poniedziałek, 7 kwietnia 2014

[One Shot] Forma [Tora/Saga] (Alice Nine)

Tytuł: Forma
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek: angst
Rating: ?
Ostrzeżenia: ?
Od autora: Tak się kończy moja nauka. Zapraszam.


Torashi...

Torashi...


Ze snu wybudzają mnie szepty, które jeszcze pobrzmiewają w mojej głowie. Otwieram oczy i beznamiętnie patrzę w sufit.

Forma to wynik czynności nadających określonego kształtu danemu materiałowi...
Poznałeś mnie.
Zobaczyłeś mnie sporo lat temu, zupełnie przypadkowo. Zwróciłeś na mnie uwagę, bo grałem. Brzdąkałem na gitarze gdzieś z boku. To były jeszcze lata mojej alienacji od wszystkich, zatrucia umysłowego oparami przeszłości. Byłem wtedy chuderlawy, nosiłem za duże okulary i wyglądałem zupełnie nieatrakcyjnie, więc gitara mogła być jedynym czynnikiem, który cię w jakikolwiek sposób zaintrygowały czy skłoniły, by do mnie podejść. Tak przynajmniej myślałem. Kiedy usłyszałem przed sobą ciche surowe dźwięki niepodłączonego basu, spojrzałem w górę. Stałeś nade mną z uśmiechem i brzdąkałeś jakąś melodię. Moje palce zatrzymały się, a prawa dłoń spoczęła na strunach, by je wyciszyć. Zmarszczyłem brwi, próbując się przysłuchać granej melodii, ale ty także przestałeś. Zaśmiałeś się melodyjnie, stwierdzając, że próbowałeś mi podegrać, a tak w ogóle, to nazywasz się Takashi.
Tak po prostu.
Choć nigdy nie powiedziałbym, że należysz do osób, które same z siebie podchodzą do innych i im "podgrywają". Może to z racji bycia muzykiem?
Wyskoczyliśmy na piwo. Jedno, drugie... po kilku ośmieliłem się zapytać cię o numer, ale ty tylko stwierdziłeś, że jestem zbyt pijany. Oczywiście mimo wszystko musiałem wyjść na przykładnego mężczyznę i odprowadzić cię do taksówki... w końcu byłem pijany.
Rano przeklinałem się za swoją głupotę.
Niedługo później uformowaliśmy zespół. Shou i ja... szukaliśmy członków i wtedy znów na siebie trafiliśmy. To stało się tak gładko, jakby było magicznie połączone z zupełnie naturalnymi czynnościami. Mam wrażenie, że naprawdę nie trwało długo, bym się w tobie zakochał...
Później mnie oswoiłeś.
Na pierwszym spotkaniu powiedziałeś mi, że jestem tygrysem i choć ja nigdy w sobie nic tygrysiego nie widziałem, gładko ustosunkowałem się do tego. Jestem tygrysem - powtarzałem sobie czasem w myślach.
W końcu rzeczywiście zacząłem się nim czuć. Z czasem nabierałem przy tobie pewności siebie - byłeś dla mnie jak zapalnik, otwierałeś mnie, choć jakaś część mnie się ciebie bała. W końcu dominował we mnie ciekawski tygrys, którego najpierw rozbudziłeś, a później postanowiłeś uśpić do roli spokojnego kociaka. W końcu musisz mieć nad wszystkim idealną kontrolę. Przecież nazywasz się Takashi, a to dla ciebie rzecz naturalniejsza nawet od mojego bycia tygrysem.

Na końcu...
Więc dlaczego, Takashi?
Dlaczego zostaję sam w zimnym łóżku, w pustym mieszkaniu. Dlaczego w lustrze przed sobą widzę samotne odbicie zupełnie obcego, zmarnowanego jak pies człowieka? Dlaczego czuję tytoniowy zaduch zamiast twoich cudownych androgenicznych perfum? Dlaczego już nigdy nie wrócisz, a z tobą już nigdy nie wróci ani dominujący tygrys, ani uległy kociak? Już nigdy mi nie podegrasz, nigdy się przypadkowo nie spotkamy... dlaczego?
Słyszę, jak ktoś cicho wchodzi do mieszkania. Słyszę powolne kroki. Wiem, kto to. Połykam garść tabletek, które leżą obok. Połykam... jedną po drugiej. Panicznie. Jakbym miał cię w ten sposób jeszcze raz zobaczyć. Kroki są coraz bliżej, choć wciąż ciche i miękkie. Kładę się do łóżka z nadzieją, że będzie bezboleśnie, kiedy czuję, że robi mi się niedobrze.
Tej nocy Shou trzyma moją głowę nad toaletą, gdy organizm wygina się w torsjach, zwracając białe pastylki z żółcią.

Torashi...
Torashi...

Ze snu znów wybudza mnie szept, który obija się gdzieś w moim skołatanym umyśle jeszcze przez chwilę, by ucichnąć wraz z otwierającymi się powiekami.
- Shinji, jesteś skończonym idiotą!
Kręcę głową, patrząc na rozzłoszczonego Hiroto. Za nim stoi Nao, Shou siedzi na krześle z twarzą w dłoniach.
- Ja chcę zdechnąć.
- Jesteś pieprzonym egoistą!
- Przestań zachowywać się jak dziecko, Amano - mówi poważnie Naoyuki.
Nie mówię już nic, tylko czekam aż Hiroto poprzeklina, Nao go uspokoi i wyjdą. Shou rzuca mi zdawkowe spojrzenie i zamykają się drzwi. Wszystko staje się szare. Jest tak samo szare od tygodnia. Wiem, że dałoby się zapomnieć, zacząć od początku. Dałoby się żyć...
Ale ja nie chcę żyć w świecie, który poszarzał za sprawą zakapturzonego kościeja z ironicznie białą kosą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz