czwartek, 11 grudnia 2014

[2/x] "... and the worst thing is that I still love you" [Tora/Saga] (Alice Nine)

Od autora: Rozdział napisany już jakiś czas temu, niestety poza nim opowiadanie stoi, ale postanowiłam wrzucać chociaż to, co mam skończone.
Zapraszam~

02.
Układaliśmy z Yuu swoje rzeczy przez dobre kilka godzin (nigdy nie powiedziałbym, że będzie przy tym aż tyle pracy), po czym poszliśmy do stołówki na kolację. Nie należała do szczytu marzeń, ale jak na tego typu placówkę trzymała coś w stylu poziomu. Na szczęście tego dnia już nie spotkałem swojego sąsiada w okularach.
- Hej - zagaił mnie Yuu, kiedy leżeliśmy po posiłku na łóżkach.
- Co? - zapytałem, przewracając się na brzuch i patrząc na niego.
- Co sądzisz o tym nowym? - zapytał, patrząc w sufit.
- Jakim nowym? - wolałem zgrywać głupa, żeby choć na chwilę przeciągnąć odpowiedź odnośnie chłopaka w okularach i wspomnienie krępujących chwil przed pokojem oraz w łazience.
- Tym w koszulce U2 i przeciwsłonecznych okularach... - mówił, a ja mimo długiej znajomości, nie byłem w stanie wywnioskować, do czego dąży.
- Nic nie sądzę. Jest jak każdy inny... - patrzyłem na przyjaciela, marszcząc brwi z rosnącym niepokojem. - Chcesz mi coś o nim powiedzieć?
- Nie, nic... po prostu... - mruknął pod nosem i obrócił się na brzuch - tak, by na mnie spojrzeć. - Po prostu jest całkiem niezły - powiedział cicho, a na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu pełnego zażenowania.
Roześmiałem się.
- A co z Haruki?! - powiedziałem wciąż z uśmiechem na ustach.
- A kto powiedział, że chcę zostawiać Haruki? - na jego twarzy wciąż był ten sam uśmiech, obrócił głowę gdzieś w bok i roześmialiśmy się oboje.
- Ja... Nie, skupiam się na nauce... - odrzekłem.
Shiroyama parsknął śmiechem.
- I wcale nie będziesz szukał go wzrokiem...
Wziąłem poduszkę i przyłożyłem nią w niego z całej siły.
- Odwal się!
Yuu znowu zaczął się śmiać. Westchnąłem. Może Takashiego wcale tu nie ma?
- Sam się znajdzie - powiedział Shiroyama, patrząc na mnie.
- Nie mam zamiaru za nim latać.
- Zawsze możesz spróbować do niego napisać - wskazał na telefon, leżący na łóżku obok mnie.
- Nawet nie chcę - odrzekłem i wstałem. - Pójdę się kąpać - oznajmiłem, po czym zacząłem grzebać w swojej szafie z ubraniami w poszukiwaniu ubrań do spania. Wyciągnąłem je i nie zerkając nawet na Yuu, który najpewniej odprowadzał mnie wzrokiem, skierowałem się do łazienki.
Wszedłem do łazienki zamyślony, z głową spuszczoną w dół. Przekręcałem zamek w drzwiach z powrotem do naszego pokoju, kiedy usłyszałem znaczące chrząknięcie za plecami. Przez moje ciało leniwie przewędrował przeszywający dreszcz, wstrząsając ciałem. Obróciłem się i spojrzałem na niego. Oczywiście był to mój sąsiad od koszulki z U2. Tym razem nie miał ubranych okularów, co więcej - prawie w ogóle nie był ubrany, bo miał jedynie oparty na biodrach ręcznik.
- Przepraszam za najście - powiedziałem, czując jak moja twarz gwałtownie przybiera aparycji pomidora.
- Nie szkodzi, i tak wychodziłem - uśmiechnął się i wyszedł drzwiami po drugiej stronie. Stałem jeszcze przez chwilę osłupiały, przywołując w myślach szczupłą sylwetkę z delikatnie zarysowanymi mięśniami. W mojej głowie pojawiło się jedno słowo - idealny.

