wtorek, 29 marca 2016

[One Shot] „Spadamy 2” [Tora/Saga] (Alice Nine)

Tytuł: Spadamy 2
Paring: Tora/Saga (Alice Nine)
Gatunek:
Raiting: 12+
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Na prośbę Syo postanowiłam napisać kontynuację ostatniego One Shota. Najlepiej zapoznać się z nim przed lekturą poniższego tekstu.
Black Cherry pewnie będzie zadowolona z takiego obrotu spraw, ale niczego nie zdradzam.
Pragnę jeszcze zaznaczyć, że trochę zmieniłam formę tekstu, dodając cytaty piosenek.
Zapraszam.


Spadam
Nie czuję ciała
I tylko błagam
O łaskę trwania, jeszcze
"Spadam" Coma

Nie – odpowiedziałem.
Leżał za moimi plecami, więc go nie widziałem, ale mogłem wyczuć zaskoczenie. Nie spodziewał się odpowiedzi, choć szybko zamaskował emocje. Cokolwiek nie targnęłoby jego ciałem, sercem czy ustami, lubił szybko maskować dowody swojego człowieczeństwa. Już po chwili był idealnie chłodny, bezwzględny i pozbawiony słabości.
Przekręcił się.
W głowie zaświtał mi obraz poprzedniego dnia. Zapach hiacyntów, głos Takashiego i dwie czupryny.
Fioletowa narzuta leżała porzucona na podłodze.
Takashi jeszcze nie wstał.
Dziwne, pomyślałem.
Poczułem ciepły oddech na plecach, a ciałem wstrząsnął dreszcz.
Oczami wyobraźni widziałem dwie pary oczu utkwione we mnie. W uszach słyszałem nieprzyjemny pisk, zakręciło mi się w głowie. Ciemnowłosy mężczyzna miał równie ciemne oczy, jak on, ale zamiast kojarzyć się z czekoladą, przypominały dwie kuleczki, którymi pluszowe zabawki obserwowały świat. Konsternacja tej chwili zagęszczała atmosferę i powodowała nieprzyjemną ciszę. Dusiliśmy się. Takashi miał zmrużone powieki i nieznacznie ściągnięte brwi, a jego twarz wyrażała jawne niezadowolenie, że mu przerwano.
Nogi przywarły mi do podłogi, zupełnie jakby ktoś wtopił podeszwy butów w ziemię.

Idziesz pierwszy do łazienki? – zapytał, przerywając ciszę. Jego głos pozbawiony był chłodu, jakim raczyliśmy się przez ostatnie miesiące. Brzmiał jak pierwsze prześwity słońca spomiędzy burzowych chmur.
Nie, możesz iść – odpowiedziałem.
Poczekam – stwierdził. Jego oddech zostawił po sobie plamę chłodu na moich plecach. Nie powiedziałem nic, pogrążając się z powrotem we wspomnieniu poprzedniego wieczoru.

Wróciłeś – powiedział, a właściwie rzucił słowa w przestrzeń z chłodem, jakby zwracał się do kogoś pozbawionego znaczenia albo może nawet nieistniejącego.
Co to ma znaczyć? Co tu się dzieje? Co ty robisz? Kto to jest? Dlaczego mnie zdradzasz?
Żadne z desperackich pytań rodem z kiepskiej telenoweli nie zdawało się adekwatne, więc po prostu rzuciłem, równie chłodno i bezosobowo, jak on:
Wróciłem.
Czułem, że w oczach kotłują się łzy. Chcą za wszelką cenę popłynąć po policzkach, wlecieć mi do nosa. Pragną, bym ich posmakował, jakby zamierzały przekazać mi smakuj nas, jesteśmy słone jak twoje życie. Wreszcie spadłyby na podłogę i na zawsze naznaczyły to miejsce smutkiem.
Kto to jest? – odezwał się ciemnowłosy mężczyzna. Miał na sobie rozchełstaną koszulę, której jeden guzik zapodział się na podłodze. Pod swoimi stopami ujrzałem czarne spodnie i marynarkę do kompletu. Gdybym tylko miał w sobie wystarczająco sił, by się ruszyć, udusiłbym go, pobił na śmierć albo wyrzucił przez okno. Wcale nie czułem furii, przemawiała przeze mnie rozpacz.

To ja idę pod prysznic – stwierdził po chwili Takashi. Czułem, jak podnosi się z łóżka. To takie zabawne uczucie, jakby materac stał się lżejszy.
Dobrze – stwierdziłem, otulając się szczelniej kołdrą. Pozostawił po sobie tylko chłód.

Mój chłopak – odparł Takashi zanim zdołałem cokolwiek powiedzieć.
Spojrzałem na niego z wyrzutem.
I mówisz to tak...? – Załamał mi się głos. Gardło było nieznośnie suche i zaciśnięte, więc przez chwilę nie mogłem wydobyć z siebie nawet jęku.
Tak po prostu – łaskawie skończył za mnie Takashi, wciąż patrząc w moim kierunku idealnie czekoladowymi oczami. Siedział tam, odgrywając ten swój teatrzyk. On zawsze grał. Gdy się poznaliśmy i gdy wiązałem z nim swoją przyszłość, a nawet kiedy przestałem – zawsze miał nad wszystkim kontrolę. Był w końcu aktorem idealnym. Wtedy coś we mnie pękło.


Za kryształową ścianą słów
Za nieprzebytym lasem kłamstw
Chowa się ze mną dobry duch
Pod niebem wiatr pogania los, zatacza łuk
"Sierpień" Coma

Co ty sobie wyobrażasz? – Głos brzmiał, jakby wcale nie należał do mnie, co wcale by mnie nie zdziwiło. Formułka była tak oklepana, że mogłaby równie dobrze dochodzić z włączonego telewizora, audiobook'a lub stanowić fragment kłótni sąsiadów – tych z dołu, z góry, z boku... Jednak ekran telewizora był czarny, na odtwarzaczu lśniła czerwona diodka – wyłączony, mówiła, a cisi sąsiedzi najwidoczniej pławili się w swoim obrzydliwym szczęściu, oglądając po cichu telewizję i migdaląc się na kanapie. Albo spokojnie spali. Albo po prostu robili cokolwiek, czego ja w tamtej chwili nie mogłem. Tak bardzo zazdrościłem im, że nie mieli Takashiego, z którym trzeba się użerać, którego trzeba zawsze tolerować, wiecznie się z nim zgadzać i akceptować każdy wybór pod groźbą obrazy majestatu. – Jesteś kompletnie popieprzony, Takashi. Nie widzisz, ile dla ciebie robię? Zrezygnowałem z całego dotychczasowego życia, pracuję na nas, wracam i witam cię uśmiechem, a ty posuwasz się do czegoś takiego. Masz mnie, ale co z tego – przecież ja ci nie wystarczam! – Głos wciąż brzmiał, jakby pochodził z przeciętnej telenoweli. – Pieprzony, cudowny Takashi.
Takashi leżał wsparty na łokciu, a w jego spojrzeniu narastała ciekawość.
Mężczyzna obok niego, otrząsnął się z szoku. Wstał, zaczął zbierać swoje ubrania z podłogi i zakładać je na siebie pospiesznie, drżącymi dłońmi. Na Takashiego nawet nie spojrzał, a sam Sakamoto zbyt zajęty był mną, by zwrócić na niego uwagę. Nareszcie to ja byłem w centrum uwagi. Choć wcale nie miałem pewności, czy rzeczywiście było z czego się cieszyć.
Niestety nie zdążyłem być pieprzony, wszedłeś w złym momencie. Powinieneś otworzyć drzwi trochę później – stwierdził z krzywym uśmieszkiem.
Nawet teraz będziesz robił sobie z tego żarty, tak? – powiedziałem. Mój głos nareszcie do mnie pasował - łącznie ze swoim żałosnym rozedrganiem i rozmywającymi się granicami pomiędzy słowami.
Czy ty kiedykolwiek pomyślałeś co ty robisz?
Zmarszczyłem brwi.
Co ja robię? – zapytałem z nieudawanym zaskoczeniem. Bo co ja mogłem w tej sytuacji robić? To on mnie zdradzał.
Snujesz się od domu do pracy, zupełnie nie masz dla mnie czasu. Ale gdyby tylko o czas chodziło. Kompletnie straciłeś mną zainteresowanie. Czy tobie w ogóle na mnie zależy?
O tak, to też było bardzo w stylu Takashiego. Odwracanie kota ogonem. Czułem, jak powoli wzbiera we mnie złość.
Oczywiście, że mi zależy, to ty mnie zdradzasz! – odpowiedziałem, podnosząc głos.
– Bo mnie do tego zmuszasz!

