piątek, 4 lipca 2014

[One Shot] "Najlepsza kawa na świecie" Tora/Saga (Alice Nine)

Tytuł:  Najlepsza kawa na świecie
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: fluff
Rating: G
Ostrzeżenia: Typowy dla fluff'ów cukier~ dużo cukru. Poczujcie się, jakbyście połknęli magazyn fabryki waty cukrowej~
Od autora: OTP ma to do siebie, że z danymi osóbkami pisze się dosłownie wszystko. Zatem przyszedł czas na typowego fluffa~
Postanowiłam wykreować Sagę trochę inaczej. Daję odpocząć moim bohaterom (i samej sobie!) od gwałtów, zdrad, tęsknot, ślepej gonitwy za kimś Sagą, depresyjnego odchodzenia i euforycznych powrotów, by zaprosić Was na dawkę słodyczy i odpoczynku od ciężkich tematów.
Chcę jeszcze podziękować za komentarze~ mimo, że są nieliczne, podnoszą na duchu i motywują : 3

*
Saga zawsze kusił. Nawet po rezygnacji z mocnego makijażu, wyjęciu srebrnego kolczyka z ust i zamianie lateksowej bluzeczki odkrywającej brzuch na rozpiętą co najmniej do połowy koszulę, nie mogłem oderwać od niego wzroku. Ściął też włosy, przerzucił się z eksperymentów z blondem na odcienie brązu i zaczął częściej nosić okulary przeciwsłoneczne. Czasem przychodził na próby w czapce z daszkiem, ale nawet w takim "zwyczajnym" wydaniu miał w sobie coś...
Nawet nie musiał lizać gitary by doprowadzić fanki do piszczenia, a mnie do reakcji podobnej w ilości endorfiny w organizmie, a odmiennej w skutkach... bardzo nieprzyzwoitych, które trzeba było zręcznie zasłaniać gitarą (w czym już się całkiem nieźle wprawiłem przez te wszystkie lata).
Saga grał niedostępnego. Kusił prowokacyjnymi ruchami, pieszczeniem gryfu długimi palcami i znaczącymi spojrzeniami, rzucanymi w stronę publiczności, a czasem nawet w moją. Zdarzało mu się też oblizywać powoli usta albo eksponować odsłonięte uda, stawiając je na podium. Saga był bombą. Bombą seksu, spełnieniem moich erotycznych marzeń i chcąc uniknąć pomyłek w trakcie koncertów, zdecydowanie nie mogłem mu się przypatrywać.
Mimo to, że na scenie Saga był najokrutniejszym prowokatorem na świecie, po zamknięciu drzwi mieszkania stawał się Takashim. Uśmiechniętym, delikatnym i życzliwym. Takim o gładkim, delikatnym torsie, robiącym poranną kawę, szykującym poniedziałkowe obiady, siadającym na kolanach podczas oglądania wieczornego filmu i wtulającego twarz w ramię podczas kiepskiego horroru.
Tego dnia było bardzo podobnie - wróciliśmy z próby jak zwykle razem. Na jednym ramieniu przewieszoną miałem swoją gitarę, a na drugim - tę należącą do niego. Weszliśmy do mieszkania, zdjęliśmy buty. Ja zostawiłem nasz sprzęt w pokoju i poszedłem do kuchni, w której krzątał się Sakamoto. Chodził w ciasnych spodniach i białej luźnej koszuli, odsłaniającej trochę gładkiego torsu. Zresztą, mógłby się ubrać nawet w worek, a i tak wyglądałby dobrze. Chodził w skarpetkach albo na boso, nigdy nie ubierał kapci - uważał, że są niewygodne, choć w trasie nigdy by się na to nie odważył.

Ekran migał. Jakaś dziewczyna uciekała przez las, co jakiś czas pojawiały się napisy.
Takashi przyszedł z dwoma kubkami herbaty. Robiona przez niego smakowała najlepiej na świecie. Postawił je na stoliku przy kanapie i usiadł na moich kolanach. Patrzył przez chwilę na krzyczącą coś w popłochu dziewczynę na ekranie. Kiedy pokazała się postać z nożem, która po chwili skończyła jako wybrakowany gumowy manekin gdzieniegdzie finezyjnie oblany keczupem, wtulił nos w moje ramię. Lubiłem jego nos. Nie był malutki i zgrabny, jak u większości Japonek, a nawet Japończyków. Był dość duży, ale dzięki temu cały on stawał się wyjątkowy. Zresztą mój nos też nie należał do idealnych.
Na ekranie ukazała się grupa białoskórych młodzieniaszków z plecakami, rozmawiających i chodzących po lesie. Takashi przytulił się do mnie mocniej, obejmując w talii. Wpatrywałem się tępo w ekran, choć tak naprawdę nie mogłem skupić się na beznamiętnych kolorowych obrazkach za szybą, kiedy na swoim ciele czułem przyjemne ciepło jego skóry, a gdzieś pod nosem majaczyła delikatna smuga jego perfum.
- Słyszałem coś o bzykaniu - powiedział w pewnym momencie, śmiejąc się cicho.
Spojrzałem w ekran, na którym przewijała się grupka przyjaciół. Siedzieli przy ognisku, jakaś dziewczyna siedziała na kolanach chłopaka... typowo.
- Sugerujesz coś? - zapytałem z uśmiechem.
- Chyba wolę iść wcześniej spać - w tym momencie samymi opuszkami delikatnie połaskotał mnie po lędźwiach. - ... niż oglądać kiepski horror z sokiem pomidorowym w roli głównej.
Przeszedł mnie dreszcz. Uwielbiałem jego delikatny dotyk. Miał w sobie coś niesamowicie elektryzującego.
- Więc najpierw musisz wstać - odparłem, uśmiechając się. Mruknął z dezaprobatą, co wywołało mój śmiech. W końcu wstał niechętnie, ale za to złapał moją dłoń i zaprowadził do sypialni. Położył dłoń na mojej twarzy. Jego gesty miały w sobie coś delikatnego. Jedną dłonią pogładził mój policzek, a drugą przeczesał włosy do tyłu. Złapałem go w pasie i pocałowałem. Poczułem jego palce, wplatające się między kosmyki moich włosów. Swoimi opuszkami muskał skórę mojej głowy. Mruknąłem zadowolony. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Staliśmy przez chwilę przytuleni aż Takashi zjechał dłonią wzdłuż mojego torsu i wsunął ją pod koszulkę. Po chwili dołączył drugą i zaczął powoli podwijać materiał w górę. Patrzyłem na jego twarz, na której malowało się skupienie i beztroska radość... po prostu. On lubił kraść moje wieczory, a ja uwielbiałem zajmować pierwsze miejsce na liście jego psychofanek. Moje serce zaczęło bić szybciej, a po ciele rozlało się przyjemne ciepło, gdy wprawnym ruchem zdjął przez głowę moją koszulę, obnażając tors. Oczywiście musiałem na krótką chwilę go puścić, by podnieść ręce w górę. Oglądał mnie. Robił to codziennie, jakby szukał zmian - badał, czy pojawił się jakiś nowy pieprzyk, zadrapanie, czy cokolwiek zmieniło się podczas jego separacji od mojego nagiego ciała. Oglądał mnie dokładnie, jakby poznawał od nowa. I delikatnie znaczył palcami fakturę mojej skóry. A ja nie mogłem oderwać wzroku od jego mocno rozpiętej koszuli. Kiedy jego dotyk dotarł do mojego brzucha i palce oderwały się od skóry, zacząłem rozpinać resztę guzików śnieżnobiałej koszuli. Kupiliśmy ją całkiem niedawno - tak wyszło, że razem. Takashi ją lubił, uważał, że jest wygodna i kojarzy mu się z tygrysem, choć wcale nie ma pręg. Rozpinałem ją powoli, niespiesznie, dbając o każdy detal, choć czułem, że moje dłonie drżą w niemej prośbie o spełnienie. Kiedy ją rozpiąłem, on ujął moje dłonie i skierował je w stronę połów gładkiego materiału, by ściągnąć koszulę ze swoich ramion. Następnie zsunęła się w dół i obciążona siłą grawitacji, spłynęła na podłogę.
Nie minęło dużo czasu, byśmy pozbyli się także spodni, choć nie kochaliśmy się tej nocy. Takashi założył swoją ulubioną, spraną koszulkę piłkarską z napisem SAGA, dumnie widniejącym na plecach, a ja zasnąłem w samej bieliźnie, przytulając go do siebie. Czułem zapach jego włosów, pomiędzy którymi znalazł się mój nos.
Kolejny dzień powitał mnie pocałunkiem miękkich ust i najsmaczniejszą na całym świecie kawą. Później zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy na próbę, na której zatopiliśmy się w świecie dźwięków, próbując zapomnieć o oczekiwaniu na kolejny powrót uczczony zaparzoną przez niego kawą.

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobało mi się. Saga w, że tak to ujmę słodkiej roli przypadł mi do gustu. Przynajmniej jakaś odmiana od tego co wszyscy piszą czyli Saga - nieczuły i zimny. Czekam na więcej. A tak btw to na początku zamiast zdjeliśmy buty przeczytałam zjedliśmy buty hehe i tak się patrzę z miną WTF? hehe

    OdpowiedzUsuń
  3. "On lubił kraść moje wieczory, a ja uwielbiałem zajmować pierwsze miejsce na liście jego psychofanek" - to zdanie ma w sobie tyle uroku. ^^ One-shot bardzo mi się podobał. Nie wiem za bardzo, co mogłabym napisać. Jak zwykle zachwycasz doborem słów. Chciałabym pisać tak, jak Ty. ;; Wzmianka o nosie też była urocza. :3 Nie wiem, jak Ty to robisz, ale u Ciebie nie ma nigdy czegoś za dużo. Jest zawsze w sam raz. Wszystko jest takie stonowane i ma swoje miejsce. Ja tak nie potrafię. U mnie jest albo przesadna słodycz, albo smutek, albo brutalność. ;; A Ty mimo że piszesz fluff, to i tak nie ma nadmiaru cukru, dzięki czemu naprawdę przyjemnie się to czyta. :3
    Dużo weny Ci życzę, kochana. <3

    OdpowiedzUsuń