- Hej, Yuu - zagaiłem, wyszedłszy z łazienki.
- Co jest? - zapytał, dłubiąc coś w telefonie.
- Co sądzisz o naszym nowym sąsiedzie? - zapytałem bardzo dyplomatycznie, unikając takich określeń „dobra dupa” czy „ten, który przyczynił się do powstania rewolucji prawie tak perfekcyjnie jak Takashi” i usiadłem na skraju swojego łóżka, patrząc na swojego współlokatora.
- Przecież już mnie pytałeś... - napotkał moje błagalne spojrzenie, przewrócił oczami i odpowiedział - A co mam sądzić? Ładny jest... - zerknął na mnie. - O nie... - odłożył na bok telefon. - Shinji, tylko nie mów mi, że...
- Jak myślisz, gdzie jest Takashi? - zapytałem go, wzdychając głęboko.
- Nie wiem, ale... nie, to zbyt patowe nawet jak na ciebie, Shinji.
- To nie jest patowe... - żachnąłem się.
- A jakie? - uniósł do góry brew.
- To jest... mam wyjście. Mam wiele wyjść. Mogę o nim zapomnieć, może zniknąć z mojego życia tak szybko, jak się pojawił.
Yuu zaczął się śmiać.
- Dobra, miałeś rację - przyznałem z bólem serca. - Ale to, że jest tak blisko wcale nie znaczy, że chciał wrócić do mnie - powiedziałem.
- Albo to jednak nie jest on tylko ktoś, kto go przypomina.
- Masz rację, chyba spanikowałem - westchnąłem. Szczerze miałem już nadzieję, że go znalazłem. Że nie pojawi się tak nagle, jak to miał w zwyczaju i nie wywróci mojego świata do góry nogami, bo jednak... cholera, kogo ja chciałem oszukać? Miałem cholerną nadzieję, że wróci, wróci do mnie, prosto w moje objęcia, że będziemy bawić się, wymykać cichaczem na libacje i kochać. Że znów oczaruje mnie całym sobą, że po prostu będziemy... Kogo zamierzałem oszukać?
- Dobranoc, Yuu - odparłem, wczołgując się pod kołdrę.
- Do jutra.
Tak... do jutra.

