czwartek, 28 listopada 2013

[4/15] "...and the worst thing is that I love you" (Alice Nine)

04.

Pierwszy sygnał.
Czułem się dziwnie zestresowany. Miałem wątpliwości, może to wcale nie był numer Sakamoto?
Drugi sygnał.
Może karteczkę podrzucił mi ktoś inny i teraz przez to wpadnę w tarapaty?
Trzeci sygnał.
A może po prostu ten idiota wsadził mi do spodni karteczkę z przypadkowym numerem?
Zirytowałem się.
- Halo? - rozległo się ze słuchawki, a ja zamarłem na chwilę. Moje serce przez chwilę biło szybciej. Odetchnąłem najciszej, jak tylko potrafiłem. To był on. Na pewno on. Na dodatek do tego, jego głos przez słuchawkę brzmiał mniej idiotycznie niż w rzeczywistości, ale tylko odrobinę. Sakamoto nie powtórzył oklepanego "halo", tylko nie słysząc żadnego odzewu z drugiej strony, po prostu się rozłączył. Czułem,  jak czerwienieję - nie byłem tylko pewny, czy to że złości czy wstydu, że nie miałem odwagi się odezwać. Otrząsnąłem się z tych myśli i postanowiłem spotkać z Aoim. Zadzwoniłem do niego i umówiliśmy się, że do niego przyjdę, bo państwo Shiroyama tego dnia dłużej zostali w pracy. Aoi wyglądał bardzo dojrzale. Czasem mu zazdrościłem. Właściwie nazywał się Yuu i był moim przyjacielem od roku. Razem jakoś było nam raźniej w szarej szkolnej rzeczywistości. Nie mieszkał daleko ode mnie, bo wystarczyło dwadzieścia minut drogi, bym tam dotarł. Zadzwoniłem do drzwi i nie musiałem długo czekać, bo po chwili w progu pojawił się Aoi.
- Hej, stary - przywitał mnie z uśmiechem.
- Zacząłeś pić beze mnie? - spojrzałem na niego z wyrzutem i roześmiałem się ze swojego żartu.
- Nie, no co ty. W ogóle co cię naszło? -zapytał, odsuwając się, bym mógł wejść do domu.
- Ciężki dzień. Zaraz ci opowiem - rzekłem sucho, wszedłem, zdjąłem buty i poszedłem za nim wgłąb domu. Poszliśmy, jak zwykle, do jego pokoju. Na biurku stały puszki z piwem. Chwyciłem jedną z nich i brzydko mówiąc uwaliłem się na łóżku, po czym otworzyłem piwo i wychyliłem połowę jej zawartości duszkiem.
- Nie tak szybko! Poczekałbyś - Aoi się roześmiał.
- Za wolno, senpai - odpowiedziałem, uśmiechając się złośliwie. Aoi za to podszedł i korzystając z mojej chwili nieuwagi, odebrał mi puszkę. - Ej, tak się nie bawimy! - wbiłem palec w jego bok. On zgiął się w pół, więc wykorzystałem okazję i zabrałem swój łup z powrotem. Aoi z uśmiechem podszedł do biurka po drugą. Czasami musieliśmy zachowywać się niedojrzale. Tak po prostu.
- Pamiętasz te dzieciaki z Fukushimy?
- Mm... Co z nimi? - mruknął, siadając obok mnie.
- Mam projekt z jednym z nich.
- Też robiłem w zeszłym roku - zabrzmiał dziwnie, jakby smutno, więc spojrzałem na niego. Wydawało mi się, że przez ułamek sekundy na jego twarzy pojawił się żal. Pomyślałem, że lepiej nie drążyć tematu, więc wróciłem do swojego:
- Jest tak irytujący... - przygryzłem dolną wargę - rządzi się, jest bezczelny, niegrzeczny, choć udaje niewiniątko i patrzy na wszystkich z góry.
Yuu uśmiechnął się pod nosem.
- Wiem, co masz na myśli.
- Chyba jeszcze nikt nie doprowadzał mnie tak szybko do złości. Nawet brat jest bardziej do zniesienia od NIEGO - wtedy przypomniałem sobie moment, gdy zapytał o moje relacje z płcią przeciwną i dodałem - To idiota. Skończony idiota - wyciągnąłem z kieszeni paczkę fajek i podałem mu jedną. Poczęstował się. Zapaliliśmy. Zaciągnąłem się mocno.
- Naprawdę wiem, o co ci chodzi. Też kiedyś... - urwał, bo usłyszeliśmy hałas na korytarzu. Yuu zmarszczył brwi, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, drzwi do jego pokoju otworzyły się i do środka weszła pani Shiroyama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz