niedziela, 1 grudnia 2013

[6/15] "...and the worst thing is that I love you" (Alice Nine)

06.

Weszliśmy z powrotem do klubowej sali. O dziwo okazała się nie być tak zadymiona, jak mi się zdawała za pierwszym razem. Było wręcz całkiem znośnie - tym bardziej, że zmianie uległ podkład muzyczny na kawałek z nutką jazzu, który z dwojga złego był o wiele lepszy od komercyjnej "łupanki".
Rozejrzałem się po sali. Było sporo osób, w środku platforma do tańczenia, dookoła kanapy i stoliki. Lampy na suficie rozpraszały neonowe światło w odcieniu fioletu. Na stołach dodatkowo były lampki, dające zwykłe, białe światło. Szukałem wzrokiem Aoiego, ale zanim jeszcze zdołałem objąć całą salę wzrokiem, poczułem znów ten subtelny dotyk, którym muśnięto wnętrze mojej dłoni. Przeszedł mnie dreszcz, a moje ciało instynktownie podążyło za dotykiem, jakby chcąc go złapać, by doświadczyć jeszcze choć przez chwilę... Zobaczyłem Takashiego i speszyłem się. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale nie podobało mi się to. Wlasciwie o czym ja myślałem? Miałem tylko przyjść na piwo, żeby jak najpóźniej wrócić do domu - do znerwicowanej matki, wiecznie nieobecnego ojca i brata-lizusa. Rodzinka idealna. Jak z marzeń...niestety musiały być to marzenia ściętej głowy lub osobowości o bardzo czarnych myślach, gdyż swoją rodzinną miłością przypominaliśmy raczej Addamsów.
Sakamoto szedł gdzieś, był odwrócony do mnie plecami. Mimo trochę przyjemniejszych brzmień, muzyka wciąż próbowała zagłuszyć wszystko, co tylko się dało, więc nie mogłem go w żaden sposób zawołać. Z kolei zgubienie go byłoby w tej sytuacji jedną z najgorszych opcji. Poszedłem więc za jego szczupłą sylwetką. Wtedy pomyślałem, że jest tak chudy, iż obejmując mógłbym go zgnieść...a może po prostu u mnie występował nadmiar "ciała"? Nieważne...
Zaprowadził mnie do Aoiego.
- Ile można było czekać? - uśmiechnął się przyjaźnie i dopił piwo z kufla. Sakamoto od razu usiadł na miejscu naprzeciw, ja usiadłem przed nim, a obok Yuu.
- Ty zdrajc...
- Nie spieszyliście się, aż mi zaschło w gardle - wyjaśnił, przerywając mi. Przy Sakamoto wydawał się inny. Wcale mi się to nie podobało.
- Shinji tygrysie, upoluj nam piwo - wtrącił się Takashi, lustrując mnie swoim głębokim spojrzeniem. To wcale nie było przyjemne, powodowało wręcz, że miałem ochotę jak najszybciej iść. Jak można być tak sugestywnym? Wstałem bez słowa i poszedłem. Nawet nie wysiliłem się na komentarz. Gdy się odwróciłem, widziałem jak Saga nachyla się nad Aoim i mówi mu coś do ucha. Wcale mi się do nie podobało.
Gdy poszedłem po piwo, barman zlustrował mnie wzrokiem. Było w tym coś karcącego. Kolejna osoba patrzyła na mnie z góry. Podszedłem do niego chłodno, po prostu złożyłem zamówienie. On zaczął nalewać do jednego kufla, później ktoś go zawołał z zaplecza. Nawet nie przeprosił, tylko po prostu bez słowa sobie poszedł. Wtedy oparłem się plecami o bar i spojrzałem na roztańczony tłum. Gdzieś za nim siedzieli Sakamoto i Yuu, ale nie mogłem ich dojrzeć. Nawet, gdyby nie przeszkadzała mi w tym masa ludzi, ze swoją krótkowzrocznością dojrzałbym tylko kilka rozmazanych plam. Westchnąłem i spojrzałem znów w kierunku baru. Nikt za nim nie stał. Przygryzłem wargę. Niecierpliwiłem się. Nie przepadałem za "samotnością w tłumie", a im dłużej tam stałem, tym większe ogarniało mnie wrażenie, że stanie się coś co najmniej niepożądanego. Wtedy pomyślałem o godzinie. Była dziewiętnasta. O czym ja myślę? To przecież bez znaczenia.
Kiedy odwróciłem się po raz drugi w stronę baru, piwa znów były nalewane.
- Wszystko w porządku? Jesteś strasznie blady - powiedział barman. Początkowo wydawał się nieuprzejmy i wręcz arogancki...może sobie ze mnie żartował?
- Wszystko dobrze, dziękuję - odpowiedziałem bez ceregieli i wziąłem od niego kufle. Ominąłem roztańczony tłum szerokim łukiem i doszedłem do naszego stolika. Siedział tam tylko Yuu. Co za dziwny dzień. Postawiłem piwa na stole.
- Gdzie Sakamoto? - zapytałem, stawiając jego trunek naprzeciw swojego.
- Mówił, że zaraz wróci.
Przytaknąłem i zająłem się kontemplacją piwa. Milczałem.
- Shin - odezwał się Yuu.
- Hm?
- Co sądzisz o Takashim?
Zakrztusiłem się. Zacząłem kaszleć, Yuu zaczął mnie klepać po plecach.
- Co mam sądzić? - powiedziałem po chwili. - Jest denerwujący, patrzy na wszystkich z góry.
I ma wyjątkowo delikatne dłonie...
- ...jest arogancki i nie zwraca uwagi na innych...
Przez chwilę miałem głupie wrażenie, że to będzie jedna z tych idiotycznych scen rodem z filmów - Yuu mnie podpuścił, a Takashi stał za mną i wszystkiemu się przysłuchiwał. Aż odwróciłem się niespokojnie do tyłu, ale za mną nikt nie stał.
- Nie o to... - Yuu westchnął. - Chodzi o Haruki - zaczął cicho. Wtedy uświadomiłem sobie, że muzyka nie była tak głośna, jak na początku. Dało się rozmawiać. - Jest zakochana w Sakamoto...
Patrzyłem na niego.
- Odpuść sobie - zawyrokowałem. - On nie jest typem, z którym można się mierzyć. Trzeba go po prostu ignorować.
- Wiesz... w sumie... Słyszałem to tylko od osoby postronnej... czy mógłbyś z nią porozmawiać?
Widziałem jej wzrok w pizzerii. Spojrzenie Sakamoto też.
- Sakamoto to dupek, nie zawracaj sobie nią głowy, jeśli jest zainteresowana nim - powiedziałem z przekonaniem, choć wcale przekonany nie byłem.
- Chyba masz rację - odparł Yuu. - Idę po kolejne - uniósł do góry kufel na znak, że potrzebuje dolewki. Skinąłem tylko głową i rozsiadłem się wygodniej na kanapie.
Spojrzałem na sufit. Był oklejony nierównomierną tapetą. Westchnąłem i zamknąłem oczy. Chyba naprawdę nie czułem się najlepiej. Nagle poczułem czyjeś chłodne, przesiąknięte zapachem tytoniu dłonie, zasłaniające moje oczy. W głowie już miałem standardową formułkę "zgadnij kto to". Nie usłyszałem niczego. Czułem tylko delikatne dłonie. Zniknęły one równie szybko, jak się pojawiły. Za to usłyszałem przed sobą głos.
- Może wolisz wrócić już do domu? - sarknął, zerkając na mój pełny kufel, po czym pociągnął ze swojego spory łyk.
Zrobił to w szaleńczo efektownie. Nie wiem, co było w tych gestach i całej jego pieprzonej osobie, ale moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Widziałem w głowie obraz przystawiającej się do niego Haruki. To było z lekka ponad moje siły. Poprawiłem się i uśmiechnąłem trochę nerwowo.
- Jasne, że nie. Czekałem na was - powiedziałem, uciekając wzrokiem przed jego intensywnym spojrzeniem, jako pretekst uznając rozejrzenie się w poszukiwaniu Aoiego. Właściwie dlaczego ja się przed nim tłumaczyłem?
Nie chciałem wcale na niego patrzeć, ale mój wzrok sam podążył w jego kierunku, gdy zamaszystym gestem chwytał kufel. Prychnął i w okropny, wręcz obrzydliwie seksowny (o tak, to słowo samo nasuwało mi się na język - i tylko to) sposób pociągnął kilka łyków ze swojego kufla, opróżniając go do końca. Siedziałem przed nim z niefrasobliwie rozdziawionymi ustami. Po chwilę dopiero uświadomiłem sobie, że mój wzrok jest zbyt natarczywy, że on to spojrzenie odwzajemnia, że zdaje się czytać ze mnie jak z książki, patrząc tylko swoimi czekoladowymi oczami prosto w moje. O tak, jego oczy można porównać do gęstej, półpłynnej czekolady - wirującej, niczym ruchome piaski. Można było w nich ugrzęznąć na dobre, ale niczego się w konsekwencji w nich nie dojrzało. Pozostawało tylko utonąć.
Kiedy wyrwany ze stanu otumanienia (co się ze mną działo?), wstałem gwałtownie i do dziś nie wiem jak przewróciłem kufel tak, że jego zawartość rozlała się po stole. Takashi siedział. Przesunął się tylko zręcznie od strumyczka piwa, powoli spływającego w jego stronę.
- Muszę iść zapalić - burknąłem pod nosem i wyszedłem pospiesznie, uderzając się jeszcze w kolano o kant stołu. Słyszałem tylko zalążek kompletnie sztucznego i jakby szyderczego śmiechu. Uciekłem w najżałośniejszy z możliwych sposobów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz