sobota, 16 lutego 2013

[4/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

4.


Następnego dnia zarówno Tsurugi, jak i ja, musieliśmy udać się na próby naszych zespołów. Nasza w gruncie rzeczy minęła tak, jak zawsze – trochę pajacowania Daisuke, zamknięty w swoim świecie Shinya, który co jakiś czas pytał mnie o ewentualne korekty, Toshiya, który znalazł uciechę w towarzyszeniu Die’owi i Kyo, który miał jeden ze swoich „cichych dni”. Przedłużyłem próbę tylko o pół godziny, zmęczony zachowaniem drugiego gitarzysty i basisty – zresztą z tego, co widziałem - podobnie, jak Shinya.
Po skończonej próbie z wyobrażeniem nadchodzącej nocy i - co za tym idzie - nastrojem zadowolonego samca, wspinałem się po schodach na swoje piętro. Nie miałem najmniejszej ochoty czekać na windę. Idąc długim korytarzem, już z daleka ujrzałem postać, skuloną przy drzwiach do mieszkania. Zmarszczyłem brwi, stając przed osobnikiem, który podniósł na mnie swoje zmęczone płaczem oczy. Podałem mu dłoń, a on po niedługiej chwili konsternacji, chwycił ją i wstał. Otworzyłem drzwi mieszkania, zdjąłem buty, po czym ruszyłem za nim do sypialni. Usiadł na łóżku, a ja stanąłem w progu i oparłem się o framugę. Spojrzał na mnie smutno, a gdy z jego oczu zaczęły się lać strumienie łez, podszedłem do niego pospiesznie, usiadłem obok i przytuliłem do siebie jego wątłe ciało.
- On mnie nie chce – mówił przez łzy. – Powiedział, że to była tylko zabawa. Jestem beznadziejny, prawda?
- Cśśś… – uspokajałem go, głaszcząc po plecach. – Nie jesteś.
Jego dalsze słowa za bardzo zmieszały się z płaczem, bym je zrozumiał.

Godzinę później siedziałem na kanapie, a on leżał z głową na moich udach. Głaskałem każdy kosmyk jego włosów, próbując uspokoić. Było tak czy siak lepiej. Spojrzał na mnie z dołu.
- Wiesz… w gruncie rzeczy… Jeśli jemu na mnie nie zależało, to mi na nim też! Nie będę się przecież przejmował kimś, kto mnie po prostu… - jego głos się załamał. - …nie…kocha…
Znów się rozpłakał, siadając na mnie i wtulając się mocno. Objąłem go. Wiedziałem, że to będzie ciężki czas, ale z drugiej strony…to była moja szansa.

Kolejne pół godziny później, siedział na mnie jeszcze z mokrymi od łez oczami, wciąż kurczowo przytulając się do mojego torsu.
- Kaoru-kun…? – zapytał cicho, wręcz nieśmiało.
- Tak?
- Właściwie…co nas łączy? Dlaczego mi pomagasz, skoro jestem dla ciebie tylko…pocieszycielem?
Tym pytaniem zupełnie zbił mnie z tropu.
- Wzajemność – skłamałem. – Ty mnie pocieszasz, więc ja ciebie też, Tsurugi-chan – odrzekłem z nutką rozbawienia w głosie. Poczułem, jak rozluźnia się w moich ramionach.


Nastał wieczór. Słońce zaszło już jakiś czas temu, więc w salonie panował przyjemny półmrok, rozproszony tylko ciepłym światłem lampki przy kanapie oraz migającymi kolorowymi obrazami, wydobywającymi się z telewizora. Siedziałem na kanapie, obejmując Tsurugiego, a on wtulał się we mnie. Zapach mężczyzny, ulokowanego w moich ramionach, drażnił delikatnie nozdrza i mamił zmysły w ten przyjemnie błogi sposób, którego nie dało się uraczyć w trakcie chaotycznego stosunku. Wtuliłem nos w jego włosy i zaciągnąłem się. Mógłbym to robić wiecznie. Nie jeść, nie pić, nie spać, nawet ten cholerny tlen bym oddał, byle mieć go już na zawsze. Choć teraz pojawiła się ku temu okazja. Przybliżyłem usta do jego ucha i chciałem coś do niego wyszeptać, ale nagle usłyszałem wibracje telefonu, leżącego na stoliku przy kanapie. Zerknąłem nieufnie na telefon Tsurugiego, po czym zarejestrowałem, że młodszy gitarzysta zasnął.

Wiadomość tekstowa od: Mao <3
Hej Kocie. Wybacz, popełniłem błąd. Okropny błąd…Właściwie dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo Cię kocham i potrzebuję…proszę, wróć do mnie…jeśli nie chcesz być już ze mną, nie widzę sensu, by żyć. Kocham Cię…zawsze kochałem…Bez Ciebie całe moje życie jest strasznie ciemne…

[3/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

3.


Kolejny dzień zapowiadał się cudownie - wstaliśmy, wykąpaliśmy się i poszliśmy zrobić sobie śniadanie. Wtedy myślałem, że tak mogłoby być już zawsze. Otworzył lodówkę, ale niestety świeciła ona pustkami. Niezrażony, przeszedł pod moją ręką, gdy opierałem się nią przodem do blatu. Będąc przede mną próbował sięgnąć jajka z górnej półki, ocierając się przy tym swoimi zgrabnymi pośladkami o mnie. Przeszedł mnie dreszcz. Obrócił głowę w moją stronę i uśmiechnął się. Wspominałem już, jak wielbię jego uśmiech?
- Kaoru-kuun, pomożesz? - zerknął na jajka i znów na mnie.
Otworzyłem usta, by coś wydukać, ale nie byłem w stanie wydać z siebie ani jednego dźwięku, więc zamknąłem je. Sięgnąłem tylko pojemnik z jajkami i podałem mu, w zamian za co pocałował mnie przelotnie w nos, po czym przesunął się w bok. Wyjął patelnię z szafki obok kuchenki i sięgnął sól. Obserwując jego specyficzne ruchy, które miały w sobie trochę gracji, z każdą chwilą uświadamiałem sobie jak bardzo brakowało mi każdego szczegółu, naznaczającego właśnie jego obecność.
Podszedłem do niego od tyłu i przytuliłem go, całując w szyję. Oczywiście trochę mnie poniosło i zrobiłem to mocniej, niż zamierzałem, co poskutkowało tym, że Tsurugi wypuścił patelnię z ręki. Niefortunnie spadła ona akurat na moją stopę, ale tylko mocniej przycisnąłem go do siebie. Gitarzysta odwrócił się do mnie przodem. Był smutny. Objął moją szyję i przytulił się, a ja wtuliłem jego wątłe ciało w swoje. Pytania nie były potrzebne. Wiedziałem, co jest grane. Wiedziałem, co z nim. Za dobrze go znałem, by nie wiedzieć.
Momentami sam zastanawiałem się, dlaczego on kochał jego? Z jakiego powodu nie mógł obdarzyć tym uczuciem mnie? Mogłem dać mu wszystko, czego pragnął i potrzebował, ale…byłem tylko pocieszeniem. Tylko i aż. W sumie cieszyłem się, że chociaż to. Te upojne nocy, piękne poranki, wspólnie z nim spędzone i narastająca nadzieja, że może w końcu coś się zmieni, Tsurugi przejrzy na oczy. Mao go nie kochał. Widziałem to. Nie cierpiałem go, tak samo, jak i Mizukiego. Mao bawił się jego kosztem. Czy on w takim razie bawił się moim? Może on był tak samo nieszczęśliwie zakochany, jak ja? Mimo to, teoretycznie Mao i Tsurugi byli parą. Gitarzysta przyjeżdżał do mnie za każdym razem, gdy coś się między nimi działo. Zazwyczaj, gdy…
- Znalazłem… - powiedział cicho, chowając swoją twarz za gąszczem blond czupryny. - …znalazłem koszulkę Mizukiego…była przesączona zapachem Mao. – poczułem, jak drobne ciało w moich ramionach, zaczyna się trząść. – Potem jego spodnie…jakieś nieznane bokserki…Mao był nagi…po chwili Mizuki wyszedł spod prysznica…zaczął się śmiać… - mówił cicho, a ja przytulałem go do siebie coraz mocniej, aż w końcu zacząłem składać czułe pocałunki na jego czole. Doszedłem ustami do skroni. Potem policzka. I w końcu do ust. Zacząłem całować go namiętnie, jakby chcąc spić gorycz z jego ust. Odwzajemniał rozpaczliwie pocałunki. Miałem wrażenie, że próbował utopić w nich swój smutek. A może o nim zapomnieć?

Jego dłonie szybko zaczęły gładzić mój tors. Przyjemność pod wpływem jego dotyku, przeszywała cały mój organizm, wypełniając go unikatową endorfiną.

Niedługo później zniknęliśmy za drzwiami sypialni.



***

Uspokajaliśmy oddechy, gdy znad milczenia, wypełnionego tylko jękami, stęknięciami, wzdychaniami i dyszeniem, odezwał się Tsurugi:

- Kaoru-chan… - powiedział czule, choć w jego głosie dało się słyszeć smutek. – Dlaczego tyle dla mnie robisz? Te wszystkie chwile, które spędziliśmy razem…są dla ciebie tylko chwilami? Czy jesteś jedyną osobą, dla której naprawdę coś znaczę?

Zamilkłem. Nie odpowiedziałem.

- Kaoru…chan? – ponowił cicho. Przytulił się do mnie mocniej, a ja pogłaskałem go po plecach. Chciałem, by mógł być przy mnie już zawsze, ale nie mogłem powiedzieć mu, co naprawdę czułem. Nie mówiłem więc nic i pozwoliłem mu się rozpłakać i bić w mój tors pięścią, jedną dłonią głaszcząc jego włosy, a drugą trzymając go stabilnie częściowo na sobie. Uwielbiałem czuć to wątłe ciało tuż przy swoim. Uwielbiałem smak jego warg, nawet łzy miały w sobie coś cudownego tylko dzięki temu, że były jego.

Cierpiałem w ciszy, której nie zamierzałem zmieniać. Żyłem chwilami, właściwie to dla tych drobnych spotkań. Tsurugi, jakby nie spojrzeć, musiał coś do mnie czuć…chyba, że byłem tylko jego pocieszeniem. Nawet, jeśli miałem nim być, nie było to ważne, w końcu żyłem tymi chwilami.
Uspokajał się w moich ramionach. W końcu zasnął.

Parę godzin później, gdy Tsurugi spał jeszcze na moim torsie, przyszedł do niego sms. Wiedziony ciekawością zerknąłem na wyświetlacz jego telefonu.



Wiadomość tekstowa od: Mao <3
Sory, ciziu…fajnie było, igraszki i te sprawy, ale wszystko się kiedyś kończy. Ciao <3

Przeszył mnie lodowaty dreszcz. Miałem ochotę zerwać się, pójść do niego i mu wpier…niczyć. Potraktował go, jak jakąś cholerną sefu! (aut. sex-friend – zazwyczaj określano tak fanki, które umawiały się ze swoimi idolami na spotkania w wiadomych celach)
Spojrzałem na jego drobne ciało, pogrążoną w śnie twarz, lekko zmarszczone brwi. Westchnąłem. Wiedziałem, że otrzymanie teraz tej wiadomości byłoby dla niego zbyt bolesne.

Opcje > usuń wiadomość



Czy na pewno chcesz usunąć wiadomość od: Mao <3?
Tak

Z pełnym przekonaniem, że tak będzie lepiej, odłożyłem telefon z powrotem na jego miejsce obok łóżka i znów przyjrzałem się blondynowi, smacznie śpiącemu na moim torsie. Widok ten był wystarczająco rozczulający. Nawet nie wiedziałem, kiedy moja dłoń zaczęła gładzić jego włosy. Miał lekko rozchylone wargi i oddychał spokojnie przez sen.
Niedługo później moja „śpiąca królewna” przebudziła się i zerknęła na mnie zdziwiona.
- Miałem dziwny sen – powiedział, rozcierając oczy.
- Jaki? – mruknąłem, przyciągając go do siebie.
- Nie pamiętam – odrzekł cicho, po czym wyciągnął rękę po telefon. Błądził nią chwilę, by chwycić urządzenie i zajrzał na wyświetlacz. Słyszałem, jak wzdycha cicho, odkładając komórkę na jej miejsce i obrócił się na brzuch, kładąc na mnie.
- Kao-chaan… - uśmiechnął się do mnie, opierając brodę na dłoniach.
- Hmm? – mruknąłem.
Tsurugi uśmiechnął się szerzej.
- Mam do ciebie sprawę.
Spojrzałem na niego uważniej, również lekko się uśmiechając. Już wiedziałem, co ma na myśli, lecz mimo to zapytałem:
- Jaką?
Jego twarz nabrała trochę innego wyrazu. Wziął ręce spod brody i objął mnie nogami w biodrach, a ręce ułożył przy mojej głowie, głaszcząc po niej. Gdy jego twarz znalazła się tuż przy mojej, złączyłem nasze wargi. Rozpoczął się taniec języków, wywołujący niebezpiecznie otumaniający szum w głowie i nadprodukcję endorfiny.



