06.
Weszliśmy z powrotem do klubowej sali. O dziwo okazała się
nie być tak zadymiona, jak mi się zdawała za pierwszym razem. Było wręcz
całkiem znośnie - tym bardziej, że zmianie uległ podkład muzyczny na
kawałek z nutką jazzu, który z dwojga złego był o wiele lepszy od
komercyjnej "łupanki".
Rozejrzałem się po sali. Było sporo osób, w
środku platforma do tańczenia, dookoła kanapy i stoliki. Lampy na
suficie rozpraszały neonowe światło w odcieniu fioletu. Na stołach
dodatkowo były lampki, dające zwykłe, białe światło. Szukałem wzrokiem
Aoiego, ale zanim jeszcze zdołałem objąć całą salę wzrokiem, poczułem
znów ten subtelny dotyk, którym muśnięto wnętrze mojej dłoni. Przeszedł
mnie dreszcz, a moje ciało instynktownie podążyło za dotykiem, jakby
chcąc go złapać, by doświadczyć jeszcze choć przez chwilę... Zobaczyłem
Takashiego i speszyłem się. Nie wiedziałem, o co chodziło, ale nie
podobało mi się to. Wlasciwie o czym ja myślałem? Miałem tylko przyjść
na piwo, żeby jak najpóźniej wrócić do domu - do znerwicowanej matki,
wiecznie nieobecnego ojca i brata-lizusa. Rodzinka idealna. Jak z
marzeń...niestety musiały być to marzenia ściętej głowy lub osobowości o
bardzo czarnych myślach, gdyż swoją rodzinną miłością przypominaliśmy
raczej Addamsów.
Sakamoto szedł gdzieś, był odwrócony do mnie
plecami. Mimo trochę przyjemniejszych brzmień, muzyka wciąż próbowała
zagłuszyć wszystko, co tylko się dało, więc nie mogłem go w żaden sposób
zawołać. Z kolei zgubienie go byłoby w tej sytuacji jedną z najgorszych
opcji. Poszedłem więc za jego szczupłą sylwetką. Wtedy pomyślałem, że
jest tak chudy, iż obejmując mógłbym go zgnieść...a może po prostu u
mnie występował nadmiar "ciała"? Nieważne...
Zaprowadził mnie do Aoiego.
-
Ile można było czekać? - uśmiechnął się przyjaźnie i dopił piwo z
kufla. Sakamoto od razu usiadł na miejscu naprzeciw, ja usiadłem przed
nim, a obok Yuu.
- Ty zdrajc...
- Nie spieszyliście się, aż
mi zaschło w gardle - wyjaśnił, przerywając mi. Przy Sakamoto wydawał
się inny. Wcale mi się to nie podobało.
- Shinji tygrysie, upoluj
nam piwo - wtrącił się Takashi, lustrując mnie swoim głębokim
spojrzeniem. To wcale nie było przyjemne, powodowało wręcz, że miałem
ochotę jak najszybciej iść. Jak można być tak sugestywnym? Wstałem bez
słowa i poszedłem. Nawet nie wysiliłem się na komentarz. Gdy się
odwróciłem, widziałem jak Saga nachyla się nad Aoim i mówi mu coś do
ucha. Wcale mi się do nie podobało.
Gdy poszedłem po piwo, barman
zlustrował mnie wzrokiem. Było w tym coś karcącego. Kolejna osoba
patrzyła na mnie z góry. Podszedłem do niego chłodno, po prostu złożyłem
zamówienie. On zaczął nalewać do jednego kufla, później ktoś go zawołał
z zaplecza. Nawet nie przeprosił, tylko po prostu bez słowa sobie
poszedł. Wtedy oparłem się plecami o bar i spojrzałem na roztańczony
tłum. Gdzieś za nim siedzieli Sakamoto i Yuu, ale nie mogłem ich
dojrzeć. Nawet, gdyby nie przeszkadzała mi w tym masa ludzi, ze swoją
krótkowzrocznością dojrzałbym tylko kilka rozmazanych plam. Westchnąłem i
spojrzałem znów w kierunku baru. Nikt za nim nie stał. Przygryzłem
wargę. Niecierpliwiłem się. Nie przepadałem za "samotnością w tłumie", a
im dłużej tam stałem, tym większe ogarniało mnie wrażenie, że stanie
się coś co najmniej niepożądanego. Wtedy pomyślałem o godzinie. Była
dziewiętnasta. O czym ja myślę? To przecież bez znaczenia.
Kiedy odwróciłem się po raz drugi w stronę baru, piwa znów były nalewane.
-
Wszystko w porządku? Jesteś strasznie blady - powiedział barman.
Początkowo wydawał się nieuprzejmy i wręcz arogancki...może sobie ze
mnie żartował?
- Wszystko dobrze, dziękuję - odpowiedziałem bez
ceregieli i wziąłem od niego kufle. Ominąłem roztańczony tłum szerokim
łukiem i doszedłem do naszego stolika. Siedział tam tylko Yuu. Co za
dziwny dzień. Postawiłem piwa na stole.
