszkach błądzących po rozgrzanym ciele i
wyciągniętej szyi, która tylko błagała, by pozostawić na niej
jakiś ślad.
Północ
- wrzeszczał nocny ptak szybujący pomiędzy budynkami Tokyo.
W
nocy obudził mnie odgłos pukania. Dosłownego pukania.
Szczerze liczyłem na to, że sypialnia jest wygłuszona, jednak
płonne były moje nadzieje. Jak bardzo by się nie starali,
pojękiwania, odgłos ust odłączanych od skóry, szelest pościeli
i sapanie pozostaną jeszcze długo w mojej pamięci.
Kiedy
otworzyłem oczy, na głowie miałem poduszkę, a na niej z kolei
spoczywała kołdra. Nie wiem, jakim cudem nie udusiłem się tej
nocy. Ziewnąłem rozdzierająco i poczułem, jak ktoś dźga mnie w
plecy. Kiedy się odwróciłem, nade mną stał Kaoru z niezapalonym
papierosem w ustach. Wyjął go i odparł z krzywym uśmiechem.
Wiedziałem, że nie będzie zadowolony z mojego towarzystwa. To był
kolejny moment, kiedy zacząłem żałować prośby o nocleg... a
właściwie szantażu.
-
Jak ci się spało, tygrysku?
Już
miałem zapytać, jakiej zabawki używali tej nocy, ale w ostatniej
chwili ugryzłem się w język.
-
Dobrze - odrzekłem. - A wam?
-
Całkiem nieźle, ale musisz już wstać gosposiu. Dom sam się nie
wysprząta - powiedział i zanim zdążyłem zaoponować, wyszedł na
balkon.
Dlaczego
niby miałbym im robić za pieprzoną sprzątaczkę? Usiadłem i
przeczesałem dłonią włosy. Do salonu na szczęście wkroczył
Die.
-
Daisuke - zwróciłem się do niego. - Od kiedy przyjechałem do was
jako sprzątaczka?
Die
powstrzymał wybuch śmiechu, po czym odpowiedział:
-
Wybacz, Amano. Taki był warunek Kaoru.
-
I dlaczego ja dowiaduję się o tym dopiero teraz?! - oburzyłem się,
wstając. Kołdra spłynęła na podłogę.
-
Bo nigdy byś się nie zgodził - odrzekł jak gdyby nigdy nic
uradowany Die.
-
I jak, wyjaśnione? - zapytał lider, wchodząc do pomieszczenia i
zamykając za sobą drzwi. - No to świetnie - mówił dalej, nawet
nie czekając na moją odpowiedź. - W takim razie my spadamy do
pracy, a ty się wszystkim zajmiesz. Chyba nie spodziewałeś się,
że będziesz tu pomieszkiwał za piękne oczy, darmozjadzie - mówił,
kierując się do wyjścia.
-
Jesteś świetnym przyjacielem, Andou - powiedziałem przez
zaciśnięte zęby, a oni po prostu wyszli. Daisuke pomachał mi na
pożegnanie z uśmiechem. Chyba jednak szantaż nie był najlepszym
pomysłem.
Po
umyciu się i zjedzeniu śniadania, spędziłem kolejną godzinę na
szukaniu środków czystości. Może lepszym pomysłem byłoby
pojechanie do Shou albo Hiroto? Telefon leżał na blacie, wciąż
tak samo milczący.
Gdy
gitarzyści wrócili do mieszkania, było już czysto, a ja
siedziałem z kubkiem herbaty na kanapie przed włączonym
telewizorem i przełączałem kanały w poszukiwaniu choć chwili
rozrywki. Programy z każdym wydawały mi się coraz głupsze. Im
dalej tym gorzej - stwierdziłem załamany i zerknąłem na telefon,
lecz on wciąż świecił pustkami.
Niewiele
czasu minęło od zgrzytu klucza w zamku do momentu, gdy przede mną
stali dwaj sztucznie uśmiechnięci gitarzyści, których miałem
ochotę własnoręcznie udusić. Odwróciłem się z powrotem do
telewizora. Na ekranie z kolei uśmiechały się dzieweczki z
jakiegoś girlsband'u.
-
Shinji - zaczął Die.
-
Nie, nie zacznę pucować wam butów - powiedziałem, przewracając
oczami. Z zacięciem przełączyłem kanał.
-
Znaleźliśmy kogoś, kto cię przygarnie - dokończył, a ja
odwróciłem się w ich stronę. Ich uśmiechy wyglądały groźnie
nienaturalnie, więc zwątpiłem w potencjalnie dobry obrót
wydarzeń. Przełknąłem nerwowo ślinę. Zacisnąłem w dłoni
wciąż milczący telefon...
Czemu myślę, że Tora trafi do Kyo? Zawsze jest robiony na złą osobę, więc to nie byłoby nawet takie dziwne. Tak ogólnie to lubię smutne historię ze szczęśliwym zakończeniem. Czekam na więcej.
OdpowiedzUsuń