Tytuł: Powiedzmy sobie wprost
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: -
Rating: PG-12
Rating: PG-12
Ostrzeżenia: przekleństwa
Od autora: Świeża króciutka miniaturka, nie była poprawiana. Nawet nie jestem z niej zadowolona czy niezadowolona, po prostu musiałam napisać taką bzdurę.
*
- I kurwa, po prostu mnie zostawił! - mówił podirytowany Takashi, nadmiernie gestykulując rękami.
Siedzący obok Nao aż zamarł na chwilę.
- Zostawił... on cię zostawił? - zapytał zaskoczony, chyba nie mogąc powstrzymać zdziwienia.
- Tak, kurwa, tak. Jak go dopadnę, to tak mu tyłek obrobię, że nie będzie mógł siedzieć przez miesiąc, zobaczysz!
Byli w barze. Takashi się wydzierał. Kto na miejscu Tory nie skorzystałby z tej okazji, żeby nałożyć kaptur na głowę i usiąść tyłem do nich przy barze? To było silniejsze od niego... W końcu, kiedy znów zobaczył cholernie idealną osobę Takashiego, serce ugrzęzło mu w gardle i było już za późno. Już za pierwszym razem było za późno.
Na początku w to nie wierzył - jak ktoś tak cholernie perfekcyjny mógł chcieć być z nim - szarym Shinjim Amano, przeciętnym gitarzystą, dawniej prześladowanym, nie pięknym, ale też nie zupełnie brzydkim. Ale sen się ziścił. Z Sakamoto byli, kochali się, nawet razem żyli... do czasu.
Wszystko zaczęło się wraz z pierwszą zdradą Takashiego. Potraktowali ten temat szybko i bezboleśnie, zapominając o sprawie i oczyszczając Sakamoto z wyrzutów sumienia. Choć i tak wiedział, że Shinji by mu wybaczył. On zawsze i wszystko mu wybaczał. Zdrady powtarzały się. Nie były one częste, ale były. Shinji o nich wiedział, a Takashi czuł się bezkarny. W końcu Amano po prostu się spakował, poczekał aż Sakamoto wróci do domu i przywitał go pożegnaniem. Później wyszedł i od tamtej pory nie wrócił. I choć serce waliło mu jak szalone, choć nie był w stanie wyartykuować kompletnie niczego, gdy stanął skołowany w drzwiach Tsunehito z dwiema torbami podróżnymi w dłoniach, a on po prostu go wpuścił, zaparzył kawę i kazał nic nie mówić. Milczeli przy kawie dwie godziny, aż Shinji, nie musząc powstrzymywać już uparcie napływających do oczu łez, powiedział wszystko.
- Mówię ci, jak wróci, to go tak pokrzywdzę... a wróci, na pewno wróci! Zawsze kochał mnie bardziej, nie mógł mnie tak po prostu zostawić.
Ukryty za czarnym kapturem Shinji, zacisnął dłoń na kuflu. Sakamoto miał rację. Zawsze kochał go bardziej. Darzył go takim uczuciem, że był w stanie poświęcić wszystko. I to nie było tak, że Takashi nie odwzajemniał jego uczuć...
- Wróciłem normalnie do domu, tak? Tak, jak ja zawsze wracam - opowiadał po raz kolejny rozemocjonowany Takashi w stanie mocnej nietrzeźwości. - A on był spakowany. Otworzyłem drzwi, a tam był on i po prostu powiedział mi...
Wtedy Tora zrzucił energicznie kaptur z głowy i odwrócił się. Zobaczył zaskoczone spojrzenie Nao i przygarbione plecy Takashiego. Miał na sobie koszulę w kratkę.
- Nie mówi się takich rzeczy publicznie - odparł Shinji. Wtedy odwrócił się do niego Sakamoto. Amano widział gdzieś na dnie jego oczu zalążki łez. Widział je po raz pierwszy, a mimo to w tamtej chwili był ich bardziej pewny niż czegokolwiek.
Zamarł na chwilę. W jego głowie pojawiła się wizualizacja, jak Takashi rzuca się na niego i zaczyna okładać pięściami. Wcale nie należała ona do przyjemnych, tym bardziej że basista był w stanie upojenia alkoholowego.
Sakamoto wstał. Serce Shinjiego zaczęło bić mocniej, szybciej, chaotycznie, jak człowiek pod wodą, który nie może wziąć ostatniego tchu, ciągnięty w dół do bezkresnej przestrzeni.
Takashi stanął przed nim. Naoyuki obserwował ich, ale nie interweniował.
Wtedy basista chwycił go w nadgarstku i mrucząc jakieś niewybredne obelgi, wyprowadził z lokalu. Szli tak, choć na dworze było zupełnie ciemno.
- Taka... - zaczął niepewnie Amano, chcąc rozrzedzić gęstniejącą między nimi atmosferę.
- Zamilcz! - Sakamoto gwałtownie się zatrzymał, szarpiąc partnera za rękę.
Tora odwrócił się przodem do niego, ale nawet nie zdążył niczego powiedzieć, bo Takashi po prostu rzucił się na niego, obejmując rękami w szyi.
- I nigdy. Nigdy więcej nie waż się mnie zostawić - wyszeptał wprost do jego ucha głosem już mniej zapijaczonym. - A tym bardziej nie waż się kłamać i wygadywać takie bzdury, jak ta, że mnie nie kochasz - mówił głosem pełnym przejęcia, ale jednak ten szept miał w sobie coś erotycznie pociągającego.
Jak Shinji miał się nie zgodzić?
To było takie... inne... Cieszę się, że udało Ci się coś napisać. ^^ Biedny Tora, tak strasznie mi go żal. Więcej wiary w siebie, Tora. ;;
OdpowiedzUsuńTekst był krótki, więc nie wiem za bardzo, co napisać. A ja nie umiem pisać komentarzy, no. ;; Jestem w tym beznadziejna. Mogłabym tylko pisać o tym, jaki to Tora jest biedny. Bo jest biedny. A Saga to gnojek. Ty lubisz robić z niego gnojka, prawda? xD
Kompletnie nie wiem, co pisać. Przepraszam. ;;
Dziękuję, że znalazłaś chwilę, żeby przeczytać tę głupotkę ^^
UsuńTory żal... mi o dziwo wcale nie jest go żal. Ja prędzej czuję coś z nim, ale go nie żałuję.
A tak, Saga jest gnojkiem (oczywiście lubię robić z niego takiego niedostępnego bad boy'a XD), choć tym krótkim One Shotem chciałam go złamać i myślę, że na końcu Takashi łamie się, jak nigdy.
Jeszcze raz bardzo dziękuję, Ty uważasz, że nie umiesz pisać komentarzy, ale ja bardzo lubię je czytać ^^