Od
autora: Dzień dobry. Dzisiaj dodaję kolejny rozdział, mam
nadzieję, że jeszcze nie znudziły Wam się przygody zdesperowanego
Tory. Jednocześnie pragnę oznajmić, że rozdziały zapewne nie
będą się pojawiały w ciągu najbliższych kilku dni z powodów
stricte wakacyjnych ;) Jednak nie martwcie się, kolejny rozdział
pojawi się najpóźniej w przyszłym tygodniu.
Zapraszam.
*
Jak
się okazało, Toshiya przyjechał po mnie. Kaoru i Die już zdążyli
go poinformować o moim powrocie do domu, a ja pojawiłem się znów
u nich. Toshiya przywitał mnie promiennym uśmiechem i
entuzjastycznymi słowami otuchy. Naprawdę nie wiedziałem, dlaczego
Kaoru i Die tak dziwnie się uśmiechali, mówiąc mi o nim.
Toshiya
okazał się współlokatorem najlepszym z możliwych. W jego
mieszkaniu porządek był raczej pojęciem abstrakcyjnym, lecz nie
był też osobą, która kazałaby mi się wykazywać w sprzątaniu.
Za to powitał mnie jak na gospodarza przystało czyli pokaźną
kolekcją alkoholu. W ten sposób wszyscy byli zadowoleni - ja nie
byłem skazany na nocne odgłosy pukania, a on miał współlokatora.
Wypiliśmy za nową przyjaźń, za wspólne mieszkanie i nowe życie.
Takashi na pewno mnie skreślił, więc nowe życie było
jak najbardziej adekwatne. Jednak nie chciałem myśleć o nim za
wiele, więc po prostu piłem i piłem. Po wejściu w stan upojenia
alkoholowego, Toshiya włączył konsolę i graliśmy w Tekkena.
Śmialiśmy się przy tym i dalej pompowaliśmy w siebie upojenie.
-
I jak tam mieszkało ci się u lidera? - zaczął rozmowę.
-
W sumie, to całkiem śmiesznie się stało, bo ja po prostu nie
miałem gdzie się podziać - odparłem. Czułem, że język odrobinę
mi się plącze. Za to odczuwałem przyjemne rozluźnienie i przede
wszystkim skupiałem się na tym, żeby skopać Toshiyi tyłek.
-
I przyjął cię tak po prostu? No nie gadaj, nie wierzę ci - mówił,
a ja czułem na sobie jego palący wzrok.
-
K.O. - zabuczała maszyna.
-
No nie, nie tak po prostu, najpierw słyszałem jak gadali o jakichś
zabawach sado-maso - powiedziałem z rozbawieniem. Dopiero po chwili,
kiedy zobaczyłem chichoczącego basistę, dotarło do mnie, co tak
naprawdę powiedziałem. - To znaczy... krzyczeli coś chyba o
sąsiadach...
-
Nie pogrążaj się już - odparł Toshiya i ryknął śmiechem.
Czułem, jak moja twarz robi się czerwona - Nigdy nie podejrzewałbym
Kaoru ani tym bardziej Daisuke o takie zainteresowania.
Otarł
łzy śmiechu i spojrzał na mnie.
-
Szantażowałeś ich? - zapytał.
Zapadła
chwila krępującego milczenia.
-
Tak wyszło - powiedziałem cicho, a Toshiya znów zaczął się
śmiać.
-
Nie wiedziałem, że tygrysy po ciutce alkoholu stają się takie
rozmowne - rzekł, przysuwając się do mnie. Poczułem jego dłoń
na swoim udzie. Mój pad znalazł się gdzieś na podłodze. Na
ekranie widniał Jin. Właśnie wtedy dłoń Toshiyi zaczęła powoli
sunąć w górę. - A może... tygrysy po prostu czują się samotne?
Przełknąłem
nerwowo ślinę. Czułem rosnące podniecenie.
-
Trochę - odparłem, przygryzając wargę. Alkohol przyjemnie szumiał
w głowie, a do mojego nosa doszedł subtelny zapach męskich perfum.
Pocałunek był naturalny, miękki i podniecający. Jakby tak właśnie
miało być. Wtedy wcale nie myślałem o Takashim. W mojej głowie
panował nieznośny szum i miałem ochotę na seks. A Toshiya był
przystojny, chętny i lubiłem jego perfumy, których woń
towarzyszła mi do samego rana. Tłukąc się o ściany, doszliśmy
do sypialni. Toshiya nie mieszkał w przypadkowej kawalerce. Jego dom
był sporych rozmiarów. Wszystko było dobrze aż opadł na łóżko
i pociągnął mnie za sobą, chwytając koszulkę. Nasze usta
złączyły się, a języki zatańczyły namiętnie. W momencie,
kiedy on otarł się o mnie, zapaliła mi się metaforyczna czerwona
lampka. To właśnie był ten moment, kiedy przed oczami ujrzałem
pieprzonego Takashiego - mój ideał, który odrzucił mnie z taką
łatwością. Nie chciałem go zdradzać.
Toshiya
spojrzał na mnie, marszcząc brwi. Przewrócił oczami.
-
Nie mów, że teraz rezygnujesz - wyjęczał z rozczarowaniem.
-
Nie mogę... - powiedziałem cicho.
Już
myślałem, że zdenerwuje się i pójdzie albo wygoni mnie z
powrotem do Daisuke, ale on spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
Poczułem jego dłoń na swoim policzku.
-
Ale Kaoru i Daisuke mogą się dowiedzieć o tym, że się wygadałeś.
Ba, nie tylko oni - mówił spokojnie, był z siebie najwidoczniej
zadowolony, a ja nie mogłem uwierzyć, jak bardzo pokręcone było
to wszystko. Zostałem zaszantażowany, że mój szantaż wyjdzie na
jaw. Patrzyłem na niego chwilę zaskoczony, ale na jego twarzy
widniał tylko uśmiech. Westchnąłem, lecz odgłos ten zamienił
się w jęk, gdy udo Toshiyi otarło się o moje krocze. Nie mając
innego wyjścia, po prostu przyciągnąłem go do kolejnego pocałunku
i tej nocy dałem ponieść namiętności.
Leżący
na podłodze przy porzuconej konsoli telefon zawibrował, ale nie
mogłem go usłyszeć.
Kolejnego
dnia po przebudzeniu przed sobą zobaczyłem twarz basisty i z
przerażeniem zarejestrowałem brak bielzny.
Zrobiliśmy
to - pomyślałem ogarnięty strachem. Uśmiech Toshiyi,
który właśnie także otworzył oczy mówił, że wcale się nie
myliłem. Zacząłem panikować w myślach. To już naprawdę
oznaczało koniec.
-
Co ja zrobiłem? - jęknąłem, siadając na łóżku. Kołdra opadła
miękko na nogi, odsłaniając mój tors. Na plecach poczułem dotyk
dłoni kochanka.
-
Nie martw się, kotku - powiedział. - Potraktuj to jak początek
terapii.
Poczułem,
jak jego ciało przylega do moich pleców. Z moich ust wydarło się
westchnienie. Znajdowałem się w kompletnie obcej sypialni, a moją
sylwetkę oplatały nieznajome ramiona. Może trzeba było się do
tego przyzwyczajać?
-
Zrobię nam kawę - powiedział cicho, całując mnie w ramię, po
czym wstał, a po nim pozostał tylko oblepiający plecy chłód.
-
Masz - postawił przede mną kubek z parującym napojem.
Znów
znajdowałem się w obcym salonie, siedziałem na krześle, do
którego w ogóle nie byłem przyzwyczajony, a przede mną uśmiechał
się największy błąd mojego życia. Już czułem na barkach ciężar
konsekwencji zeszłej nocy.
-
Nikomu nie powiemy, tygrysie - odparł Hara, jakby czyał mi w
myślach.
-
Ale...
-
Proszę cię - przewrócił oczami. - Siedzisz jak zbity pies, to
oczywiste, że martwisz się o tego... tego... - zamyślił się
na chwilę. - Jak on się nazywał?
-
Takashi! - obruszyłem się. Podskoczyło mi ciśnienie i w jednej
chwili się rozbudziłem. Jak mógł nie wiedzieć?
-
Od razu jesteś żywszy - stwierdził z uśmiechem i kontynuował. -
Dzisiaj poczujesz się jak rasowa nastolatka w "Operacji:
stylówa".
W
tym momencie pomyślałem, że chyba powoli dochodzi do mnie,
dlaczego miałem się bać wizyty u Toshiyi.
To bylo ciekawe. Ale myślałam, że nie pomyśli o Sadze, kiedy będzie już w łóżku z Toshiyą i będzie blisko seks, ale też by bo zaskoczeniem jakby o nim nie pomyślał.
OdpowiedzUsuńJetem ciekawa wiadomości, która przyszła na telefon Tory. Mam wrażenie, że to Takashi, ale nie sądzę, żeby napisał mu, że chce wrócić czy cos. Myślę, że tam będzie napisane już o końcu na zawsze.