Nie żałowałem usunięcia wiadomości Tsurugiego. Wiedziałem, że gdyby ją odebrał, rozkleiłby się. Oczywiście, kiedyś będzie musiał ją przeczytać, ale to dopiero kiedyś.

- Co ty na to, żebyśmy poszli pod prysznic? – wymruczałem wprost do jego ucha.
- Chętnie – blondyn uśmiechnął się i przewrócił ze mnie na plecy, usiadł i wstał, podając mi dłoń z uroczym uśmiechem na ustach. Uniosłem brew i wstałem o własnych siłach, chwyciłem go szybko obejmując w kolanach i na wysokości pleców oraz prowadząc do łazienki. Krzyknął i zaczął się śmiać, obejmując moją szyję. Moje nogi stawały się miękkie w kolanach, gdy przyssał swoje ciepłe wargi do mojej szyi. Na szczęście dochodziłem już do łazienki. Cudem otworzyłem drzwi i postawiłem go na płytkach akurat wtedy, gdy postanowił się odessać. Mój koi przyjrzał się z uśmiechem swojemu dziełu, a ja zobaczyłem w lustrze naprzeciwko pokaźnych rozmiarów malinkę.
- Oddam ci! – powiedziałem, zbliżając się do niego. Postąpił krok do tyłu w stronę prysznica, patrzył wprost w moje oczy, uśmiechając się zadziornie. Zerknął do tyłu, czy jest już dostatecznie blisko i wszedł do kabiny prysznicowej. Dołączyłem do niego, zamykając za sobą drzwi, po czym nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego, włączyłem natrysk. Spojrzałem na jego piękną, ozdobioną uśmiechem twarz. Było cudownie. Zdecydowanie nie żałowałem usunięcia tej wiadomości.

[2/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

2.
Przez chwilę wpatrywałem się w drzwi, oniemiały, by wstać, pozbierać rzeczy, wrzucić je do prania i podążyć do łazienki. Łóżko zostawiłem w „porannym nieładzie”, by móc jeszcze raz spojrzeć na miejsce, w którym spoczywała jego sylwetka.

Wszedłem pod prysznic i umyłem się, dokonując codziennego rytuału. Ubrałem bokserki i podszedłem do lodówki. Ujrzałem parę plasterków sera, szynki, jakiś ser topiony, ketchup, kiełbasę i ogórka, ale doszedłem do wniosku, że nawet nie czuję głodu, a wręcz przeciwnie, więc zamknąłem ją i poszedłem ubrać się do końca.
Zerknąłem na wyświetlacz telefonu.
Godzina: 10:52
Ilość nieodebranych połączeń: 14
Znowu?

- „Przecież próba miała być o…o cholera ósmej.”
Nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że powiedziałem Kyo, iż jak tym razem się spóźni, to mu nogi z du…nieważne. Chwyciłem telefon, pospiesznie spakowałem gitarę i wyszedłem z domu. Gdy zszedłem po schodach z dziewiątego piętra, przypomniałem sobie, że nie zamknąłem drzwi na klucz.
Gdy spojrzałem na zegarek w samochodzie, ukazała mi się godzina 11:28. Natomiast połączenia nieodebrane w jakiś magiczny sposób zwiększyły się do 32.

Gdy w końcu dotarłem na próbę, omal nie rozjeżdżając jakiegoś kota, musiałem zapalić. Paliłem. Pierwszy. Drugi. Trzeci. Myśl, błąkająca się po moim umyśle, że wypadałoby tam w końcu pójść. Czwarty i...okazało się, że opróżniłem z ostatków swoją jedyną paczkę. Ten moment los wybrał na przywoływanie w mojej głowie twarzy, której wcale nie miałem ochoty widzieć i głosu. Później tylko wspomnienia ostatniej nocy. W tamtej chwili drzwi się otworzyły, a z pomieszczenia wyszedł Kyo z fajką w ustach. Zmierzył mnie groźnym spojrzeniem i odpalił, trzymany w ustach zwitek tytoniu. Odwrócił wzrok i palił w ciszy. Był dziwny. Jak nie on.
Wszedłem do budynku, rzucając tylko:
- Za dwie minuty widzę cię w środku.
Prychnął.
- A lider-sama może się kurwa spóźniać?
Zatrzymałem się wpół kroku i odwróciłem w jego stronę.
- Kyo...
- Nie kurwa Kyo! Po chuja się z nim bzykałeś?! Wiedziałeś jak to się skończy!
Wciągnąłem powietrze z głośnym świstem. Nie wiedziałem, że rozniesie się tak szybko. Nawet nie odpowiedziałem,  po prostu wszedłem do sali prób. Shinya pogrążony był we własnym świecie, Die w widoku za oknem, a Toshiya spojrzał na mnie współczująco, gdy tylko wszedłem. Die odwrócił wzrok chwilę później, a zaraz po tym padło pytanie:
- Jesteśmy już wolni lider-sama?
Nie cierpiałem, gdy był taki. Wiedziałem, że wciąż miał do mnie żal.
- Nie. Mam nowe nuty, przegramy zaraz a vista.
Otworzyłem kieszeń w pokrowcu od gitary, ale okazało się, że jest pusta. Westchnąłem głośno.
- Gdzie te nuty? - zapytał Toshiya.
- Idźcie już.
Wtedy wszedł Kyo i zaczął zbierać swoje rzeczy, a Die podszedł do Shinyi, powiedział coś i po chwili wybuchnął śmiechem, widząc jego zdezorientowaną minę.

Do krainy fantazji przedostałem się dopiero po powrocie do domu, gdy w mojej dłoni pojawiło się płynne zbawienie o złotawym zabarwieniu w przezroczystym kuflu. Odetchnąłem głęboko i pociągnąłem pierwszy łyk, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Odłożyłem kufel na podłodze obok fotela i wstałem. Z gracją niedźwiedzia, wstającego po zimowym śnie, podszedłem do drzwi i szarpnąłem nimi.
- Czego? - warknąłem, gdy... Moim oczom ukazała się dobrze znana mi sylwetka, a osobnik rzucił się na moją szyję i przyssał do ust. Objąłem go ciasno w pasie i wciągnąłem do pomieszczenia. Do dziś nie wiem, jakim cudem doszliśmy do kanapy, po drodze przewracając tylko kufel z piwem. Dopiero, gdy byliśmy tuż przy niej, oderwaliśmy się od siebie. Zabrakło nam tchu, bo dyszeliśmy cicho, wciąż z ustami blisko drugich - w gotowości, by znów je złapać.
- To co wczoraj? - mruknąłem, a on tylko uśmiechnął się i popchnął mnie na kanapę, po czym zawisł nad moimi wargami. Objąłem go ciasno ramionami.

- Wypijesz coś?
- Chętnie, Kaoru-kun. - uśmiechnął się.
Nagi poszedłem do kuchni.
- Martini... Resztka sake... Piwo! - ucieszyłem się, idąc w stronę kanapy i przy okazji wdeptując w jakąś ciecz... Przekląłem pod nosem, zły kopiąc szklankę, która doleciała do najbliższej ściany i uderzyła w nią, zatrzymując się. Tsurugi uśmiechnął się do mnie, gdy wręczałem mu jedną z butelek, przy okazji kontemplując wzrokiem jego piękne, nagie ciało. Usiadłem obok, obejmując go jedną ręką.
- To faktycznie działa, Kaoru-kun... - posmutniał.
Objąłem go pewniej, a on wtulił się. Po chwili siedział na moich udach, wtulony w moje ciało. Milczeliśmy zgodnie, gdy on zaczął dłonią drażnić najwrażliwszą część mojego ciała.
- Zróbmy to jeszcze raz, Kaoru-kun - wyszeptał wprost do mojego ucha, a ja czułem jego gorący oddech, owiewający moją szyję. Kątem oka dojrzałem też niebezpieczny uśmieszek, czający się w kącikach jego ust, ale byłem już stracony. Moje dłonie same rozbierały go i błądziły po bladym ciele. Unikatowy zapach jego skóry doprowadzał moje zmysły do szaleństwa, a muskanie jej ustami – krew do wrzenia.