niedziela, 12 listopada 2017

[One Shot] „Pocky Day" [Subaru/Kuina] (Royz)

Od autora: Popełniłam taką oto miniaturkę, z pairingiem nietypowym jak na mnie, ale do pisania o Royz zabierałam się już lata temu. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. Tym razem bez metryczki
Zapraszam

To był zwykły dzień z jeszcze zwyklejszą próbą, a spośród całej reszty takich samych dni wyróżniał go tylko fakt, że dzisiaj wybitnie się nie wyspałem i wstałem przysłowiową „lewą nogą”. Wyprostowałem tylko przypalone rozjaśnieniem włosy, wklepałem pod oczy korektor i założyłem ulubione spodnie  jak zawsze, kiedy nie wiedziałem co ubrać. Pojechałem i właśnie teraz, przecierając wciąż oblepione snem oczy i czekając na spóźnionego Subaru, czułem jak rosnącą złość. A warto wspomnieć, że prawie nigdy nie dawałem ponieść się emocjom. Wtedy tez Subaru wpadł ze swoim szelmowskim uśmieszkiem i niesamowicie irytującym epatowaniem radością. Z torbą przewieszoną przez ramię i paczuszką paluszków Pocky w ręce - jednych z jesiennej limitowanej edycji, których jeszcze nie próbowałem. Gdy tylko wokalista uśmiechnął się do mnie, miałem ochotę prychnąć ze złością. Ale cóż mogłem poradzić na to, że zamiast złości na mojej twarzy od razu malował się idiotyczny uśmiech? Tym też zachęciłem Subaru, by do poszedł, otwierając dzierżone w dłoni słodycze.
 Cześć, Kui!  odparł, a ja już czułem, jak mięknę, a cała złość wyparowuje ze mnie niczym za dotknięciem magicznej różdżki. – Wiesz, jaki mamy dziś dzień?  zapytał konspiracyjnie, a ja już wiedziałem, że to się dobrze nie skończy.
 Nie  odpowiedziałem zgodnie z prawdą.  Ale pewnie zaraz mnie uświadomisz.
 Pocky day!  powiedział entuzjastycznie, sugestywnie wyciągając paczkę w moją stronę. Już chciałem się poczęstować i podziękować, gdy sam wyjął jeden paluszek i włożył go między wargi. Och. Ta sugestia była aż ZA czytelna. Uśmiechnąłem się kompletnie mimowolnie i idiotycznie szeroko, by niemal odrazu zacisnąć zęby na drugiej, oblanej czekoladą, stronie paluszka.
Ledwo zerknąłem na niego, a już odparł (zupełnie niespodziewanie!):
 Start!  i zaczął pochłaniać paluszek w takim tempie, że zdołałem ugryźć go zaledwie dwa razy. W pierwszej chwili moim ciałem wstrząsnął delikatny dreszcz, gdy jego warga musnęła moje usta, a gdy później miękkie wargi Subaru (których fakturę, smak i miękkość znałem już na pamięć) przywarły na chwilę do moich, by zaraz oderwać się z głośnym cmoknięciem, moje serce przyspieszyło bicie. Kiedy oderwał się ode mnie, z zaskoczeniem spojrzałem na stojącego obok Tomoyę i celującego w nas aparatem w telefonie. Gdy podszedł do niego Subaru, by sprawdzić efekt, ten tylko jęknął rozczarowany:
 Wyszło rozmazane!
Subaru wzruszył tylko ramionami, po czym wyciągnął pudełko w jego kierunku. Tomoya, sięgając po paluszka, podał telefon mi, a ja jak idiota wziąłem go i przyglądałem się, jak powtarzają cały proces. 
No tak, cały Subaru. Przełknąłem gulę zalegającą gdzieś w gardle i pozwoliłem mu uwiesić się na moim ramieniu, gdy przysunął się, żeby obejrzeć zdjęcie. Wtedy pomyślałem też, że czasem lepiej, aby pewne rzeczy pozostały niezmienione.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz