Od autora: Dzień dobry, Moi Drodzy. Ostatnimi czasy strasznie zaniedbałam bloga, jednak mam dobrą wiadomość dla fanów tygrysich namiętności - wena wróciła, co więcej, małymi kroczkami wracam do pisania "... and the worst thing". Niestety mój napięty okres potrwa jeszcze trochę, ale już powolutku się rozluźnia. W związku z tym mam przyjemność zaprezentować Wam trzecią część drugiej serii mojego najdłuższego opowiadania. (Nigdy nie spodziewałabym się, że napiszę coś tak długiego i tak bardzo przywiążę się do swoich bohaterów!) Mam nadzieję, że wybaczycie mi ogromne odstępy czasowe pomiędzy notkami. Zapraszam.
*
03.
Szedłem, trzymając się nieznacznie z tyłu, odkuwając sobie brak bliskości kuszącego sąsiada sporadycznym spoglądaniem na jego zgrabny tyłek. Zdecydowanie zgrabny. Z moich ust wydostało się niekontrolowane westchnienie. Saga nawet na mnie nie spojrzał. Nie słyszał?
- Właściwie... - zacząłem.
- Długo przyjaźnisz się z Yuu? - zapytał. Miałem wrażenie, że stopniowo przyspiesza kroku.
- Ta-tak - odparłem skołowany. - Chodziliśmy razem do szkoły...
Nie powiedział już nic, tylko skręcił w którąś z bocznych uliczek i zniknął za drzwiami sklepu. Nie minęła nawet chwila, a wychodził z niego, zaciskając między wargami cienkiego papierosa i klepiąc się po kieszeniach.
- Cholera, masz ognia? - zapytał, znów zatrzymując na mnie swoją uwagę. Przeszedł mnie dreszcz. Wyjąłem z tylnej kieszeni spodni zapalniczkę i mu podałem. Kiedy zasłaniał końcówkę fajki dłonią i zapalał ją, kiedy przelotem oddawał mi zapalniczkę, by zaciągnąć się fajką, zaciskając usta na filtrze, gdy poruszała się przy tym jego grdyka... właśnie wtedy w mojej głowie pojawiło się tylko jedno słowo. Idealny. Nic nie opisywało go równie dobrze. Nawet jego trochę za duży nos miał w sobie coś perfekcyjnego. Przygryzłem wargę i spuściłem wzrok, kiedy zmroziło mnie jego spojrzenie. Musiałem za długo mu się przyglądać.
- Zintegruj się ze mną - powiedział prosto z mostu. Poczułem, jak moje serce bije mocniej i szybciej. Widziałem przed sobą jego czekoladowe oczy i lekki uśmiech na ustach. Aż wstrzymałem na chwilę oddech pod ciężarem tego jego spojrzenia.
- Zintegrować...? - zapytałem nieskładnie, niezdolny do czegokolwiek poza mozolnym i nieskutecznym uspokajaniem kołatającego serca.
- Tak, przejdźmy się po mieście, poznajmy okolicę... - nie widziałem intensywności jego spojrzenia, bo mój wzrok uparcie osuwał się na usta. Może nawet ładniejsze od Takashiego. Aż miałem ochotę zbadać ich smak, fakturę... Chwila. Czy on mnie właśnie zapraszał na wspólne włóczenie się po mieście? Cholera, on chciał spędzać ze mną czas... ale nie, tym razem nie dam się wciągnąć. Sprawa z Takashim była stara, ale pozostawiła po sobie niezatarte piętno. Tym razem po prostu nie będę tak głupi i nie zaangażuję się w coś, co nie ma prawa bytu. Przecież jestem już dorosły.
- Jasne - odparłem, uśmiechając się niewinnie, jakbym jeszcze przed chwilą nie wyobrażał sobie smaku jego ust. Zupełnie, jakbym wcale nie był gejem napalonym na przypadkowego kolegę, który nie musiał przecież podzielać moich preferencji. Podejrzewam, że cała ta moja wyolbrzymiona niewinność dała efekt uśmiechu godnego pedofila, w czym tylko przekonała mnie jego dziwna mina, z jedną brwią uniesioną. Zupełnie, jak Takashi...
- Więc... - odparł, ruszając przed siebie i przenosząc swoje spojrzenie na drogę. Zrównałem z nim kroku.
- Więc? - zapytałem, spoglądając na niego chyba trochę zbyt długo, bo i on podniósł na mnie swój wzrok, przeszywając czekoladową głębią ciemnych tęczówek. Kiedy pomyślałem o czekoladzie, przed moimi oczami momentalnie stanął on, zupełnie nagi, bruny od czekolady. Mój język sunący po jego gładkiej skórze i...
Wzdrygnąłem się chyba zbyt gwałtownie, przyciskając do siebie dłonie tkwiące we wnętrzu kurtki. Saga zatrzymał się.
- Co jest? - zapytał.
Świetnie. Jeszcze trochę i weźmie mnie za paranoika.
- Nic, wszystko dobrze.
Ruszyliśmy znów. Spojrzałem w dół i z ulgą spostrzegłem, że bardzo nieprzyzwoity widok zakrywa moja wisząca luźno kurtka. Odetchnąłem dyskretnie i starałem się skupić na prostym chodzeniu pomimo nóg miękkich w kolanach. W ogóle na chodzeniu. Zdawało mi się cudem, że moje nogi po prostu się nie pouginały przez tę miękkość, a ja nie upadłem jakby ktoś podciął mi łydki. Bogowie, o czym ja myślę? Jestem tutaj, teraz, z nim... Saga szedł, patrząc na wszystko dookoła, co nie było mną. Z uwagą obserwował mijane sklepy, szyldy i przechodniów, a nawet niebo, które tego dnia miało niespotykanie ładnie błękitny kolor. Zawsze miałem pecha do facetów. Do dziewczyn zresztą też, a może po prostu nigdy nie lubiłem ich tak, jak Takashiego?
*
03.
Szedłem, trzymając się nieznacznie z tyłu, odkuwając sobie brak bliskości kuszącego sąsiada sporadycznym spoglądaniem na jego zgrabny tyłek. Zdecydowanie zgrabny. Z moich ust wydostało się niekontrolowane westchnienie. Saga nawet na mnie nie spojrzał. Nie słyszał?
- Właściwie... - zacząłem.
- Długo przyjaźnisz się z Yuu? - zapytał. Miałem wrażenie, że stopniowo przyspiesza kroku.
- Ta-tak - odparłem skołowany. - Chodziliśmy razem do szkoły...
Nie powiedział już nic, tylko skręcił w którąś z bocznych uliczek i zniknął za drzwiami sklepu. Nie minęła nawet chwila, a wychodził z niego, zaciskając między wargami cienkiego papierosa i klepiąc się po kieszeniach.
- Cholera, masz ognia? - zapytał, znów zatrzymując na mnie swoją uwagę. Przeszedł mnie dreszcz. Wyjąłem z tylnej kieszeni spodni zapalniczkę i mu podałem. Kiedy zasłaniał końcówkę fajki dłonią i zapalał ją, kiedy przelotem oddawał mi zapalniczkę, by zaciągnąć się fajką, zaciskając usta na filtrze, gdy poruszała się przy tym jego grdyka... właśnie wtedy w mojej głowie pojawiło się tylko jedno słowo. Idealny. Nic nie opisywało go równie dobrze. Nawet jego trochę za duży nos miał w sobie coś perfekcyjnego. Przygryzłem wargę i spuściłem wzrok, kiedy zmroziło mnie jego spojrzenie. Musiałem za długo mu się przyglądać.
- Zintegruj się ze mną - powiedział prosto z mostu. Poczułem, jak moje serce bije mocniej i szybciej. Widziałem przed sobą jego czekoladowe oczy i lekki uśmiech na ustach. Aż wstrzymałem na chwilę oddech pod ciężarem tego jego spojrzenia.
