Tytuł:
Lepszy
ślepy idiota
Paring: Tora/Saga (Alice Nine); Kaoru/Die (Dir en grey) - pobocznie
Gatunek:
-
Rating:
G (bez ograniczeń wiekowych)
Ostrzeżenia:
Nie wiem, czy powinno znajdować się to akurat tutaj, ale w
opowiadaniu następuje zmiana narracji.
Od
autora: Przed Wami nareszcie jedna z pozycji, które wygrały w
ankiecie. Napisałam ją praktycznie jednym tchem. Do napisania tej
miniaturki zainspirowała mnie Melodia
serca napisana przez Syo, choć jej opowiadanie jest
zupełnie inne od mojego. Moje utrzymane raczej w lekkim tonie,
bardzo miniaturkowe, trochę puchate i jakby wyrwane z kontekstu.
Trochę ślepo zakochanego Tory, wspaniałości Sagi i... chyba
czegoś jeszcze. Zapraszam~
Znów to samo.
Wszystko
zaczyna się od rzucenia okiem na smukłą sylwetkę. Późniejsza
ocena szczegółów przychodzi już samoistnie, jakby wiedziona
jakimś niewidzialnym trybikiem, który prowadzi do uruchamiania
każdego kolejnego zmysłu i skierowania go na niego. Zaczyna się
zawsze od wzroku, choć wyobrażenie dotyku nagiej skóry, którą
odkrywa nieznośnie podwijająca się koszulka stanowi element równie
niezbędny, jak niekontrolowany. Później zatrzymuje się na włosach
sztywnych od lakieru i szorstkich przez zniszczenie spowodowane
stosowanymi od lat środkami chemicznymi. To z kolei prowadzi do
prostego wniosku – skoro włosy są szorstkie, sztywne (choć
Shinji naprawdę wolałby, żeby zesztywniało mu z goła coś
innego) i nieprzyjemne w dotyku, to znaczy, że trzeba je umyć. A
cóż by to był za prysznic, gdyby Takashi miał go odbyć w
samotności? Później nieznośne myśli przywodzą na myśl szczupły
tors, gładkość płaskiego brzucha i wilgotne, namiętne wargi,
które tylko proszą, żeby się w nie wpić.
W
ten sposób Shinji kończy uwiązany do baru, bo przecież pokusił
się o wyjątkowo obcisłe spodnie, które w tym momencie jasno i
wyraźnie ukazywały coś, co wolał ukryć. Szczególnie przed
Takashim.
I
tak jest ciągle, za każdym razem. Choć czasem, wiedziony jakąś
niesamowitą intuicją, zakłada spodnie trochę luźniejsze – te,
które Takashiemu podobają się mniej, ale jednak bardziej w tej
sytuacji funkcjonalne. Mimo to znajduje sobie inny argument, by
pozostać przy barze – gdzieś w cieniu, pozornie niewidzialny i
pozornie niewidzący – choćby było nim czekające na niego piwo,
złocisty napój bogów, którego przecież nie sposób porzucić. A
jeśli spoczywała przed nim jedynie pusta szklanka, miał pretekst,
by zamówić kolejne.
W
ten sposób Shinji spędzał kolejny melancholijny piątek,
przepełniony bezustannymi westchnieniami i ukradkowymi spojrzeniami.
I właśnie wtedy, choć miał na sobie te okropnie obcisłe spodnie,
które Takashi tak strasznie lubił, i choć kufel prawie cały
wypełniony był jasnym piwem, alkohol niebezpiecznie zaszumiał w
jego głowie i podsunął wyjątkowo niebezpieczny pomysł...
– Zagadaj do niego w końcu – przemówił głos tuż przy
moim uchu i już zacząłem się zastanawiać, czy nie mam omamów,
gdy na stołku obok usiadł Daisuke.
Andou był moim
przyjacielem. Nie jakimś szczególnie bliskim ani oddanym. Nie
mieliśmy dla siebie za dużo czasu, ale mimo to wydawało się, że
jest między nami coś w rodzaju koleżeńskiej chemii.
– Od kiedy
stajesz się głosem wkraczającej w świadomość części mojej
podświadomości? – odrzekłem, a Die spojrzał na mnie jakoś tak
dziwnie, jakby chciał mi powiedzieć, że mam coś dziwnego na
twarzy i to wcale nie jest spoczywająca na policzku przypadkowa
rzęsa. – Co? – zapytałem, marszcząc czoło w geście
kompletnego niezrozumienia i może nawet poirytowania.
– Masz rzęsę
na policzku – odparł wymijająco, a ja uśmiechnąłem się pod
nosem. No tak, co jak co, ale my chyba naprawdę byliśmy stworzeni
dla siebie. Uśmiechnąłem się sympatycznie.
– Moje
życzenia i tak się nie spełniają – westchnąłem, a on powiódł
za mną wzrokiem jeszcze zanim zorientowałem się, w którym
kierunku właściwie podążyły moje myśli i oczy.
– Życzenia?
– spojrzał na mnie sceptycznie, uśmiechając się półgębkiem.
– Zamknij
się – uderzyłem go w ramię.
Roześmialiśmy
się. Co jak co, ale pomimo naprawdę niedługiej znajomości Daisuke
zawsze wiedział, kiedy kłamię. Może to dlatego, że moje
domniemane drobne przeinaczenia prawdy zawsze dotyczyły denerwująco
perfekcyjnej osoby Takashiego i były kompletnym zaprzeczeniem tego,
jakobym jeszcze coś do niego czuł. No bo jak Wielki Pan Sakamoto,
Bóg Seksu i te sprawy mógł się w ogóle zakochać.
Przespaliśmy się raz, drugi, może trochę więcej, ale wciąż
podkreślał, że to tylko niezobowiązujący seks. Choć do dziś,
gdy wspominam jego wzrok utkwiący w moich pośladkach, gdy
zakładałem spodnie z imitującego skórę materiał...
– Znowu je
założyłeś – parsknął Die.
– O co ci
chodzi? – żachnąłem się.
– Mówiłeś,
że są niewygodne i ich nie cierpisz. – Daisuke z szerokim
uśmiechem powitał swój kufel z ciemnym piwem i umoczył w nim
wargi.
– Bo tak
jest – burknąłem, próbując zachować tę chwilę beztroski i
dziecinnych przekomarzanek, by jak najmniej wracać myślami do scen,
których nie pownienem rozpamiętywać. Wziąłem kilka głębszych
łyków, a Die kontynuował:
– A raczej
było do czasu, gdy Sakamoto–pan uwodziciel nie powiedział ci...
– Twój
tyłek wygląda w nich nieziemsko, Shinji – dokończył za niego
Takashi, który nagle i zupełnie niespodziewanie pojawił się
pomiędzy nami. To był moment, w którym zakrztusiłem się pitym
piwem, odstawiając kufel z głośnym trzaskiem na blat. Kaszlałem,
próbując powstrzymać alkohol niestrudzenie chcący przedostać się
do mojej tchawicy. Takashi klepnął mnie w plecy, a ja spojrzałem
na niego z oczami pełnymi łez. Aż głupio wspominać, jak żałosny
obrazek musiałem sobą przedstawiać. – Obgadywanie innych za
plecami nie jest zbyt grzeczne, drodzy panowie, ale to jeszcze nie
powód do płaczu – stwierdził lekko i porwał mój kufel, po czym
wychylił resztę zawartości duszkiem. Przez chwilę nawet wydawało
mi się, że w ciągu tego swojego monologu puścił mi oczko, choć
w rzeczywistości spoglądał raz na mnie, raz na Die'a, w którym aż
się gotowało ze złości.
– Mógłbyś
w końcu się na coś zdecydować – warknął na Sakamoto, a ten
tylko przywołał na twarz zawadiacki uśmieszek, rozejrzał się
dookoła i przyciągnął pobliskiego mężczyznę do pocałunku. Na
nieszczęście nas wszystkich tym śmiałkiem okazał się nikt inny,
jak lider Dir en grey'a – już trochę wstawiony, ale wciąż
wystarczająco przytomny, by nie za mocno, ale jednak odepchnąć od
siebie natręta. Daisuke wyglądał wtedy, jakby miał wyjść z
siebie i stanąć obok. Nie wiedząc za bardzo, co mógłbym wtedy
zrobić, po prostu zerwałem się z siedzenia i zanim Andou zdołał
jakkolwiek zareagować, chwyciłem Takashiego za rękę i wybiegłem
z nim z pomieszczenia. Stanęliśmy dopiero po wbiegnięciu to
jakiegoś wyludnionego zaułka, niezbyt przyjemnego, ale
wyglądającego na trudny do znalezienia. Na dworze było zimno,
wszechobecny mróz od razu odznaczył się gęsią skórką na nagich
ramionach. Przyspieszony biegiem puls wyraźnie dawał o sobie znać.
– Jesteś
idiotą, Shinji. Zostawiłeś nasze kurtki – stwierdził,
przewracając oczami, choć mógłbym przysiąc, że przez ten grymas
niezadowolenia niestrudzenie przebijał się cień satysfakcji. – I
co teraz zrobisz, jeżeli się rozchoruję?
– Będę...
– zacząłem, wciąż dysząc ze zmęczenia spowodowanego biegiem.
– Tylko nie
mów, że będziesz gotował mi zupki, mógłbym tego nie przeżyć –
przerwał mi. Nastała chwila ciszy, podczas której wpatrywałem się
w jego idealnie czekoladowe oczy, a on spoglądał w moje, po prostu
ciemne. – Ja tam nie wrócę – zarzekł się.
– Ja też
nie – odparłem. – Daisuke mnie zabije, wskrzesi, a później
każe zaprowadzić do ciebie, by dokonać kolejnego aktu mordu. –
Mółbym przysiąc, że po tych słowach na twarzy Sagi pojawił się
uśmiech ukryty gdzieś w mroku nocy. Staliśmy przez chwilę,
rozcierając ramiona, po czym ściągnąłem z ramion flanelową
koszulę i podałem mu ją. – Masz.
– To? –
Takashi uniósł brwi w geście zdziwienia. – Kiepska rekompensata
– skrzywił się, ale przyjął niejaki prezent i zarzucił go
sobie na ramiona.
Uśmiechnąłem się
pod nosem w taki głupi, kompletnie naiwny sposób wierząc, że
teraz napawa się moim zapachem, tak jak robiłbym to na jego miejscu
ja.
– To
wszystko przez ciebie – stwierdziłem, krzywiąc się na
wspomnienie warg Takashiego przytkniętych do wąskich ust gitarzysty
Dir en grey'a.
– Przeze
mnie? – zapytał urażony.
– Tak –
powiedziałem, dopiero wtedy zauważając, jak wąska jest przestrzeń
pomiędzy ścianami zaułka. On stał przy jednej, a ja przy drugiej,
przeciwległej. Dzieliły nas zaledwie dwa kroki. Wystarczyła ta
świadomość, by serce, ledwo uspokojone po szalonym pędzie w
trosce o nasze zdrowie, znów zaczęło nieznośnie kołatać,
mieszając myśli, słowa i doprowadzając moje zlodowaciałe dłonie
do paradoksalnego lepienia się od potu. A może to było tylko złudzenie?
– To nie ja
jestem ślepym idiotą – zmrużył powieki, spoglądając na mnie.
Może gdybym był
przygłupią, zakochaną nastolatką, pomyślałbym, że zaraz
wyskoczy z wyznaniem miłości, bo przecież ślepy idiota nie
zauważył, że tak naprawdę Sakamoto wciąż się za nim ugania i
przychodzi do tego samego klubu co piątek tylko ze względu na niego
i specjalnie zawsze bawi się w takim miejscu, aby Torashi go widział
i...
– Lepszy
ślepy idiota niż... – zacząłem zanim jeszcze na dobre
przemyślałem, co właściwie chcę powiedzieć.
– Niż? –
zapytał Takashi, unosząc brew.
... niż
perfekcyjny dupek, orkopnie pociągający, wstrętnie przystojny, o
bardzo ładnym ciele, które aż prosi, żeby go dotknąć. Cholera.
– Niż ty –
dokończyłem, odwracając wzrok w kierunku wylotu na ulicę. Nie
była ona jedną z tych stanowiących centrum nocnego życia. Szmer
przejeżdżających samochodów, kroki i gwar pochodziły raczej z
oddali. Na tafli mokrej od deszczu drogi odbijały się uliczne
światła.
– Głupi
jesteś, Torashi – stwierdził Takashi po chwili, przyciągając
mój wzrok. Opatulił się ciaśniej koszulą, by wbić we mnie
ciemnobrązowe spojrzenie. Trwaliśmy tak przez chwilę wpatrzeni w
siebie, z plecami mokrymi od wilgotnych ścian za nami. Podmuch
chłodnego wiatru wstrząsnął moim ciałem, a on chwycił mnie za
dłoń i pognaliśmy do mieszkania. Niczym para nabuzowanych
hormonami beztroskich nastolatków, znów kochaliśmy się na moim
łóżku, a Takashi stwierdził, że jednak najlepiej mi bez
jakichkolwiek spodni.
Sytuacja z baru, jak pojawił się za nimi Saga, rozśmieszyła mnie. Sądziłam trochę, że to będzie jakiś wątek z Kaoru, on tylko go pocałował, cóż tego się nie spodziewałam.
OdpowiedzUsuń