04.
Pierwszy sygnał.
Czułem się dziwnie zestresowany. Miałem wątpliwości, może to wcale nie był numer Sakamoto?
Drugi sygnał.
Może karteczkę podrzucił mi ktoś inny i teraz przez to wpadnę w tarapaty?
Trzeci sygnał.
A może po prostu ten idiota wsadził mi do spodni karteczkę z przypadkowym numerem?
Zirytowałem się.
-
Halo? - rozległo się ze słuchawki, a ja zamarłem na chwilę. Moje serce
przez chwilę biło szybciej. Odetchnąłem najciszej, jak tylko potrafiłem.
To był on. Na pewno on. Na dodatek do tego, jego głos przez słuchawkę
brzmiał mniej idiotycznie niż w rzeczywistości, ale tylko odrobinę.
Sakamoto nie powtórzył oklepanego "halo", tylko nie słysząc żadnego
odzewu z drugiej strony, po prostu się rozłączył. Czułem, jak
czerwienieję - nie byłem tylko pewny, czy to że złości czy wstydu, że
nie miałem odwagi się odezwać. Otrząsnąłem się z tych myśli i
postanowiłem spotkać z Aoim. Zadzwoniłem do niego i umówiliśmy się, że
do niego przyjdę, bo państwo Shiroyama tego dnia dłużej zostali w pracy.
Aoi wyglądał bardzo dojrzale. Czasem mu zazdrościłem. Właściwie nazywał
się Yuu i był moim przyjacielem od roku. Razem jakoś było nam raźniej w
szarej szkolnej rzeczywistości. Nie mieszkał daleko ode mnie, bo
wystarczyło dwadzieścia minut drogi, bym tam dotarł. Zadzwoniłem do
drzwi i nie musiałem długo czekać, bo po chwili w progu pojawił się Aoi.
- Hej, stary - przywitał mnie z uśmiechem.
- Zacząłeś pić beze mnie? - spojrzałem na niego z wyrzutem i roześmiałem się ze swojego żartu.
- Nie, no co ty. W ogóle co cię naszło? -zapytał, odsuwając się, bym mógł wejść do domu.
-
Ciężki dzień. Zaraz ci opowiem - rzekłem sucho, wszedłem, zdjąłem buty i
poszedłem za nim wgłąb domu. Poszliśmy, jak zwykle, do jego pokoju. Na
biurku stały puszki z piwem. Chwyciłem jedną z nich i brzydko mówiąc
uwaliłem się na łóżku, po czym otworzyłem piwo i wychyliłem połowę jej
zawartości duszkiem.
- Nie tak szybko! Poczekałbyś - Aoi się roześmiał.
-
Za wolno, senpai - odpowiedziałem, uśmiechając się złośliwie. Aoi za to
podszedł i korzystając z mojej chwili nieuwagi, odebrał mi puszkę. -
Ej, tak się nie bawimy! - wbiłem palec w jego bok. On zgiął się w pół,
więc wykorzystałem okazję i zabrałem swój łup z powrotem. Aoi z
uśmiechem podszedł do biurka po drugą. Czasami musieliśmy zachowywać się
niedojrzale. Tak po prostu.
- Pamiętasz te dzieciaki z Fukushimy?
- Mm... Co z nimi? - mruknął, siadając obok mnie.
- Mam projekt z jednym z nich.
-
Też robiłem w zeszłym roku - zabrzmiał dziwnie, jakby smutno, więc
spojrzałem na niego. Wydawało mi się, że przez ułamek sekundy na jego
twarzy pojawił się żal. Pomyślałem, że lepiej nie drążyć tematu, więc
wróciłem do swojego:
- Jest tak irytujący... - przygryzłem dolną
wargę - rządzi się, jest bezczelny, niegrzeczny, choć udaje niewiniątko i
patrzy na wszystkich z góry.
Yuu uśmiechnął się pod nosem.
- Wiem, co masz na myśli.
-
Chyba jeszcze nikt nie doprowadzał mnie tak szybko do złości. Nawet
brat jest bardziej do zniesienia od NIEGO - wtedy przypomniałem sobie
moment, gdy zapytał o moje relacje z płcią przeciwną i dodałem - To
idiota. Skończony idiota - wyciągnąłem z kieszeni paczkę fajek i podałem
mu jedną. Poczęstował się. Zapaliliśmy. Zaciągnąłem się mocno.
-
Naprawdę wiem, o co ci chodzi. Też kiedyś... - urwał, bo usłyszeliśmy
hałas na korytarzu. Yuu zmarszczył brwi, ale zanim zdążył cokolwiek
zrobić, drzwi do jego pokoju otworzyły się i do środka weszła pani
Shiroyama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz