Data napisania:
04.06.2010r.
Tytuł: Słodka przeszłość
Pairing: ReitaxUruha
Pairing: ReitaxUruha
Gatunek: Flashback i Fluff
Rating: chyba G
Ostrzeżenia: ?
Rating: chyba G
Ostrzeżenia: ?
Notka od autora:
Coś bardzo starego (co widać po dacie), znowu Gazettowy paring i chyba nawet mój pierwszy fick o tej parze. Zapraszam ^^
Najpierw był
piękny początek. Działo się to jeszcze w liceum, a ja pamiętam tak, jakby
zdarzyło się wczoraj.
Poznaliśmy się
zwyczajnie, wiele osób nawiązuje w ten sposób znajomości. Po prostu mieliśmy
przerwę między lekcjami, a żadnego z naszych znajomych nie było tego dnia w
szkole z powodu epidemii grypy. Siedziałeś na parapecie, a ja podszedłem do
ciebie i zacząłem rozmowę. Bardzo szybko się rozwinęła i okazało się, że mamy
mnóstwo wspólnych tematów. Chodziliśmy i rozmawialiśmy razem przez cały dzień.
Następnego dnia było podobnie, ale tym razem to ty podszedłeś do mnie i
zagadałeś. Do dzisiaj uśmiecham się, wspominając, gdy tak się zagadaliśmy, że
zapomnieliśmy o bożym świecie i zostaliśmy sami na korytarzu. W połowie lekcji
zauważył nas dyrektor. Ale miałem wtedy szlaban.
Wciąż zbliżaliśmy
się do siebie, z każdym dniem. Nawet po powrocie naszych przyjaciół, nie
szczędziliśmy czasu na rozmowy i wygłupy. Oczywiście zdarzały się kłótnie i
nieporozumienia. Jedno takie trwało nawet dwa tygodnie. Do dzisiaj wydaje mi
się, że to ja je spowodowałem i zawsze, gdy o tym myślę, czuję drobne ukłucie w
sercu. Widząc tylko czubek własnego nosa nie potrafiłem zauważyć, gdy twoje
poczucie własnej wartości spadło niemalże do zera. Zobaczyłem to niestety za
późno, bo zacząłem dociekać dopiero w chwili, gdy dojrzałem kreskę na twoim
nadgarstku. Dzisiaj już nie ma po niej śladu, bo rana nie została. Wyleczyliśmy
ją razem i nie musiała się nawet zabliźniać. Po prostu zniknęła. Wtedy
przyrzekłem, że już nigdy cię nie zostawię.
Z czasem zacząłem
lubić cię coraz bardziej, a w drugiej klasie poczułem tę „iskierkę”. Zacząłem
za tobą szaleć. Byliśmy wtedy najlepszymi przyjaciółmi. Stało się to
zwyczajnie, jakby automatycznie. Nagle dostrzegłem, że potrafisz rozchmurzyć
każdy mój zły dzień, przegonić każdą burzę w moim życiu. Przebywanie z tobą
przestało być dla mnie samą radością, doszła do niej fascynacja twoją osobą i
chęć spędzania z tobą każdej chwili, mimo, że byliśmy wtedy niemal
nierozłączni.
Minęło wiele dni,
które spędziliśmy razem, ale najwyraźniej pamiętam ten jeden niezwykły…
Była dyskoteka
szkolna dla całego liceum. Na początku krępowaliśmy się cokolwiek robić, ale po
paru piosenkach zaczęliśmy tańczyć i się wygłupiać. Wyginaliśmy się w rytm
muzyki, śmiejąc się z siebie nawzajem. Raz nawet wpadłem na ciebie. Byłeś tak
zdezorientowany, że runąłeś na ziemię, a ja za tobą. Na początku cały
poczerwieniałeś, tym bardziej, że widziała to dziewczyna, która ci się
podobała. Nie była brzydka, ani głupia, ale ja nigdy nie potrafiłem jej
polubić. Ona mnie też. Ale mimo to zwierzałeś mi się, a ja – jak przystało na dobrego
przyjaciela – doradzałem ci i pomagałem zdobyć jej serce. W trakcie dyskoteki
spojrzała na mnie zawistnie, gdy leżałem na roześmianym Shimie, czyli tobie.
Lubiłem cię wtedy tak nazywać. Mimo wszystko postarałem się dość szybko
pozbierać i pomóc wstać też tobie. Dalej wszystko odbyło się bez rewelacji –
dziewczyna unikała cię i udawała obrażoną, przez co byłeś trochę smutny, ale ja
potrafiłem cię pocieszyć. Coś zdarzyło się dopiero po całej imprezie. Byliśmy
spoceni, ale zadowoleni, bo wyszaleliśmy się do woli. Właśnie ścierałem z czoła
pot, a do łazienki wszedłeś ty. Powiedziałeś tylko, że dziewczyna dowiedziała
się o twoich uczuciach i oznajmiła, iż cię nienawidzi i nigdy nie będzie w
stanie pokochać. W myślach nadałem jej niecenzuralną nazwę i zacząłem cię
pocieszać. Usiadłeś w kącie na ziemi, a ja obok ciebie. Nie chciałeś płakać, to
łzy same popłynęły z twoich oczu, a ja…to było instynktowne…przytuliłem cię i
mówiłem, że nie jest ciebie warta. Ani ciebie, ani twoich łez. Spojrzałeś na
mnie i…nigdy nie zapomnę tego wzroku, twoich oczu, ust, całej twarzy wtedy i
słów:
-
Akira...wiesz…jest jedna sprawa… - nie mówiłem nic, czekając, aż rozbudujesz
zdanie – …ja…kocham cię…
Byłem zaskoczony
i w pierwszej chwili nie potrafiłem nic zrobić, ani powiedzieć. W mojej głowie
plątało się mnóstwo myśli. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Było jak mieszanka
wszystkiego – podniecenia, radości, strachu, niepokoju - która zaraz miała
wybuchnąć, a ja obudzić się i z żalem stwierdzić, że to sen. Ale nie, to
wszystko było prawdziwe. Wtedy powiedziałem, że odwzajemniam twoje uczucie i
zasmakowałem twoich ust. Powiedziałbym, że były słodkie, choć tak naprawdę nie
dało się określić ich smaku. Z każdą chwilą narastała w nas namiętność i
podniecenie. Łzy zdążyły szybko wyschnąć z twoich policzków. Osuszyłem je ja
swoimi ustami. Nie doszło między nami do niczego więcej. Z jednej strony
żałowałem, ale z drugiej nie chciałem tłumić rozsądku namiętnością. To było
piękne i nie zapomnę tej chwili do końca mojego życia. Mimo, że była tak ulotna.
Potem trochę
krępowaliśmy się przed okazywaniem swoich uczuć w szkole. Inaczej było, gdy
zostawaliśmy sami – wtedy pochłaniały nas uczucia, jakie do siebie żywiliśmy
pomieszane z namiętnością. Bolało mnie, gdy dzień po dyskotece, próbowałem
objąć cię w pasie. Chciałem poczuć twój zapach, ale ty odepchnąłeś mnie.
Usłyszałem śmiechy i wiedziałem, że twoje policzki pokrywa rumieniec wstydu.
Miałem ochotę wtedy skulić się jak dziecko i zacząć płakać, ale ukryłem się pod
maską twardziela bez uczuć, bo tak było łatwiej. Do końca dnia unikaliśmy
siebie nawzajem. Ja miałem cię dość, byłem wściekły i zdruzgotany, a tobie było
wstyd i bałeś się do mnie podejść. Pamiętam, że gdy wróciłem tego dnia do domu,
zamknąłem się w łazience i zacząłem płakać. Wtedy pochlipywania zza drzwi
usłyszała siostra i zaczęła ze mną rozmawiać. Była starsza i zawsze pomagała mi
w najcięższych chwilach. Po półgodzinnym namawianiu, wreszcie otworzyłem drzwi,
a ona przytuliła mnie i zaprowadziła do swojego pokoju. Nagle zburzył się mur wokół
mojego serca i zacząłem opowiadać bez opamiętania o wszystkim, co mnie dręczyło.
Trwało to godzinę. Siostra łatwo zaakceptowała moje preferencje seksualne i
doradziła mi, bym się nie zniechęcał, tylko z tobą porozmawiał, bo pewnie cię
to wszystko po prostu przeraziło. W takich chwilach cieszyłem się, że mam taką
wyrozumiałą siostrę.
Następnego dnia
problem sam się rozwiązał. W chwili, gdy pojawiłem się w drzwiach szkoły, ty
już na mnie skoczyłeś, przytulając się i wciąż powtarzając słowo „przepraszam”.
Wybaczyłem ci i wtedy drugi raz zasmakowałem twoich ust. Wydawały się być
spragnione mojego pocałunku. Potem nie było łatwo, tym bardziej, że nie wszyscy
akceptowali nasz związek, ale wystarczyło, że my go zaakceptowaliśmy i mogliśmy
już razem dążyć do szczęścia.
Trwało to rok. W
trzeciej klasie przeżyliśmy swój pierwszy raz. Nie da się tego opisać, choć do
dziś pamiętam ten ból i nasze mocno zaciśnięte dłonie. Byliśmy wtedy razem i
czuliśmy to razem, tak, jak zawsze. Pamiętam nasze przyspieszone oddechy,
mieszające się ze sobą, nasze ciała, które splecione razem mogły tworzyć jeden
organizm i ból, przerażający ból, który czuliśmy obydwoje, tłumiony
przyjemnością, którą czerpaliśmy zarówno ze stosunku, jak i ciepła swoich ciał.
Założyliśmy
pierwszy zespół. Był on kompletnym niewypałem. Dopiero z drugiego „coś” wyszło.
I wtedy, kiedy „coś” wyszło, nasze uczucie zaczęło blaknąć, zanikać. A
przynajmniej tak nam się wydawało. Teraz myślę, że po prostu potrafiliśmy
pokochać mocniej kogoś innego, niż siebie nawzajem. Czasami wracam myślami tam,
w odległą przeszłość i myślę o niej z małym żalem i utęsknieniem, ale wiem, że
nikt inny nie potrafiłby zastąpić Rukiego. On jest jedyny, niezastąpiony i
właśnie przysypia na kanapie w moim salonie. Wygląda bardzo słodko. Ty też
znalazłeś sobie kogoś. Podchody z Yuu nareszcie się skończyły i jesteście
razem. A ty i ja od czasu rozpadu „nas” znowu zostaliśmy przyjaciółmi i
jesteśmy nimi do teraz. Piękny początek i nie gorszy koniec.
Cudowne.
OdpowiedzUsuńWzruszyłam się. Zwłaszcza na koniec. Pisane z perspektywy Reity- typowego twardziela, postrachu całej szkoły. Odniosłam wrażenie, że Kou zniszczył tą jego skorupę i dopiero wtedy nauczył się okazywać uczucia.
Kiedy Uruha się pociął i Reita przyrzekł mu, że nigdy go nie zostawi- tu już zaczęło rodzić się uczucie, które Akira dojrzał dopiero w drugiej klasie.
Na koniec historii Reituha zmieniła się w Reituki i Aoihę. Mimo że Akira kocha teraz Rukiego, to wydawało mi się, że nadal jego i Uruhę łączy więcej już przyjaźń. Nie chodzi mi tu o zdradę, nic z tych rzeczy! Oni w młodości przełamali barierę przyjaźni, której nie pozwolili się zrehabilitować. To nie miłość, a jednocześnie nie przyjaźń. To coś pomiędzy tym, coś, czego nie da się nazwać słowami, a jedynie czynami i gestami, które idealnie opisujesz.
Czekam na więcej. Pozdrawiam.
Świetna interpretacja.
UsuńBardzo dziękuję i również pozdrawiam.