niedziela, 14 września 2014

[One Shot] "Powiedzmy sobie wprost" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Tytuł: Powiedzmy sobie wprost
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: -
Rating: PG-12
Ostrzeżenia: przekleństwa
Od autora: Świeża króciutka miniaturka, nie była poprawiana. Nawet nie jestem z niej zadowolona czy niezadowolona, po prostu musiałam napisać taką bzdurę.

*
- I kurwa, po prostu mnie zostawił! - mówił podirytowany Takashi, nadmiernie gestykulując rękami.
Siedzący obok Nao aż zamarł na chwilę.
- Zostawił... on cię zostawił? - zapytał zaskoczony, chyba nie mogąc powstrzymać zdziwienia.
- Tak, kurwa, tak. Jak go dopadnę, to tak mu tyłek obrobię, że nie będzie mógł siedzieć przez miesiąc, zobaczysz!
Byli w barze. Takashi się wydzierał. Kto na miejscu Tory nie skorzystałby z tej okazji, żeby nałożyć kaptur na głowę i usiąść tyłem do nich przy barze? To było silniejsze od niego... W końcu, kiedy znów zobaczył cholernie idealną osobę Takashiego, serce ugrzęzło mu w gardle i było już za późno. Już za pierwszym razem było za późno.
Na początku w to nie wierzył - jak ktoś tak cholernie perfekcyjny mógł chcieć być z nim - szarym Shinjim Amano, przeciętnym gitarzystą, dawniej prześladowanym, nie pięknym, ale też nie zupełnie brzydkim. Ale sen się ziścił. Z Sakamoto byli, kochali się, nawet razem żyli... do czasu.
Wszystko zaczęło się wraz z pierwszą zdradą Takashiego. Potraktowali ten temat szybko i bezboleśnie, zapominając o sprawie i oczyszczając Sakamoto z wyrzutów sumienia. Choć i tak wiedział, że Shinji by mu wybaczył. On zawsze i wszystko mu wybaczał. Zdrady powtarzały się. Nie były one częste, ale były. Shinji o nich wiedział, a Takashi czuł się bezkarny. W końcu Amano po prostu się spakował, poczekał aż Sakamoto wróci do domu i przywitał go pożegnaniem. Później wyszedł i od tamtej pory nie wrócił. I choć serce waliło mu jak szalone, choć nie był w stanie wyartykuować kompletnie niczego, gdy stanął skołowany w drzwiach Tsunehito z dwiema torbami podróżnymi w dłoniach, a on po prostu go wpuścił, zaparzył kawę i kazał nic nie mówić. Milczeli przy kawie dwie godziny, aż Shinji, nie musząc powstrzymywać już uparcie napływających do oczu łez, powiedział wszystko.
- Mówię ci, jak wróci, to go tak pokrzywdzę... a wróci, na pewno wróci! Zawsze kochał mnie bardziej, nie mógł mnie tak po prostu zostawić.
Ukryty za czarnym kapturem Shinji, zacisnął dłoń na kuflu. Sakamoto miał rację. Zawsze kochał go bardziej. Darzył go takim uczuciem, że był w stanie poświęcić wszystko. I to nie było tak, że Takashi nie odwzajemniał jego uczuć...
- Wróciłem normalnie do domu, tak? Tak, jak ja zawsze wracam - opowiadał po raz kolejny rozemocjonowany Takashi w stanie mocnej nietrzeźwości. - A on był spakowany. Otworzyłem drzwi, a tam był on i po prostu powiedział mi...
Wtedy Tora zrzucił energicznie kaptur z głowy i odwrócił się. Zobaczył zaskoczone spojrzenie Nao i przygarbione plecy Takashiego. Miał na sobie koszulę w kratkę.
- Nie mówi się takich rzeczy publicznie - odparł Shinji. Wtedy odwrócił się do niego Sakamoto. Amano widział gdzieś na dnie jego oczu zalążki łez. Widział je po raz pierwszy, a mimo to w tamtej chwili był ich bardziej pewny niż czegokolwiek.
Zamarł na chwilę. W jego głowie pojawiła się wizualizacja, jak Takashi rzuca się na niego i zaczyna okładać pięściami. Wcale nie należała ona do przyjemnych, tym bardziej że basista był w stanie upojenia alkoholowego.
Sakamoto wstał. Serce Shinjiego zaczęło bić mocniej, szybciej, chaotycznie, jak człowiek pod wodą, który nie może wziąć ostatniego tchu, ciągnięty w dół do bezkresnej przestrzeni.
Takashi stanął przed nim. Naoyuki obserwował ich, ale nie interweniował.
Wtedy basista chwycił go w nadgarstku i mrucząc jakieś niewybredne obelgi, wyprowadził z lokalu. Szli tak, choć na dworze było zupełnie ciemno.
- Taka... - zaczął niepewnie Amano, chcąc rozrzedzić gęstniejącą między nimi atmosferę.
- Zamilcz! - Sakamoto gwałtownie się zatrzymał, szarpiąc partnera za rękę.
Tora odwrócił się przodem do niego, ale nawet nie zdążył niczego powiedzieć, bo Takashi po prostu rzucił się na niego, obejmując rękami w szyi.
- I nigdy. Nigdy więcej nie waż się mnie zostawić - wyszeptał wprost do jego ucha głosem już mniej zapijaczonym. - A tym bardziej nie waż się kłamać i wygadywać takie bzdury, jak ta, że mnie nie kochasz - mówił głosem pełnym przejęcia, ale jednak ten szept miał w sobie coś erotycznie pociągającego.
Jak Shinji miał się nie zgodzić?

piątek, 5 września 2014

Kilka słów wyjaśnień

Dzień dobry. Nie chcę zostawić Was, moi drodzy czytelnicy, bez słowa, więc postanowiłam pozostawić notkę informacyjną. Jak zapewne zauważyliście, życie bloga stoi w miejscu od prawie miesiąca. Co się stało? Sama nie wiem, po prostu zupełnie straciłam ochotę do pisania czegokolwiek. Chyba zabrakło mi motywacji. Już wcześniej miewałam takie stany i wiem, że to tymczasowe, więc z całą pewnością wrócę do pisania. Jeśli rozkręcę się z pisaniem "worst thing", to opowiadanie będzie pojawiało się na blogu regularnie.
Niestety istnieje jeszcze jedno drobne przeciwwskazanie, a mianowicie szkoła, która w tym roku znów zwala mi się na głowę już od pierwszych dni.
Poza tym muszę Wam wyjawić, że jakiś czas temu zaczęłam pisać coś zupełnie innego. Niestety skleciłam tylko początek i stanęłam, ale jeśli coś z tego wyjdzie i efekt mnie zadowoli, z całą pewnością informacja o tym tworze Was nie ominie.
Oczywiście jeśli macie jakieś oczekiwania, możecie pisać o nich w komentarzach.
Dziękuję za uwagę, do zobaczenia :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

[1/x] "... and the worst thing is that I still love you" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Tytuł: ... and the worst thing is that I still love you
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: -
Rating: -
Ostrzeżenia: przekleństwa?
Od autora: Po dłuuugiej nieobecności powracam z pierwszą częścią drugiej serii perypetii Tory. Jak na razie to jedyna skończona część (napisana już sporo czasu temu), mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.


01.
Kiedy usłyszałem o powrocie Takashiego, moje serce zaczęło kołatać. Miałem wrażenie, że w jednej chwili znalazło się wszędzie i całe moje ciało arytmicznie pulsuje w tempie molto allegro*. Od tamtej pory byłem roztrzęsiony prawie jak parę lat temu, kiedy widziałem go po raz ostatni.
Siedzieliśmy z Yuu w moim pokoju zamkniętym na cztery spusty. Po pokoju walały się kartony, czekające na przeprowadzkę do nowego loku. Usadowiliśmy się na łóżku i z kubkami kawy. Potrzebowałem kawy. To był pierwszy raz, kiedy zapaliłem w pokoju. Moja dłoń drżała prawie tak bardzo, jak tamtej nocy. Wydawało mi się, że cały drżę.
- Tak właściwie... - moje wargi się poruszyły, a z nich wydał jakiś pomruk, który mi w żaden sposób słów nie przypominał, ale Yuu najwyraźniej je zrozumiał. Cholera, a może coś mi się stało ze słuchem?
- Co? - dopytał mój przyjaciel, popijając kawę.
Zaciągnąłem się tak głęboko, jak tylko mogłem i wydmuchałem strugę białego dymu.
- Właściwie, to co z tego, że wrócił? Może chce sobie poukładać życie, może... - przerwałem, widząc pełne politowania spojrzenie przyjaciela. - Mógłbyś mnie chociaż wspierać i pomóc mi wmawiać sobie, że on nic dla mnie nie znaczy - znów wydałem z siebie bełkot, choć tym razem miał on bardziej konkretny kształt.
- Nie mogę cię okłamywać. Shinji, jesteśmy dorośli.
- Tak, a poza tym, to ty masz jego i nie będziesz się już bzykał z Takashim w hotelowym pokoju, cholera - przekląłem, zauważywszy, że jeden z kartonów się rozkleił. Włożyłem fajkę do ust i poszedłem po inny.
- Shinji, już to wyjaśnialiśmy miliony razy. Byłem szczeniakiem, nie znałem jeszcze Kouyou i w ogóle, to on mnie tam zaciągnął. No i przede wszystkim nic do niego nie czuję... - mówił, wychodząc za mną z pokoju i podążając do pokoju gospodarczego. Stanąłem, powodując że prawie na mnie wpadł i obróciłem się przodem do niego.
- W przeciwieństwie do mnie - powiedziałem, patrząc uważnie w jego oczy. - Tak uważasz, prawda? - zapytałem, domagając się jakiejś reakcji z jego strony.
- Tak, tak sądzę - odparł w końcu zrezygnowany.
- Wiedziałem - odwróciłem się i szybkim krokiem podszedłem do sterty kartonów, które zacząłem przewracać w poszukiwaniu największego.
- A mylę się? - zapytał Yuu, opierając się ramieniem o framugę. Oczami wyobraźni widziałem jego uśmiech, za który miałem ochotę ukręcić mu łeb.
- Tak, mylisz się. Nie mam już nastu lat. Nie jestem już w liceum. Nie jestem głupim, zakochanym, grubym dzieckiem - spojrzałem na niego. Uśmiechał się. Biorąc pierwszy lepszy karton, wyminąłem go w przejściu i wróciłem do siebie, a on podążył za mną i usiadł na łóżku, patrząc na mnie z tym denerwującym wyrazem twarzy, który mówi słucham cię, ale tak naprawdę mam w dupie to, co mówisz. Tak, chodziło mi o pobłażanie. - Nie jestem już tym, kim byłem. Nie kocham go - mówiłem, próbując przepakować rzeczy do kartonu, który okazał się za mały. Rzuciłem to i usiadłem obok niego, a właściwie pozwoliłem swojemu ciału opaść, jakby imitowało zwłoki. Westchnąłem. - Po co tu wrócił? - zapytałem zrezygnowany.
- Słyszałem, że na studia.
Spojrzałem na niego i obaj wybuchliśmy idiotycznym, niekontrolowanym śmiechem. To była jedna z tych chwil, którą dzieli się z wyjątkowymi osobami. Rodzaj telepatii czy czegoś takiego (swoją drogą, Takashi chyba też potrafił czytać mi w myślach, niestety bez wzajemności)
- Tam, gdzie my, prawda? - zapytałem, ocierając łzy.
- Dokładnie - odpowiedział Yuu.

Przeprowadzałem się do akademika w Yokohamie, a słowa „Takashi wrócił” chyba bardziej oznaczały jego powrót do mojego życia, mojej rzeczywistości, pojmowania świata, do mojego małego epicentrum, jakim wcale nie przestał być. Z tą optymistyczną myślą spędzałem ostatnią noc w swoim domu rodzinnym. W końcu wcale nie zamierzałem oddać mu miana tego, któremu nie potrafię odmówić. Wcale. On tylko będzie. Ja też będę. Tuż obok, wręcz na wyciągnięcie ręki.
Tej nocy nie spałem.

Kolejnego dnia Yuu pomagał mi przenieść kartony z rzeczami do akademika. Część z nich oczywiście została w moim pokoju, nie potrzebowałem wszystkich reliktów zamierzchłej przeszłości (jak na przykład mojego pierwszego telefonu wciąż z wiadomościami od niego (wcale nie miałem obsesji, po prostu zapomniałem, by je usunąć).
Akademik był ogromny, choć można było go podzielić na dwie symetryczne części. Każdy pokój też był identyczny - zwykle dwuosobowy. Po wejściu do niego po lewej stronie w wykuszu stały dwa łóżka, obok nich przy ścianie półki nocne, a po prawej stronie dwa identyczne regały, przy nich dwie takie same szafy, które przedzielone były klasycznie brązowymi drzwiami do łazienki.
Miałem dzielić pokój oczywiście z Shiroyamą, a koło nas wprowadzał się jakiś przyjaźnie wyglądający chłopak o odrobinę odznaczającej się budowie 
„misia”. Wyglądał naprawdę sympatycznie. Minąłem się z nim podczas wnoszenia ostatniego kartonu. Przywitał się grzecznie i zapytał czy pomóc. Równie grzecznie odmówiłem. Wymieniliśmy się imionami i wtedy przyszedł jego współlokator. Ukrywał się za dużymi przeciwsłonecznymi okularami, jego krok był lekki i miał w sobie coś skocznego. Ubrany był zwyczajnie, choć ciemne dżinsy mocno uwydatniały jego szczupłą, smukłą sylwetkę, a tors zakrywała przykrótka skórzana kurtka - oczywiście rozpięta i odkrywająca białą bluzkę z nadrukowanym logo U2. Jego włosy były częściowo rozjaśnione i lekko podniesione. Pierwszym, co wpadło mi w oko był świetny gust muzyczny przyszłego sąsiada i bijące od niego „klękajcie narody przed moją zajebistością”. Tak, wyglądał jak jeden z tych, do których wszyscy lgną nie wiadomo dlaczego - takich, których się najbardziej kocha i nienawidzi. Choć coś było z nim zdecydowanie nie tak...
Dopiero gdy Yuu (kiedy on zdążył przyjść z walizką z samochodu?) trącił mnie znacząco łokciem w bok, zorientowałem się, że przyglądam się chłopakowi ze zmarszczonymi brwiami i zdecydowanie zbyt długo jak na pierwszą lepszą osobę. To było krępujące. Poczułem na sobie jego spojrzenie i widząc tylko kątem oka, jak przytula się z tym „misiowatym”, uciekłem do naszego pokoju, ciągnąc za sobą Shiroyamę i zamykając z impetem drzwi.
- H-hej, co jest? - zapytał przyjaciel.
- Nic, musimy się rozpakować - powiedziałem, dopadając do pierwszego lepszego kartonu i ukrywając rumieniec skrępowania pod opadającymi na policzki włosami. Shiroyama chyba wzruszył ramionami i sam wziął się do roboty.
- Nie widziałeś go jeszcze, prawda?
Gdy usłyszałem jego pytanie, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz.
- Nie, nie widziałem i nie mam zamiaru się za nim uganiać - odparłem i wyczuwając, że to tylko początek fali niechcianych pytań, zdezerterowałem pod wymówką potrzeby do łazienki. Wtedy po raz pierwszy nastąpiła ta chwila, kiedy miałem ogromną ochotę stamtąd uciec.
W łazience znajdował się chłopak w okularach. Właśnie zamykał za sobą drzwi i spojrzał na mnie.
- O, dzień dobry - powiedział, w uśmiechu pokazując rząd nierównych zębów (choć nawet one nie odbierały mu uroku).
- Dzień dobry - odparłem z walącym ze stresu sercem.
Cholera - pomyślałem. - To będzie ciężki rok.
- To... cześć - pożegnałem się i wyleciałem z łazienki prędkością godną strusia pędziwiatra.
Napotkałem zaskoczony (pomieszany z rozbawieniem, kiedy uderzyłem się o kant łóżka stojącego przy ścianie) wzrok Yuu i jego nagły wybuch niekontrolowanego śmiechu.
- To będzie zabawny rok - skwitował, układając książki na regale po swojej stronie.


molto allegro - termin muzyczny określający bardzo szybkie tempo utworu; z włoskiego oznacza dosłownie bardzo szybko.