Jak niby?! – Tym razem moja złość docierała do niebezpiecznej granicy.
Nie okazując mi zainteresowania. Olewając mnie, ignorując moje starania.
Jakie starania? – zmarszczyłem brwi.
No właśnie – przewrócił oczami, siadając na brzegu łóżka okrakiem i opierając łokcie na kolanach. Spojrzał na mnie. – Widzisz? Niczego nie widzisz.
Czego miałem nie widzieć? Tego faceta, z którym przed chwilą się obściskiwałeś? Może malinek na szyi, gdy wracałeś do domu nad ranem? Karteczek z telefonem w kieszeniach spodni? Czego miałem nie widzieć, Takashi?!
Mnie nie widziałeś, Shinji – powiedział, patrząc na mnie z żalem. Był taki pełen cierpienia i rozpaczy. Jego performans trwał, a on odgrywał główną rolę.
Emocje kotłowały się we mnie. Uderzały sercem o wszystkie pobliskie organy, wykrzywiały twarz w grymasie, próbowały wycisnąć z oczu łzy, ale żeby nie pozwolić im na to, wbiłem paznokcie we wnętrze dłoni. Miałem ochotę go uderzyć, skrzywdzić. Rozpacz na jego twarzy powodowała ambiwalencję emocji – współczucie pomieszane z poczuciem niesprawiedliwości, złością, żalem...
Dość! – krzyczało coś we mnie.
Wynoś się stąd – powiedział głos, który do złudzenia przypominał mój. Musiał być mój. Czy ja kazałem Takashiemu się wynosić?
Rozpacz na jego twarzy sięgnęła zenitu.
Torashi – powiedział miękko – tak, jak nie mówił od miesięcy. – Torashi – powtórzył, a ja czułem, jak miękną mi kolana. Jego głos się załamał. – Wyjaśnimy to, jak zawsze.
Chciałem powiedzieć, że nie wyjaśnimy niczego. Że niczego już nie ma, bo on wszystko zniszczył. Wszystko, doszczętnie.
Przepraszam – wyszeptał, a ja po prostu opadłem na łóżko.
Byłem skończony.
Przecież on nie umiał przepraszać.

Nasza łazienka biała, mała i prosta, a prysznic niewielki. Znajomy chlupot dochodził aż za niedomknięte drzwi sypialni. Chciałem nałożyć kołdrę na głowę i wmówić sobie, że to wszystko nie istnieje. Że tak naprawdę ostatnie miesiące wcale nie miały miejsca. A może nawet, że wcale go nie poznałem? Tak byłoby łatwiej. Gdyby Takashi nagle zniknął, a ja wciąż byłbym tym samym zakompleksionym, samotnym sobą.
To nie tak, że Takashi nie zrobił niczego dla mnie. Przeciwnie...