- Zintegrować...? - zapytałem nieskładnie, niezdolny do czegokolwiek poza mozolnym i nieskutecznym uspokajaniem kołatającego serca.
- Tak, przejdźmy się po mieście, poznajmy okolicę... - nie widziałem intensywności jego spojrzenia, bo mój wzrok uparcie osuwał się na usta. Może nawet ładniejsze od Takashiego. Aż miałem ochotę zbadać ich smak, fakturę... Chwila. Czy on mnie właśnie zapraszał na wspólne włóczenie się po mieście? Cholera, on chciał spędzać ze mną czas... ale nie, tym razem nie dam się wciągnąć. Sprawa z Takashim była stara, ale pozostawiła po sobie niezatarte piętno. Tym razem po prostu nie będę tak głupi i nie zaangażuję się w coś, co nie ma prawa bytu. Przecież jestem już dorosły.
- Jasne - odparłem, uśmiechając się niewinnie, jakbym jeszcze przed chwilą nie wyobrażał sobie smaku jego ust. Zupełnie, jakbym wcale nie był gejem napalonym na przypadkowego kolegę, który nie musiał przecież podzielać moich preferencji. Podejrzewam, że cała ta moja wyolbrzymiona niewinność dała efekt uśmiechu godnego pedofila, w czym tylko przekonała mnie jego dziwna mina, z jedną brwią uniesioną. Zupełnie, jak Takashi...
- Więc... - odparł, ruszając przed siebie i przenosząc swoje spojrzenie na drogę. Zrównałem z nim kroku.
- Więc? - zapytałem, spoglądając na niego chyba trochę zbyt długo, bo i on podniósł na mnie swój wzrok, przeszywając czekoladową głębią ciemnych tęczówek. Kiedy pomyślałem o czekoladzie, przed moimi oczami momentalnie stanął on, zupełnie nagi, bruny od czekolady. Mój język sunący po jego gładkiej skórze i...
Wzdrygnąłem się chyba zbyt gwałtownie, przyciskając do siebie dłonie tkwiące we wnętrzu kurtki. Saga zatrzymał się.
- Co jest? - zapytał.
Świetnie. Jeszcze trochę i weźmie mnie za paranoika.
- Nic, wszystko dobrze.
Ruszyliśmy znów. Spojrzałem w dół i z ulgą spostrzegłem, że bardzo nieprzyzwoity widok zakrywa moja wisząca luźno kurtka. Odetchnąłem dyskretnie i starałem się skupić na prostym chodzeniu pomimo nóg miękkich w kolanach. W ogóle na chodzeniu. Zdawało mi się cudem, że moje nogi po prostu się nie pouginały przez tę miękkość, a ja nie upadłem jakby ktoś podciął mi łydki. Bogowie, o czym ja myślę? Jestem tutaj, teraz, z nim... Saga szedł, patrząc na wszystko dookoła, co nie było mną. Z uwagą obserwował mijane sklepy, szyldy i przechodniów, a nawet niebo, które tego dnia miało niespotykanie ładnie błękitny kolor. Zawsze miałem pecha do facetów. Do dziewczyn zresztą też, a może po prostu nigdy nie lubiłem ich tak, jak Takashiego?
- O czym myślisz, że tak ciężko wzdychasz?
- O miłości swojego życia, która spieprzyła z niego szybciej niż do niego wlazła.
- A to ciekawe - Saga utkwił we mnie pełne napięcia spojrzenie. Jego adoracja była czymś cudownym (nawet, jeśli to tylko spojrzenie), zresztą on cały był, ale czy ja właśnie powiedziałem to na głos?
- Nic takiego - zaoponowałem od razu.
- Jak już zacząłeś, to musisz skończyć - powiedział, a ja kątem oka widziałem rysujący się na twarzy uśmiech.
- A co dostanę w zamian? - zapytałem.
Poczułem jego wzrok głęboko utkwiony we mnie, jakby sam chciał wydobyć spomiędzy płatów mojego zdezorientowanego mózgu pożądaną informację. Przecież nie dam tak łatwo za wygraną. Tym bardziej, że gość miał w sobie coś magnetycznego. Aż miałem ochotę się z nim podroczyć. Saga...
- Zależy czego chcesz - odbił piłeczkę, przyglądając mi się najwyraźniej z narastającym zainteresowaniem.
Wyraźnie mnie podrywał. Czy tylko ja to widziałem? Bogowie, że jestem gejem uświadomił mnie Takashi. Oczywiście nie stało się to od razu po spotkaniu go ani po jego odejściu. Po prostu kiedy uprawiałem seks ze swoją ówczesną dziewczyną, szczytując, z moich ust wyrwało się jego imię. Wyrzuciła mnie i kazała nie pokazywać się więcej na oczy. Od tamtej pory nie spotkałem się już z żadną dziewczyną. Przez cały czas czułem się jak jedyny gej na świecie, bo przecież nawet Yuu, poza swoim małym skokiem, był hetero. Wolałem nie przyznawać się do orientacji i skończyć jako samotny niewyżyty gej. Pragnąłem poświęcić się pracy i na dobre zapomnieć o Takashim, a wraz z nim pogrzebać moje życie uczuciowe. Teraz nagle spotykam jego, Sagę, jakiś chodzący pieprzony ideał o kuszących wargach, który także wygląda na zainteresowanego. Jednak czy na pewno? Zlustrowałem go wzrokiem. Może to tylko pozór, nowy sposób na dziewczyny, cokolwiek? A może moja nadzieja na rozpoczęcie nowego etapu w życiu, zamknięcie cudownych wspominek pieprzonego Takashiego, który po prostu odszedł. Tak, to zdecydowanie był pomysł.
Naglące spojrzenie Sagi przyprawiło mnie o nieznośne uczucie gorąca przeszywające od koniuszków palców stóp aż po czubek głowy.
Gdyby Takashi chciał wrócić, już dawno by to zrobił.
- Nie wiem, na ile mogę sobie pozwolić - wyeksponowałem krzywe uzębienie i przystanąłem, a on ze mną. Gdzieś na niebie zawył ptak. Na ulicy obok mknęły samochody, a ludzie omijali nas. Staliśmy i patrzyliśmy sobie badawczo w oczy, dopóki jakiś biznesmenik nie wpadł na mnie i nie zaczął przepraszać, kłaniając się nisko. Kiedy moje oczy spoczęły na Sadze, jego spojrzenie utkwione było gdzieś w dali, a na twarzy widniał mały uśmieszek, jakby stwierdzał "a więc to tak, rozumiem". Nie rozumiałem go zupełnie. Był dla mnie zagadką, której pokusa poznania była tak ogromna, że...
- Jeśli chcesz mnie zaciągnąć do łóżka, możesz powiedzieć wprost - odrzekł jakby nigdy nic, po prostu ruszając przed siebie. Stałem z otwartymi ustami, nie wiedząc w czym utkwić wzrok. Moje nogi niczym kamień stopiły się z chodnikiem.
Odwrócił się.
- No to jak, idziesz?
Poczułem jego wzrok głęboko utkwiony we mnie, jakby sam chciał wydobyć spomiędzy płatów mojego zdezorientowanego mózgu pożądaną informację. Przecież nie dam tak łatwo za wygraną. Tym bardziej, że gość miał w sobie coś magnetycznego. Aż miałem ochotę się z nim podroczyć. Saga...
- Zależy czego chcesz - odbił piłeczkę, przyglądając mi się najwyraźniej z narastającym zainteresowaniem.
Wyraźnie mnie podrywał. Czy tylko ja to widziałem? Bogowie, że jestem gejem uświadomił mnie Takashi. Oczywiście nie stało się to od razu po spotkaniu go ani po jego odejściu. Po prostu kiedy uprawiałem seks ze swoją ówczesną dziewczyną, szczytując, z moich ust wyrwało się jego imię. Wyrzuciła mnie i kazała nie pokazywać się więcej na oczy. Od tamtej pory nie spotkałem się już z żadną dziewczyną. Przez cały czas czułem się jak jedyny gej na świecie, bo przecież nawet Yuu, poza swoim małym skokiem, był hetero. Wolałem nie przyznawać się do orientacji i skończyć jako samotny niewyżyty gej. Pragnąłem poświęcić się pracy i na dobre zapomnieć o Takashim, a wraz z nim pogrzebać moje życie uczuciowe. Teraz nagle spotykam jego, Sagę, jakiś chodzący pieprzony ideał o kuszących wargach, który także wygląda na zainteresowanego. Jednak czy na pewno? Zlustrowałem go wzrokiem. Może to tylko pozór, nowy sposób na dziewczyny, cokolwiek? A może moja nadzieja na rozpoczęcie nowego etapu w życiu, zamknięcie cudownych wspominek pieprzonego Takashiego, który po prostu odszedł. Tak, to zdecydowanie był pomysł.
Naglące spojrzenie Sagi przyprawiło mnie o nieznośne uczucie gorąca przeszywające od koniuszków palców stóp aż po czubek głowy.
Gdyby Takashi chciał wrócić, już dawno by to zrobił.
- Nie wiem, na ile mogę sobie pozwolić - wyeksponowałem krzywe uzębienie i przystanąłem, a on ze mną. Gdzieś na niebie zawył ptak. Na ulicy obok mknęły samochody, a ludzie omijali nas. Staliśmy i patrzyliśmy sobie badawczo w oczy, dopóki jakiś biznesmenik nie wpadł na mnie i nie zaczął przepraszać, kłaniając się nisko. Kiedy moje oczy spoczęły na Sadze, jego spojrzenie utkwione było gdzieś w dali, a na twarzy widniał mały uśmieszek, jakby stwierdzał "a więc to tak, rozumiem". Nie rozumiałem go zupełnie. Był dla mnie zagadką, której pokusa poznania była tak ogromna, że...
- Jeśli chcesz mnie zaciągnąć do łóżka, możesz powiedzieć wprost - odrzekł jakby nigdy nic, po prostu ruszając przed siebie. Stałem z otwartymi ustami, nie wiedząc w czym utkwić wzrok. Moje nogi niczym kamień stopiły się z chodnikiem.
Odwrócił się.
- No to jak, idziesz?
O, jestem pierwsza. ^^
OdpowiedzUsuńJak zwykle opieprzę Cię o jedno: biedny Tora... ;; Jak Ty możesz go tak katować. Przecież nam tu zaraz chłopina zejdzie od tylu emocji: tu tyłek Sagi, tu usta Sagi, tam uśmiech Sagi... Jeszcze na dodatek Saga w oczach Tory jest ideałem, co dodatkowo wpędza Tygryska w kompleksy. ;; Czu ja nazwałam go Tygryskiem? xD
Teraz opieprzę Cię o drugie: zbyt genialnie piszesz. No kto to widział tak pisać? ;; Zawsze, kiedy coś Twojego czytam, czuję się jak amator, bardzo przeciętny amator, który dopiero zaczyna pisać, który nic nie umie. ;c Uwielbiam Twoje opisy. Są takie trafne, płynne, bogate. Aż miło się czyta. :3
Przepraszam, że ostatnio nie komentowałam, postaram się teraz czytać na bieżąco.
Dużo weny. <3
Znów chaotyczny komentarz, wybacz. T.T
Katowanie Tory jest moją specjalnością i do tego przyznaję się bez bicia.
UsuńZ kolei mój język jest w pełni amatorski i w żadnym razie nie powinien wpędzać Cię w kompleksy. Pamiętaj, że Ty także świetnie piszesz :)
Dziękuję, Cherry <3
Nie mogę się doczekać, kiedy Tora dowie się, że Saga to Takashi, to będzie naprawdę ciekawe. Chyba Saga powoli uświadamia sobie kim jest Tora, albo od początku wiedział. Rozdział ciekawy, uwielbiam tą serię.
OdpowiedzUsuńCieszę się, dziękuję za komentarz!
Usuń