Tytuł: Kran, Yamamoto-haikankou i (nie)fortunna awaria prądu
Paring: Kaoru/Die (Dir en grey)
Gatunek: Komedia, fluff(?)
Rating: G
Ostrzeżenia: przekleństwa, gejoza, humor(?) autorki
Od autora: Spłodzone w przypływie chwili i przeokropnego nastroju. Mam nadzieję, że z uśmiechem na ustach przyjmiecie tę miniaturkę i może Wam też poprawi ona humor. Wciąż zapraszam do wzięcia udziału w ankiecie znajdującej się po prawej stronie bloga i zapraszam~
*
Kap.
Kap.
Kap.
Kurwa. Zaraz dostanę cholery z tym kranem.
Siedziałem na kanapie, czekając na hydraulika już czwartą godzinę. Właściwie po jaką cholerę kupiłem mieszkanie z salonem łączonym z kuchnią? Nawet nie miałem gdzie się schować. Na domiar złego mój telefon rozładował się do zera, a w całym bloku akurat zabrakło prądu. Pogoda do najprzyjemniejszych nie należała, a piec, ogrzewający mieszkanie działał tylko po dostarczeniu odpowiedniej ilości woltów. Próbowałem skupić się na lekturze - ktoś ostatnio polecał mi antologię Murakamiego. Próbowałem czytać w myślach i na głos (czułem się, jakbym wrócił do pierwszej klasy szkoły podstawowej), ale nawet to nie pomogło, ponieważ przebijało się to cholerne kapanie. Próbowałem wziąć gitarę i brzdąkać... Jedyny problem, że nawet, kiedy uderzałem w struny do czerwoności palców i przyciskałem je do bladości opuszków, nawet wtedy w moją głowę wwiercał się znienawidzony dźwięk. Bezradny położyłem się na kanapie. Jak mogłem zostawić klasyka w studio?
Położyłem dłoń na czole. Z tego wszystkiego rozbolała mnie głowa. Zamknąłem oczy i próbowałem wyłączyć wszystkie bodźce, by uciąć sobie drzemkę. No dalej, Kaoru, poczuj się jak w trasie - siedemdziesiąt dwie godziny bez snu, dwa koncerty, przepity cały polski koncern alkoholowy. Dalej, dasz radę.
Kap.
Kap.
Kao...
Kao...
Cholera, już mam omamy, że kran mnie woła - przemknęło mi przez głowę, gdy poczułem szturchanie. - Świetnie, ta woda doprowadzi mnie do szaleństwa - pomyślałem. - Chwila. Ten głos wcale nie brzmi jak kran.
- Kaoru, wstawaj!
Otworzyłem oczy i zobaczyłem przed sobą Daisuke.
- Daisuke? - zapytałem jakże inteligentnie. - Czyżbyś zrezygnował z posady gitarzysty na rzecz bycia hydraulikiem?
Wtedy doszedłem do wniosku, że kapanie ustało. Może Die rzeczywiście znał się na rzeczy?
- Nie, ale miałeś niedokręcony kran w kuchni. Poza tym ponoć umówiłeś się z Kyo, który właśnie rzuca czym popadnie, wspominając jak ostatnio się spóźnił i go op...
- Już, starczy - odparłem z uśmiechem. - Dobrze cię mieć, Die. Zostań na noc.
- Ale Kyo... - wtrącił Andou.
- Mam piwo w lodówce, a przed nami długa noc - powiedziałem, spoglądając przez okno. Zmierzchało.
- Ty wiesz, jak mnie przekonać - na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. O tak, perspektywa nocy bez idiotycznego kranu, w zimnym mieszkaniu bez prądu i z ciepłym Daisuke, który po dwóch piwach stawał się bardziej potulny niż zazwyczaj była zdecydowanie lepszą alternatywą od czekania w nieskończoność na hydraulika.
Kolejnego dnia obudziło mnie światło lampki nocnej, która skierowana była prosto na moje oczy. Wyciągnąłem rękę, żeby ją wyłączyć i wtedy poczułem przytulonego kurczowo do moich pleców Daisuke, któremu zapewne było bardzo zimno w nocy. Uśmiechnąłem się pod nosem. Wtedy mój cudowny telefon uznał, że to idealny moment, aby się uruchomić, oznajmiając że zostało jeszcze piętnaście procent baterii. Wpisałem kod pin i odłożyłem go na półkę. Die wtulił się mocniej, mrucząc coś pod nosem.
- Co mówisz? - zapytałem.
- Olej ich, bierzemy dzisiaj wolne, w końcu jesteś liderem - powiedział. Zaśmiałem się i obróciłem tak, by być przodem do niego. Widziałem jego uśmiech i ledwo rozchylone powieki. Taki zaspany wyglądał naprawdę uroczo, więc nie mogłem się oprzeć, by go pocałować... raz, drugi... Wtedy zawibrował mój telefon.
- Już nas wzywają? - mruknął Die z rozczarowaniem.
Spojrzałem na ekran.
wiadomość od: Yamamoto-haikankou*
treść: Bardzo mi przykro, Panie Kaoru, lecz z powodu wielu odwlekających się wezwań nie zdążę do Pana dzisiaj przyjść. Proszę o kontakt w celu ustalenia nowego terminu naprawy Pana kranu. Pozdrawiam, K. Yamamoto- Nie, Die... - odłożyłem urządzenie i zwróciłem się z powrotem w stronę kochanka. - Nie wzywają. Ale cieszę się, że przyszedłeś.
___________________________________________________
*haikankou (配管工) to po jap. hydraulik; Japończycy często zamiast końcówki san dodają nazwę wykonywanego zawodu do nazwiska (np. często spotykane jest ...-sensei)
Nie umiem pisać komentarzy. Pewnie to zauważyłaś. xD Rzęsa dalej mi się odkleja, odrobinę przy tym drażniąc moje oko, co jest wyjątkowo upierdliwe przy czytaniu. >.< Ale czytam!
OdpowiedzUsuń" - Mam piwo w lodówce, a przed nami długa noc - powiedziałem, spoglądając przez okno. Zmierzchało.
- Ty wiesz, jak mnie przekonać" - ja doskonale zdaję sobie sprawę co go przekonało! Długa noc, podczas której mogliby zrobić wszystko, co im się podoba? Zmierzch nadający niezwykle podniecającą atmosferę? Erotycznie zniewalające (WTF? o.O) spojrzenie Kao, kiedy zerka przez okno? NIE! To piwo w lodówce przekonało Daisuke!
W sumie to ma sens: "Ja ci naprawiłem kran, ty mi stawiasz piwo. Może w przypływie dobrych chęci, dam ci jeszcze dupy" Stop, Nika! To jest fluff! Tu ma w powietrzu wirować puch i różowa mgła miłości. Tu dzielny rycerz Seme, ma bronić swojego Uke, który teoretycznie jest damą serca (w praktyce giermkiem... so sad). Trochę się zagalopowałam... Niczym rycerz Seme na swoim wiernym rumaku! Dobra dość... Za dużo Motylicy, kawy latte, yaoi, ff, penisów na omegle i innych dziwactw. ;-;
Miniaturka urocza. :3
Dziękuję~ interpretacja jest dowolna, możesz to odebrać nawet jako "napraw mi kran, zrobię Ci dobrze" xD
Usuń