08.
- Ślicznie razem wyglądacie.
Odskoczyliśmy od siebie z Yuu, po czym próbując się odwrócić, zrobiłem piruet tak widowiskowy, że prawie wylądowałem na szanownych czterech literach, jakimś niejasnym cudem tylko utrzymując równowagę. Musiało to wyglądać bardzo komicznie. Na twarzy Sakamoto jednak nie pojawił się uśmiech rozbawienia, tylko ten, który przykleił sobie do twarzy także wtedy, gdy widziałem go za pierwszym razem - uśmiech cynika.
- To nie... - zająkał się Aoi.
- Świergoczcie dalej, gołąbeczki - powiedział, wkładając fajkę do ust, po czym zapalił ją. W jego ruchach ukryta była jakaś gracja, coś niesamowitego. Wszystko robił z niebywałym wyczuciem. - Udam, że tego nie widzę - powiedział rzeczywiście zwracając wzrok w innym kierunku. Choć dałbym sobie tłuszcz zabrać, że jego wzrok przesunął się na moją sylwetkę i właśnie przez ten jeden moment błysnęło w jego oczach coś krytycznego.
Nogi nie miękły mi już w kolanach, choć osy wciąż wykazywały się typową złośliwością. Cudownie.
- Nie mamy się ku so... - zaczął się tłumaczyć Yuu. Zdenerwowałem się (w końcu po co mamy mu się z czegokolwiek tłumaczyć?) i mu przerwałem:
- Co cię obchodzi, co i z kim robimy?!
Spojrzał na mnie momentalnie samym wzrokiem wgniatając w ziemię. Poczułem się jak mrówka. Uśmiechnął się.
- Powinieneś oficjalnie zostać tygrysem - powiedział, idąc do śmietnika, by zgasić fajkę. Odetchnąłem.
Spojrzałem na Yuu.
- Gwoli ścisłości - odezwał się jeszcze Takashi - mnie nic, ale Haruki z całą pewnością.
Yuu momentalnie stał się czerwony jak piwonia i otworzył usta, ale zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, Takashi wszedł z powrotem do klubu.
- Haruki tam jest? - spojrzał na mnie i zapytał widocznie poruszony. Wciąż był czerwony. Zacząłem się zastanawiać, czy wyglądałem tak samo idiotycznie, gdy uciekałem od Takashiego.
- Nie wiem, wracam do domu - powiedziałem, odwróciłem się i poszedłem. Aoi przez chwilę się wahał, po czym wrócił do klubu.
W domu czekała na mnie rodzicielka z kolejną porcją pozytywnych wiadomości, które zaczynały się od "Dlaczego tak późno...?!", przez "... papierosami i alkoholem...", aż do "Idź już do siebie, twoja babcia nigdy nie chciałaby zobaczyć cię takim."
Potem zamknąłem się w pokoju i położyłem spać. Nie pozwalał mi na to jedynie uporczywy ścisk w brzuchu.Właściwie nie wiedziałem, czym był spowodowany - położyłem się spać tak, jak zawsze. Tak samo też wyłączyłem swoje myśli, gdy nagle poczułem to...
Byłem zmęczony i chciało mi się spać, ale nie mogłem. Przeleżałem całą noc w łóżku i zasnąłem dopiero po czwartej. Po trzech godzinach wparowała mama ze swoim typowym komunikatem.
To był czas otworzenia ciężkich jak głazy powiek i zebrania resztek zwiotczałego ciała o masie chyba dwukrotnie większej niż normalnie z łóżka. Z dumą mogę przyznać, że udało mi się to już pół godziny później. Niestety mama na przepełniona dumą nie wyglądała.
Gdy dotarłem już do szkoły, Sakamoto stał przed szkołą i wyraźnie mnie oczekiwał. Był jak zwykle schludny, idealny i pachnący. Nie było po nim widać żadnego skutku poprzedniego wieczora. Podszedłem do niego i przywitałem się, on odpowiedział tym samym.
- Dzisiaj idziemy w plener, tygrysie - powiedział, przybierając znów typowy uśmieszek. Coś w jego oczach błysnęło niezdrowo. Zadrżałem niekontrolowanie, co on, sądząc po wyrazie twarzy, niewątpliwie zauważył.
To był zdecydowanie jeden z tych dni, kiedy kompletnie nie miałem humoru, a jego osoba, wobec której byłem bardzo niezdecydowany, tylko wprawiała mnie w gorszy stan.
- Masz zamiar fotografować ptaszki i żuczki czy poderwać dziewczynę i miziać się na łonie natury? - wypaliłem, dobrze widząc jego wcześniejsze zapędy.
Uniósł brew, jak zawsze.
- Głodnemu chleb na myśli, może jednak powinieneś się zobaczyć dziś z Yuu? - odpowiedział, wyjmując z prostej czarnej torby na ramię aparat. - Chodź już tygrysie, niestety zostaję ci tylko ja - powiedział z udawanym żalem, zanim jeszcze zdążyłem wymyślić ripostę i ruszył od razu w stronę lasu. Poszedłem za nim po prostu milcząc. Zapanowała nieznośna, krępująca cisza. Postanowiłem ją przerwać pierwszym pytaniem, jakie przyszło mi do głowy:
- Co się wczoraj działo?
Sakamoto szedł dalej, zupełnie nieporuszony. Rejestrowałem każdy jego ruch. Miałem wrażenie, że wszystkie z nich, co do jednego, są idealnie odegrane.
- Wczoraj... gdy poszedłeś, to właściwie nic szczególnego. Macie ładne kelnerki w tym klubie... - na jego twarzy pojawiał się znikomy uśmiech, podczas gdy ja coraz bardziej pochmurniałem. Kątem oka obserwowałem, jak pracuje jego wydatna grdyka. Zawsze mi się to podobało. Takashi po prostu kontynuował - Kto by pomyślał, że w takiej wiosce...
- Kto by pomyślał, że można być takim cholernie seksownym idiotą. - powiedziałem to na głos?
Na szczęście Sakamoto podszedł do krzaków przy lesie i wyjrzał znad nich. Przyłożył dyskretnie aparat do oka. Chyba mnie nie słyszał. Odetchnąłem z ulgą i podszedłem do niego. Spod moich stóp rozległ się trzask łamanej gałęzi - wtedy też usłyszałem, jak coś zwinnie ucieka po ściółce leśnej. Sakamoto spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Masz - podał mi aparat. Spojrzałem na niego. Miałem małe wyrzuty sumienia. Nawet nie wiedziałem, czy mówił poważnie. - No bierz - powtórzył, a ja niepewnie wziąłem aparat. - Teraz patrz: tutaj - teatralnym gestem wskazał las - mamy znaleźć przynajmniej przykład ssaka i ptaka, dobrze by było jeszcze gada. Pamiętaj, że jak nie zdobędziesz tych fotografii, nie zdasz roku - uśmiechnął się z całą masą sympatii. Odpowiedziałem wyrazem twarzy niewspółmiernie mniej sympatycznym.
Westchnąłem.
- Właściwie mógłbym sobie stąd iść, więc doceń, że dotrzymuję ci towarzystwa i do dzieła - poklepał mnie po ramieniu, jakby chciał zagrzać mnie pocieszyć. Poczułem się przez to tylko gorzej - co zapewne było zamierzone. Wcale mi się to nie podobało.
Buszowaliśmy w leśnym gąszczu. Przez chwilę poczułem się, jakbyśmy zostali cofnięci w czasie i rozwoju. Sakamoto coś nucił. Po chwili rozpoznałem "The first time" U2. Przez głowę mi przeszło, że jeszcze nigdy nie słyszałem tak cudownie łamanej angielszczyzny.
- U2 - spojrzałem na niego.
- Tak - odpowiedział, również zerkając w moją stronę.
- Wolę cięższe brzmienia, ale grają nieźle - odparłem. - Mają świetnego wokalistę.
- Tak - przez chwilę wydawało mi się, że patrzy na mnie jakoś przychylniej.
Wtedy gdzieś w oddali przebiegł jeleń.
- Wracajmy - odparł Takashi - to zaczyna być nudne.
- Ale... - spojrzałem na niego, a przez moją twarz przeszło chyba istne przerażenie, gdyż Sakamoto zaczął się gromko śmiać.
- Mam plan B - powiedział i poczułem, jak wyciąga mnie za rękę w stronę wyjścia z lasu, przy okazji odbierając mi aparat.
- Czego jeszcze słuchasz? - zapytałem w drodze do szkoły.
- Różnie. Lubię porządnego rocka.
- To tak jak ja - westchnąłem i zamilkłem na chwilę. Czułem się dziwnie spięty i nie chciałem dopuścić do gęstej atmosfery. - Grasz na czymś?
- Na basie.
Spojrzałem na niego z pełną świadomością niezdrowo świecących oczu. Uniósł brew, zerkając na mnie.
- Zawsze chciałem grać na basie - wyjaśniłem - tylko nigdy nie było mnie stać, więc jestem skazany na starego Ibaneza po ojcu.
- Zagrajmy kiedyś razem - odparł tak po prostu. "Razem" w jego ustach brzmiało nadnaturalnie. Jako słowo traciło swoje "zwyczajne" znaczenie, a zdobywało coś rangi świętości. Czułem, jak coś w moim wnętrzu znów niebezpiecznie się przewraca. W głowie zaczęły się kumulować irracjonalne podejrzenia - nie chciałem się przecież skompromitować... ale przecież miało to nastąpić "kiedyś" - uspokoiłem się w myślach.
- Dobrze - odpowiedziałem niepewnie. Zaśmiał się. - Właściwie gdzie idziemy?
- Do biblioteki.
- Hę? Po co?
Przewrócił oczami.
- W każdej szkolnej bibliotece są albumy ze zdjęciami poszczególnych gatunków, geniuszu.
Pod wpływem palącego spojrzenia poczułem się naprawdę głupi. Nagle coś się rozjaśniło.
- Ale... w takim razie po co w ogóle szliśmy do lasu?
- Tygrysy czasem muszą zasmakować trochę dzikich terenów - zaśmiał się, gdy przechodziliśmy przez bramę.
Zaprowadziłem go do biblioteki. Jak zwykle w powietrzu unosiła się woń staroci i kurzu. Kobieta, która obsługiwała okazała się nie być tą, którą widziałem rok wcześniej (czyli kiedy ostatnio tu byłem) - dość starą, spracowaną i zmęczoną. Zastąpiono ją "nowym modelem" czyli uroczą brunetką w wystarczająco długiej szarej spódnicy i koszuli. W jej stroju nie było nic wyzywającego, a mimo to przykuwała uwagę swoją wymiarowością. Najwidoczniej spostrzegł to także Takashi, gdyż bardzo szybko zapomniał o moim istnieniu, by zapytać ją o regał z poszukiwaną lekturą. Ona wskazała mu tylko regał, przepraszając i mówiąc, że ma sporo pozycji do wprowadzenia, a chciała wyjść tego dnia wcześniej. Miałem ochotę rzucić zgryźliwy komentarz, że "kolega chętnie panią odprowadzi", ale bałem się, że rzeczywiście to zrobi i zostanę sam.
Kluczyliśmy wśród regałów, zapełnionych kolorowymi okładkami - szara, szara, niebieska, dla odmiany szara, zielona...
- Tutaj - Takashi zatrzymał się i zaczął przeglądać tytuły na okładkach. Stałem kawałek za nim. Z braku laku, patrzyłem właśnie na niego. Był chudy, choć gdzieś pod ubraniem rysowały się zalążki mięśni...
Wspiął się na palce po jedną z książek.
... do tego dochodził jeszcze bardzo zgrabny tyłek.
Na samą myśl krew zaczęła odpływać mi do głowy. Właśnie ten moment Sakamoto wybrał, by się odwrócić. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się - Czy uważasz, że powinniśmy wspomnieć o okresie godowym, tygrysie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz