07.
Paliłem. Moje dłonie drżały. Myśli wiły się w ekstazie, plątały w niezdecydowaniu i dusiły. Po pierwszym papierosie zapragnąłem drugiego... nie, ja go potrzebowałem bardziej niż powietrza (a przynajmniej tak mi się w tamtej chwili zdawało).
Nie wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć. Czułem powiew chłodnego letniego powietrza na twarzy. Było już ciemno, choć nie kontrolowałem godziny - wiedziałem tylko, że już dawno zaszło słońce. Nie znałem dnia, miesiąca, roku, przez chwilę nawet zapomniałem, jak się nazywam. Trząsłem się - drżały moje palce, dłonie, ręce, nogi, (dziwnie miękkie) kolana, tułów, głowa, nawet cholerne wnętrzności mi drżały. Coś, co ludzie nazywają sercem, bardziej przypominało stado rozwścieczonych os, które próbowały za wszelką cenę wydostać się z mojego wnętrza. Jeszcze nigdy nie czułem tak nieprzyjemnego ścisku w żołądku i... o nie.
Po pierwszej paczce, uznałem że niezbędne do życia jest mi kolejne dwadzieścia sztuk tytoniowych ruloników, więc poszedłem przed siebie w poszukiwaniu sklepu. Przeszedłem może kilkanaście metrów, gdy poczułem czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Wzdrygnąłem się przestraszony i odwróciłem gwałtownie do tyłu. Odetchnąłęm z ulgą. Aoi.
- Co ty tu robisz? - zapytał, marszcząc brwi. - Nie powinieneś być w środku?
- Wyszedłem po fajki, skończyły mi się - oznajmiłem. Starałem się opanować drżenie i udawało mi się to coraz lepiej, choć przy tak miękkich kolanach powinienem już dawno się przewrócić. Dziwiłem się samemu sobie. Najwidoczniej Aoi nie zauważył żadnej większej zmiany w sposobie mojego chodu, co tylko mnie trochę uspokoiło. Westchnąłem głęboko i tak niekontrolowanie, że wręcz wbrew swojej woli. Czułem na sobie wzrok Yuu, którym próbował wwiercić się w moją czaszkę i znaleźć w zwojach tego, co dawniej nazywano mózgiem - informację o tym,co mnie trapi.
- Chodźmy już - odrzekłem skrępowany tym stanem rzeczy. Aoi na szczęście odwrócił wzrok, więc odetchnąłem cicho z ulgą. O dziwo byłem w stanie już prawie normalnie chodzić. Spacerowaliśmy obok siebie w ciszy. Dookoła nas też nie było zbyt żywo, raz na jakiś czas drogą obok przejeżdżał pojazd - zazwyczaj samochód osobowy, poza tym ulica była raczej opustoszała. Miałem chwilę, żeby ochłonąć. Wtedy wyjątkowo dobrze poczułem chłodne powietrze na twarzy.
- Coś się między wami stało? - wypalił Yuu prosto z mostu. Skrzywiłem się i spojrzałem na niego, otwierając oczy najszerzej jak mogłem.
- Co się miało stać? Chyba cię coś...
- Sakamoto mówił, że rozlałeś piwo i wyleciałeś...
- Ciągle Sakamoto i Sakamoto... nie, Takashi - przerwałem mu. - O co wam chodzi? Jeśli chcesz, to sobie idź do tego pieprzonego Takashiego, a mnie zostaw w spokoju. Tylko się nie zdziw, jak poleci do niego Haruki - zacząłem iść szybciej. Z nieba siąpił drobny deszczyk. Wsadziłem ręce do kieszeni marynarki i szedłem sprawnie, mając nadzieję, że Aoi odpuści.
- Hej, Shinji - oczywiście nie odpuścił i poleciał za mną. Chwycił mnie za ramię, zatrzymując i odwracając do siebie. - O co ci chodzi?
- O to, żebyś sobie poszedł do tego pieprzonego Takashiego, cholernego ideału, pierdolonej perfekcji. Proszę, na pewno jest lepszym przyjacielem, kochankiem, uczniem, nawet człowiekiem na pewno jest lepszym! Więc nie wiem, czego TY ode mnie chcesz, skoro tuż przed tobą jest taki pieprzony ideał w ludzkiej postaci? - byłem zły, oddychałem ciężko, mój głos załamał się pod koniec i odwróciłem wzrok. - Puść mnie już, chcę wracać.
- Ale Shinji, ty jesteś o niego po prostu zazdrosny.
Fakt, byłem...
- I co z tego? I tak jest ode mnie lepszy.
Yuu uśmiechnął się, kręcąc głową.
- Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś tak na ciebie wpływał.
- Co? - uniosłem wzrok na niego. Uśmiechał się, patrząc na mnie. To był szczery uśmieszek kogoś nieznacznie (trochę tylko) poruszonego.
- Dawno nie byłeś taki szczery i pełen życia - w jego oczach błyszała prawdziwa radość. Czułem jak robię się czerwony na policzkach (a może już wcześniej byłem?). Gdy zacząłem coś burczeć pod nosem, Aoi dźgnął mnie palcem w mój okropny brzuch.
- Ej, co ty robisz? - odtrąciłem jego dłoń, ale on zaczął mnie łaskotać. Ciszę wypełnił mój śmiech, przeplatany prośbami, by przestał. Zawtórował mi rozbawiony Aoi. Nagle usłyszałem znajomy głos za plecami:
- Ślicznie razem wyglądacie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz