Tytuł: Grób naszej miłości
Paring: OMC/OMC (nieokreślony)
Gatunek: ?
Rating: ?
Rating: ?
Ostrzeżenia: ?
Od autora:
Brak paringu, można sobie dopowiedzieć kogokolwiek.
Leżę w naszym
wspólnym łóżku, choć przynajmniej ze względów gabarytowych prędzej nazwałbym je
łożem. W tym samym miejscu, gdzie jeszcze noc temu kochaliśmy się namiętnie,
wkładając w do całych siebie. Ja odbierałem porcję twoich uczuć, a ty moich.
Zsynchronizowaliśmy się. Przez jeden moment byliśmy idealnie dopełnieni jako
dwie połówki, które się odnalazły. Było pięknie.
Uśmiecham się do
siebie. Dość niezauważalnie, tak tylko pod nosem. Jedna z moich dłoni spoczywa
na rozgrzanym jeszcze prześcieradle obok. Jedyna oznaka po twojej obecności.
Nie byłeś tu oczywiście pierwszy raz. Nie przynosiłeś jednak swoich kapci,
ubrań, nie zostawiłeś ani jednej swojej rzeczy. Nawet włosów pod prysznicem nie
zostawiłeś. Jedyny ślad twojej obecności pozostawał w moich słodkich
wspomnieniach oraz tej cudownie rozgrzanej pościeli. Jeszcze przez chwilę
poczułem woń twoich perfum. Wiedziałem, że zaraz zniknie. Rozpłynie się, jak
ty.
- Zostań ze mną
na zawsze. Ukryjmy się tu przed światem, bądźmy razem. Upoimy się samymi sobą i
nie będziemy już potrzebowali nikogo ani niczego. Proszę, zostań…
- Nie mogę.
Pragnąłem tego z
całego serca za każdym razem. Żeby został. Żeby jeszcze choć przez chwilę. Nie
chciałem wypuszczać go z ramion, a on ciągle wychodził. Jego beznamiętne słowa
doprowadzały mnie do skraju rozpaczy, załagodzić ten stan mógł jedynie wieczór,
przepełniony wonią rozkoszy.
Nie mógł odejść.
Tym razem to za bardzo bolało. Kolejny raz chciał mnie zostawić. To było takie
frustrujące. Oddalał się ode mnie…a ja nie chciałem, żeby to robił. Dla naszego
dobra musiałem coś z tym zrobić… Przygarnąłem go. Początkowo się miotał, ale
przemówiłem mu do rozsądku. Posłuchał. Zawsze wzruszał mnie fakt, że…słuchał.
Wreszcie mogliśmy być szczęśliwi.
Leżę na naszym
wspólnym łożu. Wygląda zupełnie jak małżeńskie. Jest ogromne i tylko nasze.
Rozgrzana pościel tuż obok mnie – dowód twojej obecności – tylko utwierdza mnie
w przekonaniu, że wrócisz. Tylko…dlaczego się wyrwałeś? Nie chciałeś moich
ramion? Dlaczego wziąłeś tę cholerną lampę i rozbiłeś ją na mojej głowie,
brocząc nasze łoże krwią naszej miłości?!
Leżę na naszym
łożu, tonąc w krwi naszej miłości…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz