piątek, 26 czerwca 2015

[8/12] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Dzień dobry. Przykro mi, ale chyba będziecie musieli trochę dłużej czekać na kolejne rozdziały. No chyba, że się ładnie rozkręcę. Tak czy inaczej mam przyjemność zaprosić Was na kolejny rozdział~

*
Na mojej twarzy wymalowała się panika. Strach potem okrył czoło i przez krótką chwilę zapanował nad myślami. Przerażenie ogarniało mnie nie tylko dlatego, że to prawdopodobnie był ostatni telefon, który do mnie wykonał i z braku racjonalnego powodu chęci skontaktowania się ze mną. Najgorszy był moment, w którym Takashi dzwonił, ponieważ właśnie wtedy bzykałem się z Toshiyą w jego pokoju, na jego łóżku. Przez chwilę paranoicznie pomyślałem wręcz, że to wszystko było zaplanowane i teraz Takashi już nigdy nie spojrzy mi w oczy. Wypuściłem głęboko powietrze. Toshiya patrzył na mnie z wyczekiwaniem. Nigdy nie widziałem równie cierpliwego człowieka, jak on. Przełknąłem nerwowo ślinę. Spojrzałem na niego.
- Co teraz? - zapytałem. Próbowałem być pewny, stanowczy i udawać, że wcale nie jestem wyprowadzony z równowagi.
- Teraz ty będziesz robił, a ja zajmę się patrzeniem.
- Hę? - zapytałem. Nie miałem teraz ochoty na gierki słowne.
- Jeszcze nie skończyliśmy twojej terapii - odparł, kładąc dłoń na moim telefonie. Wziął go ode mnie i położył obok siebie. - Za tobą siedzi samotny przystojniak, masz dziesięć minut, żeby zdobyć jego numer, inaczej sam dzwonię do Takashiego i mówię mu, że ma czas na przywiezienie reszty twoich rzeczy do jutra.
To był kolejny raz, kiedy nie wierzyłem, w co się wpakowałem i przyjemniejsza wydawała mi się perspektywa koczowania na klatce schodowej. Westchnąłem, gryząc się w język, gdyż przychodziły mi do głowy słowa co najmniej niewybredne i po prostu wstałem. Kiedy się obróciłem, widziałem tylko tył głowy wspomnianego przez Toshiyę osobnika. Miał ciemne włosy, trochę przydługie, ale jego fryzura wyglądała całkiem ładnie, przynajmniej na tyle, na ile można oszacować ją, patrząc na tył głowy. Gej, po prostu gej. Teraz wydawało mi się to dziwne. To nie tak, że nie byłem świadom swojej orientacji, ale z Takashim czułem się swobodnie. Nasz seks, mieszkanie razem, poranne kawy i wspólne prysznice. "Gej" brzmiał jak coś dziwnego i odstającego od normy, a nasza miłość stanowiła naturalną wartość. Siedzący przy stoliku gej był całkiem przystojny. Gdy zobaczyłem go od przodu, jego włosy zalśniły brązową poświatą. Czułem na sobie spojrzenie jego ciemnych oczu. Może nawet były podobnie czekoladowe, jak te Takashiego?
- Wolne? - zapytałem.
Na jego twarzy zaigrało zaskoczenie, później przewinął się ledwo zauważalny uśmiech. Podczas związku z Takashim nauczyłem się wychwytywać najmniejszy grymas na twarzy.
- Tak - odparł, uśmiechając się tajemniczo.
Był ładny. Jego twarz posiadała ładny owal, oczy były bystre i błyszczące. Miał mały nosek i czerwone usta. Wyglądał młodo, pewnie był na początku swojego dwudziestolecia. Przez niemalże niezauważalnie krótką chwilę poczułem ukłucie wyrzutów sumienia, że to akurat na takiego młodzika padło. Ale przecież nie zamierzałem go krzywdzić. W trochę innych okolicznościach mógłbym przyłożyć sobie otwartą dłonią w czoło.
- Więc... - zacząłem. Kątem oka widziałem podchodzącego do nas kelnera. Szklanka chłopaka była pusta. - Co cię tu sprowadza?
Kelner wziął podłużną wąską szklankę i zaproponował nam jakiś napój. Chłopak odezwał się od razu, pewnie i z charyzmą, nie dając sobie ani chwili do namysłu, jednak miał w sobie jakąś klasę.
- Jeszcze raz to samo - powiedział, patrząc intensywnie na kelnera.
- A pan? - obsługujący nas mężczyzna odwrócił się w moją stronę.
- To samo - odparłem może trochę panicznie, jednak nie chciałem za długo się zastanawiać. Kelner ukłonił się i odszedł.
- Zamawiasz w ciemno? - zapytał, patrząc na mnie. Jego oczy miały w sobie coś świdrująco intensywnego, przez co miałem ochotę stamtąd uciec, ale jednocześnie nie mogłem się oprzeć, by zostać. Już go nie żałowałem. Był ciekawy.
- Tak najłatwiej kogoś poznać - odparłem, patrząc na niego. Jego wzrok się zmienił, coś w jego oczach błysnęło. Chyba byłem na wygranej pozycji.
- Chcesz mnie poznać? Ale chyba nie jesteś stalkerem? - zapytał żartobliwie, mrużąc oczy. Roześmiałem się.
- Nie, raczej nie. Chyba, że czegoś o sobie nie wiem.
Widziałem, jak mój towarzysz oblizuje wargi. Gdzieś w tyle majaczyła sylwetka Toshiyi, jednak niewiele mnie on teraz obchodził. Byłem skupiony na ciemnowłosym chłopaku. Wyglądał młodo, ale z każdą chwilą nabierałem coraz większego wrażenia, że jest dojrzalszy niż wskazywałby na to jego młodzieńczy wygląd.
- Powinienem uciekać? - czułem jego wzrok na swoich ustach. Na policzku zarysowała się mała zmarszczka od uśmiechu.
- Nie musisz, ja nie jem, tylko połykam w całości - odparłem, a on roześmiał się melodyjnie. Miał w sobie coś urokliwego. Pomyślałem nawet, że gdybym nigdy nie spotkał Takashiego, mógłby mnie zauroczyć.
- Panie pożeraczu, ma pan jakieś imię? - zapytał.
Przed nami pojawiły się dwie identyczne szklanki wypełnione czymś kolorowym. Pierwszym, co od razu przyszło mi do głowy były drinki i wcale się nie myliłem.
Mój towarzysz obrysował palcem krawędź szklanki. Kelner zniknął.
- Więc? - dopytał. Sprawiał wrażenie pewnego siebie, a ja z chęcią angażowałem się w tę grę gestów, słów i pozorów.
- Mów mi Tora - odparłem lekko.
- Tora? Temperamentny tygrys o dwóch twarzach? - spojrzał mi głęboko w oczy.
- Dla ciebie mam tylko jedną twarz, kocie - odparłem. Sam byłem niezmiernie zdziwiony własną śmiałością.
- Jaką? - zapytał, kładąc brodę na dłoni. Patrzył na mnie.
Usłyszałem trochę za głośne chrząknięcie Toshiyi. Widziałem kątem oka jak zakłada nogę na nogę i puka palcami w blat.
- Taką, którą mogę ci wyjawić tylko przez telefon - odparłem, uśmiechając się do chłopaka. Roześmiał się.
- No dobra - odparł. Wziął serwetkę i z leżącej obok torby wyjął długopis, którym naskrobał numer, po czym wręczył go mi. Chwyciłem go i złożyłem dwa razy na pół, po czym wstałem i włożyłem go do kieszeni spodni.
- Dzięki - powiedziałem z uśmiechem. W jego oczach widziałem zawód. Chyba chciał skończyć ze mną w jakimś love hotelu. Nie tym razem, kocie - pomyślałem.
Poszedłem do baru. Zapłaciłem za siebie, Toshiyę i chłopaka, po czym skinąłem głową na basistę. Wyszedłem pierwszy.
Gdy za mną wybiegł Toshiya, wręczyłem mu złożoną serwetkę. On rozwinął ją i spojrzał, czy czasem chłopak nie narysował na niej kutasa zamiast napisać numer. Pokiwał tylko głową z aprobatą, a ja schowałem zwitek z powrotem do kieszeni.
- Nieźle, jak na pierwszy raz.
- Pierwszy po tak długim czasie - poprawiłem go. Uśmiechnął się. - Gdzie teraz? - zapytałem.
- Teraz będzie tylko lepiej, idziemy do klubu - odparł, ciągnąc mnie do jakiegoś lokalu w głębi dzielnicy Shinjuku Ni-chōme.

Klub był skąpany w półmroku, pełen kolorowych świateł i dziwnych ludzi. Toshiya pociągnął mnie za rękaw do baru, z którego spoglądały na mnie kolorowe alkohole. Jeszcze zanim zdołałem wyrazić najszczerszą cheć uwalenia się czymś mocnym, on wziął nam jakieś słabe drinki, w których nie było czuć procentów, choć ich smak przypadł mi do gustu.
- Mam być prawdziwym niestereotypowym gejem, a dajesz mi babskie drinki? - zapytałem go z rozbawieniem po upiciu pierwszego łyka. On tylko zaśmiał się. Było dość głośno i trzeba było krzyczeć. Wyciągnął mnie na parkiet i zaczał dygać z kieliszkiem w rytm muzyki. Ja próbowałem tylko nie wylać alkoholu ze swojego. Naprawdę nie byłbym zadowolony, oblewając siebie, Toshiyę, który coraz bardziej się do mnie przybliżał i jeszcze kogoś jeszcze. Ktoś mógłby być bardzo niezadowolony. Oczywiście ziściły się moje najgorsze obawy. A przynajmniej częściowo. Jakiś koleś w tłumie przewrócił się, przez co Toshiya upadł na mnie. Nie wiem, w jaki sposób jego drink wciąż znajdował się w naczyniu. Mój natomiast cały wylał się na białą koszulę mężczyzny za mną. Gdy się odwróciłem, zobaczyłem wielką kolorową plamę i parę wpatrzonych we mnie ze wściekłością oczu. Masz swoją zabawę, Torashi. Mężczyzna odwrócił się i szybkim krokiem wyszedł, a ja wcisnąłem swój pusty kieliszek do ręki Toshimasie i pobiegłem za nim.
Znalazłem go w łazience. Tutaj muzyka była przytłumiona, odczułem chwilową ulgę. O dziwo łazienka stanowiła puste sanktuarium dla niego i dla mnie. Z kabin nie rozlegał się odgłos pieprzącej się pary ani spłukiwanej prezerwatywy. Stał przy umywalce, widziałem jak papierowym ręcznikiem desperacko pocierał plamę. Poza miejscem tkniętym zwykłym przypadkiem, koszula była śnieżno biała. Chyba trafiłem na pedanta. Westchnąłem ciężko i podszedłem do niego.
- Ja... - już chciałem przeprosić, ale zatrzymało mnie jego pełne wściekłości i zaciętości spojrzenie, którym obdarzył mnie tylko przez chwilę. - Chyba twoja koszula powinna mi zwrócić drinka.
- To chyba TY powinieneś mi odkupić KOSZULĘ - powiedział sztywno.
- Co ty taki sztywny, kolego? - uśmiechnąłem się, zerkając w lustrze na jego interes,
- A co cię to obchodzi? - odburknął.

- Właściwie nic, ale masz jedyną niepowtarzalną szansę, żeby się wyluzować w moim towarzystwie - powiedziałem. Skazałem to na niepowodzenie od samego początku, ale... jego brwi zdawały się być mniej ściągnięte, a on przestał zawzięcie szorować koszulę. Zdziwiłem się. On wyrzucił papier do umywalki i spojrzał na mnie, po czym po prostu wpił się w moje wargi. Byłem tym tak zaskoczony, że poleciałem do tyłu i zatrzymałem się dopiero na stojącej nieopodal ścianie. Odwzajemniłem pocałunek. Czułem delikatny zapach ładnych męskich perfum i pianissimo peche. Gdzieś w tle dudniła jednostajna muzyka. W mojej kieszeni zawibrował telefon.

