Bardzo dziękuję, Amidamaru. Wielokropki postaram się poprawić i bardzo Ci dziękuję za tę uwagę oraz za cały komentarz, aż się wzruszyłam ; ;
W gruncie rzeczy ostatni rozdział miałam już wcześniej napisany i gdyby nie Twój komentarz, pewnie by tu nie zagościł.
Ostatni rozdział nie jest absolutnie niczym odkrywczy, ale przecież całe opowiadanie miało być "lekkie, łatwe i przyjemne". Zapraszam na końcówkę:
Patrzyłem oniemiały na sylwetkę Tsurugiego. Przyszedł po resztę rzeczy? Milczał, patrząc na mnie. Bynajmniej nie wyglądał, jakby przyszedł po resztę rzeczy z uwagi na dwie wielkie wypchane torby, które miał ze sobą. W jego oczach ujrzałem smutek. Mimowolnie wstałem, podszedłem do niego i przygarnąłem, by przytulić. Nawet nie myślałem, co robię. Nawet nie wiedziałem, czy to mój skołatany umysł płata takie figle, lecz ciepło ciasno wtulonego we mnie ciała mówiło coś zupełnie innego.
- Kao… - zaczął, a ja milczałem, czekając cierpliwie, aż kontynuuje. – Gdy byłem z Mao… gdy zaczął mnie całować, rozbierać i… - przerwał, a we mnie zaczęło wrzeć. - … uprawialiśmy seks… - westchnąłem głośno, lecz Tsurugi kontynuował po kolejnej chwili milczenia - … ja zrozumiałem, że nie kocham jego, tylko ciebie, Kaoru.
Zamarłem. W głowie miałem kompletny mętlik, choć wszystko sprowadzało się do jednej optymistycznej myśli - kocha mnie. Przez chwilę stałem jak wryty, by spojrzeć w jego oczy i pocałować prosto w usta. Oddał pocałunek, a ja go pogłębiłem. Gest ten wyrażał tęsknotę ostatnich chwil. Nie zwracając już uwagi na nic, daliśmy się pochłonąć. Trafiliśmy do krainy zmysłów, niczym nabuzowane hormonami dzieciaki. Nawet mi to nie przeszkadzało. On sam pociągnął mnie do sypialni, położył się, wciągnął mnie na siebie i zaczął pospiesznie rozbierać. Chaotyczne ruchy miały w sobie jednak jakiś element czułości. Nigdy wcześniej nie kochaliśmy się tak świadomie, bez ukłucia żalu, wynikającego z efemeryczności każdego gestu, chwili bliskości. Od teraz wiedzieliśmy, że nietrwała „wieczność” stoi przed nami otworem. Wiedziałem to przede wszystkim ja. Kochaliśmy się, jak nigdy dotąd.
Leżałem, obejmując go w pasie z głową wspartą na torsie. Słyszałem jego jeszcze trochę za szybko bijące serce. Uśmiechnąłem się, czując smukłe palce, błądzące w kosmykach moich włosów.
- Tsu – wymruczałem.
- Taak? – zapytał z nutką radości w głosie. Nie musiałem na niego patrzeć, by wiedzieć, że się uśmiecha.
- Wyrzucił cię?
Usłyszałem jego ciche westchnięcie.
- Właściwie po tym, jak my… z Mao… przyszedł Mizuki…
Spojrzałem na niego, opierając się brodą o jego mostek. Uniosłem do góry jedną brew.
- I?
- Wtedy się kłócili… aż mnie wyrzucili...
Zbił mnie z tropu.
- I przy…
- Nie – przerwał mi – to nie tak. Uświadomiłem sobie to już wcześniej, zanim jeszcze Mizuki wszedł… zresztą… nie mówmy już o tym… bo ja kocham tylko Ciebie, Kaoru.
Uśmiech zakochanego idioty wrócił na moją twarz. Pomimo świadomości, że zaraz zniknie, bo jest równie efemeryczny jak my, pozwoliłem głupiej radości mną zawładnąć.
Po tym wszystkim takie puchate zakończenie... ヽ(*≧ω≦)ノ
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że smutno, bo już koniec, ale satysfakcjonuje mnie fakt, że finalnie się zeszli. Należało im się trochę szczęścia od losu.
Czekam na kolejne opowiadania. Pozdrawiam.
Och, miło mi, że mój komentarz tak cię zmotywował... jednak zostałam strollowana, bo tu się okazuje, że ty ten rozdział już miałaś! >,< Szkoda, ze wcześniej nie wstawiłaś, jednakże czuję się dumna, ze się do czegoś przyczyniłam xD
OdpowiedzUsuńTa miniaturka rozdziału jest po protu ładnym zakończeniem całości, dziękuję, że mogłam przeczytać.
Pozdrawiam ;*