poniedziałek, 18 listopada 2013

[0/15] "...and the worst thing is that I love you" (Alice Nine) - prolog

Przed Wami twór dość świeży, ponieważ rozpoczęłam go wczoraj. Jak na razie nie zdradzam paringu. Oto prolog, życzę miłej lektury ^^


Siedemnastego listopada miał nastąpić kolejny (już osiemset osiemdziesiąty trzeci) szary dzień. Była to niedziela – dzień, w którym szykowałem się do wyprowadzki. Co za tym szło, musiałem robić porządki w moim małym gniazdku i przy okazji przekopywałem się przez emanujące sentymentem relikty przeszłości. Postanowiłem zacząć od bardzo niepozornej półki z szufladami przy biurku jednak po ataku tony kartek, rysunków, ołówków, opakowań strun, kartek urodzinowych i innych najpotrzebniejszych śmieci na świecie, przeniosłem swój wzrok na półkę przy łóżku. Wydawała się lepszą alternatywą. Gdy ją otworzyłem, ukazała mi się teczka ze starymi rysunkami. Na jej widok uśmiechnąłem się pod nosem, ale odłożyłem ją na bok, zaś moim oczom ukazał się zeszyt. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Wziąłem stary brulion o brązowej okładce do ręki i przyjrzałem mu się. Wcale nie miałem ochoty do niego zaglądać. Nawet odłożyłem go grzecznie na wysłużoną, granatową teczkę. To naprawdę nie była moja wina, że już po chwili wodziłem wzrokiem po tekście z zachłannością co najmniej taką, z jaką osiemset osiemdziesiąt trzy dni temu…

niedziela, 13 października 2013

[9/9] "Efemerycznie" Kaoru(Dir en grey)xTsurugi(Sadie)

Bardzo dziękuję, Amidamaru. Wielokropki postaram się poprawić i bardzo Ci dziękuję za tę uwagę oraz za cały komentarz, aż się wzruszyłam ; ;
W gruncie rzeczy ostatni rozdział miałam już wcześniej napisany i gdyby nie Twój komentarz, pewnie by tu nie zagościł.
Ostatni rozdział nie jest absolutnie niczym odkrywczy, ale przecież całe opowiadanie miało być "lekkie, łatwe i przyjemne". Zapraszam na końcówkę:



Patrzyłem oniemiały na sylwetkę Tsurugiego. Przyszedł po resztę rzeczy? Milczał, patrząc na mnie. Bynajmniej nie wyglądał, jakby przyszedł po resztę rzeczy z uwagi na dwie wielkie wypchane torby, które miał ze sobą. W jego oczach ujrzałem smutek. Mimowolnie wstałem, podszedłem do niego i przygarnąłem, by przytulić. Nawet nie myślałem, co robię. Nawet nie wiedziałem, czy to mój skołatany umysł płata takie figle, lecz ciepło ciasno wtulonego we mnie ciała mówiło coś zupełnie innego. 
- Kao… - zaczął, a ja milczałem, czekając cierpliwie, aż kontynuuje. – Gdy byłem z Mao… gdy zaczął mnie całować, rozbierać i… - przerwał, a we mnie zaczęło wrzeć. - … uprawialiśmy seks… - westchnąłem głośno, lecz Tsurugi kontynuował po kolejnej chwili milczenia - … ja zrozumiałem, że nie kocham jego, tylko ciebie, Kaoru. 
Zamarłem. W głowie miałem kompletny mętlik, choć wszystko sprowadzało się do jednej optymistycznej myśli - kocha mnie. Przez chwilę stałem jak wryty, by spojrzeć w jego oczy i pocałować prosto w usta. Oddał pocałunek, a ja go pogłębiłem. Gest ten wyrażał tęsknotę ostatnich chwil. Nie zwracając już uwagi na nic, daliśmy się pochłonąć. Trafiliśmy do krainy zmysłów, niczym nabuzowane hormonami dzieciaki. Nawet mi to nie przeszkadzało. On sam pociągnął mnie do sypialni, położył się, wciągnął mnie na siebie i zaczął pospiesznie rozbierać. Chaotyczne ruchy miały w sobie jednak jakiś element czułości. Nigdy wcześniej nie kochaliśmy się tak świadomie, bez ukłucia żalu, wynikającego z efemeryczności każdego gestu, chwili bliskości. Od teraz wiedzieliśmy, że nietrwała „wieczność” stoi przed nami otworem. Wiedziałem to przede wszystkim ja. Kochaliśmy się, jak nigdy dotąd. 

Leżałem, obejmując go w pasie z głową wspartą na torsie. Słyszałem jego jeszcze trochę za szybko bijące serce. Uśmiechnąłem się, czując smukłe palce, błądzące w kosmykach moich włosów. 
- Tsu – wymruczałem. 
- Taak? – zapytał z nutką radości w głosie. Nie musiałem na niego patrzeć, by wiedzieć, że się uśmiecha. 
- Wyrzucił cię? 
Usłyszałem jego ciche westchnięcie. 
- Właściwie po tym, jak my… z Mao… przyszedł Mizuki… 
Spojrzałem na niego, opierając się brodą o jego mostek. Uniosłem do góry jedną brew. 
- I? 
- Wtedy się kłócili… aż mnie wyrzucili... 
Zbił mnie z tropu. 
- I przy… 
- Nie – przerwał mi – to nie tak. Uświadomiłem sobie to już wcześniej, zanim jeszcze Mizuki wszedł… zresztą… n​ie mówmy już o tym… bo ja kocham tylko Ciebie, Kaoru. 
Uśmiech zakochanego idioty wrócił na moją twarz. Pomimo świadomości, że zaraz zniknie, bo jest równie efemeryczny jak my, pozwoliłem głupiej radości mną zawładnąć.

środa, 18 września 2013

[One Shot] Słodka przeszłość (ReitaxUruha)

Data napisania: 04.06.2010r.
Tytuł: Słodka przeszłość
Pairing: ReitaxUruha
Gatunek: Flashback i Fluff
Rating: chyba G
Ostrzeżenia: ?
Notka od autora: Coś bardzo starego (co widać po dacie), znowu Gazettowy paring i chyba nawet mój pierwszy fick o tej parze. Zapraszam ^^

Najpierw był piękny początek. Działo się to jeszcze w liceum, a ja pamiętam tak, jakby zdarzyło się wczoraj.
Poznaliśmy się zwyczajnie, wiele osób nawiązuje w ten sposób znajomości. Po prostu mieliśmy przerwę między lekcjami, a żadnego z naszych znajomych nie było tego dnia w szkole z powodu epidemii grypy. Siedziałeś na parapecie, a ja podszedłem do ciebie i zacząłem rozmowę. Bardzo szybko się rozwinęła i okazało się, że mamy mnóstwo wspólnych tematów. Chodziliśmy i rozmawialiśmy razem przez cały dzień. Następnego dnia było podobnie, ale tym razem to ty podszedłeś do mnie i zagadałeś. Do dzisiaj uśmiecham się, wspominając, gdy tak się zagadaliśmy, że zapomnieliśmy o bożym świecie i zostaliśmy sami na korytarzu. W połowie lekcji zauważył nas dyrektor. Ale miałem wtedy szlaban.
Wciąż zbliżaliśmy się do siebie, z każdym dniem. Nawet po powrocie naszych przyjaciół, nie szczędziliśmy czasu na rozmowy i wygłupy. Oczywiście zdarzały się kłótnie i nieporozumienia. Jedno takie trwało nawet dwa tygodnie. Do dzisiaj wydaje mi się, że to ja je spowodowałem i zawsze, gdy o tym myślę, czuję drobne ukłucie w sercu. Widząc tylko czubek własnego nosa nie potrafiłem zauważyć, gdy twoje poczucie własnej wartości spadło niemalże do zera. Zobaczyłem to niestety za późno, bo zacząłem dociekać dopiero w chwili, gdy dojrzałem kreskę na twoim nadgarstku. Dzisiaj już nie ma po niej śladu, bo rana nie została. Wyleczyliśmy ją razem i nie musiała się nawet zabliźniać. Po prostu zniknęła. Wtedy przyrzekłem, że już nigdy cię nie zostawię.
Z czasem zacząłem lubić cię coraz bardziej, a w drugiej klasie poczułem tę „iskierkę”. Zacząłem za tobą szaleć. Byliśmy wtedy najlepszymi przyjaciółmi. Stało się to zwyczajnie, jakby automatycznie. Nagle dostrzegłem, że potrafisz rozchmurzyć każdy mój zły dzień, przegonić każdą burzę w moim życiu. Przebywanie z tobą przestało być dla mnie samą radością, doszła do niej fascynacja twoją osobą i chęć spędzania z tobą każdej chwili, mimo, że byliśmy wtedy niemal nierozłączni.
Minęło wiele dni, które spędziliśmy razem, ale najwyraźniej pamiętam ten jeden niezwykły…
Była dyskoteka szkolna dla całego liceum. Na początku krępowaliśmy się cokolwiek robić, ale po paru piosenkach zaczęliśmy tańczyć i się wygłupiać. Wyginaliśmy się w rytm muzyki, śmiejąc się z siebie nawzajem. Raz nawet wpadłem na ciebie. Byłeś tak zdezorientowany, że runąłeś na ziemię, a ja za tobą. Na początku cały poczerwieniałeś, tym bardziej, że widziała to dziewczyna, która ci się podobała. Nie była brzydka, ani głupia, ale ja nigdy nie potrafiłem jej polubić. Ona mnie też. Ale mimo to zwierzałeś mi się, a ja – jak przystało na dobrego przyjaciela – doradzałem ci i pomagałem zdobyć jej serce. W trakcie dyskoteki spojrzała na mnie zawistnie, gdy leżałem na roześmianym Shimie, czyli tobie. Lubiłem cię wtedy tak nazywać. Mimo wszystko postarałem się dość szybko pozbierać i pomóc wstać też tobie. Dalej wszystko odbyło się bez rewelacji – dziewczyna unikała cię i udawała obrażoną, przez co byłeś trochę smutny, ale ja potrafiłem cię pocieszyć. Coś zdarzyło się dopiero po całej imprezie. Byliśmy spoceni, ale zadowoleni, bo wyszaleliśmy się do woli. Właśnie ścierałem z czoła pot, a do łazienki wszedłeś ty. Powiedziałeś tylko, że dziewczyna dowiedziała się o twoich uczuciach i oznajmiła, iż cię nienawidzi i nigdy nie będzie w stanie pokochać. W myślach nadałem jej niecenzuralną nazwę i zacząłem cię pocieszać. Usiadłeś w kącie na ziemi, a ja obok ciebie. Nie chciałeś płakać, to łzy same popłynęły z twoich oczu, a ja…to było instynktowne…przytuliłem cię i mówiłem, że nie jest ciebie warta. Ani ciebie, ani twoich łez. Spojrzałeś na mnie i…nigdy nie zapomnę tego wzroku, twoich oczu, ust, całej twarzy wtedy i słów:
- Akira...wiesz…jest jedna sprawa… - nie mówiłem nic, czekając, aż rozbudujesz zdanie – …ja…kocham cię…
Byłem zaskoczony i w pierwszej chwili nie potrafiłem nic zrobić, ani powiedzieć. W mojej głowie plątało się mnóstwo myśli. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Było jak mieszanka wszystkiego – podniecenia, radości, strachu, niepokoju - która zaraz miała wybuchnąć, a ja obudzić się i z żalem stwierdzić, że to sen. Ale nie, to wszystko było prawdziwe. Wtedy powiedziałem, że odwzajemniam twoje uczucie i zasmakowałem twoich ust. Powiedziałbym, że były słodkie, choć tak naprawdę nie dało się określić ich smaku. Z każdą chwilą narastała w nas namiętność i podniecenie. Łzy zdążyły szybko wyschnąć z twoich policzków. Osuszyłem je ja swoimi ustami. Nie doszło między nami do niczego więcej. Z jednej strony żałowałem, ale z drugiej nie chciałem tłumić rozsądku namiętnością. To było piękne i nie zapomnę tej chwili do końca mojego życia. Mimo, że była tak ulotna.
Potem trochę krępowaliśmy się przed okazywaniem swoich uczuć w szkole. Inaczej było, gdy zostawaliśmy sami – wtedy pochłaniały nas uczucia, jakie do siebie żywiliśmy pomieszane z namiętnością. Bolało mnie, gdy dzień po dyskotece, próbowałem objąć cię w pasie. Chciałem poczuć twój zapach, ale ty odepchnąłeś mnie. Usłyszałem śmiechy i wiedziałem, że twoje policzki pokrywa rumieniec wstydu. Miałem ochotę wtedy skulić się jak dziecko i zacząć płakać, ale ukryłem się pod maską twardziela bez uczuć, bo tak było łatwiej. Do końca dnia unikaliśmy siebie nawzajem. Ja miałem cię dość, byłem wściekły i zdruzgotany, a tobie było wstyd i bałeś się do mnie podejść. Pamiętam, że gdy wróciłem tego dnia do domu, zamknąłem się w łazience i zacząłem płakać. Wtedy pochlipywania zza drzwi usłyszała siostra i zaczęła ze mną rozmawiać. Była starsza i zawsze pomagała mi w najcięższych chwilach. Po półgodzinnym namawianiu, wreszcie otworzyłem drzwi, a ona przytuliła mnie i zaprowadziła do swojego pokoju. Nagle zburzył się mur wokół mojego serca i zacząłem opowiadać bez opamiętania o wszystkim, co mnie dręczyło. Trwało to godzinę. Siostra łatwo zaakceptowała moje preferencje seksualne i doradziła mi, bym się nie zniechęcał, tylko z tobą porozmawiał, bo pewnie cię to wszystko po prostu przeraziło. W takich chwilach cieszyłem się, że mam taką wyrozumiałą siostrę.
Następnego dnia problem sam się rozwiązał. W chwili, gdy pojawiłem się w drzwiach szkoły, ty już na mnie skoczyłeś, przytulając się i wciąż powtarzając słowo „przepraszam”. Wybaczyłem ci i wtedy drugi raz zasmakowałem twoich ust. Wydawały się być spragnione mojego pocałunku. Potem nie było łatwo, tym bardziej, że nie wszyscy akceptowali nasz związek, ale wystarczyło, że my go zaakceptowaliśmy i mogliśmy już razem dążyć do szczęścia.
Trwało to rok. W trzeciej klasie przeżyliśmy swój pierwszy raz. Nie da się tego opisać, choć do dziś pamiętam ten ból i nasze mocno zaciśnięte dłonie. Byliśmy wtedy razem i czuliśmy to razem, tak, jak zawsze. Pamiętam nasze przyspieszone oddechy, mieszające się ze sobą, nasze ciała, które splecione razem mogły tworzyć jeden organizm i ból, przerażający ból, który czuliśmy obydwoje, tłumiony przyjemnością, którą czerpaliśmy zarówno ze stosunku, jak i ciepła swoich ciał.
Założyliśmy pierwszy zespół. Był on kompletnym niewypałem. Dopiero z drugiego „coś” wyszło. I wtedy, kiedy „coś” wyszło, nasze uczucie zaczęło blaknąć, zanikać. A przynajmniej tak nam się wydawało. Teraz myślę, że po prostu potrafiliśmy pokochać mocniej kogoś innego, niż siebie nawzajem. Czasami wracam myślami tam, w odległą przeszłość i myślę o niej z małym żalem i utęsknieniem, ale wiem, że nikt inny nie potrafiłby zastąpić Rukiego. On jest jedyny, niezastąpiony i właśnie przysypia na kanapie w moim salonie. Wygląda bardzo słodko. Ty też znalazłeś sobie kogoś. Podchody z Yuu nareszcie się skończyły i jesteście razem. A ty i ja od czasu rozpadu „nas” znowu zostaliśmy przyjaciółmi i jesteśmy nimi do teraz. Piękny początek i nie gorszy koniec.