środa, 24 czerwca 2015

[bonus] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Witajcie moi drodzy. Jak wiadomo, dzisiaj urodziny obchodzi Saga, z tej okazji postanowiłam przygotować zupełnie nieplanowany bonus do opowiadania, które właśnie piszę czyli Give me a sign. To luźna opowieść, można powiedzieć, że swego rodzaju filler związany z Sagą - nie za długi, ale jest. Zapraszam~

*
Jedyny dźwięk, który przebił się przez panującą w mieszkaniu przytłaczającą pustkę było szczęknięcie zamka. Później kroki, szelest ocierającego się materiału dżinsów, dźwięk przesypujących się włosów pod wpływem gestu dłoni. Takashi rozejrzał się po mieszkaniu. Było głucho. Tam panowało coś więcej niż tylko nieznośna cisza. To było jak wrzask milczenia. Sakamoto westchnął. Wiedział, że kiedyś do tego dojdzie. Nawet uśmiechnął się kącikiem ust, a grymas uległ tylko poszerzeniu, gdy zobaczył na blacie kartkę z nabazgranym napisem. Otworzył okno i poklepał się po tylnej kieszeni spodni w poszukiwaniu papierosów, ale mógł co najwyżej kontemplować krągłość swoich pośladków. Westchnął rozdzierająco - a on rozdzierać potrafił, po czym po prostu cofnął się i nie kryjąc niezadowolenia, wyszedł z mieszkania po papierosy. Gdy wrócił, ujrzał otwarte na oścież okno. Na blacie z kolei siedział ptak, wyglądający jak kruk albo przerośnięta wrona. Spojrzał na Takashiego bystrymi oczami, które przypominały dwie świecące kuleczki. W dziobie trzymał kartkę, która jeszcze niedawno spoczywała spokojnie na blacie.
- Nawet się nie waż - zagroził Sakamoto, postępując krok do przodu. Ptak z kolei zatrzepotał parę razy skrzydłami, by zupełnie ignorując Takashiego, po prostu wylecieć przez otwarte okno wraz z kartką. Takashi westchnął podirytowany i zaczął nerwowo poruszać stopą. Zagryzł wargę. Przeczesał włosy. Podszedł do okna, aby drżącą dłonią umieścić papierosa między wargami i z westchnieniem wciągnąć do płuc tytoń. 
On nawet nie wiedział, co na tej kartce było napisane. Jednak Shinji nigdy nie zostawiał tego typu wiadomości. Na dole chodzili ludzie. Było szaro i pochmurno. Nosili ze sobą parasole, na głowach mieli kaptury albo przemoknięte strąki włosów. Takashi strząsał na nich popiół. Był wściekły. Wiedział, że skoro Shinji zachował się w ten sposób, to oznacza tylko, że poszedł po rozum do głowy. Niby był zadowolony, bo wszystko teraz potoczy się zgodnie z pożądanym scenariuszem, ale... Niechcący przygryzł papierosa i gwałtownym ruchem wyjął z kieszeni telefon.
- Sho? Przyjedź do mnie, czekam - odparł i rozłączył się, wytykając głowę przez okno. Wszystko, tylko nie zapach ich wspólnego szczęścia przechadzający się po pokojach mieszkania.
Miał nadzieję, że splugawi je na tyle, aby zapomnieć. Nigdy wcześniej nie uprawiał seksu na ich wspólnym łóżku z kimś innym. Nigdy nie wpuszczał kochanka do środka, zawsze tylko go odwozili. Wiedział, że Shinji słyszy szelest podjeżdżającego samochodu, chlupot rozbryzgiwanej spod kół wody i cichutki pisk. Tak, jak on teraz. Nie minęło wiele czasu, gdy usłyszał dzwonek. Raz, drugi, trzeci. Jak napalony, to poczeka - pomyślał Takashi, uśmiechając się do siebie, po czym ostatni raz odetchnął rześkim powietrzem. Przed drzwiami stał męczyzna w krótkich włosach o krzywozębnym uśmiechu dziecka. Sadze to nie przeszkadzało, ponieważ partner miał w sobie coś czarującego. Zarzucił mu ręce na szyję i zanim ten zdołał cokolwiek powiedzieć, zamknął mu usta pocałunkiem. Shoya odsunął go od siebie delikatnie.
- Co się stało? - zapytał, marszcząc brwi.
- Ten dupek mnie zostawił, to nic osobliwego, po prostu pieprz się ze mną - powiedział Saga i znów przywarł do ust kochanka. Shoya, czując na sobie napór rozpalonego ciała, nie oponował. Podążyli do sypialni.

Saga leżał na torsie swojego kochanka i wpatrywał się tępo w okno. Shoya głaskał go po głowie. Ta cholerna pościel wciąż nim pachniała. Takashi był pewny, że nawet łóżko, stelaż, podłoga i ściany - że wszystko przesiąknęło pieprzonym zapachem pieprzonego tygrysa. Był wściekły.
- To koniec na dobre? - pozorną ciszę wypełnioną głośnymi myślami Sagi zakłócił Shoya.
- Nie - Saga podniósł się na rękach i spojrzał kochankowi w oczy ze ściągniętymi brwiami. - No co ty.
- Więc dlaczego tak się przejmujesz? - zapytał z wymalowanym na twarzy niezrozumieniem.
- Głupi jesteś, niczym się nie przejmuję - Takashi z powrotem opadł na ciało kochanka i spojrzał tęsknie w okno.
- Czuję, jak twoje serce wali na moim udzie i wiem, że to nie ja jes...
- Nic nie czujesz - przerwał Shoyi Saga. - Zamknij się już, jak chcesz o tym gadać.
Sho uśmiechnął się. Takashi naprawdę kochał swojego faceta. Czuł, że niezależnie od tego, jak dobrze było mu w takim układzie z Sagą, niedługo będzie zmuszony to zakończyć.

Tora w jakiś nieznośny sposób był wszędzie. W kubku pozostawionym na środku zlewu, w nieszczęśnie krzywo stojącym stole, w martwym czarnym pudle. Shinji wpisał się w to miejsce, jakby cząstka jego obecności została wyryta w każdym meblu, sprzęcie i ścianie. W każdym jednym calu. Takashi trzymał Shoyę kurczowo przy sobie.
- Tęsknisz za nim? - zapytał któregoś razu jasnowłosy kochanek.
- Ja wiem, że on wróci, nie mam za czym tęsknić - odparł Saga jakby mówił o porannej kanapce z serem, a nie o własnych uczuciach. Jednak Shoya był dobrym obserwatorem. Widział, jak częściej zaczesuje włosy, na jego twarzy rodzą się nietypowe grymasy, a w oczach z każdym dniem coraz bardziej niknie blask. Sho czuł się bardziej jak przyjaciel niż kochanek. Gdzieś w głębi duszy winszował Takashiemu i Shinjiemu. Nawet któregoś razu myślał, żeby do niego zadzwonić, gdy został sam na sam z telefonem Takashiego, jednak ten niedługo pojawił się w progu i syknął:
- Nawet się nie waż.
Saga tęsknił. To było oczywiste jak słońce o poranku i księżyc w nocy. Cykl za cyklem, wyglądał coraz gorzej. Aż nadszedł ten dzień...
- Takashi - odezwał się Shoya.
- Tak? - Saga odwrócił się i przeszył partnera chłodnym spojrzeniem.
- Muszę odejść - powiedział kochanek niepewnie.
- Spadaj - odparł tylko Takashi i wytknął głowę z powrotem przez okno. Zapalił Marlboro.

niedziela, 21 czerwca 2015

[7/12] "Give me a sign" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Przedstawiam Wam kolejny rozdział, mam nadzieję, że czytając go będziecie mieli taką samą frajdę, jak ja podczas pisania. Zapraszam.

*
Toshiya wziął mnie na zakupy do centrum handlowego. Spomiędzy wieszaków wygrzebywał ubrania dziwne i dziwniejsze. Włóczyłem się za nim, a on tylko biegał od jednego sklepu do drugiego, każąc mi przymierzać coraz to nowe ubraniowe wariacje. Na wstępie odrzucałem wszelkie róże, żółcie i pastele.
Ostatecznie ubrał mnie w czarną prostą koszulę z czerwonymi akcentami, której rękawy zawinięte były do łokci i lekko zwężane ku dołowi dżinsy. Wyglądałem dobrze. Na końcu na mojej szyi powiesił srebrny łańcuszek z krzyżem. Czułem się naprawdę dziwnie, choć faktem było, że dawno nie patrzyłem w lustro równie przychylnie.
Później przyszedł czas na kolejny etap wielkiej przemiany.
- Kiedy widzisz człowieka, pierwszym, na co patrzysz jest jego twarz, więc najpierw zajmiemy się jej oprawą - powiedział basista i pociągnął mnie do fryzjera.
Moje włosy wołały o pomstę do nieba - były za długie i nijakie, dobrze o tym wiedziałem, jednak zupełnie nie miałem głowy, by się nimi zająć. Toshiya postanowił zrobić to za mnie. Włosy miałem przycięte i wystylizowane, na końcówkach zagościł blond. Dodatkowo barber pozbawił mnie rosnącego już zarostu. Nigdy nie wierzyłem w to, jak kobiety po takich maratonach i przemianach mogą czuć się lepiej, ale teraz... sam się przekonałem. Patrząc w lustro, widziałem przystojnego eleganckiego tygrysa. Poprawiłem kołnierz. Niestety nie zdołałem nacieszyć się sobą za bardzo, ponieważ Toshiya już pociągnął mnie do kolejnego miejsca. Okazała się nim klimatyczna gejowska kawiarnia, na której szyldzie spoczywała tęczowa flaga. Czułem się trochę zażenowany, siedząc w tego typu miejscu, jednak niczym nieskrępowany Toshimasa po zamówieniu nam napojów rozejrzał się ukradkiem, po czym zaczął po prostu nawijać.
- Shinji - zaczął - jeżeli mamy dążyć do tego, by Takashi szalał za tobą - tym razem wypowiedział jego imię z nadmierną starannością - to musisz dać mu ku temu powody.
- Ale jak? - stęknąłem, ze znużeniem opierając brodę na dłoni.
W jego wzroku widziałem, że traci cierpliwość. W sumie chciałem tego - pragnąłem, żeby na mnie nawrzeszczał i zostawił, abym mógł uwić sobie gniazdko pod własnym mieszkaniem i poczekać na powrót Takashiego. Potem nie wiem co by się stało, ale w najgorszym wypadku mogę rzucić się z okna.
- Może pokazując mu to, czego pragnie, jednak nie dając tego od razu? - spojrzał na mnie z uśmiechem. - Niech się trochę postara. Ty mu pokażesz, że masz coś do zaoferowania.
To wszystko już brzmiało abstrakcyjnie. Co ja miałem do zaoferowania Takashiemu?
- Zatem - kontynuował niczym niezrażony Toshimasa - najpierw musimy wiedzieć czego chce.
- Ja sam nie wiem, czego chcę - wyjęczałem niezadowolony.
Toshiya tylko otworzył swoją piękną buźkę i mówił dalej.
- Kobiety szukają w związkach zaradnego, zdecydowanego mężczyzny, który będzie oparciem, ake jednocześnie aktywnego, miłego, czarującego i wykazującego się kulturą osobistą. Mężczyzna natomiast jest prosty - spojrzał na mnie, szukając chyba oznaki zrozumienia. - ... jak erekcja - dokończył, a ja prawie zakrztusiłem się pitą właśnie kawą. 
- Ale po cholerę my gadamy o kobietach, skoro jestem gejem? - powiedziałem chyba trochę za głośno, bo jakiś mężczyzna nieopodal spojrzał na mnie z rubasznym uśmieszkiem. Przewróciłem oczami.
Toshiya ciągnął, jakby posiadał nerwy ze stali.
- A jak myślisz, czy mężczyźni oczekują tego samego?
Zamilkłem na chwilę. Widziałem, jak Toshiya miesza plastikowym patyczkiem w swojej kawie.
- Nie - odparłem.
- A czego ty oczekujesz?
Przez chwilę spoglądając na niego, poczułem się jak na terapii. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Chcę po prostu, żeby był.
Widziałem, jak mój rozmówca teatralnie uderza się ręką w czoło.
- Stereotypowy gej jest ciotą. Czy ty jesteś ciotą?
- No nie - zmarszczyłem brwi.
- No więc mów mi, czego od niego oczekujesz.
Zastanowiłem się chwilę.
- Potrzebuję spełnienia, ale to mi daje. Brakuje mi stałości, nie jestem kobietą, żeby potrzebować opiekuńczego ramienia do wypłakania się, ale chcę mieć pewność, że po męczącym dniu zastanę go w domu.
- Tygrysie - Toshiya wyciągnął kończynę przez stój i położył swoją dłoń na mojej, po czym spojrzał mi w oczy. - Musisz z nim poważnie porozmawiać.
- Ale on zmienił zamki! - wzburzyłem się. - To wygląda tak, jakby wcale nie chciał rozmawiać.
- Nie daj się wygryźć konkurencji - powiedział, patrząc mi głęboko w oczy.
- Ale co ja mam zrobić?
Wzrok mojego rozmówcy przeniósł się na leżący obok mojej dłoni telefon.
- Zadzwoń po niego i powiedz, że twój kochanek bardzo chciał go usłyszeć.
Zdębiałem. Przez ostatnie kilka dni powstrzymywałem się przed utrzymywaniem jakiegokolwiek kontaktu z Takashim, a on powiedział to bez żadnego zawahania.
- Nie możesz dawać po sobie poznać, że jesteś niepewny. Musisz być stanowczy i pewny siebie.
- To nigdy się nie udaje - westchnąłem z rezygnacją. - Nigdy nie jestem w stanie nad sobą zapanować, on pociąga mnie tak bardzo...
- Bingo! - krzyknął nagle, przyklepując moją dłoń i zabierając swoją rękę.
- Huh?
- Właśnie do tego musisz go doprowadzić. To on ma stracić kontrolę, to on musi pożądać ciebie. Masz go zwodzić, rozumiesz?
Zaczynałem czuć nadzieję. Moje oczy pewnie błyszczały niezdrowo, ale... kim ja się stałem? W końcu byłem tygrysem. Pokiwałem głową z przekonaniem.
- Można tu palić? - zapytałem.
Toshiya rozejrzał się.
- Tak - odparł po chwili.
Poklepałem się po kieszeniach, jednak nie znalazłem niczego z wyjątkiem tych pieprzonych Pianissimo.
Czego pragnie Takashi? - myślałem.
- Tak między nami - zaczął Toshiya - mam wrażenie, że ta zmiana zamków i to nagłe odsunięcie się od ciebie... - zrobił przerwę, by popić kawę. - Wydaje mi się, że tym, czego najbardziej pragnie Takashi jesteś ty, tygrysie. Czuje się pewnie, dopóki ma cię na wodzy. Teraz wie, że jesteś daleko, ale wciąż trzyma kontrolę. On wiedział, że wrócisz, skoro zmienił zamki. Wiedział, że jeśli to zrobi, ty zapragniesz go jeszcze bardziej.
Spomiędzy moich ust wydarł się kłąb dymu.
- Jeśli pokażesz mu, że nie jesteś jego własnością, wpadnie w furię i straci nad sobą panowanie.
- Nie - odparłem. - Będzie komplikował grę tak długo aż nie doprowadzi go do zwycięstwa.
Toshiya westchnął.
- Jesteście fatalni.
Telefon leżał obok. Nie patrzyłem na niego od poprzedniego dnia. Właściwie od czasu, gdy spiliśmy się z Toshiyą i trafiliśmy do sypialni. Może bałem się wyrzutów sumienia po zdradzie? Sięgnąłęm po niego. Nie można się bać, tygrysie - powiedziałem sobie w duchu i odblokowałem.
1 połączenie nieodebrane od: Takashi

Zdębiałem. Czułem, jak mrówki przechodzą po całym moim ciele. Krew zaczęła mi odpływać z twarzy, a żołądek wszczął bunt.
- Shinji? -  zapytał zatroskany Toshiya, najpewniej marszcząc brwi. Położył mi dłoń na przedramieniu. - Co jest?
- On dzwonił.