Tytuł:„Pod tym
ogromnym drzewem wiśni...”
Pairing: Reituki
Gatunek: Angst, Songfic (Machibouke no kouende - the GazettE)
Rating: G?
Rating: G?
Ostrzeżenia: nie
będę tu pisała, bo nie chcę psuć frajdy czytania ^^
Od autora: Twór jest stary. Pochodzi chyba sprzed dwóch lat, wylądował już w kilku miejscach.
Tak, robię opis z ostrzeżeniami itd, postaram się uzupełnić też w pozostałych fickach ^^'.
***
Akira oparł głowę
o tylną część ławki, przymykając oczy. Westchnął głęboko. Jego przyjaciel znów
się spóźniał. Nagle przed jego oczami znów pojawiały się wyrywki wspomnień,
tych najboleśniejszych. Akira wrzasnął, spuszczając głowę w dół i chwytając ją
dłońmi. Cały drżał, gdy nagle poczuł czyjąś dłoń na swoich plecach i
momentalnie zwolnił uścisk swoich dłoni na głowie. Ktoś najpierw powoli
przejechał palcami wzdłuż jego kręgosłupa, a potem subtelnie położył dłoń na
jego plecach. Akira spojrzał na Takanoriego załzawionymi oczami.
- Taka-chan… -
szepnął drżącym głosem.
Matsumoto
uśmiechnął się do niego ciepło i przytulił do swojego brzucha, który Suzuki
objął i zaczął cicho łkać. Nagle na jego włosy opadł płatek kwiatu z drzewa
wiśni. Takanori uśmiechnął się i delikatnie strzepnął go, muskając dłonią jego
włosy. Były miękkie i bardzo przyjemne w dotyku, więc położył na nich dłoń i
zaczął głaskać. Płacz Suzukiego ustał i ciemnooki spojrzał ze zdziwieniem na
ciemnowłosego przyjaciela. Takanori
uśmiechnął się do niego szeroko i musnął palcem czubek jego nosa. Słońce
zaczęło świecić, a lekko drżące kąciki ust Akiry podniosły się odrobinę w górę.
Nieznacznie, ale się podniosły, co bardzo ucieszyło Takanoriego. Ciemnowłosy
przykucnął i z dołu wpatrywał się w świecące od łez oczy Akiry.
- Masz piękne
oczy – powiedział, uśmiechając się.
- Nie mam… -
burknął pod nosem, chowając twarz między nogi.
- Ue-chaaan! –
powiedział, próbując podnieść jego głowę do góry. – To, że ta… - w jego głowie
krążyło wiele niecenzuralnych słów, które wręcz idealnie opisywały osobę, o
której mówił, ale wiedział, że nie może ich użyć. A miał na myśli dziewczynę
Akiry, która bawiła się nim i wykorzystywała jego uczucie. Teraz kolejny raz z
nim zerwała, łamiąc mu serce. – … ta… ta… no dobra, powiem wprost. – Akira
podniósł głowę do góry, patrząc na przyjaciela. – Nigdy jej nie lubiłem, zawsze
zachowywała się jak ostatnia ekhem i przeszkadzała mi w… - urwał, uświadamiając
sobie, że powiedział trochę za dużo.
- W czym? – nagle
zaciekawił się Suzuki.
- W… w… - Takanori
próbował jakoś się wykręcić, ale stres sprawił, że nie mógł nic wymyślić. Jego
broda drżała. Nagle poczuł, że coś utknęło w jego gardle i nie mógł nic
powiedzieć. Akira wpatrywał się w niego z zaciekawieniem.
- N-no bo… -
Matsumoto wreszcie się przełamał i postanowił coś powiedzieć. – J-j-ja w pewnym
sensie z-z nią r-rywalizo-wałem – wydukał, a na jego twarz wpłynął rumieniec.
Akira westchnął, znowu pochmurniejąc i oparł brodę o kolana. Matsumoto dotknął
wierzchem dłoni jego policzka i delikatnie go pogładził, patrząc w jego smutne
oczy.
- Akira… - zaczął
niepewnie. – Czy jest ci przez to smutno?
- Przez co? –
spytał zaskoczony, lekko marszcząc czoło, które Takanori od razu wygładził
swoim kciukiem.
- Przez to, że
nie powiedziałem do końca… no wiesz… b-bo… ja… ja cię kocham… - ostatnie słowa mówił
tak cicho, że tylko siedzący naprzeciw niego Akira mógł go usłyszeć. Suzuki
pomyślał, że jego życie jest zmienne jak kobieta w ciąży i lekko się
uśmiechnął. Takanori wyglądał, jakby zaraz miał uciec, albo raczej był gotowy
do ucieczki w każdej chwili. Akira podniósł głowę i przybliżył ją do twarzy
Matsumoto. Potem dotknął jego ust swoimi wargami. Wydawać by się mogło, że
Takanori zaraz zacznie skakać i tańczyć z radości. Jego oczy błyszczały
szczęściem.
„W tamtym parku, kiedy
byłem w depresji, świeciło słońce, krzycząc twoim głosem moje imię.
Kocham cię - te
jedyne słowa…”
Kolejna kłótnia.
Takanori był zły i chodził piaskową drogą, ciągle kopiąc pierwszy lepszy kamień
lub kasztan. Wzrok miał wbity w ziemię.
- Nie! Ja go nie
przeproszę, niech sam przyjdzie! – myślał. Nagle na ziemi przed sobą zobaczył
czyjeś buty i natychmiast podniósł wzrok na siedzącego na ławce i płaczącego
Akirę. Siedział pod tym samym drzewem wiśni. Nagle Matsumoto poczuł, że Suzuki
zaciska dłoń na jego koszulce, przyciąga go do siebie i przytula, mocząc mu
koszulkę. W chwili takiej jak ta Matsumoto nie potrafił długo się gniewać. Łzy moczyły
jego brzuch, lecz on nie umiał się tym przejmować, patrząc, jak Akira płacze.
Objął jego głowę rękami, przyciskając ją do swojego brzucha i szeptał, że nic
się nie stało i nie ma mu niczego za złe. Po chwili było słychać tylko ciche
łkanie. Suzuki nie płakał przez kłótnię, a mimo to bliskość Takanoriego,
dodawała mu otuchy. Jasnowłosy czuł, że wydarzy się coś tragicznego i bał się.
Pulsował w nim jakiś wewnętrzny niepokój. Matsumoto zwolnił uścisk i zaczął
głaskać włosy Akiry, delikatnie masując jego głowę. Płacz ustał, a ledwo
wyczuwalny wiatr poniósł ze sobą jedno słowo, wyszeptane przez Takanoriego:
- Przepraszam…
„Zawsze, zawsze
płakałeś pod ogromnym drzewem wiśni.”
- Takanori!
TAKANORI!!! – wrzeszczał Akira przez łzy, łykając je co chwilę. – Taka-chan –
opadł bezsilnie na kolana, trzymając w uścisku jego bezwładną dłoń. Gdy poczuł
na swojej słaby uścisk, zerwał się i zobaczył uśmiechniętego Takanoriego.
- Głupku!
Dlaczego się śmiejesz?! – krzyczał zdesperowany Suzuki, wciąż połykając łzy. –
Przecież t-ty…u-mie-rasz… - jego ciało drżało, a w oczach skłębiły się łzy, by
zaraz polecieć w dół, ku brodzie i opaść na brzuch Matsumoto.
- Tak, ale… -
ciemnowłosy mówił zachrypniętym głosem człowieka zmęczonego życiem. - … jesteś
przy mnie, to mi wystarcza… I pamiętaj, że ja też zawsze będę przy tobie… kiedyś
wrócę i już zawsze będziemy szczęśliwi… - jego głowa opadła bezwładnie na
szpitalną poduszkę, a oczy zamknęły się bezwładnie, jak u lalki.
- Takanori!
TAKANORI!!!
„Wiatr pod koniec
września jest pełen bólu.”
Akira usłyszał,
jak kropelki deszczu uderzają w szyby. Odetchnął głęboko, jakby z nutką smutku,
wziął coś pod pachę i wyszedł na dwór. Znów poszedł pod to samo drzewo wiśni i
usiadł na niszczejącej już ławeczce… tej pamiętnej ławce. Drzewo było na tyle
bujne, że przez gałęzie przeciekały tylko nieliczne krople deszczu. Akira
otworzył czarny album i mówił wskazując na każde ze zdjęć. Przy jednym z nich
powiedział:
- Taka-chan, a
pamiętasz chwilę, w której wyznałeś mi miłość? – W kącikach jego oczu zaczęły
pojawiać się łzy. – To były ciężkie i bardzo pochmurne dni w moim życiu… ale ty
sprawiłeś, że na miejsce chmur weszło słońce. Ty jesteś moim słońcem! –
uśmiechnął się, patrząc w niebo i po chwili znów wracając do zdjęcia.
Posmutniał. – I wtedy… nie chodziło o dziewczynę… wreszcie mogę Ci powiedzieć, że
to nie było to… Tu… chodziło o to… że… o-ojciec… mnie bił… - ostatnie słowa powiedział
niemal bezgłośnie, jakby chciał, żeby usłyszało go tylko to ogromne drzewo.
Znowu zachciało mu się płakać. – Kocham cię – powiedział na koniec, tłumiąc
łzy. Zamknął album.
Po godzinie
płaczu, leżał na ławce, obejmując album i śpiąc, lecz jego oczy wciąż były
wilgotne od łez.
„W kółko
mamrotałeś do tego albumu mnóstwo wspomnień.
Przyszedłem, by
oglądać, jak śpisz, zmęczony płaczem,
Pod tym ogromnym
drzewem wiśni, pełnym wspomnień.
Patrzę na ciebie,
jak czekasz, aż wrócę.”
Kolejny samotny
dzień… Akira znów siedział na spróchniałej ławce w cieniu bezkwietnego drzewa
wiśni. Przyglądał się temu miejscu zaledwie chwilę i doszedł do wniosku, że w
ogóle się ono nie zmieniło… ani trochę od czasu tych pamiętnych dni. Znów
zamknął się we wspomnieniach, tłumiąc czas. Deszcz ustał.
- Takanori… -
powiedział cicho. Był dorosły, jego głos niższy i zmysłowy, a mimo tego… mimo
dorosłości, pracy, przyszłości nie potrafił zapomnieć o przeszłości…o Matsumoto. Westchnął cicho. – Przepraszam cię,
Takanori, ale ja nie potrafię… - dokończył w myślach, zamykając oczy. Po chwili
otworzył je, wszedł na ławkę z liną w ręce i przywiązał ją do jednej z
większych gałęzi. Potem wsunął okrąg z liny przez głowę i zeskoczył z ławki,
myśląc „żegnaj świecie, witaj Takanori”. Przez chwilę jego ciało było sztywne i
szamotał się, lecz potem ustąpił, jakby się poddał. Jego ciało wisiało
bezwładnie i wtedy gałąź złamała się, a bezwładne ciało spadło na ziemię. Z
nieba, krzyczącego głosem Takanoriego lunął rzęsisty deszcz. Dwie sekundy… za późno.
to było ;_;
OdpowiedzUsuńTakie... piękne
i smutne ._.
Nie wiem co napisać ._. Nie mam coś weny, wiec wybacz, ze to bedzie takie krótkie.
Dziękuję, miło mi. To dość stary twór, więc nie spodziewałam się, że jeszcze komuś przypadnie do gustu ^^'.
UsuńPiękne, a jednocześnie pełne bólu i rozpaczy.
OdpowiedzUsuńPłakał Akira, a z nim ja i pochmurne niebo.
Wspaniały shot, należący do tych, przy których uśmiechasz się przez łzy. Nie było żadnych pomyłek w postaci niedociągnięć, czy nie rozwinięć którejś z myśli. Pisane w narracji trzecioosobowej, co daje nam wrażenie, że jesteśmy obserwatorami, nie uczestnikami. Nie możemy nic zrobić, jak tylko dzielić ból bohaterów.
Wspomniane jeszcze było o znęcaniu się nad Akirą. To też pokazuje jak ciężko miał Reita.
Ale czarę goryczy przelało zakończenie. Już kiedy chłopak wiązał linę, mamy ochotę tam pójść i go powstrzymać, wykrzyczeć prosto w twarz, że Takanori nadal jest przy nim, ale jesteśmy tylko kwiatem wiśni, który spada na blady policzek, zakochanego Akiry.
Piękne ;w;
OdpowiedzUsuńPublikowalas to chyba na 42GRAMS I Rotting Beauty?
Dziękuję. Na RB na pewno, czy na 42GRAMS niestety nie pamiętam, ale to bardzo prawdopodobne ^^
OdpowiedzUsuń