To był dzień jak każdy inny, spotkanie jak każde inne i mężczyzna jak każdy inny, a mimo to nie potrafiłem opanować podrygujących nóg, walącego serca i pocących się dłoni, które tylko stanowiły kolejny powód do zdenerwowania. Kiedy poczułem jego dotyk na swoim przedramieniu, myślałem że wybuchnę.
Nie musisz się trzymać za brzuch – stwierdził, spoglądając na mnie badawczo. Jesteśmy na siebie skazani, mówił jego wzrok. A może nawet jesteśmy dla siebie stworzeni?
Wiem, nie trzymam – stwierdziłem, próbując się uśmiechnąć, co zapewne wypadło bardzo sztucznie. Pozwoliłem mu wziąć swoją rękę i odłożyć na kolano.
Wystarczyła chwila, by Takashi parsknął śmiechem.
Znowu to zrobiłeś – stwierdził.
Co? – zapytałem z nieudawanym zaskoczeniem.
Znowu trzymasz się za brzuch.
Ja nie... – urwałem, czując dłoń odruchowo zaciskającą się na materiale koszulki... na brzuchu! Musiałem bezwiednie się za niego łapać, kiedy czułem dyskomfort. – Nie zauważyłem – wybrnąłem.
Takashi znów zaśmiał się melodyjnie. Jak ja lubiłem jego śmiech... Wtedy też tak pomyślałem. A głos w mojej głowie był obrzydliwie słodki, piskliwy i przesycony złudzeniem.
Wstydzisz się go? – Trafił w dziesiątkę.
Już nie.
A wstydziłeś? – Uniósł brew, krytycznym okiem spoglądając na mój brzuch. – Wygląda normalnie – stwierdził.
Już.
To znaczy? – przewrócił oczami zniecierpliwiony.
Jak byłem mały, miałem trochę za dużo ciała. To spowodowało problemy w szkole z innymi uczniami. W liceum zabrałem się za siebie i schudłem, a to – uniosłem do góry dłoń - musi być nawyk...
Wtedy Takashi zrobił ostatnią rzecz, jakiej bym się po nim spodziewał. Chwycił mnie za nadgarstek ręki, która dociśnięta była do brzucha i złożył na wierzchu dłoni krótki pocałunek.
Nie masz się czego wstydzić – odparł z czarującym uśmiechem. Tak czarującym, że nawet gdyby opowiadał mi o krasnoludkach w swoim ogródku, uwierzyłbym mu na słowo. Choć wiedziałem, że nawet nie ma ogródka. Poczułem się niezręcznie, choć jego gest był urzekający, postanowiłem wybrnąć żartem:
Powinienem się zarumienić jak dziewczyna? - zapytałem.
Tak, chcę to zobaczyć!

Właściwie, zawdzięczałem mu całkiem sporo. Nie tylko zdobycie pewności siebie czy oswojenie się z własnym ciałem, ale także kwestie łóżkowe. Jako kochanek Takashi był świetnym partnerem. Właśnie, partnerem. Nie prowadziliśmy niezdrowej rywalizacji, choć w tej sferze naszego życia nie brakowało pikanterii. Nauczyliśmy się od siebie tolerancji, cierpliwości i empatii... Chociaż nie wiem, jak można mówić o empatyczności zdrajcy. Właściwie dlaczego przestaliśmy uprawiać seks?
Szarość ściany zdawała się przytłaczająco ciemna. Trzask wody uderzającej o brodzik ustał. Takashi wyłączył wodę, wyszedł spod prysznica i zaczął się wycierać. Pomyślałem, że zaraz tu przyjdzie. Miałem udawać, że śpię? A może po prostu wstać, ubrać się i wyjść? I już nigdy nie wrócić?
Moje rozmyślania przerwał Takashi, wchodząc do sypialni kompletnie nagi. Ujrzałem jego nagie uda, gdy podszedł do mnie i położył dłoń na czole. Musiał się schylić, a wtedy przed oczami miałem jego krocze oraz brzuch. Czułem zapach jego skóry i płynu do kąpieli, którego zawsze używał. Jeśli odejdę, czy nie będzie mi tego brakowało? Płyn mogłem sam kupić i wąchać z zawziętością nałogowca, ale on... Czy nie tęskniłbym za nim za bardzo?
Spojrzałem w górę i ujrzałem jak marszczy brwi. Nasze spojrzenia spotkały się na moment.
Nie masz gorączki, co ci?
Zdradziłeś mnie i jeszcze pytasz, co mi?!
Nie chciałem prowokować kolejnej kłótni, więc siedziałem cicho.
Za czym będę tęsknił bardziej – prawem do głosu czy jego pachnącym ciałem, czekoladowymi oczami i...
Wstajesz? – zapytał, najwidoczniej skonsternowany moją bezczynnością.
Chyba zrezygnuję z pracy – odparłem beznamiętnie.
Widziałem, jak jego brwi się marszczą.
Nie możesz, nie opłacimy wszystkiego bez twojej pensji – powiedział rzeczowo. – Koszt czynszu wzrósł pierwszy raz od lat.
Zadziwiające. Wczoraj nie mówił tak racjonalnie.
Chodź, zrobimy razem śniadanie. – Wyglądał nawet zachęcająco.
Czy chciałem je z nim robić? Czy chciałem robić z nim cokolwiek, wiedząc, że gdybym zatrzymał się po drodze, by kupić fajki, pieprzonego batona albo pobiegłbym za kimś, komu wypadł z kieszeni portfel – wystarczyła chwila, by wejść sypialni i zobaczyć, jak posuwa jakiegoś...
Nie.
Na jego twarzy w pierwszej kolejności pojawiło się niedowierzanie.
No chodź, na pewno jesteś głodny – ciągnął niezrażony, jakby myślał, że się przesłyszał.
Nie – powiedziałem już pewniej. W jego ciemnych tęczówkach ujrzałem cień lęku.
Nie wygłupiaj się, Tygrysie.
Nie.
Ty... – zaczął, ale przerwałem mu – dokładnie tak, jak on przerywał mi przez cały ten czas:
Ja mam cię dość, Takashi. Nie chcę cię widzieć na oczy. Masz trzy godziny, żeby się spakować i wyprowadzić.
Grozisz mi? – prychnął.
Tak – usiadłem, a on się odsunął. – Ty się wyniesiesz albo ja. A ze sobą zabiorę całą niezbędną do opłacenia czynszu wypłatę.
Nie bądź niemądry...
Jestem bardzo mądry. Nie wątp w to nigdy więcej.
Uśmiechnął się, prychnął i nerwowo przestąpił z nogi na nogę. Poszedł po szlafrok, zarzucił go na ramiona i luźno związał w pasie.
To koniec, Takashi.
Wcale nie chciałem cofnąć się do momentu, w którym go poznałem i sprawić, by to nigdy nie nastąpiło. Gdybym tak zrobił, nie poczułbym niesamowitej satysfakcji, jaką kryły za sobą te słowa. Nigdy, zawsze, koniec – to tabu dla ludzi ogarniętych strachem. Nie chciałem się bać. Chciałem odetchnąć pełną piersią i powiedzieć...
Zdradziłeś mnie, nie masz prawa pytać, co mi.

Mój głos był spokojny, a na twarzy gościł uśmiech.

3 komentarze:

  1. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale raczej to nie mogło inaczej się skończyć. Chciałabym przeczytać o nich coś szczęśliwego, w końcu Takashi nie zawsze musi właśnie tak postępować. W sumie muszę dodać to, że zakończenie wygląda tak jakby miała być dalej kontynuacja tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się nie spodziewałam. Czyżby "Spadamy" miało stać się dłuższym opowiadaniem? :D

      Usuń
  2. Przyjemnie się to czyta i właściwe, to mogłoby się stać dłuższym opowiadaniem :)

    OdpowiedzUsuń