- Gdzie Sakamoto? - zapytałem, stawiając jego trunek naprzeciw swojego.
- Mówił, że zaraz wróci.
Przytaknąłem i zająłem się kontemplacją piwa. Milczałem.
- Shin - odezwał się Yuu.
- Hm?
- Co sądzisz o Takashim?
Zakrztusiłem się. Zacząłem kaszleć, Yuu zaczął mnie klepać po plecach.
- Co mam sądzić? - powiedziałem po chwili. - Jest denerwujący, patrzy na wszystkich z góry.
I ma wyjątkowo delikatne dłonie...
- ...jest arogancki i nie zwraca uwagi na innych...
Przez
chwilę miałem głupie wrażenie, że to będzie jedna z tych idiotycznych
scen rodem z filmów - Yuu mnie podpuścił, a Takashi stał za mną i
wszystkiemu się przysłuchiwał. Aż odwróciłem się niespokojnie do tyłu,
ale za mną nikt nie stał.
- Nie o to... - Yuu westchnął. - Chodzi o
Haruki - zaczął cicho. Wtedy uświadomiłem sobie, że muzyka nie była tak
głośna, jak na początku. Dało się rozmawiać. - Jest zakochana w
Sakamoto...
Patrzyłem na niego.
- Odpuść sobie - zawyrokowałem. - On nie jest typem, z którym można się mierzyć. Trzeba go po prostu ignorować.
- Wiesz... w sumie... Słyszałem to tylko od osoby postronnej... czy mógłbyś z nią porozmawiać?
Widziałem jej wzrok w pizzerii. Spojrzenie Sakamoto też.
-
Sakamoto to dupek, nie zawracaj sobie nią głowy, jeśli jest
zainteresowana nim - powiedziałem z przekonaniem, choć wcale przekonany
nie byłem.
- Chyba masz rację - odparł Yuu. - Idę po kolejne -
uniósł do góry kufel na znak, że potrzebuje dolewki. Skinąłem tylko
głową i rozsiadłem się wygodniej na kanapie.
Spojrzałem na sufit.
Był oklejony nierównomierną tapetą. Westchnąłem i zamknąłem oczy. Chyba
naprawdę nie czułem się najlepiej. Nagle poczułem czyjeś chłodne,
przesiąknięte zapachem tytoniu dłonie, zasłaniające moje oczy. W głowie
już miałem standardową formułkę "zgadnij kto to". Nie usłyszałem
niczego. Czułem tylko delikatne dłonie. Zniknęły one równie szybko, jak
się pojawiły. Za to usłyszałem przed sobą głos.
- Może wolisz wrócić już do domu? - sarknął, zerkając na mój pełny kufel, po czym pociągnął ze swojego spory łyk.
Zrobił
to w szaleńczo efektownie. Nie wiem, co było w tych gestach i całej
jego pieprzonej osobie, ale moja wyobraźnia pracowała na pełnych
obrotach. Widziałem w głowie obraz przystawiającej się do niego Haruki.
To było z lekka ponad moje siły. Poprawiłem się i uśmiechnąłem trochę
nerwowo.
- Jasne, że nie. Czekałem na was - powiedziałem,
uciekając wzrokiem przed jego intensywnym spojrzeniem, jako pretekst
uznając rozejrzenie się w poszukiwaniu Aoiego. Właściwie dlaczego ja się
przed nim tłumaczyłem?
Nie chciałem wcale na niego patrzeć, ale
mój wzrok sam podążył w jego kierunku, gdy zamaszystym gestem chwytał
kufel. Prychnął i w okropny, wręcz obrzydliwie seksowny (o tak, to słowo
samo nasuwało mi się na język - i tylko to) sposób pociągnął kilka
łyków ze swojego kufla, opróżniając go do końca. Siedziałem przed nim z
niefrasobliwie rozdziawionymi ustami. Po chwilę dopiero uświadomiłem
sobie, że mój wzrok jest zbyt natarczywy, że on to spojrzenie
odwzajemnia, że zdaje się czytać ze mnie jak z książki, patrząc tylko
swoimi czekoladowymi oczami prosto w moje. O tak, jego oczy można
porównać do gęstej, półpłynnej czekolady - wirującej, niczym ruchome
piaski. Można było w nich ugrzęznąć na dobre, ale niczego się w
konsekwencji w nich nie dojrzało. Pozostawało tylko utonąć.
Kiedy
wyrwany ze stanu otumanienia (co się ze mną działo?), wstałem gwałtownie
i do dziś nie wiem jak przewróciłem kufel tak, że jego zawartość
rozlała się po stole. Takashi siedział. Przesunął się tylko zręcznie od
strumyczka piwa, powoli spływającego w jego stronę.
- Muszę iść
zapalić - burknąłem pod nosem i wyszedłem pospiesznie, uderzając się
jeszcze w kolano o kant stołu. Słyszałem tylko zalążek kompletnie
sztucznego i jakby szyderczego śmiechu. Uciekłem w najżałośniejszy z
możliwych sposobów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz