01.
Wstałem
jak zwykle znudzony. Tryskając równie szarą radością, wstałem z
miękkiego łóżka tylko po to, żeby przeżyć ostatni tydzień roku
szkolnego. Zjadłem takie samo śniadanie, jak co dzień, umyłem zęby w
identyczny sposób, w jaki robię to od lat i tradycyjnie spóźniłem się na
ostatni autobus, który dowiózłby mnie do szkoły przed rozpoczęciem
zajęć. Gdy czekałem na kolejny, nagle w mojej głowie coś zaświtało.
Można to porównać z uczuciem doznania objawienia czy cudu. Dokładnie
tak. Złączyły się dwa elementy puzzli i jakże pozytywna wiadomość, iż
właśnie dziś mają przyjechać zarozumiałe dzieciaki z Fukushimy objawiła
mi się niczym Archanioł Gabriel. Poczułem się wspaniały, mimo że Matki
Boskiej nie przypominałem w żadnym stopniu. Westchnąłem tylko.
Spóźnienie wydawało się niezłym rozwiązaniem, choć wiedziałem, że
przeciąganie tego, niczego nie rozwiąże. Właściwie nawet nie byłem
pewny, dlaczego mają przyjeżdżać, jednak wysłuchiwanie „oto cudowna
szkoła, powinniście uczyć się tak, jak oni. Spójrzcie, jacy są
nieziemsko snobistyczni” było ponad moje siły. Przetarłem oczy, a przede
mną pojawił się autobus. Westchnąłem po raz kolejny i zarzucając torbę
na ramię, wsiadłem do środka.
Do
szkoły dojechałem dopiero piętnaście minut po ósmej czyli dokładnie
kwadrans po rozpoczęciu zajęć integracyjnych. Niespecjalnie się
spiesząc, skierowałem się od razu w stronę auli. Wszedłem po cichu i
usiadłem na najbliższym krześle przy drzwiach. Właśnie dyrektor
wygłaszał przemówienie, dokładnie takie, jakie wyobrażałem sobie
czekając, aż tu dotrę. Brakowało tylko słowa „snobistyczni”. Chwilę
później zaprosił tych z Fukushimy na scenę i przedstawił każdego po
kolei. Zmarszczyłem brwi, gdy doszedł do „Takashiego Sakamoto”. Nie
spodobał mi się od samego początku. Wyglądał, jakby na wszystkich
patrzył z góry. Przewróciłem oczami i spojrzałem na Yuu, który złapał ze
mną kontakt wzrokowy. Skinąłem w jego stronę, a on uśmiechnął się do
mnie. Jego obecność była zawsze jakimś pozytywem. Dyrektor gadał i
gadał…skończył dopiero o dziewiątej i wtedy też rozeszliśmy się do klas.
Tam czekało nas kolejne przemówienie – tym razem ze strony wychowawcy.
Wyłączyłem się, patrząc za okno. Wiśnia już przekwitła i za szklaną
powierzchnią rozpościerała się tętniąca żywą zielenią przestrzeń. Miałem
ochotę wyrwać się i poprzebywać trochę na słońcu. Jeszcze lepsza byłaby
wizja przycupnięcia pod drzewem i pogrania na akustyku. Szkoła
momentami była naprawdę problematyczna. Nawet Aoi zginął mi gdzieś w
tłumie, więc nie zdążyłem zamienić z nim ani słowa. To mój przyjaciel,
jest rok starszy. Spotkaliśmy się po raz pierwszy, kiedy ja dołączyłem
do pierwszej klasy. On już tu chodził i dobrze się uczył, choć nie miał
przyjaciół. Poznaliśmy się właściwie na kółku muzycznym. On też grał na
gitarze, więc nie było nam trudno znaleźć wspólny język. Pomyślałem, że
dawno razem nie graliśmy i wypadałoby to zmienić.
Z rozmyślań wyrwał mnie głos wychowawcy:
- Amano Shinji zrobi zaś projekt z Takashim Sakamoto.
-
Jaki projekt? – spojrzałem spłoszony na nauczyciela fizyki…a może
raczej zniesmaczony. Robienie czegokolwiek z którymkolwiek z tych snobów
napełniało mnie obrzydzeniem.
-
Projekt edukacyjny. Zapraszam Amano, wylosuj swój temat – powiedział,
wskazując na pudełko, wypełnione zapewne karteczkami. Świetnie. Tylko
tego mi brakowało, żebym musiał coś jeszcze robić tuż przed końcem roku
szkolnego. Wstałem i wyjąłem karteczkę, rozwinąłem ją…czułem na sobie
wzrok dwudziestu dwóch par ciekawskich oczu i wcale nie było to
komfortowe, więc wróciłem na miejsce i przeczytałem zawartość kartki.
„Biologia – fauna w wiosennej odsłonie”
To był jakiś żart. Niestety, jak się później okazało, projekt sam w sobie był moim najmniejszym zmartwieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz