05.
To było po prostu świetne. Oczywiście matka Yuu
skontaktowała się z moją, a przez jej stres, pałeczkę przejął ojciec
(który, o dziwo, zdążył w tym czasie wrócić do domu). Dowiedział się o
paleniu i piciu, od tamtej pory mam "kategoryczny zakaz widzenia się z
Yuu" i muszę wracać do domu od razu po zajęciach. Bardzo śmieszne.
Noc spędziłem niespokojnie. Nie mogłem spać, ciągle skręcało mnie w brzuchu z niewiadomych przyczyn.
Pomyślałem,
że muszę schudnąć. Myślałem też o wielu innych głupotach. O muzyce,
rodzajach strun, o ojcu, bracie, zestresowanej matce, śmierci babci,
snach, o Sakamoto...i jego idiotycznym wyrazie twarzy. Wyobraziłem
sobie, że go zaginam. W mojej półsennej wizji byłem szczupły, przystojny
i podrywałem dziewczyny, a on patrzył z zazdrością na lepiące się do
mnie azjatyckie piękności. Nie, on mnie pożerał wzrokiem, pochłaniał,
zabijał w myślach. W moim wyobrażeniu Takashi Sakamoto był autentycznie chory
z zazdrości. Uśmiechnąłem się do siebie. Pomyślałem, że to bardzo
głupie, ale... przecież to moje myśli, nikt nie ma do nich dostępu. Są moje, dlatego nie można nazwać ich głupimi. Noc mijała wolno, a ja nawet nie spostrzegłem się, kiedy wizje na jawie płynnie przemieniły się w sen.
Kolejny
dzień był znów tak samo szary. Jedynym, co odróżniało go od całej
rzeszy pozostałych dni było dziwne uczucie w brzuchu - takie samo, które
poprzedniej nocy nie pozwoliło mi spać. Westchnąłem, ogarnąłem się,
wyszedłem. Mój cudowny telefon uparcie milczał.
Do szkoły
dojechałem - oczywiście - spóźniony. Już dawno byliśmy po wystawieniu
ocen, niektórzy nauczyciele robili materiał w przód, ale ja (jak się
dowiedziałem dopiero po dotarciu do przybytku japońskiej edukacji)
zostałem z zajęć zwolniony, aby robić projekt z Sakamoto. To był
pierwszy raz, kiedy pomyślałem, że chyba nie powinienem tego dnia
przychodzić do szkoły. Kolejny nastąpił, kiedy widziałem go,
rozmawiającego o czymś z żywo gestykulującą i wyraźnie zaangażowaną w
rozmowę Haruki - najładniejszą dziewczyną w szkole. Co gorsza - po
drugiej jego stronie szedł Aoi i z zainteresowaniem słuchał tego, co
Haruki mówiła. Później Sakamoto rzucił coś i wszyscy się roześmiali.
Zdrajca.
Pożegnał się z nimi, gdy zobaczył, że stoję przed
budynkiem szkoły. Rozeszli się, Aoi zerknął na mnie, jakby chciał
powiedzieć "przepraszam", a Takashi podszedł do mnie i przywitał się
raźnie:
- Witaj, Shinji.
- Od kiedy mówimy sobie po imieniu?
Spojrzał
na mnie z uśmiechem, który wcale nie miał z radością nic wspólnego.
Prędzej był grymasem, mówiącym "to ja ustalam granice naszej
znajomości". Robił to tak przekonująco, że może nawet bym się temu
poddał, gdyby nie fakt, że znowu zraziło mnie jego "patrzenie z góry".
- Od czego zaczniemy? - zapytałem, chcąc szybko przejść do rzeczy i przywołać oficjalny ton naszego spotkania.
-
Przypomnij mi temat - nie poprosił, rozkazał. Ton ukryty był w głosie,
ale wyrażał go także grymas, przyozdabiający szpetną twarz tego idioty.
-
Fauna w wiosennej odsłonie - przytoczyłem, nie komentując. Postanowiłem
być ponad to. Zrobię z nim ten projekt i będę miał spokój.
- Chodź tygrysie, usiądziemy gdzieś, trzeba będzie zrobić notatki.
Poszliśmy
wgłąb parku, stanowiącego otoczenie szkoły. Znaleźliśmy zaciszny kąt w
pobliżu kilku ogromnych drzew, mniejszych krzaków i ze sporych rozmiarów
kamieniem. Tygrysa zignorowałem. Byłem ponad to. Sakamoto usiadł na
kamieniu i pokazał mi gestem, bym usiadł obok. Mechanicznie usiadłem,
nawet się nad tym nie zastanawiając. Wyjął kartkę i długopis, po czym
zaczął sporządzać szkic.
- Zaczniemy od kilku zdań o wiośnie - zanotował coś na kartce.
- Mhm - mruknąłem tylko i słuchałem go dalej.
-
Później możemy przejść do kilku wybranych gromad i podać po przykładzie
gatunku, tam opiszemy zmiany, jakie w nich zachodzą. To będzie nudne.
- Mhm. Co z zakończeniem?
- Podsumowanie - stwierdził, nawet nie zapytał. Co się dzieje? Przecież miałem być "ponad tym".
Wręczył mi kartkę.
- Przydałyby się jeszcze jakieś zdjęcia i notatki z obserwacji. Powinniśmy się wybrać do lasu, mam aparat. Co ty na to?
- Musielibyśmy... - mruknąłem cicho. Byłem zaskoczony jego zaangażowaniem...
Roześmiał się.
- Speszyłem cię?
- Nie - westchnąłem. - Po prostu wolałbym iść na piwo.
- Wczoraj odmówiłeś - zmrużył nieznacznie oczy.
- Nie mogłem... - dlaczego ja się tłumaczyłem?
- Chcesz to dzisiaj odkuć? - szybko podchwycił temat.
- Ty stawiasz - uśmiechnąłem się nieznacznie.
-
Yuu! - zawołał, machając do mojego przechodzącego nieopodal i
rozmawiającego z Haruki zdradzieckiego przyjaciela (po imieniu!). Nawet
go nie zauważyłem. On natychmiastowo przerwał rozmowę i obydwie głowy
odwróciły się momentalnie w naszym kierunku. - Postaw nam dzisiaj piwo -
Takashi uśmiechnął się do niego tak przekonująco, że aż za bardzo.
Dlaczego on się do niego tak uśmiechał? A może to wcale nie do Aoiego,
tylko chciał zaimponować Haruki? Yuu do nas podszedł.
- Mmm...niech wam będzie. Gdzie i kiedy?
-
Dzisiaj, w Białym - odparł czarująco jak zawsze Sakamoto. Naprawdę
miałem dosyć tych jego gierek. Biały był pobliskim klubem...tylko skąd
on o tym wiedział? Był tu zaledwie jeden dzień i już owinął sobie cały
mój świat wokół palca...no prawie cały. Denerwował mnie całym sobą, a
jeszcze musiałem coś z nim robić. Coś, to znaczy projekt...nic więcej.
- Jasne - uśmiechnął się Aoi - To może za jakieś dwie godziny pod Białym?
-
Do zobaczenia - Takashi mrugnął do niego na znak, że już może się zająć
dziewczyną (co za spoufalanie się!). Ona się pochyliła i powiedziała mu
coś, on odpowiedział. Odeszli.
- Shinji - zwrócił się do mnie (po
imieniu!), a ja wbrew woli od razu na niego spojrzałem. Sam nie wiem
dlaczego, po prostu miał w sobie coś, przez co chciało się go słuchać i
był to kolejny powód mojej niechęci. Jego twarz wciąż wykręcał ten
idiotyczny uniwersalny uśmieszek - zupełnie jakby mówił "cześć, jestem
Sakamoto Takashi i na każdą okazję przyklejam sobie do twarzy ten sam
uśmiech, bo jestem gwiazdą". Myślałem, że moja gorycz sięga zenitu, bo
nie dość, że Sakamoto sam się za pieprzoną gwiazdę uważał, to jeszcze
wszyscy dookoła zdawali się to potwierdzać.
- Wiem, musimy coś zrobić - odparłem, przewracając oczami.
- Nie przynudzaj - wstał. - Chodźmy coś zjeść.
Mruknąłem
coś pod nosem i wstałem. Na dobrą sprawę i tak nie miałem nic lepszego
do roboty, a zdecydowanie nie chciałem wracać do domu. Chyba wziął to za
potwierdzenie.
Przez całą drogę wydawał się być nieobecny.
Patrzył gdzieś w dal albo do góry. Koniec końców poszliśmy na pizzę do
jednego z wielu popularnych lokali.
- Mam ochotę na capriciosę, a
ty? - zapytał mnie o zdanie - co w jego przypadku było osiągnięciem
godnym niezerwania przeze mnie żadnej struny podczas koncertu.
- Mam jeść sam, tygrysie? - patrzył na mnie, unosząc jedną brew. Speszyłem się. Musiałem odpłynąć.
A... O co pytałeś? - zająkałem się oczywiście wbrew swoim wszelakim zamysłom.
Takashi
przewrócił oczami. Poczułem złość dopiero usłyszawszy za sobą pisk
dziewczyn. Przez myśl mi przeleciało,czy z nim zawsze tak to wygląda.
Chwilę później dopadła mnie kolejna jakże optymistyczna myśl, czy Haruki
tak naprawdę jest zainteresowana Aoim. Myśl była jak przeczucie - jakiś
szósty zmysł, choć podejrzenie wydawało się logiczne. Skoro wszystkie
nie mają gustu, a raczej są po prostu próżne i nie doceniają naszych
wartości poza "ładną" twarzą,to... Właściwie co ja pieprzę?
Sakamoto
wstał i poszedł do baru złożyć zamówienie. Najwidoczniej zdenerwowała
go moja ignorancja. Problem jedynie tkwił w tym, że wracając wcale nie
wydawał się ani odrobinę podenerwowany. Za to wyszczerzył się trochę
zawadiacko do siedzącej z grupką piszczących dziewczyn Haruki.
Zmarszczyłem brwi i westchnąłem. Była już siedemnasta.
Zanim
skończyliśmy jeść, minęło kolejne pół godziny. Pizza była zwykła -
smakowała tak samo, jak we wszystkich tego pokroju miejscach. Dostałem -
oczywiście - capriciosę. Gdy wychodziliśmy, Haruki odprowadzała
Sakamoto wzrokiem. Wiedziałem już, że czeka mnie poważna rozmowa z Yuu.
Dodatkowo "czasowy uczeń" wydawał mi się coraz bardziej nieszczery.
-
Dokąd idziesz? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Takashiego. Wyrwany z
zamyślenia, zatrzymałem się, zorientowałem, że nie ma go obok i
odwróciłem się za siebie. Widziałem go przy otwartych drzwiach. Patrzył
na mnie. Uśmiechał się, puścił mi oczko i wszedł. Poszedłem za nim.
Wybiła osiemnasta. Drzwi zamknęły się za mną.
W środku było
głośno, duszno i panował półmrok. Z moją krótkowzrocznością miałem
problem z rozpoznaniem sylwetek, tym bardziej, że dym szczypał mnie w
oczy i zacząłem je przecierać. Wtedy poczułem, jak ktoś niby ukradkiem
chwyta mnie za dłoń i ciągnie za sobą. Zupełnie tym gestem zaskoczony,
dałem się prowadzić. Nie znałem tego rodzaju dotyku ani tej dłoni.
Muśnięcie było zbyt delikatne, bym mógł rozpoznać płeć tej osoby. To nie
mógł być Aoi. Czułem się dziwnie. Klub wydawał mi się tego dnia
klaustrofobiczny, a ja byłem dodatkowo oślepiony. Oczy piekły mnie i
szczypały na przemian, a w uszach huczała muzyka - o ile rąbankę
bynajmniej KISS nieprzypominającą nazwać można tym terminem o
zdewaluowanym już znaczeniu. Nagle poczułem, że zmieniło się podłoże,
dźwięki ucichły, a uderzył mnie chłód i oczy przestały się buntować. Na
pewno zmniejszyło się stężenie dymu w powietrzu, poczułem nawet rześki
chłód wiosennego wieczora, dochodzący zapewne z otwartego okna.
Łazienka.
- Shinji!
Otworzyłem oczy, a świat lekko
zawirował. Ocknąłem się parę sekund później na chłodnych kafelkach.
Odetchnąłem. Nie miałem pojęcia, co się ze mną stało. Nade mną stał
Sakamoto i - mógłbym przyrzec! - przez chwilę w jego oczach widziałem
troskę.
- Wstawaj, opóźniasz zabawę, Amano - uśmiechnął się w ten
swój wstrętny i okropnie nieszczery sposób. Patrzyłem na niego. Podał mi
dłoń, chwyciłem ją.
- Yuu już jest? - zapytałem. Spojrzałem w lustro.
- Tak, czeka na nas.
Nas...
Przyjrzałem się swojemu odbiciu. Obmyłem twarz wodą.
- Sak...Takashi?
- Hm?
- Dlaczego nazywasz mnie tygrysem? - zapytałem, spoglądając na niego ukradkiem w ogromnym łazienkowym lustrze.
- Bo masz w sobie coś z tygrysa - patrzył na mnie z boku. - Chodź, nie chciałbym zmarnować okazji na dobrą zabawę.
Przewróciłem oczami. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że Sakamoto może jednak posiadać szczątki "organu uczuć".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz