poniedziałek, 8 kwietnia 2013

[One Shot] "Uniesienia" [OMC/OMC]

Tytuł: Uniesienia
Paring: OMC/OMC (nieokreślony)
Gatunek: ?
Rating: ?
Ostrzeżenia: ?
Od autora:Od autora: Przedstawiam idiotyzm chwili:

Kiedy zobaczyłam ich po raz pierwszy na żywo razem, poczułam zgęstniałą między nimi atmosfera. Nawet nie musieli spoglądać w swoim kierunku, by odczuć, że znają się od dawna i jest między nimi swoista chemia. Podeszłam do jednego z nich. Uśmiechnął się sympatycznie.
- A więc to on… - zaczęłam zamyślona.
- Tak – odpowiedział zupełnie naturalnie.
- Ale... Czuć coś między wami.
- Nami?
- Między tobą a nim – wskazałam ruchem głowy na basistę, który właśnie stroił instrument.
- Ach – przez jego twarz przemknął wyraz pełen zrozumienia i powiedziałabym, że z nutką pobłażania.
- Jakaś…chemia.
- Wiem – powiedział niemal natychmiast. Patrzył na mnie z typowym dla siebie spokojem, jakże kontrastującym z chaotyczną wręcz wypowiedzią. Jego wzrok, zamknięty w przestrzeni moich oczu był tak intensywny, że aż się wzdrygnęłam. – Wiem – powtórzył już spokojniej. Wtedy poczułam przyjemne ciepło w sercu. Wiedziałam, że nie mogę tego tak zostawić, a uwielbiałam swatać kunktatorskie pary, bo przecież platoniczność miłości nigdy nie trwa wiecznie.
- Więc dlaczego nie spróbujesz z nim o tym porozmawiać? – uśmiechnęłam się, snując w głowie plan.
- Rozmawiałem – odparł mój towarzysz rozmowy. Cała sytuacja stawała się dla mnie coraz bardziej ekscytująca.
- I…? – zapytałam, zupełnie nieświadoma niezdrowo błyszczących oczu i minimalizowania dystansu między mną a rozmówcą.
- On to odwzajemnia – każda jego wypowiedź brzmiała coraz ciszej.
- I nie jesteście razem? – podniecenie nie ustępowało. Wiedziałam, że znalazłam się w idealnym miejscu i o akuratnym czasie, aby coś zaradzić.
- Nie.
- Dlaczego? – ja, w przeciwieństwie do niego, coraz bardziej podnosiłam ton głosu.
- Bo kocha kogoś bardziej.
Na te słowa ekscytacja zniknęła, niczym porwana przez podmuch wiatru. Dopiero zauważyłam, że z tego wszystkiego przybliżyłam się do kolegi tak, iż przyparłam go do ściany. Postanowiłam natychmiastowo zmienić ten stan rzeczy, odsuwając się od niego i pozwalając swobodniej stanąć. Zrobiło mi się okropnie głupio. Sama nie wiedziałam, skąd wzięła się moja reakcja.
- Kogo? – zapytałam cichutko, podnosząc na niego nieśmiało wzrok. Jego wyraz twarzy wciąż był tak samo statyczny, przyozdobiony przelotnym uśmiechem.
- Muzykę.
Przyjrzałam mu się uważniej. Podejrzewam, że moja mina w tamtej chwili, wyrażająca kompletne osłupienie, musiała być zdecydowanie komiczna. On się nie zaśmiał, tylko spojrzał w jego stronę.
- Jak to muzykę?
- Kocha ją bardziej ode mnie. Dlatego ja powiedziałem, że będę czekał.
Wtedy poczułam, jak moje serce mięknie. Do oczu zaciekle chciały napłynąć łzy, ale powstrzymałam je, pociągając nosem.
- To piękne… - powiedziałam drżącym głosem.
Mój rozmówca spojrzał na niego i uśmiechnął się, usłyszawszy cichą wibrację powietrza, wypływającą spod jego palców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz