Tytuł: Arrivals and Departures (ang. przyloty i odloty)
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: -
Rating: -
Rating: -
Ostrzeżenia: ewentualne przekleństwa, odpowiednio dawkowane w dialogach
Od autora: Jak zwykle miało być zupełnie inaczej. Mam wrażenie, że nie wyczerpałam tego, co chciałam napisać, ale z drugiej strony tutaj nie chce się upychać niczego więcej. Jak zwykle Tora i Saga, opowiadanie o relacjach. Zapraszam.
*
Shinji już miał kłaść się spać, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Uśmiechnął się pod nosem. Tej nocy nigdzie nie wychodził, wypił tylko wieczorne piwo przy dobrym filmie, wykąpał się i jak na przykładnego obywatela przystało, miał kłaść się spać, żeby wyspać się i być wydajnym w pracy.
Dobrze wiedział, kto przyszedł do jego domu. Przychodził regularnie - co tydzień, dwa... czasem co pięć dni a czasem co dwadzieścia. Był pod tym względem dość kapryśny, ale przychodził zawsze. Poznał go przypadkiem.
Kiedy Shinji otworzył drzwi, do jego mieszkania wtoczył się trochę niższy mężczyzna drobnej postury. Miał na sobie dopasowaną koszulkę z siateczkowym wzorem, zawadiacko zsunięty z jednego ramienia sweter i obcisłe skórzane spodnie. Wpadł w ramiona ciemnowłosego gospodarza i wymamrotał pijacko prosto do jego ucha:
- Pociesz mnie, Shinji.
I jak ten biedny, znienacka napadnięty, przykładny pracowity Japończyk miał go nie posłuchać?
Jak ktokolwiek mógł nie słuchać Takashiego?
Shinji wziął to zapijaczone źródło własnego szczęścia i zaprowadził do sypialni. Wcale nie spodziewał się, że cudowna dłoń o długich smukłych palcach spocznie pod jego koszulką i delikatnie gładząc skórę, sparaliżuje jego ruchy. Przez kręgosłup Amano przeszedł dreszcz podniecenia. Jak mógł w tej chwili po prostu go zostawić? Jego serce waliło, a umysł krzyczał. Mimo to nie był w stanie zmobilizować bezwładnych kończyn do ruchu, więc po prostu pozostał w bezruchu, przyglądając się czekoladowym tęczówkom i pozwalając sercu tańczyć.
Kiedy Takashi obudził się rano, pierwszym co poczuł był ból głowy, który wydawał się obciążać jego głowę o co najmniej dwadzieścia kilo. Próbował przewrócić się na drugi bok, ale przeszkodziły mu mdłości i ból w dolnej partii ciała. Tym sposobem skończył, leżąc na plecach i wpatrując się w biały sufit. W ustach miał nieprzyjemny smak kaca, a cała jego osoba tryskała niechęcią dalszej egzystencji. Znowu to zrobił.
Gdy wreszcie podniósł się z łóżka, przeklinając bolące miejsce, do którego światło nie dochodzi, poszedł do łazienki i nawet sobie nieznanym cudem, nie skończył z głową pomiędzy obręczą muszli klozetowej. W zamian za to w lustrze powitał go obraz nieszczęścia w potarganych włosach, z ogromnymi sińcami dookoła oczu, tak bardzo przypominającymi pandę, choć tak wyglądając prędzej przypominał bezdomnego pana z zagranicznych śmietników niż puchate zwierzątko. Odlał się i ochlapał twarz zimną wodą, pozwalając sobie na chwilę kontemplacji i przypomnienie czegokolwiek z zeszłej nocy. Był Byou. Wywalił go na zbity pysk i jak zwykle skończył u Shinjiego. Pewnie przyszedł kompletnie nietrzeźwy, w nocy zaczął się dobierać do Amano i skończyli pieprząc się jak króliki. To wyjaśniało ból głowy, problemy z chodzeniem i miejsce, w jakim się znajdował. Westchnął.
Kiedy Takashi wyszedł z łazienki, do jego nozdrzy doleciał przyjemny zapach świeżo parzonej kawy. Uśmiechnął się i wiedziony miłością najinteresowniejszą, ale i najszczerszą, skierował się do kuchni. Usiadł, a właściwie opadł na krzesło naprzeciw Shinjiego. Na stole przed nim stał jego ulubiony fioletowy kubek, z ulubioną mocną, czarną kawą. Ironicznie fioletowy.
- Nienawidzę go - powiedział z zaciętością Sakamoto, upijając łyk napoju i razem z nim przełykając wymiociny, które miał ochotę z siebie wyrzucić od pierwszego porannego kontaktu ze światem. Dopiero wtedy zauważył, że na dworze było pochmurno - szare chmury spowiły całe niebo i zbierało się na deszcz.
- Co się znowu stało? - zapytał Shinji, niemal bezszelestnie odstawiając swój kubek na blat stołu. Mówił ze stoickim spokojem, jakby wcale nie był zazdrosny o Byou. Nie przeszkadzało mu, że zamiast zachwycać się jego obecnością, Sakamoto woli mówić o swoich nieudanych związkach. A tym bardziej o związku z Byou, który ciągnął się od roku i był chyba najbardziej burzliwym z dotychczasowych.
Takashi, przychodząc do Amano, nie zdradzał Byou. Ich relacje były samoistne, pozbawione moralności. Uprawiali seks, ale łączyła ich przyjaźń, zrodzona gdzieś pomiędzy padającymi przez lata słowami, drobnymi gestami, ukryta we wspólnie spędzonych sekundach, godzinach, latach... Razem znajdowali się w innym wymiarze, w którym nie istniało prawo zdrady.
- Wyrzucił mnie. Po prostu mnie wywalił. Jestem pewny, że ukrywał gdzieś w szafie albo pod łóżkiem tego cholernego Jina - prychnął i upił kolejny łyk życiodajnej kawy. Odstawił kubek z głośnym puknięciem, który sam odczuł w pulsującej głowie.
- Myślisz, że cię zdradza? - zainteresował się Shinji, wciąż z idiotycznym uśmiechem, którego nie był w stanie zedrzeć od ostatniej nocy. Właściwie od dźwięku dzwonka przy drzwiach, który wlał się do jego uszu.
- Na pewno mnie zdradza. Chuj - skwitował treściwie Sakamoto, urywając temat. - A co z tobą, Shinji? - podniósł wzrok na przyjaciela.
- Ze mną? - Amano objął swój kubek dłońmi i zaczął stukać palcami o jego gładką fakturę.
- Tak, z tobą - Takashi patrzył na niego ponaglająco.
- Nic ze mną - odparł Shinji, próbując ukryć zdenerwowanie. - Jestem dyspozycyjny dla ciebie przez cały czas...
Sakamoto roześmiał się. Twarde krzesło było boleśniejsze niż zwykle, a głowa wciąż rytmicznie pulsowała. Tylko mdłości zdawały się trochę mniejsze, ale mimo to Takashi się uśmiechał. W końcu tuż obok na wyciągnięcie ręki siedział jego tygrys.
- Takashi? - zapytał z powątpiewaniem Amano, kiedy poczuł na swojej dłoni delikatne muśnięcie opuszków palców.
- Byou mnie wyrzucił - stwierdził.
- Nie martw się, pewnie jutro zacznie wydzwaniać, że masz wra...
- Kto powiedział, że będę chciał wrócić? - przerwał przyjacielowi Sakamoto.
- Możesz zostać tak długo, jak chcesz - odparł Shinji z westchnieniem
- Wiem - powiedział Takashi. - Mam ochotę na warzywa.
Zostawił po sobie pusty kubek po kawie i poszedł się wykąpać.
Zostawił po sobie pusty kubek po kawie i poszedł się wykąpać.
To było dla Shinjiego naprawdę trudne. Zależało mu na Takashim. Zależało bardziej niż na kimkolwiek innym. Ambiwalentnie cieszył się, że przyjaciel zawsze do niego wracał i jednocześnie cierpiał, kiedy odchodził. Gdy wracał też cierpiał. Nawet, jeśli otumanienie radością wynikającą z obecności kochanej osoby na chwilę przyćmiło ten ból, jeśli był w stanie zakopać go w śladach paznokci na swoich plecach i dzikim seksie, on wciąż był. Tępo wwiercał się w jego serce, coraz bardziej je rozgrzebując.
Shinji wstał, wziął kubki i umył je w zlewie. Leżał tam także nóż. Kiedy go chwycił, przez nieuwagę wypadł mu z rozedrganej dłoni i próbując go chwycić, zaciął się w palec. Krew obficie spływała do zlewu, mieszając się z wodą i wpadając do dziury. Amano sam się czuł, jakby wlatywał do bardzo czarnej, niekończącej się dziury. Chciał zatrzymać Sakamoto na zawsze, ale wiedział, że on odejdzie. Jedyną nadzieją był fakt, że wróci. Takashi zawsze wracał, nieważne ile wypił i z kim uprawiał seks. Na koniec trafiał do niego - do Shinjiego i czy chciał się kochać, czy tylko wypłakać, Amano zawsze posiadał dla niego miejsce w łóżku, dodatkowy kubek i nawet zapasową szczoteczkę do zębów. Shinji zakleił swój palec, a z łazienki wyszedł Sakamoto. Miał na sobie spodnie i jego (Shinjiego) koszulkę, a z brązowych włosów kapały kropelki przezroczystej wody. Amano uśmiechnął się, widząc go. Po prostu nie potrafił się nie uśmiechać. Nie potrafił go nie kochać ani nie pozwolić mu wrócić. Każdy chciał stałości, choć ich wieczność wykluczała stabilizację.
- Halo? - Shinji nawet nie ujrzał, kiedy Takashi odebrał telefon. - Tak... Będę za godzinę, pa.
Spojrzał na Amano i uśmiechnął się. Jego oczy rozbłysły szczęściem. Shinji nie mógł nie pozwolić mu porwać kawałka chleba z masłem i uciec bez pożegnania. Ono nie było im potrzebne. Takashi zawsze wracał. A Shinji zawsze był przykładnym robotnikiem w japońskiej korporacji, dopóki w jego drzwiach nie pojawił się pijany mężczyzna z zawadiacko odsłoniętym ramieniem.
*
Kilka wskazówek: Byou (oczywiście ze Screw) nie cierpi deszczu i warzyw, a jego ulubionym kolorem jest fioletowy i uwielbia kawę.
*
Kilka wskazówek: Byou (oczywiście ze Screw) nie cierpi deszczu i warzyw, a jego ulubionym kolorem jest fioletowy i uwielbia kawę.
Myślałam, że jednak Saga z zostanie z Torą. Nie wiem dlaczego, ale te fick był dla mnie lekki i komedią romantyczną. Nie umiem wiele powiedzieć, fick był piękny. Przyjemnie się czytało.
OdpowiedzUsuń