czwartek, 6 lutego 2014

[One Shot] "Biel czy kolory nieba?" (ToraxSaga)

Tytuł: "Biel czy kolory nieba?"
Paring: ToraxSaga (Alice Nine)
Gatunek: ?
Rating: PG-12
Ostrzeżenia: Jedno przekleństwo.
Od autora: Taki sobie mały przerywnik, wręcz bardziej miniatura niż one shot. Można powiedzieć, że trochę odstawiłam "and the worst thing...", może straciłam wenę...? W każdym razie może jeśli wzrośnie zainteresowanie, szybciej (w ogóle?) skończę serię. Wracając...  Ostrzegam potencjalnych czytelników, że nie zostało zbetowane i zapraszam na miniaturkę (nie gryzę za komentarze ;).

*
Akurat zmagałem się z górą naczyń w zlewie, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie spodziewałem się nikogo, więc nie spieszyłem się z otworzeniem. W domu dało się jeszcze czuć niesforną woń farby po zmianie koloru wszystkich ścian na biały.
- To pewnie facet z pocztą, który jest gejem i się do mnie ślini albo sąsiadka po cukier, choć jeszcze jej się to nie zdarzyło - tłumaczyłem sobie, tłumiąc resztki nadziei na "niespodziewanego gościa". Trochę bardziej nerwowo chwyciłem klucz, leżący na dębowej szafce na buty i próbowałem go włożyć do zamka, ale wypadł mi z rąk.
- To na pewno nie jest Takashi - tłumaczyłem niesfornym myślom i mocniej bijącemu sercu. - A nawet jeśli, każę mu spierdalać. Tak. Sam to skończył.
Schyliłem się po klucz, podniosłem i włożyłem go do zamka. Moje dłonie drżały, gdy otwierałem drzwi. Mechanizm chodził zadziwiająco ciężko. Otworzywszy drzwi, ujrzałem Takashiego. Stał tam tak po prostu i sprawił, że czułem, jakbym wrastał w ziemię. Przewrócił oczami i wyminął mnie. Nie wyglądał, jakby chciał przepraszać i błagać o przebaczenie. Ale też nie wydawało mi się, by w delikatnie ściągniętych brwiach ukrywał się uraz. Właściwie nie wiedziałem, co wtedy czuł, bo całego siebie ukrył pod porcelanową maską, a ja dodatkowo zasłoniłem go wyjątkowo grubym tiulem uczuć. Mogłem bez wątpienia nazwać się wyjątkowym ślepcem.
Jego cień, emanujący czymś nieokreślonym, ruszył korytarzem przed siebie. Ku mojemu zdziwieniu minął drzwi, prowadzące do sypialni, nawet do niej nie zajrzawszy i podążył do salonu. Usiadł na kanapie i spojrzał na mnie. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że obserwowałem go z nieznacznie rozchylonymi wargami. Zmitygowałem się - otwarte usta i śledzenie go wzrokiem na pewno nie wyrażały tego, co jeszcze niedawno krążyło po mojej głowie. Westchnąwszy najciszej, jak tylko potrafiłem, podążyłem w jego stronę. Rozsiadł się wygodnie w rogu kanapy. Ubrany był w wyjątkowo opinające jego szczupłe nogi jeansy. Jedną nogę miał założoną na drugą, a ręka spoczywała na oparciu mebla. Siedział odwrócony do mnie. Czułem, jak jego wzrok pali moje ciało. Wciągnąłem do płuc ogromny haust powietrza, jakby zaraz ktoś miał mi je odebrać i wypuściłem je z głośnym westchnięciem. Przez chwilę przyrzekłbym, że w kącikach jego ust zarysował się uśmiech.
- Usiądź, nie przyszedłem cię zjeść, tylko pogadać - odezwał się wreszcie, eliminując gęstą ciszę.
- Już - odmruknąłem i zamknąłem drzwi. Klucz wciąż widniał w zamku, a reszta pęczku kołysała się rytmicznie. Przełknąłem nerwowo ślinę, odwracając się znów do Takashiego. Nie patrzył na mnie, tylko kontemplował pokój, przesuwając się wzrokiem po każdym elemencie.
Podszedłem do niego i usiadłem na drugim końcu kanapy, opierając się o nią sztywno plecami. Zerkałem na niego nerwowo. Zbyt nerwowo. Odetchnąłem jeszcze raz, rozluźniając się. Patrzył na mnie. Zwróciłem się w jego kierunku i powiedziałem:
- Chcesz wrócić?
Uśmiechnął się w ten swój specyficzny sposób, przez który w jednej chwili pragnie się schować w najciaśniejszym kącie. Przecież wcale się tym nie przejmowałem. On sam niewiele mnie już obchodził. Zapytałem tylko po to, żeby nie miał złudzeń.
- Czy ja cokolwiek mówiłem o powrocie? Chciałem tylko porozmawiać - zakuło.
- O czym? Myślałem, że po prostu wychodząc, uznałeś że nie mamy sobie już nic do powiedzenia.
Otworzył usta, żeby coś odrzec, ale wszedłem mu w słowo:
- Jeśli przyjechałeś po rzeczy, to jest za późno, bo wylądowały na śmietniku jakieś dwa miesiące temu. I nie udzielę ci żadnego wsparcia finansowego, panie Sakamoto - powiedziałem i dopiero wtedy poczułem, że moje brwi są ściągnięte. I że odległość pomiędzy nami zmalała co najmniej o połowę.
- Chcemy reaktywować Alice Nine.
Zamarłem.
- Wiem, że to przeze mnie zmuszeni byliście przerwać działalność... - kontynuował, a jego wzrok wciąż był utkwiony we mnie.
- Zakończyć - sprostowałem.
- Shinji - jego dłoń spoczęła na moim ramieniu. - Byłem już u Nao, Hiroto i Shou... oni też chcą kontynuować to, co udało nam się stworzyć wspólnymi siłami.
Czułem, jak moje ciało niekontrolowanie drży. To był moment, w którym wydawało mi się, jakbym wrócił do czasów dojrzewania. Emocje kumulowały się we mnie, plątały, gniotły, biły, dusiły... to było jak odwieczna walka mnie ze mną.
- Dlaczego? - zapytałem. Mój głos wcale nie drżał, w moich oczach nie zbierały się łzy ani nie przypominało to krzyku. Mój ton był najzwyczajniej stanowczy, choć mam wrażenie, że odrobinę opuściłem gardę, co on od razu wykorzystał.
- Wiesz, Shinji... to było jak bajka. Książę ożeni się z księżniczką i wszystko kończy się prostym i żyli długo i szczęśliwie. Ale w życiu tak nie jest, tygrysie - jego dłoń znalazła się na moim policzku. Byliśmy gdzieś w środku odległości, która dzieliła nas na początku tej absurdalnej rozmowy. - W prawdziwym życiu to dopiero początek wzlotów i upadków. Początek bajki tylko dla dorosłych, przyprawionej pikanterią erotyki, odpowiedzialności i rutyny.
- Zostawiłeś mnie przez rutynę i teraz chcesz wrócić?
- Nie kocie, nie wysłuchałeś mnie do końca. Ja po prostu przestałem czuć szaleństwo miłości. Zacząłeś mnie dusić, dusić nas... Dlatego musiałem odejść, żeby nie zmarnować tego, co budowaliśmy przez tyle lat.
Czułem jego miarowy oddech na swojej twarzy, jedną dłonią mieszał w moich włosach, druga znajdowała się tuż przy mojej... spoczywającej na jego udzie.
- Przecież wiem, że dasz mi wrócić... i przemalujemy sypialnię z powrotem na kolory nieba. Bo ty nie możesz żyć beze mnie tak samo, jak ja bez ciebie.
Później nie zostało mi już tylko nic poza uleganiem jego chętnym wargom i nęcącemu ciału... 
Kilka dni później  zmieniliśmy kolor ścian w całym mieszkaniu z chłodnej bieli na stłumione kolory nieba. Później odbył się pierwszy koncert... Alice Nine powstało na nowo, co było tak naturalne, jak nasza przynależność do siebie. Nie wyobrażałem sobie, jak mogłem wcześniej myśleć, że uda mi się funkcjonować bez niego... był dla mnie naturalny i potrzebny jak powietrze.
- Takashi?
- Hmm?
- Spróbuj tego numeru jeszcze raz, a nie będziesz miał dokąd wracać.
Zaczął się śmiać. Jak cudowny i melodyjny był jego śmiech...
- Wiesz, ty po pros...
Zamknąłem mu usta pocałunkiem.
- Mocny argument.
Zaśmialiśmy się obaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz