Tytuł: Rzeczy, o których nie śniło się nawet filozofom
PS. Nawet ich pseudonimy do siebie nie pasują. xD
Paring: Kyo (Dir en grey)/Saga (Alice Nine)
Gatunek: Chyba powinnam stworzyć własny xD
Rating: 12+
Rating: 12+
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Ten paring to nie jest żaden żart. Zainteresowanych zapraszam do lektury~PS. Nawet ich pseudonimy do siebie nie pasują. xD
*
Widział go chyba raz. Wiedział, do jakiej należał wytwórni, nawet kto zauważył jego zespolik. Nigdy nie interesowały go jednak zakrawające na muzykę popularną brzmienia, więc nie wnikał w to. Jego twarz mogła pojawiać się na ogromnych bilboardach czy na okładkach gazet, jednak niczym niewzruszony Tooru starał się nie zwracać uwagi na środki masowego przekazu niezwiązane bezpośrednio z nim samym lub jego zespołem. Taki już właśnie był - twardo stąpający po ziemi, choć publicznie jego poglądy bywały bardzo radykalnie traktowane. A czasem po prostu kłamał. Taki już był Tooru. Pan niczym niewzruszony, w stylowym garniturze oczywiście specjalnie zaprojektowanym dla szanowanego muzyka, lawirował pomiędzy mniej lub bardziej przypadkowymi gośćmi, czasem sekundę dłużej przykuwając uwagę do jednej z niebrzydkich kobiet, których na przyjęciu było co niemiara. Właśnie gdzieś z kolorowego tłumu wyrosła sylwetka dojrzałego mężczyzny w kwiecie wieku, w nienagannym stroju, z worami pod oczami od przepicia - Kyo aż za dobrze je znał, by nie poznać przyczyny ich powstania - i niezwykle urokliwym uśmiechem. Chyba właśnie ten uśmiech pogrążył Tooru kompletnie. Odwzajemnił grymas (bo inaczej nie dało się nazwać miny, która pojawiła się na twarzy wokalisty), czym wywołał u swojego rozmówcy wybuch śmiechu. Skojarzył mu się wtedy z wysypującymi się koralikami. Sam nie wiedział, skąd w jego głowie takie dziwne myśli. Przestąpił z nogi na nogę. Jego garnitur był wyjątkowo wygodny. Zlustrował wzrokiem stojącego przed nim mężczyznę z niejednej okładki. Był chuderlawy, wręcz trochę kościsty. Miał karykaturalnie duży nos i wystającą grdykę. Do tego perfekcyjnie wyregulowane brwi i delikatny makijaż. Typ idealny dla zakompleksionej panienki szukającej wrażeń. Rewelacyjnie.
- A to jest Sakamoto, poznajcie się - powiedział Daisuke i zanim Tooru zdążył jakkolwiek zaoponować, ten już kluczył gdzieś pomiędzy tłumem w stronę Kaoru rozmawiającego z dziewczyną odzianą w wyjątkowo wydekoltowaną sukienkę. Zmarszczył się jakoś tak nienaturalnie. Tooru mógł przypominać w tamtej chwili żółwia, niewiele go to interesowało. Za to coraz mniej podobała mu się perspektywa spędzenia nocy w tłumie kompletnie obcych wykrzywionych w konwulsjach własnych sztuczności ludzi.
- Chyba nie najlepiej się tu czujesz - odrzekł Sakamoto z szarmanckim uśmiechem. - Ja także nie przepadam za przeludnionymi przyjęciami pełnymi wymuszonej sztuczności. Może urwiemy się szybciej i wyskoczymy na piwo?
No tak, z tą twoją śliczną buźką dopasowanie do wystawnego bankietu, przyjęcia czy cholera wie co to jest, na pewno stanowi problem... - pomyślał Tooru, lecz tylko uśmiechnął się paskudnie do towarzysza rozmowy i odrzekł:
- Ty stawiasz.
Nie miał wyrzutów sumienia, wyciągając pieniądze od kogoś mniej znanego, wpływowego i zamożnego. Sam zaproponował, więc Kyo mógł wytyczyć warunki.
Oczywiście wylądowali w jakimś obskurnym lokalu godnym atencji Tooru może jakieś dwadzieścia lat wcześniej - takie skojarzenie narzuciło się wokaliście, kiedy przekroczyli próg pub'u. W głośnikach rozbrzmiewały jakieś rockowo-metalowe starocie. Metallica, Rolling Stones, Red Hot Chili Peppers, a nawet trochę Coopera. Wstrząsnął nim nagły napad kaszlu, gdy zupełnie przypadkowo zaciągnął się mieszanką papierosowego dymu, alkoholowych oparów i smrodu starej piwnicy. Klimatycznie. Jego sceptycyzm zmalał, gdy usiedli przy stoliku i kolana same zaczęły podrygiwać w rytm przyjemnej muzyki. Czuł na sobie wzrok tego szczeniaka. Kyo dobrze wiedział, jak kończą się takie wypady na jedno piwo - zwracaniem treści pod klubem przy opieprzającym go Kaoru, który później bierze go na ręce i zawozi do swojego domu "żeby nie wywołać niepotrzebnego skandalu". Oczywiście tylko w towarzystwie Daisuke, który zabijałby go samym spojrzeniem, a w myślach z całą pewnością przerabiałby na mielonkę. Istnieje jeszcze jeden scenariusz, kiedy Kyo opamięta się z alkoholem we właściwym momencie i ląduje w jakimś obskurnym motelu. Ale chłopaczek, którego Daisuke przedstawił jako Sakamoto, nie był powabną panienką z dużymi piersiami. Przeciwnie.
- Co przywiało tak znanego muzyka jak ty na przyjęcie tego typu? - zapytał, popijając łyka ze swojego kufla. Robił to wszystko z jakąś okropną gracją. Scenariusz drugi stawał się coraz bardziej prawdopodobny.
- Obowiązki i lider suszący głowę - Kyo znów przywołał na twarzy swój przeuroczy uśmiech, którym wystraszyłby nawet najsympatyczniejszego labradora.
Sakamoto odpowiedział zawadiackim grymasem i pociągnął temat.
Po dwóch godzinach i kilku kuflach, Tooru stwierdził, że Sakamoto, a właściwie Takashi, wcale nie jest taki zły. Dużo wie o muzyce, a jego zawadiacki uśmiech całkiem zaczął mu się podobać. Zdążył już przyrzec, że kupi najnowszy album Alice Nine, przyjdzie na ich koncert, a nawet będzie krzyczał pod samą sceną. Oczywiście wszystko w żartach i odpowiednim stanie upojenia alkoholowego.
Kiedy wyszli, a właściwie wytoczyli się z do dziś dla Tooru bezimiennego pubu, byli już najlepszymi przyjaciółmi.
- Czyli jednak mnie lubisz? - zapytał Takashi, zdecydowanie mniej pijany, choć nie można by rzec, że nieogarnięty poalkoholowym stanem wesołości.
- No jasne, uwielbiam - odrzekł Tooru z głupawym pijackim uśmieszkiem.
- Mimo tych złowrogich spojrzeń, które na początku rzucałeś? - Sakamoto przystanął, a wraz z nim zatrzymał się starszy od niego muzyk.
- Jakich złowrogich? Spodobałeś mi się od samego początku - odrzekł Kyo, zbliżając się do towarzysza. - Lubię takich wymuskanych grzecznych chłopców - dodał i zostawił na wargach Sagi pijacki odcisk własnych ust.
Gdy Tooru chciał odsunąć się od towarzysza, Takashi nie pozwolił mu na to, przyciągając wokalistę do siebie, by pogłębić pocałunek. Całowali się tak pijacko, niechlujne - jak to robią dwaj mężczyźni utopieni w alkoholowej ekstazie. Gdy rozdzielili się, Saga wpadł na genialny pomysł.
- Hej kocie - odezwał się do starszego. Już wcale nie był taki grzeczny. - Kupmy wino, wynajmijmy pokój i zajmijmy się ważniejszymi sprawami.
Zanim do Kyo dotarły słowa wypowiedziane przez młodszego mężczyznę, już ochoczo kiwał głową. Wylądowali w dwudziestoczterogodzinnym sklepie na rogu. Zza lady łypała na nich młoda kasjerka, trochę przestraszona. Na szczęście ich nie rozpoznała, może było za ciemno, a może oni zbyt pijani by nadać im jakąkolwiek formę. W każdym razie Saga wybrał półwytrawne czerwone wino i sam za nie zapłacił - w końcu to on miał stawiać.
Kiedy zaczął rozglądać się w poszukiwaniu partnera, tamten gdzieś zniknął. Takashi zmarszczył czoło, podziękował i schowawszy portfel do kieszeni, wyszedł ze sklepu. Nawet nie zdążył dobrze się rozejrzeć, gdy w jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Wyciągnął go, odrzucił przychodzące połączenie, wyłączył i wtedy jak spod ziemi wyrósł Kyo. Na jego twarzy błąkał się uśmiech pięciolatka, który zburzył koledze jego zamek z piasku, a w ręce trzymał czerwoną różę obwiązaną kiczowatą różową wstążeczką w kropki.
- To dla ciebie za dzisiejszy wieczór - odrzekł, zasłaniając usta dłonią, by nie wybuchnąć śmiechem. Takashi zrobił to za niego.
- Poczekaj tygr... - urwał, pąsowiejąc na chwilę, by przywołać na twarz poprzedni uśmiech. -... kocie. Dasz mi ją, jak będziemy na miejscu - puścił oczko wokaliście i ruszyli na podbój Shibuyi. Takashi dobrze wiedział, w którą stronę podążyć. Nie minęło dużo czasu, gdy zaczęli mijać finezyjne budynki rodem wyjęte z różnych miast świata i epok. Saga wszedł do jednego z tych normalniejszych przypominającego wręcz nowoczesny biurowiec. Podszedł do automatu, uiścił opłatę i z butelką w ręce podążył do pokoju. Rzucił Kyo tylko jedno znaczące spojrzenie, którego wymowa pozostała przez wokalistę od razu zrozumiana.
Pokój był zwyczajny. Jak każdy hotelowy posiadał duże łóżko, jakiś stoliczek z krzesłami i osobne drzwi do łazienki. Był schludny i przyjemnie pachniał świeżością. Muzycy w zupełnie naturalny sposób po prostu usiedli na łóżku. Saga zza pazuchy swojego płaszcza wyjął otwieracz i zaczął mocować się z korkiem wina, a Tooru położył się, układając obok różę i patrzył na basistę. Obserwował jego zgrabne palce. Na jego twarzy sam rozciągał się szeroki uśmiech, nawet nie był w stanie nad nim zapanować. Wyciągnął dłoń i z typową pijacką niezdarnością dotknął jego uda. Saga spojrzał na niego dokładnie w tym momencie, kiedy korek wyszedł z szyjki ciemnej butelki.
- Nie mamy kieliszków - odparł Kyo z udawanym wyrzutem, w rzeczywistości wciąż nie mogąc powstrzymać głupawego uśmieszku.
- Będziemy musieli wypić z szalenie nieromantycznego gwinta - odrzekł Saga, upijając łyk. Strużka bordowego napoju spłynęła z jego kącika do brody.
Właśnie wtedy w głowie Tooru zaczęły rodzić się niebezpieczne myśli. Myślał o spijaniu czerwonego wina z ust młodszego, o tym jak bardzo pedalsko gładka jest jego wydepilowana skóra i jak gorące wnętrze... Już wtedy Kyo był stracony.
Pokój był zwyczajny. Jak każdy hotelowy posiadał duże łóżko, jakiś stoliczek z krzesłami i osobne drzwi do łazienki. Był schludny i przyjemnie pachniał świeżością. Muzycy w zupełnie naturalny sposób po prostu usiedli na łóżku. Saga zza pazuchy swojego płaszcza wyjął otwieracz i zaczął mocować się z korkiem wina, a Tooru położył się, układając obok różę i patrzył na basistę. Obserwował jego zgrabne palce. Na jego twarzy sam rozciągał się szeroki uśmiech, nawet nie był w stanie nad nim zapanować. Wyciągnął dłoń i z typową pijacką niezdarnością dotknął jego uda. Saga spojrzał na niego dokładnie w tym momencie, kiedy korek wyszedł z szyjki ciemnej butelki.
- Nie mamy kieliszków - odparł Kyo z udawanym wyrzutem, w rzeczywistości wciąż nie mogąc powstrzymać głupawego uśmieszku.
- Będziemy musieli wypić z szalenie nieromantycznego gwinta - odrzekł Saga, upijając łyk. Strużka bordowego napoju spłynęła z jego kącika do brody.
Właśnie wtedy w głowie Tooru zaczęły rodzić się niebezpieczne myśli. Myślał o spijaniu czerwonego wina z ust młodszego, o tym jak bardzo pedalsko gładka jest jego wydepilowana skóra i jak gorące wnętrze... Już wtedy Kyo był stracony.
Kiedy do zakamarków domowej przestrzeni zaczął dochodzić szczęk otwieranego zamka drzwi wejściowych, Shinji leżał w łóżku. Był przykładnie ubrany w tradycyjną piżamkę z bardzo grzeczną książką w nienagannych dłoniach. Wyglądał przykładnie, ładnie, ale obrzydliwie grzecznie i wymuskanie. Był nienaturalny. Kiedy Takashi wkroczył do pokoju, zlustrowało go spojrzenie znad okularów. Sakamoto miał ochotę zrzygać mu się na twarz. Dobrze wiedział, skąd te pokłady fałszywości. Shinji nigdy taki nie był.
Takashi podszedł do niego sprawnie, wyrwał mu z rąk książkę, szybkim ruchem boleśnie zrzucił z nosa okulary i pozostawił odcisk czerwonych od wina ust na jego wargach. Nie miał zamiaru przepraszać, choć pachniał obcymi męskimi perfumami, a spomiędzy jego ust wyzierała obrzydliwa alkoholowa woń. Shinji wiedział, a Takashi był tej wiedzy świadomy. Hedonizm umierał w konfrontacji z Shinjim, by po upojnej nocy narodzić się na nowo. Takashi nie znał innej drogi, by osiągnąć wolność, a Amano wcale nie miał ochoty dłużej się na to godzić. Jednak nie był w stanie opanować zapadającego się w materacu ciała i mrowiących opuszków palców błagających jedynie o to, by poczuć miękkość włosów Sagi.
Nie czytałam jeszcze opowiadania z takim dziwnym paringiem. Ale jak dotarłam do końca, to jakby dla mnie to była opisana jedna ze zdrad Sagi, bo wraca do Tory i dobrze wie, że Tora wie, że on go zdradził. Było to dość ciekawe i dziwne za razem. Ale jak to się wpasuje, że to opis zdrady z wcześniejszych części, bo można powiedzieć, że wszystkie shoty w jakiś sposób się łączą, to wtedy nie jest to takie dziwne.
OdpowiedzUsuńTo idealnie, bo początkowym zamysłem było właśnie stworzenie czegoś tak niesztampowego, że aż nierealnego.
UsuńA ten powrót był czymś, co po prostu musiałam zrobić, żeby móc spokojnie spać ^^
Bardzo cieszy mnie, że zauważyłaś taką zależność, sama o tym myślę od jakiegoś czasu, że tworzy się swego rodzaju cykl.
Bardzo Ci dziękuję za aktywność na blogu~
Nie ma sprawy :) Lubię czytać to co piszesz :)
Usuń