Kolejnego dnia miały się odbyć jedynie zajęcia organizacyjne i integracyjne. Kiedy wstałem, czułem się jak na kacu. Bolała mnie głowa i cały czułem się strasznie ociężały (choć do stanu po nietrzeźwości pasowało raczej określenie „pozostałości po alkoholowej bezwładności”). Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Krytycznym wzrokiem zmierzyłem drzwi do sąsiedniego pokoju i na wszelki wypadek je zamknąłem. To był naprawdę dziwny system. Umyłem się i już miałem wracać do pokoju, gdy przypomniałem sobie o zamkniętych z drugiej strony drzwiach. Otworzyłem je i poszedłem do siebie.
- Yuu, wstawaj - powiedziałem, a mój przyjaciel mruknął coś pod nosem i przewrócił się na drugi bok. - Spóźnisz się, a ja nie będę cię tłumaczył.
Tym razem nawet nie wydał z siebie żadnego dźwięku poza cichym jednostajnym oddechem. Przewróciłem oczami i podszedłem do niego.
- Hej, wstawaj - powiedziałem ostrzej, jednak nie dało to żadnego rezultatu, więc zacząłem go delikatnie bujać. - Hej Yuu, Haruki zaraz przyjdzie - rzekłem ze złośliwym uśmieszkiem na ustach.
Widziałem, jak Shiroyama marszczy brwi i kuli się, więc szarpnąłem go mocniej.
- Yuu, nie zgrywaj się tylko wstawaj, bo się spóźnisz - dałem za wygraną i odszedłem od niego.
Zabrałem telefon ze stolika i schowałem go do kieszeni, po czym wyszedłem. Przy drzwiach obok zobaczyłem swojego współlokatora. Na jego oczach z powrotem były okulary, zgrabne nogi odznaczały się w obcisłych dżinsach, a na jego torsie luźno wisiała nieco rozpięta koszula. Stał oparty o ścianę i palił. Poklepałem się po kieszeniach, ale okazało się, że nie ma w nich niczego poza telefonem.
- Cholera - przekląłem pod nosem, kiedy zobaczyłem wyciągniętą w moją stronę paczkę Pianissimo. Zwykle paliłem mocniejsze, ale to nic. - Dzięki - odparłem i wziąłem fajkę. - Masz ognia?
Trzymając papierosa w ustach, wyciągnął z ciasnej kieszeni zapalniczkę i podał mi ją. Ciasna kieszeń, opinająca się na pośladku.
Powstrzymałem cisnący się na twarz uśmiech dwunastolatka, który po raz pierwszy zobaczył cycki i grzecznie zapaliłem. Pierwszy tytoniowy haust smakował znajomo. Zawierał w sobie słodycz sentymentu i gorycz rozczarowań oraz... kwaskowy posmak nadziei. Oparłem się o bramkę i spojrzałem w dół. Byliśmy na piętrze, a tam rozciągało się patio. Poczułem, jak mój sąsiad opiera się o bramkę obok mnie. Był tużo obok. Czy to mógł być Takashi? Nie, to byłoby zbyt wybujałe i... kogo ja chciałem oszukać? To byłby idealny scenariusz dla mnie, gdybyśmy tak zupełnie przypadkowo się spotkali... Sceny żywcem wycięte z głupiej dramy na podstawie mangi shoujo. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwało moje nagłe westchnienie, zapewne zbyt nieoczekiwane i „wyrwane z kontekstu”.
- Idziesz na spotkanie organizacyjne? - odezwałem się w nadziei, że uda mi się odwrócić jego uwagę od tego niekontrolowanego westchnięcia.
- Tak, idę - powiedział i zaciągnął się, po czym wypuścił strużkę białego dymu w przestrzeń, który rozpłynął się w powietrzu. O właśnie tak, Shinji. Takashiego nie ma i trzeba zacząć nowy rozdział.
- A wiesz, gdzie się odbędzie?
- Pewnie w auli - stwierdził, jakby było to oczywistością. No tak, to było bardzo głupie pytanie.
Czułem jakieś dziwne napięcie między nami, jakby dzieliła nas gama niewypowiedzianych słów, choć w tamtym momencie wydawało mi się, że to skrępowanie. W końcu stał obok mnie ktoś naprawdę atrakcyjny...
- Idziesz? - zapytał, odsuwając się od barierek. Nawet nie zauważyłem, kiedy zgasił papierosa. Ja pozbyłem się swojego i odparłem:
- Tak.
- A co z twoim współlokatorem? - zapytał, kiedy postąpiliśmy już parę kroków w stronę wyjścia z akademika.
- Nie mogłem go wyrzucić z łóżka - westchnąłem. Widziałem kątem oka, jak się uśmiecha i poczułem się trochę zdezorientowany.
- A co z twoim?
- Wyszedł wcześniej - odparł.
Dziwne, nigdy nie powiedziałbym, że Nao należał do tego typu osób, które wychodzą same bez uprzedzenia. Prędzej zaszufladkowałbym go jako jednego z tych, którzy wyręczają innych i nie odstępują nawet na krok... A mój sąsiad wcale nie wydawał się osobą, którą od tak można zostawić.
Nie kontemplowałem nad tym zbyt długo, ponieważ poczułem na sobie magnetyczny wzrok sąsiada.
- Właściwie... - zacząłem, nie chcąc by zapytał mnie o powód zamyślenia (czy raczej kompletnego neuronowego zastoju). W gruncie rzeczy to był dobry moment, żeby upewnić się, czy to aby na pewno nie Takashi jeszcze zanim zacznę siać panikę. - ... jak się nazywasz? - wypaliłem, a na jego twarzy zarysował się uśmiech. Policzki studenta delikatnie się odznaczyły mimo ogromnych okularów. Cholera, naprawdę miał w sobie coś okropnie pociągającego.
- Saga - rzucił w przestrzeń słowo, które ja złapałem i przyjąłem z ogromną ulgą, choć gdzieś we mnie pojawiła się też natychmiastowo stłumiona iskierka gorzkiego żalu. Od wielkiej zdrady (choć nigdy oficjalnie nie byliśmy razem) i spektakularnego odejścia równowaga w moim małym światku wiązała się jedynie z nieobecnością Takashiego. Nie było Takashiego - było dobrze. - A ty? - odezwał się po chwili, wymijając po drodze jakąś dziewczynę, która obejrzała się za nim. Stanęliśmy przy drzwiach do auli.
Zdążyłem tylko otworzyć usta, a pierwszy dźwięk, jaki zdołałem z siebie wydać zdążył zostać stłumiony przez oklaski, które rozległy się za drzwiami. Saga otworzył drzwi i wszedł jak gdyby nigdy nic kręcąc biodrami.
A może to właśnie on miał być moją receptą na wyleczenie się z chronicznego obsesyjnego wracania myślami do przeszłości?
Jednak jedno pozostało niewyjaśnione: Gdzie jest Takashi? Może w ogóle go tu nie ma? Ale po co Aoi miałby kłamać?
Saga usiadł na jednym z tylnych siedzeń, zostawiając jedno miejsce obok siebie puste. Nawet na mnie nie zerknął, ale usiadłem obok. Aula była rozległa, choć na widowni panowały dantejskie ciemności, więc widziałem jedynie dobrze oświetloną scenę, na którą wkraczał właśnie jakiś facet w garniaku. Wpatrywałem się mętnym wzrokiem gdzieś przed siebie, ale tak naprawdę z jakichś niewyjaśnionych przyczyn moje serce biło mocniej niż zazwyczaj. Przyłapałem się na delikatnym łapaniu zębami sztangi kolczyka w wardze. Zrobiłem go po odejściu Takashiego. A właściwie zrobił mi go Yuu... Mimo kompletnego wygojenia się, czasem jeszcze odczuwałem piekący ból rany. Blizna, która pozostanie na zawsze, wieczna pamiątka... Miałem ją potraktować jako swoiste zamknięcie rozdziału, możliwość zapomnienia... zapomniałem. Do czasu aż Yuu nie wpadł do mojego ówczesnego domu z cudowną wieścią. Takashi wracał.
Objąłem widownię spojrzeniem, ale jedynym co widziałem były ginące w mroku czubki głów. Może to tylko kłamstwo? Zła informacja?
A może Saga będzie coś wiedział?
Nim się spostrzegłem, salę zalało światło i zapanował gwar. Saga wstał, czekając aż go przepuszczę. Zreflektowałem się i wstałem, wychodząc z rzędu krzeseł. Bez słowa ruszył do wyjścia, a ja nie chcąc go zgubić w wylewającym się z auli tłumie, znalazłem się tuż przy nim. Kiedy mój nos znalazł się tuż przy jego włosach, poczułem przyjemny zapach szamponu i płynu do prania ubrań. Saga...
- Znasz kogoś stąd? - zapytałem, kiedy byliśmy już trochę oddaleni od tłumu w drodze do akademika.
- Tylko Nao, mojego współlokatora - powiedział. Nie mogłem się powstrzymać, by nie zerknąć na jego zgrabne nogi, opięte dżinsami...
Nie minęło dużo czasu, a znaleźliśmy się tuż przy drzwiach do swoich pokoi. - Jeśli chcesz pogadać, możemy wyskoczyć na kawę.
Moje serce zadudniło.
- A... kiedy będziesz miał czas? - zapytałem z tym irracjonalnym uczuciem, jakbym właśnie wygrał w totka.
- Czwartek siedemnasta w Starbucks Cafe - powiedział i zniknął za drzwiami. Moje serce biło szybciej, a wnętrzności zdawały się... dygotać.
Wszedłem do pokoju i zamknąłem za dobą drzwi, o które się oparłem. Westchnąłem głęboko, przymykając na chwilę oczy. Do moich uszu doszedł szelest pościeli. Przed sobą ujrzałem Yuu, który właśnie przewracał się w łóżku, by w konsekwencji na nim usiąść, przecierając oczy.
- Mmm... już siódma? - zapytał zachrypniętym głosem.
- Już po przemówieniu wprowadzającym - powiedziałem.
- Co? - zastygł na chwilę. - O nie! Znowu zaspałem? - zawinął się w pościel i próbując wstać, wylądował na ziemi. - Kurwa. Poszedłeś sam?
- Nie - odpowiedziałem rozbawiony widokiem roztargnionego przyjaciela. Zza okna do pokoju wpadało poranne słońce.
Yuu przyjrzał mi się badawczo.
- Tylko mi nie mów, że poszedłeś z naszym zabójczo przystojnym sąsiadem.
- Nawet jeśli, co z tego? - zmieszałem się, choć próbowałem grać twardego. Cholera. Wiedział, w jaki punkt trafić.
- No wiesz, nie wygląda na takiego...
Wtedy do pokoju ktoś zapukał, ucinając wypowiedź Yuu. Kiedy otworzyłem drzwi, okazało się, że to ten chłopak o uśmiechu Puchatka.
- Hej, idziecie na integrację? - odezwał się.
- Co?! - Yuu aż wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- Jaką integrację? - wykrzesałem z siebie.
- Shinji, nic mi nie powiedziałeś! - przyjaciel obrzucił mnie pełnym wyrzutu spojrzeniem.
- Nie wiedziałem... - zmieszałem się, mając nadzieję, że ujdzie mi na sucho i nie wyda się fakt, iż przemowa dyrektora obchodziła mnie tyle, ile zeszłoroczny śnieg.
- Dziwne, ponoć mówili - zdziwił się Nao. - Nieważne - dodał z uśmiechem, widząc jak Yuu piorunuje mnie wzrokiem. - Chodźcie z nami.

Z nami? Czyżby Saga też...?
- Ja pójdę przodem - odparł Saga, zerkając do naszego pokoju. Miałem okropną ochotę go zatrzymać, gdy widziałem, jak odchodzi. Spojrzałem na Yuu niczym bazyliszek, sugerując mu pośpiech i wiecznego focha za to, że nasz cudowny sąsiad, który wcale nie był Takashim odszedł. Co ja sobie w ogóle wyobrażałem? Przecież to był facet. Oni zawsze okazywali się hetero.
Nao patrzył na nas z ogromnym uśmiechem godnym Totoro. Chyba właśnie awansował.
- To co, idziecie? - zapytał.
- Jasne - odparł Yuu, klepiąc mnie w ramię i patrząc znacząco. Już bez wyrzutu. Cholera, wiedział, jak reaguję na naszego sąsiada. Z drugiej strony - miałem nadzieję na wyleczenie się z Takashiego... ale on naprawdę nie wydawał się typem homo. - Oczywiście, że pójdziemy - usłyszałem przy uchu głos przyjaciela i jego dłoń zaciśniętą trochę za mocno na moim ramieniu.
- Tak, jasne - odparłem.
Kiedy wygramoliliśmy się z pokoju, w drodze spotkaliśmy Sagę. Nie wyglądał, jakby się spieszył. Nao zawołał go, machając energicznie ręką, a on odwrócił się i uśmeichnął, pokazując rządek bialutkich zębów.
Czułem, jakby moje wnętrzności zmieniały swoje miejsce położenia, wirując w środku i wprowadzając mnie w stan, którego przenigdy nie nazwałbym "motylami w brzuchu". Chciałem, żeby uśmiechał się częściej, najlepiej dla mnie... stop, Shinji. Musisz się mieć na czujności. W końcu gdzieś tam jest Takashi. Trzeba go złapać, obić mu piękną facjatkę, a później pokochać go po raz kolejny i już nigdy nie wypuścić... Na samą myśl robiło mi się cieplej.
Widziałem, jak Naoyuki z Sagą rozmawiali o czymś, po czym Murai odszedł. Shiroyama zniknął gdzieś w międzyczasie.
- Chcesz iść ze mną? - Saga uniósł brew do góry, zarówno pełne napięcia spojrzenie czekoladowych tęczówek, jak i całą swoją uwagę przemieszczając na mnie. Bogowie, czułem się wtedy naprawdę irracjonalnie.
- T-tak - odparłem pierwsze, co przyszło mi do głowy, choć wcale nie wiedziałem, na co się godzę, bo za bardzo wpatrzony byłem w te jego ciemne oczy.

2 komentarze:

  1. Ciekawe czy Takashi poznał Shinjiego i dlatego mu się przedstawił jako Saga. Ale będzie miał Shinji zaskoczenie, gdy się dowie kim jest naprawdę Saga. Trochę mnie to dziwi, że go nie poznał. Często nie mam problemu z rozpoznaniem znajomych z podstawówki, których widziałam lata temu i zmienili się nie do poznania. Ale tak jest ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za Twój komentarz i przepraszam za tak późną odpowiedź na niego.
      Powiem tylko, że jeśli o Takashiego chodzi, nic nie jest kwestią przypadku.
      I oczywiście wszystko dzieje się na potrzeby fabuły, a i Shinji jest bohaterem dość... niedomyślnym ;)

      Usuń